niedziela, 22 grudnia 2024

Głupcy - Pat Cadigan

Nie przepadam za Cyberpunkiem, jako gatunkiem literackim. Odbieram go jako trudny i nigdy nie mogę wczuć się odpowiednio w fabułę, gdyż rozprasza mnie konwencja, udziwnienia i wynaturzenia (horrory nie podchodzą mi z tego samego powodu). A jednak jestem cyberpunkiem zafascynowany, podobnie jak pisarzami, którzy umieją tworzyć takie światy, spójne tylko same ze sobą.

Ta właśnie przewrotność sprawiła, że sięgnąłem po "Głupców" Pat Cadigan i chociaż męczyłem się z nimi długo, miewałem momenty zwątpienia (głównie w pierwszej części książki), a nawet nie nadążałem za akcją, to jednak dotrwałem do końca i nie żałuję.

Świat, w którym nie istnieje coś takiego jak tożsamość i osobowość, bo te rzeczy są tylko towarem. Nie istnieje talent ani nawet wspomnienia, bo te można równie łatwo kupić jak i stracić. Ba - nieważna jest nawet z góry ustalona przyszłość, za to przeszłość - tę można sobie ukształtować pod własne (a czasem wcale nie swoje) widzimisię. W takim świecie nie chciałby żyć nikt o zdrowych zmysłach. Dlatego właśnie jego mieszkańcy robią wszystko by oszukać zmysły, rozstroić nerwy i zatracić rzeczywistość. Czy jest w tym jakiś wielki plan, czy też jedynie bezwładność tworząca się poprzez nadmiar możliwości - na ten temat można prowadzić długie dyskusje. Rzecz w tym, że poznanie świata wykreowanego przez autorkę jest doświadczeniem niepowtarzalnym. A czytało mi się o wiele łatwiej niż na przykład "Neuromancera" (którego z resztą nigdy nie skończyłem).

Oceny (legenda tutaj):
  • Kunszt: 8 (Nie w moim stylu, ale imponujący.)
  • Lekkość Pióra: 5 (Nie mogę powiedzieć, by łatwo się czytało.)
  • Akcja: 8 (Głęboko osadzona.)
  • Bohaterowie: 6 (Istna przeplatanka, która dotyczy nawet głównej bohaterki.)
  • Zakończenie: 8 (Jako i akcja.)
  • Ocena Łączna: 35/50

Cenę tej książki można sprawdzić:

poniedziałek, 2 grudnia 2024

Komiksowy Miesiąc #9 i #10

"Berserk" to olbrzymia saga. Ja mam już za sobą to, co w niej najgorsze, czyli pierwsze trzy tomy. Tak mi przynajmniej obiecano i nie mam powodu, by podważać to stwierdzenie. Kolejne trzy już mi pożyczono, czekają na dobry moment. Nie oceniam zatem cyklu, ale potwierdzam, że przedarcie się przez dotychczasowy jego fragment było dość zniechęcające. To właśnie powód, dla którego zwolniłem tempo.

"Janko Pistolet" to bardzo stary komiks od autorów "Asteriksa", którego nigdy wcześniej nie spotkałem na swojej drodze. Nie miałem pojęcia o jego istnieniu. Pewnie jako dzieciak miałbym jeszcze większą frajdę z czytania, ale i teraz rozbawił mnie i sprawił trochę radości. 

"...To rozśmiesza to porusza... czar komiksów Tadeusza" to piękny hołd dla rysownika, będący abstrakcyjnym kolażem jego komiksów, bardzo w stylu autora. Interesująca, kreatywna rzecz, warta polecenia. Także dla sentymentu.

I, jak wspominałem wcześnie, to już koniec. Więcej komiksów w tym okresie nie doświadczyłem. Postaram się to nadrobić w grudniu.

wtorek, 26 listopada 2024

Pociągnięcie pióra. Zagubione opowiadania - Terry Pratchett

Zwykle bardzo nie lubię tego typu zbiorków - opowiadania niby to wygrzebane z szuflady po śmierci autora i wydawane przez jego rodzinę, by jeszcze trochę zarobić na twórczości słynnego ojca czy wujka. Uważam, że opowiadania takie albo są podejrzane (czytaj - nie zostały napisane przez tego, komu przypisuje się ich autorstwo, ale "wytworzone" przez członka rodziny celem zarobku), albo autor uznał je za zbyt słabe do publikacji lub nie miał pomysłu na ich dokończenie. Tym razem jednak skusiłem się, bo historia jest zupełnie inna...

W książce tej znajdujemy opowiadania, które zostały opublikowane dawno temu (zanim ich autor stał się znany jako pisarz), a że tworzone były pod pseudonimem, to dotarcie do nich samo w sobie jest interesującą historią (zawartą wewnątrz niniejszej książki). To przyciągnęło moją uwagę, chociaż nie jestem tak wielkim fanem Pratchetta, by czytać jego książki pasjami. Przeczytałem kilka, podobały mi się, ale to raczej odskocznia. I właśnie dlatego mogę opowiadania te ocenić w miarę obiektywnie, nie będąc pod wpływem "geniuszu autora".

Większość opowiadań to wprawki lub krótkie formy, bazujące na pojedynczym pomyśle (nie zawsze odkrywczym), co nie powinno dziwić - były bowiem pisane na potrzeby gazety i publikowane jako krótki przerywnik dla szerokiego grona. Są więc nieskomplikowane, często wywołują drobny uśmieszek, ale nie ma w nich niczego "wielkiego", nie skłaniają do refleksji. Ich zaletą jest to, że czyta się je bardzo szybko i bezboleśnie (są "gładkie", bez zgrzytów i ciężkich fragmentów). Dodatkowo, w wielu tekstach można się dopatrzeć wątków, które później zostały wykorzystane w powieściach, kiedy Pratchett był już uznanym autorem, co z pewnością będzie gratką dla jego prawdziwych fanów.

Co ciekawe, nie wszystkie opowiadania mają ten sam, Pratchetowski styl. Niektóre są, powiedziałbym, pozbawione osobistego stylu w ogóle. Takie odczucie miałem czytając kilka opowiadań świątecznych. Wydaje mi się ponadto, że opowiadania zawarte w zbiorku ułożone są w taki sposób, że pod koniec znajdują się najlepsze z nich. Przynajmniej mnie najbardziej podobały się te, które były bliżej końca.

Prawdziwą perełką jest opowiadanie ostatnie, najdłuższe, w którym czuć najwięcej klimatu i stylu autora, a od którego zaczęła się cała przygoda z powstaniem tego zbioru. Cieszę się, że właśnie to opowiadanie jest na końcu, bo pozwoliło mi zakończyć spotkanie z tą książką w stanie kompletnego zadowolenia, którego i Wam życzę.

Cenę tej książki można sprawdzić:

sobota, 23 listopada 2024

Stado - William Wharton

Dzisiaj o książce, którą niedawno skończyłem, a która zrobiła na mnie duże wrażenie. To książka mądra, a przy tym nie narzucająca swojej mądrości. Nie ma tu ciągłych powtórzeń, truizmów, moralizatorstwa i wyjaśnień symboliki. W zasadzie można by przeczytać ją bez refleksji, ciesząc się opowieścią. Można jednak przystanąć i zastanowić się przez chwilę, by wyciągnąć z niej całą gamę wniosków dotyczących wartości, rodziny, miłości, przywiązania, zaufania, etc.

Książka ta przypomina mi twórczość dwóch innych pisarzy, których bardzo cenię. Początkowe rozdziały przypomniały mi Johna Steinbecka i to nie tylko dlatego, że tło przypomina "Grona Gniewu" (przynajmniej tak mi się wydaje), ale ze względu na dbałość o detale w narracji. Dalsza część skojarzyła mi się jednak z Johnem Irvingiem, którego bardzo cenię. I znów mam wrażenie, że nie chodzi jedynie o relacje ludzko - zwierzęcą, ale o narracje samą w sobie. Jak by nie było, pod kątem kunsztu literackiego, książka bardzo przypadła mi do gustu.

Sama historia, mimo, że interesująca, nie porywa. Ot, toczy się. Jednak przyjemność, jaką daje lektura pięknie zbudowanych zdań pozwala chłonąć kolejne wydarzenia z lekkością. Opowieść wiedzie dwutorowo i długo nie wiadomo co łączy oba wątki i czy opisywani bohaterowie kiedyś się spotkają. Szczegółów nie zdradzę, ale kiedy zauważamy podobieństwo obu tych historii jest ono przyjemnie zaskakujące i skłania do przeanalizowania systemu własnych wartości.

To powieść bardzo dobra, a przy tym nie długa, co sprawia, że z czystym sercem poleciłbym ją każdemu, nawet niezaawansowanemu miłośnikowi dobrej literatury.

Oceny (legenda tutaj):
  • Kunszt: 9 (Bardzo dopracowane.)
  • Lekkość Pióra: 8 (Łatwe i przyjemne w odbiorze.)
  • Akcja: 7 (Nie jest tu najważniejsza.)
  • Bohaterowie: 8 (Główni są bardzo dopracowani i przyjemnie poznaje się ich losy.)
  • Zakończenie: 8 (Mnie wydało się mocne.)
  • Ocena Łączna: 40/50

wtorek, 5 listopada 2024

Rewolucja z dostawą na miejsce - Marek Oramus

Zbiorek opowiadań, po który sięgnąłem przez przypadek - miałem mało czasu i chciałem przeczytać coś krótkiego. I tak, sięgałem po ten tomik od przypadku do przypadku, aż w końcu go przeczytałem, chociaż zajęło mi to chyba miesiąc. Tym razem mogę się wypowiedzieć na temat ogółu opowiadań, a nie pisać po kolei, albo odnieść się tylko do tych, które mi się podobały. Odebrałem je wszystkie bowiem w bardzo podobny sposób.

Wszystkie opowiadania oparte są na znakomitych pomysłach. Wszystkie wspaniale się zaczyna - mają przyjemną narrację. Wszystkie jednak bardzo szybko się nudzą. Brak im rozwinięcia, zwrotu akcji i pointy. Są to historyjki, które można by uznać za pomysły na opowiadania, a nie gotowe utwory. Traktując je w ten sposób - mają potencjał. Myśląc o nich jak o skończonym dziele - są nieporozumieniem.

Autor wyraźnie zaznacza temat, o którym chce napisać, a potem przez kilkanaście albo kilkadziesiąt stron krąży wokół, przyglądając mu się z każdej perspektywy, jakby nie wiedział którą z nich wybrał i w rezultacie postanowił użyć wszystkich. Dobry pomysł staje się w ten sposób przegadany i zarzucony różnymi wersjami tych samych spostrzeżeń. Jako czytelnik byłem znudzony przed końcem chyba każdego z opowiadań, mimo początkowej ekscytacji tematem.

Być może taka forma ma swoich zwolenników, do których ja nie należę. Być może utwory zestarzały się i brak im świeżości (chociaż czytuję książki pisane w różnych epokach i nie spotykam się z taką manierą). Może, w końcu, czegoś nie dostrzegam. Po tej dawce (o ile jest to reprezentatywny przykład) wniosek nasuwa się jeden - twórczość Marka Oramusa nie jest dla mnie.

czwartek, 17 października 2024

Ostre Cięcia - Joe Abercrombie

To już chyba dziesiąta (wliczając dwie trylogie) książka tego autora, jaką mam przyjemność czytać. Sprawiła mi najmniej frajdy, ale to wcale nie oznacza, że mało. Po prostu lubię, gdy Abercrombie buduje swój świat i konsekwentnie prowadzi narrację przezeń. Tutaj - w tomie opowiadań nie wykorzystuje w pełni swoich niesamowitych możliwości i chociaż nie brak w nich humoru, brakowało mi zwrotów akcji (i w ogóle rozwinięcia akcji), za którymi tak tęsknię.

Mimo wszystko zachęcałbym do lektury także tej pozycji, a to dlatego, że uzupełnia poprzednie opowieści, łata dziury, tłumaczy i pozwala zajrzeć za kurtynę głównych wydarzeń oraz lepiej zrozumieć znanych nam już bohaterów. I to właśnie ponowne spotkanie z bohaterami (w tym tymi, którzy stracili życie w poprzednio, chronologicznie przeczytanych książkach) tak bardzo mi się podobało.

A poza tym - mamy tu wszystko to, co kochamy w fantasy w wykonaniu Abercrombiego - przebiegłych złodziei, wspaniałych wojowników, wątpliwych moralnie zawadiaków oraz dzikich północnych. Akcji także nie brakuje (z tym, że jest urywana, jak to w opowiadaniach). Po lekturze tego tomu nie mogę się doczekać, aż dobiorę się do kolejnej pozycji na liście "do przeczytania", czyli do trylogii "Epoka Obłędu".

Cenę tej książki można sprawdzić:

poniedziałek, 30 września 2024

Komiksowy Miesiąc #8

A więc wrzesień się skończył. Oto komiksy, które udało mi się przeczytać w minionym miesiącu.

"Incal" uważany jest za największe dzieło w historii tego medium, jakim jest komiks. To opowieść przedziwna, skomplikowana, trudna i dlatego stanowi pewien stopień wtajemniczenia. Ja przebrnąłem, chociaż chwilami nie było łatwo i w pewnym momencie złapałem się na tym, że podoba mi się ta obcość, przejawiająca się w fabule, rysunku i języku - na każdym kroku. Wiem, że ten komiks nie jest dla każdego, ale uważam, że każdy sympatyk komiksu jako takiego powinien podjąć próbę. To po prostu kawał historii. A tutaj możesz kupić ekskluzywne wydanie INCAL DELUXE EDITION.

"Japonia" to z kolei zbiór krótkich komiksów od różnych twórców, będących ich interpretacją hasła, jakim jest tytułowa Japonia. I napiszę szczerze - nie potrafię tego docenić i nie podobało mi się do tego stopnia, że wiele z tych historyjek ominąłem po zaledwie kilku kratkach. To coś wyłącznie dla wielbicieli komiksu jako formy samej w sobie.

"Jak ciotka Fru-Bęc uratowała świat od zagłady" to piękna, ciepła historia od państwa Baranowskich, przeznaczona dla najmłodszych. Nie znaczy to, że bawiłem się gorzej niż dawno temu, kiedy miałem naście lat i czytałem ten komiks po raz pierwszy. Rysunki są piękne, bajkowe. Postacie i teksty są zabawne. Opowieść bardzo interesująca, pouczająca a zarazem bezkrwawa. Polecam każdemu!

"To doprawdy kiepska sprawa, kiedy Bestia się pojawia" to druga część powyższej historii. Jest krótsza, prostsza i nie tak urokliwa, ale jeśli się powiedziało "a", można powiedzieć "b".

"Antresolka Profesorka Nerwosolka" od Tadeusza Baranowskiego to kolejne wspomnienie przeszłości. Abstrakcyjny, kolorowy, pięknie namalowany komiks jest po prostu wspaniały. Jest bardziej dla dorosłych niż pamiętam - część żartów ma drugie dno, a warstwa językowa jest niezwykle złożona. Jeśli nie znacie, koniecznie sięgnijcie po ten i inne komiksy autora.

"Kubuś Piekielny" to zbiór komiksów publikowanych w prasie, autorstwa Pani Szarloty Pawel (tej od Kleksa). To zabawna historyjka o mieszkańcach nowego osiedla z wielkiej płyty (sam mieszkam na takim osiedlu, więc odnajduję się w tej rzeczywistości). Tłem wydarzeń jest codzienność PRLu, co także przypomina mi dzieciństwo. Sentymentalna podróż. Jestem jednak pewien, że zebrana seria tych komiksów spodoba się każdemu - starszym, ponieważ przypomni im "dawne czasy" a młodszym dlatego, że to po prostu zabawne historyjki.

"Człowiek, który zabił Lucky Luke'a" to westernowa historyjka z cyklu opowieści o Lucky Luke'u, ale o wiele bardziej mroczna niż te, które pamiętam z kolorowych zeszytów. Może dlatego, że jest to specjalny tom od Matthieu Bonhomme, czyli coś, co nie do końca wpisuje się w podstawową serię. I bardzo dobrze, bo opowieść jest poważna i przeznaczona chyba raczej dla dorosłego czytelnika. Nie jest tak komiczna i abstrakcyjna. Także postacie nawiązują raczej do tych historycznych niż do przezabawnych braci Daltonów czy psa Bzika. Gorąco polecam!

"Reduktor Prędkości" to komiks marynistyczny o zupełnie innej formie. Szczerze mówiąc, to trudno było mi się przekonać do jego estetyki. Kreska jest po prostu dziwna i w jakiś sposób mnie odrzucała. Historia jest natomiast wciągająca, a nade wszystko zachwyciła mnie lokacja - trzewia wielkiego okrętu wojennego. Nie wiem, czy sięgnę po inne komiksy tego autora, ale cenię sobie to zupełnie nowe doświadczenie.

piątek, 27 września 2024

Koniec Pieśni - Wojciech Zembaty

Kupując używane książki dołożyłem "Koniec Pieśni" do sterty, bo cena była dobra a ja chciałem uciułać odpowiednią kwotę, by dostać opcję darmowej wysyłki. Kiedy książki przyszły, odłożyłem te, dla których pierwotnie robiłem zamówienie i chwyciłem właśnie za tę powieść. Można więc powiedzieć, że lektura była całkowicie przypadkowa i zupełnie nic o niej nie wiedziałem. Czasem w ten sposób dokonuje się wielkich czytelniczych odkryć!

Przeczytałem wstęp i BOMBA! Wspaniały kawał opowieści, niesamowity nastrój, świetnie dobrane i wystylizowane słownictwo. A później pierwszy rozdział i... a co to? Toż to zupełnie inna opowieść. Inne czasy, inne realia. Szkoda. Ale, zaraz... to się dobrze czyta. W dodatku opisana okolica robi się coraz bardziej znajoma. No, nie jest tak źle. W dodatku bardzo łatwo się czyta.

Przez całą powieść bywało lepiej i gorzej. Zaskoczenia przeważnie były na minus, ale styl autora, wciągająca opowieść i niesamowity nastrój, podsycone znajomym krajobrazem za każdym razem przekonywały mnie do siebie. I taka huśtawka trwała do końca, który nadszedł niespodziewanie szybko. Okazuje się, że nawet te fragmenty, które odczuwałem jako gorsze czytały się gładko.

Przyczepić mogę się do postaci, które chwilami mi się myliły. Postaci kobiece opisane są na jedno kopyto, a szkoda. W dodatku przez całą powieść nie odkryłem intencji głównego bohatera. Nie wiedząc do czego dąży ta postać nie mogłem się ekscytować tym, czy idzie w kierunku swojego celu, czy wręcz przeciwnie. Długo nie wiedziałem jaki obrót akcji będzie w książce zwycięstwem, a jaki przegraną. I to była, jak dla mnie, największa wada tej, skądinąd bardzo interesującej, historii.

Oceny (legenda tutaj):
  • Kunszt: 7 (Bardzo ciekawe w odbiorze stylizacje.)
  • Lekkość Pióra: 8 (Gładko się czyta.)
  • Akcja: 7 (Interesująca, chociaż wiodąca donikąd.)
  • Bohaterowie: 6 (Mogło by być lepiej.)
  • Zakończenie: 7 (Kombinowane, ale spójne.)
  • Ocena Łączna: 35/50

Cenę tej książki można sprawdzić:

poniedziałek, 16 września 2024

Studnie Przodków - Joanna Chmielewska

Byłem poza domem, musiałem czekać i nie miałem przy sobie książki. Sięgnąłem po książkę z półki w miejscu, w którym byłem i postarałem się, by było to coś, co będę mógł dokończyć w domu. W ten sposób wróciłem do Chmielewskiej, której książki zawsze wprawiały mnie w domry nastrój. Taka rozrywka na niezłym poziomie. "Studnie Przodków" świetnie wpisują się w ten opis - jest do umiarkowanie dowcipna, obrazowa historia pełna interesujących, zabawnych sytuacji i podszyta tajemnicą, jak na kryminał przystało.

Zawsze, kiedy czytam książki tej autorki cieszę się tym, że akcja osadzona jest w PRL. Niepowtarzalny klimat tamtych czasów, wieczne niedobory, kartki, trudności z komunikacją, brak dostępu do informacji - to wszystko stanowi doskonałe tło dla zbrodni. Do tego udział nieustraszonej Milicji Obywatelskie - czyż może być lepiej?

Problem z napisaniem czegoś na temat książek Joanny Chmielewskiej polega na tym, że jest to typowe "przekonywanie przekonanych. Większość osób, które przeczytają ten tekst są sympatykami twórczości autorki i nie trzeba im jej zachwalać. Reszta prawdopodobnie nie zainteresuje się moją opinią i nie przekona ich to, co przyciąga mnie do tych książek. Jeśli jednak są tu jacyś sympatycy kryminałów, którzy jeszcze nie poznali przestępczości rodem z PRL, to gorąco zachęcam, bo są to książki lekkie i przyjemne w odbiorze, a przy tym zabawne i pełne barwnych postaci, miejsc i lokalnego kolorytu.

Oceny (legenda tutaj):
  • Kunszt: 7 (Przywykłem.)
  • Lekkość Pióra: 7 (Lekka, łatwa i przyjemna.)
  • Akcja: 7 (Wciągająca i zabawna.)
  • Bohaterowie: 7 (Dopasowani.)
  • Zakończenie: 7 (Trzyma poziom.)
  • Ocena Łączna: 35/50

sobota, 7 września 2024

Werniks - William Wharton

Werniks to coś, co zapobiega starzeniu. Ta książka jest właśnie o tym, co robić, by zapobiec starzeniu.

Bohaterem powieści jest malarz i kombinowany kamienicznik, który opowiada o swoich pomysłach i procesie twórczym, a także o życiu ogólnie. Jest świadomy swojego wieku i wiążących się z nim ograniczeń, ale jednocześnie zdaje się dostosowywać wszystkie swoje szalone działania do aktualnej sytuacji. Sprawdza powiedzenie, że "na starość będziesz robić wszystkie te same głupstwa, tylko nieco wolniej".

"Werniks" to nie jest książka wychwalająca życie jako takie. Nie stanowi apoteozy życia czy starości. To po prostu opowieść o tym, jak zachować wolność i czerpać radość, pomimo refleksji, że wszystko zmierza ku nieuchronnemu końcowi. Powieść pełna jest rozmów z przypadkowymi osobami, z którymi stary malarz nawiązuje kontakty, a z niektórymi bliższe więzy, flirtu, opisów miejsc, wartych namalowania. Bije z niej pewna tęsknota za tym wszystkim, co ma do zaoferowania miasto, świat, młodość. 

Styl Whartona, jak zwykle ciepły i jak zwykle pozwalający oderwać się od innych powieści, przenieść w jego osobisty świat - spokojny, ale i dramatyczny. Pozwala delektować się lekturą, a nie jedynie podążać za akcją. Tematyka jego książek jest na tyle różnorodna, że nigdy nie wiadomo na co właściwie się trafi (szczególnie jak stara się czytać jego książki w porządku chronologicznym).

Oceny (legenda tutaj):
  • Kunszt: 8 (Przyjemnie kojący.)
  • Lekkość Pióra: 7 (Miła w odbiorze, ale nie specjalnie wciągająca.)
  • Akcja: 6 (Jeśli można tu mówić o akcji.)
  • Bohaterowie: 8 (Wyraziści.)
  • Zakończenie: 6 (Jako i akcja.)
  • Ocena Łączna: 35/50

niedziela, 1 września 2024

Komiksowy Miesiąc #6 & 7

Z uwagi na to, że na przełomie lipca i sierpnia nie miałem jak napisać i opublikować komiksowego wpisu, postanowiłem połączyć dwa wakacyjne miesiące w jeden większy post. Oto i on!

Dokończyłem Monstera, co zajęło mi większość wakacji - komiksy pożyczone, a zatem nie podróżowały wraz ze mną, tylko bezpiecznie czekały na powrót. Historia okazuje się bardziej zawikłana niż się wydawało, bohaterowie mają niezwykłą głębię, poznajemy ich historię i charakter do tego stopnia, że jesteśmy w stanie przewidzieć zachowania. Końcówkę czyta się z zapartym tchem. Niestety ostatnie dwa tomy w jakiś sposób mnie zmęczyły. Odniosłem wrażenie, że wydłużenie niektórych scen w połączeniu z bardzo zawiłą akcją i odniesieniami do wielu opowieści rozmaitych postaci, o których czytałem miesiąc - dwa temu, to duży wysiłek dla pamięci. Mimo to pierwsze zetknięcie z poważną mangą uważam za bardzo udane.

W międzyczasie przeczytałem "Mój Nowojorski Maraton", który - przyznaję się bez bicia - kupiłem z uwagi na niską cenę podczas większych zakupów. A skoro już leżał na półce, to sięgnąłem po niego. Uważam, że jest to niezła historia podana w przystępny sposób, a do tego o bardzo pozytywnym wydźwięku. Po prostu zrobiła mi dobrze. Dodatkowym atutem niech będzie nie tylko to, że powstała na faktach, ale także to, że duża część została narysowana dzięki zarejestrowanemu na przenośną kamerkę nagraniu (poszczególne rysunki to kadry z filmu). Wraz ze scenami, w których postać autora mówi w dymku o tym, że zamierza narysować komiks i opowiedzieć tę historię stanowi to niesamowite urealnienie opowieści.

Przeczytałem także "Zmysły", ciekawą pozycję przeznaczoną dla młodszego czytelnika. Przedstawia ona podróż do wnętrza własnego ciała i umysłu. Bohater poznaje działanie pięciu podstawowych zmysłów (od strony naukowej, a w bardzo przystępny sposób) - komórek, mechareceptorów, kubków smakowych, etc. Można się tu wiele nauczyć! Autor komiksu, poza tym, że jest rysownikiem, z wykształcenia jest neurobiologiem. 

Szwagier (ten od Monstera) pożyczył mi także komiks "Stwórca", opowiadający o żądzy tworzenia, chęci zaistnienia, pozostawienia czegoś po sobie, poświęceniu i pasji. Niesamowite dzieło zrobiło na mnie ogromne wrażenie, a zakończenie powala. To bardzo mądry komiks mówiący o tym, co w życiu ważne i o tym, że w obliczu konkretnej sytuacji to, co uważamy za najważniejsze schodzi często na drugi plan. Mnie ta opowieść skłoniła do przemyśleń i utwierdziła w przekonaniu o słuszności niektórych wyborów, co do których miewałem wcześniej wątpliwości.

Wpis zakończę krótkim komiksem retro, pod tytułem "Kosmiczny Detektyw". Humorystyczna opowieść spod znaku kosmicznego science fiction, zobrazowana z ogromnym rozmachem. Technologia, kosmici, tajne służby, konflikt, spisek i tajemnicza zagadka do rozwiązania. Przyjemna, krótka pozycja, przenosząca w czasy dzieciństwa.

niedziela, 25 sierpnia 2024

Ślepowidzenie - Peter Watts

To nie jest prosta książka, o nie. Problem tkwi w bardzo niejasnym przekazie i nie wiem tylko, czy jest to problem autora, czy też wina tłumacza. Jak by jednak nie było, oceniam tutaj książkę jako dzieło w języku polskim, nie rozdzielając na to, co napisał autor i to, co przetłumaczono. A polska wersja jest bardzo trudna w odbiorze. Odniosłem wrażenie, że do pewnego stopnia musiał to być zamysł autora, ale bywały momenty, że zupełnie nie wiedziałem co czytam - nie miałem pojęcia czego dotyczy opis i co właściwie się dzieje, przez co moja wyobraźnia pozostawała wyłączona, a nie tego oczekiwałem.

Niewątpliwą zaletą był bardzo interesujący sposób przedstawienia obcych. W tym przypadku słowo "obcy" jest jak najbardziej trafione - są oni zupełnie niezrozumiali zarówno dla bohaterów jak i dla czytelnika. To ciekawe oderwanie się od tradycyjnego przedstawiania kosmitów, na temat których wszystko wiemy, od momentu, kiedy znajdujemy martwe ciało i robimy sekcję zwłok. Rozumiemy ich motywację, bo inaczej nie jesteśmy w stanie zrozumieć konfliktu / relacji z ziemianami. Jak jest tutaj... warto sprawdzić, bo jest inaczej.

Książka porusza szereg kwestii filozoficznych - od eksperymentu zwanego "chińskim pokojem" poprzez kwestie etyki i moralności aż do głównego zagadnienia, które się z nim wiąże - czym jest intelekt i świadomość. Jakkolwiek wprowadzenie tych zagadnień jest dla książki niezwykle istotnie, to w miarę lektury zacząłem się zastanawiać, czy autor sam nie pogubił się w swoich rozmyślaniach, gdyż stają się one zagmatwane aż do momentu, kiedy w końcu denerwują czytelnika (kilka razy chciałem z tego powodu przerwać czytanie).

Oceny (legenda tutaj):
  • Kunszt: 3 (Zbyt zagmatwane.)
  • Lekkość Pióra: 3 (Są momenty bardzo trudne w odbiorze.)
  • Akcja: 7 (Interesująca.)
  • Bohaterowie: 8 (Świetni, choć mogliby być jaśniej opisani.)
  • Zakończenie: 5 (Nijakie.)
  • Ocena Łączna: 26/50

Cenę tej książki można sprawdzić:

czwartek, 8 sierpnia 2024

Wypychacz zwierząt - Jarosław Grzędowicz

Przyjemny zbiorek opowiadań, nieco mrocznych, ale doskonałych na wakacje. Ja czytałem je na wyjeździe i z tego powodu nie robiłem żadnych notatek, a kiedy piszę ten tekst, minęło trochę czasu odkąd odłożyłem tę książkę. Opowiadań jest 13, ale uznałem, że opiszę jedynie te, które mi się podobały. Reszta była albo wtórna, albo bez pointy, albo zwyczajnie nijaka lub niezapadająca w pamięć (najlepszym na to dowodem jest to, że w przypadku niektórych opowiadań zwyczajnie nie pamiętam o czym były).

Hobby Ciotki Konstancji to prosty tekst, ale jest zabawny i pomysłowy. Bardzo mi się podobał, wywołał uśmiech i satysfakcję. Takich krótkich tekstów chciałbym czytać jak najwięcej.

Buran wieje z tamtej strony nie jest może odkrywczy, ale podobał mi się budowany klimat niesamowitości i w miarę otwarte zakończenie. Był to tekst, który przyjemnie się czytało.

Pocałunek Loisetty to chyba najbardziej interesujący tekst. Jest mroczny i niesamowicie klimatyczny. W moim odczuciu skłania do myślenia i rzuca nowe światło na podejście do życia i to, co kieruje naszymi działaniami. To opowiadanie oceniam bardzo wysoko.

Wypychacz zwierząt to kolejny krótki, prosty tekst, który jest pomysłowy i zabawny.

Weekend w Spestreku jest nieco dłuższym (jeśli można tak mówić o krótkich formach) opowiadaniem, które mną potrząsnęło. Jasne - jest to przejaskrawiona wizja, ale... to przecież tak było! Ten absurd się wydarzył!

Pozostałe opowiadania w większości nie były złe, ale to dla tych powyżej opisanych warto było przeczytać ten zbiorek. Ciekaw jestem które opowiadania i dlaczego Wam przypadły do gustu. Jeśli znacie tę pozycję, możecie podzielić się swoją opinią w komentarzach.

czwartek, 18 lipca 2024

Rzeźnia numer pięć - Kurt Vonnegut

Wielka powieść, której przeczytanie miałem w planach od lat okazała się nie taka straszna, jak mogłem się obawiać. Chociaż tak naprawdę chyba się nie obawiałem. Po prostu dawkuję sobie powieści wojenne, gdyż kiedy robię pomiędzy nimi za mały dystans, nieco zlewają mi się w jedną. Bardzo nie lubię, kiedy nie jestem pewien co do czego.

Zaskoczyło mnie, jak łatwo czyta się tę powieść, pomimo tego, że opowieść poszatkowana jest w sposób wręcz nieprawdopodobny. Nie ma także wielkiego problemu z nadążaniem za każdą linią zdarzeń. W tym miejscu głęboki ukłon dla autora - to nie jest łatwe zadanie. Lektura, mimo przedstawionych wydarzeń, jest przyjemna, a użyte poczucie humoru bardzo trafiło mi w gust.

Sama opowieść może się wydawać z początku trudna w interpretacji, ale ja rozumiem ją tak: Głównego bohatera, do końca życia dręczy koszmar przeżytej wojny, która zdaje się ciągle trwać w jego umyśle, zastygnięta na wieki. To swoiste "co się zobaczyło, tego się nie odzobaczy" sprawia, że obrazy te wciąż są żywe i "istnieją", zamiast zniknąć w przeszłości. Wydarzenia te sprawiają, że bohater ucieka w rzeczywistość zupełnie fantastyczną, byle tylko nie być tu i teraz. W ten sposób jest jednocześnie wszędzie i zawsze - na wojnie, na obcej planecie i na ziemi, już po wojnie, jako starszy człowiek.

I nie mówię tutaj o chorobie psychicznej, ale o próbie poradzenia sobie z czymś, z czym nikt nigdy nie powinien sobie radzić, a jednak "zdarza się", że trzeba. Trauma nie zawsze objawia się w sposób oczywisty i nie zawsze jest czymś, co jest czytelne na zewnątrz. Czasem, żeby zachować zdrowe zmysły trzeba najpierw zwariować.

Oceny (legenda tutaj):
  • Kunszt: 8 (Trudno było utrzymać zainteresowanie przy tej formie.)
  • Lekkość Pióra: 7 (Wcale nieźle.)
  • Akcja: 6 (Spójna.)
  • Bohaterowie: 7 (Wyraziści.)
  • Zakończenie: 6 (Trudno mówić o typowym zakończeniu historii, raczej kompozycyjnym.)
  • Ocena Łączna: 34/50

Cenę tej książki można sprawdzić:

poniedziałek, 15 lipca 2024

Bastion - Stephen King

Nie lubię Kinga. Nie mówię, że jest złym pisarzem, tylko że ja osobiście nie lubię jego stylu. Często podobają mi się pomysły, ale zupełnie nie podoba mi się "lanie wody" (czyli zdaje się to, za co jest najbardziej chwalony i rozchwytywany). Z książek Kinga, które przeczytałem podobało mi się jedynie "Miasteczko Salem". A mimo to, słyszałem o Bastionie tak wiele dobrego (w tym "to nie jest typowa powieść Kinga, ale zupełnie inna), że postanowiłem dać mu szansę.

"Bastion" zaczyna się od wielu historii, w których poznajemy przeszłość kilku z głównych bohaterów powieści. Część z tych opowieści jest interesująca, ale przynajmniej jedna jest nadmiernie (i niepotrzebnie) rozwleczona. Przy czym nie jest to opowieść najbardziej porywająca, ale autor chciał, byśmy tego bohatera dobrze zapamiętali. Inne opowieści także wydają się przydługie i już po dwustu stronach miałem wrażenie, że autor na siłę stara się wypełnić te 1250 stron swojej powieści. A akcja prawie nie posuwa się do przodu.

Zawziąłem się jednak i czytałem dalej, tylko po to, by w połowie zorientować się, że na dobrą sprawę te przeszło sześćset stron dałoby się zmieścić w stu, maksymalnie dwustu. Ilość zupełnie zbędnych detali jest przytłaczająca i to, co miało tworzyć klimat wywołuje zmęczenie materiału. Nie podobała mi się także nierówna dystrybucja tematów - przeskoki pomiędzy "frakcjami" istnieją, ale albo niewiele wnoszą do opowieści (pomimo setek stron czytelnik i tak powinien się domyślać tego, co go naprawdę interesuje, bo jest to potraktowane po łebkach), albo autor skupia się na jednym wydarzeniu, tworząc lukę wśród pozostałych fragmentów opowieści.

Przyznaję, że są fragmenty, nawet obszerne, gdzie książkę czyta się z przyjemnością, jednak wciąż miałem odczucie, że brak w niej "mięsa" - nawet te ciekawe rozdziały napisane są w taki sposób, jakby autorowi zabrakło pomysłu jak opisać niektóre miejsca czy wydarzenia, więc zwyczajnie je pomija. Po powieści, która liczy 1250 stron, z których wiele jest zbędnych dla fabuły, spodziewałem się więcej.

Powieść jest lekka, jak to u Kinga - łatwo się ją czyta. Myślę, że dla wielu osób jest to największa zaleta tego autora w ogóle (bo jest to olbrzymia umiejętność). King dysponuje fantastycznym warsztatem i operuje słowem w sposób mistrzowski. Ma też całkiem interesujące pomysły. Mnie jednak bardziej podobałoby się skupienie na pomyśle i unikanie "wodotrysków" i "przeszkadzajek" budujących objętość. Niestety (dla mnie), czerpanie przyjemności z czytania o pomysłach Kinga okupione jest wchłonięciem całego tego tłuszczu, którym oblepione jest to, do czego chciałbym się dobrać. To zabiera czas, nie oferując w zamian zbyt wiele. 

Właśnie dlatego napisałem na początku, że nie lubię Kinga - w czasie lektury jestem coraz bardziej zniechęcony, sięgam po inne książki, byle oderwać się od słowotoku autora, który zamiast posuwać akcję do przodu, drepcze w miejscu. Może się to podobać, jego sympatycy chyba właśnie to lubią i ja także doceniam tę umiejętność. Jednak King nie jest dla mnie.

Oceny (legenda tutaj):
  • Kunszt: 6 (Nie mój styl, ale doceniam.)
  • Lekkość Pióra: 7 (Naprawdę lekko, ale dla mnie męcząco.)
  • Akcja: 7 (Interesująca, choć rozwleczona.)
  • Bohaterowie: 8 (Jest ich wielu, ale są porządnie dopracowani.)
  • Zakończenie: 7 (Pasujące do reszty.)
  • Ocena Łączna: 35/50

Cenę tej książki można sprawdzić:

poniedziałek, 1 lipca 2024

Komiksowy Miesiąc #5

W tym roku wakacje nie sprzyjają czytaniu, ale kilka komiksów udało mi się "zaliczyć.

Przeczytałem "Trasę promocyjną", wspaniały, kafkowski komiks, nieco absurdalny i wyobcowany. Musze przyznać, że miałem dużo przyjemności czytając tę tajemniczą historię i bardzo polecam ją każdemu, nie tylko amatorom komiksu. Opowiada o mało znanym pisarzu, który wyrusza w drogę, by promować swoją książkę na szeregu spotkań autorskich. Jednak coś idzie coraz bardziej nie po jego myśli.

Następnie pożaliłem się szwagrowi (który interesuje się japońskim komiksem), że nie mogę przekonać się do mangi i anime. Powiedziałem, że wiem, że tam siedzą interesujące rzeczy, ale nie mogę się przekonać do stylistyki i nastroju. W końcu wyznałem, że chciałbym poznać jakieś dobre anime / mangę, a on polecił mi (i w swej dobroci wypożyczył) Monstera. Obecnie czytam piąty tom i jestem urzeczony. Historia jest bardzo interesująca i pełna bohaterów, wprowadzanych nowymi tomami (i wraz z nimi znikających), ale wielowątkowa opowieść tkana jest niespiesznie, więc czytelnik ma dużo czasu na przyswojenie tego, co się dzieje. Tradycyjnie kreska jest zdyscyplinowana - nie ma tu "maziajów", które mają ukryć tło i inne mniej istotne dla fabuły elementy. Czysta przyjemność.

Jeśli zaś chodzi o książki nie komiksowe, prozą pisane, to od dłuższego czasu męczę się z czymś, czemu postanowiłem dać kolejną szansę i przekroczyłem tysięczną stronę, ale idzie mi jak po grudzie.

sobota, 1 czerwca 2024

Komiksowy Miesiąc #4

W tym miesiącu, jeśli chodzi o czytanie komiksów, było biednie. Skończyłem serię "Ekho Lustrzany Świat" (te 9 tomów, które wydano w Polsce). Co ciekawe, moje nastawienie do serii zmieniało się wraz z lekturą kolejnych tomów. Przy trzecim i czwartym uznałem, że całe dobro pochłonąłem przy dwóch pierwszych i kolejne historie są wtórne. Dopiero przy piątym na nowo rozpaliły się we mnie pozytywne emocje dotyczące serii. Nieco osłabły podczas czytania tomu szóstego, ale pozostałe trzy przekonały mnie, że jednak warto. 

Poczucie, że misternie tkana opowieść kończy się nagłym zwrotem akcji pozostało, bo ten właśnie sposób narracji pojawia się właściwie w każdej części - przestało mi to jednak przeszkadzać. Co ciekawe, dopiero przy którymś z kolei tomie zorientowałem się, że jest to komiks dla dorosłych ze względu na sporą ilość seksu, jaka się w nim pojawia. Pojawiała się już w pierwszych dwóch tomach, ale wtedy jakoś tego nie zauważyłem.

Niestety nie zdążyłem przeczytać żadnego innego komiksu przez cały maj. Cóż - mam nadzieję, że nadrobię w czerwcu.

niedziela, 5 maja 2024

Zagubiona Przyszłość - K.Boruń, A.Trepka

W moje ręce wpadło stare wydanie "Proximy" z roku 1987 roku, kupione za grosze na jakiejś wyprzedaży starych książek. Skusiło mnie i od razu rozpocząłem lekturę. Niestety, zorientowałem się, że jest to, o zgrozo, część trylogii! W dodatku nie jest to tom pierwszy! Postanowiłem naprawić to niedopatrzenie, przerwałem lekturę Proximy i sięgnąłem po "Zagubioną Przyszłość", tym razem odpowiedni tom Trylogii Kosmicznej.

Powieść ta ma 70 lat, a tak leciwe science fiction, w dodatku rodzima to coś niezwykłego. W tamtych czasach olbrzymią wagę przywiązywano do tego, na czym science fiction powinno się opierać - podstawach naukowych. Każdy fenomen jest tu opisany z detalami, schematami i opisem działania. Wszystko to wkomponowane jest w fabułę, opowieść, dialogi i opisy. Całość robi niepowtarzalne wrażenie.

Są też wady tego typu literatury - póki nie zaangażujemy się w opowieść, jest nam ciężko wgryźć się w temat. Wydaje nam się rozbity, przeintelektualizowany i trudny do polubienia. Kiedy jednak przywykniemy do tego sposobu prowadzenia opowieści, staje się on czymś naturalnym i cieszymy się z tych technologicznych odpowiedzi na, nie zawsze zadane, pytania.

Fabuła jest interesująca, miejscami zaskakująca, ale ta warstwa bardziej niż fantastykę przypomina kryminał, powieść sensacyjną. Przez to, że podstawy naukowe zostały tak dobrze objaśnione, nie czujemy "fantastyczności" i zaczynamy książkę odbierać w inny sposób. To niezłej jakości powieść kryminalno-sensacyjna, tak bym ją określił.

Jest to pierwsza powieść tych autorów, dlatego uważam, że szczególnie warta przeczytania. Jest to także doskonały przykład tradycji Polskiego Science Fiction. Niestety po przeczytaniu tego tomu do "Proximy" już nie wróciłem... Przeleżała na półce, zacząłem czytać inne rzeczy, ale dotychczas wierzyłem, że niebawem po nią sięgnę. Nie sięgnąłem, więc postanowiłem napisać ten, spóźniony już, post. Nie wiem, czy kogoś zachęci do sięgnięcia po Trylogię Kosmiczną, ale uważam, że warto - nie jest to literatura najłatwiejsza w odbiorze, ale bardzo wynagradza podjęty trud.

środa, 1 maja 2024

Komiksowy Miesiąc #3

"Snow Blind" było idealnym rozpoczęciem miesiąca. Historia gęsta, pełna zwrotów akcji, moralnych wyborów, ale przede wszystkim spójna, wciągająca i świetnie narysowana. W dodatku udało mi się złapać pierwsze poważne promienie słońca w tym roku i przeczytać ten komiks w fotelu na balkonie, co kontrastowało ze śnieżną pogoda w książce, ale jednocześnie pozwalało poczuć podmuchy wiatru na skórze i kartach opowieści. Spędziłem z tym komiksem kilka miłych, relaksujących chwil, zatapiając się w fabule - polecam!

Nie rozumiem nadmiernie uzdolnionych ludzi przez ich oderwanie od rzeczywistości. "The Black Holes" jest właśnie o takich ludziach, w dodatku napisany przez osobę posiadającą tę cechę (i jest to pierwsza samodzielna powieść graficzna autora). Przez to zupełnie nie wiem co powiedzieć o treści. W kwestii formy - schludna, oszczędna kreska i ciemne zgaszone kolory potęgowały u mnie poczucie zagubienia.

Pozytywnie zaskoczył mnie "Wilk", o którym myślałem, że jest zupełnie nie w moim stylu. Ten komiks czytało mi się niczym tradycyjną powieść - nastrojową, wciągającą, trzymającą w napięciu opowieść o walce człowieka i zwierzęcia, o wzajemnej niechęci i szacunku. Nawet teraz, kiedy czytam swoje własne słowa na temat tej pozycji, gdybym bazował tylko na ich podstawie, nie zainteresowałbym się. A jednak. W dodatku komiks ten miał styl, który pamiętam z "poważnych" komiksów, które czytałem jako dzieciak. Nostalgia zrobiła swoje.

Zacząłem także serię "Ekho Lustrzany Świat". która bardzo przypadła mi do gustu (przez drugą połowę miesiąca nie miałem czasu na komiks, więc przeczytałem jedynie 2 tomy). Ta pozycja oczarowała mnie swoją złożonością. Nie dość, że wykreowany świat jest oryginalny, zawiera zupełnie fantastyczne lokacje i zamieszkały jest przez dziwne istoty, to jeszcze rządzi się własnymi, unikalnymi dla tej opowieści prawami. Są tutaj charyzmatyczni bohaterowie, którzy przeżywają dużo przygód. Sporo dzieje się także w tle, jest tajemnica i niebezpieczeństwo a każda historia wydaje się być wielowątkowa. Jedyny zarzut, jaki mogę mieć jest taki, że misternie tkana opowieść znajduje zbyt szybkie i nazbyt łatwe rozwiązanie.

poniedziałek, 1 kwietnia 2024

Komiksowy Miesiąc #2

Pierwszego marca przeczytałem "Noc w Zonie" - postapokaliptyczny komiks stalkerski na podstawie opowiadania "Mleczarnia" Michała Gołkowskiego. Co prawda sama opowieść wydała mi się nijaka (a dokładniej "o niczym"), ale za to ma świetny klimat i bardzo przyjemna dla oka czystą kreskę. Wizualnie duży plus. Jeśli chodzi o fabułę, myślę że lepiej czytałoby mi się opowiadanie (zamierzam).

Drugim komiksem, a właściwie całą komiksową serią był "Hombre" - komiks zdecydowanie dla dorosłego czytelnika, w dodatku przeznaczony raczej dla męskiego odbiorcy. Interesujący, ale bardzo powierzchowny. Bardzo podobał mi się styl rysunków i to uważam za największy atut tej serii. Jeśli chodzi o fabułę, to samo połączenie westernu z postapo wydaje się świetnym pomysłem, ale chyba nie do końca wykorzystanym.

"Zasada Trójek" to może być najdziwniejsze co do tej pory udało mi się przeczytać. Jest szalone, kolorowe, różnorodne, piękne i przerażające, a do tego jestem pewien, że nie wychwyciłem wszystkich warstw znaczeniowych tego komiksu. Polecam każdemu, kto chce się zmierzyć z czymś innym. Innym od... wszystkiego! Czy ambicja jest czymś dobrym, czy złym? Czy popycha nas do działania, czy przysłania inne życiowe cele? Pomaga czy przeszkadza? Czy istnieje w ogóle jednoznaczna odpowiedź na to pytanie, czy lepiej... odpuścić?

"Niepamięć Absolutna" prezentuje fascynującą, ale i przerażającą wizję dystopijnej przyszłości. To doskonały przykład opowieści pod znakiem "co by było gdyby" - jedna zmiana pociąga za sobą niesamowite skutki. Rozwiązanie problemu jest interesujące, ale tak na prawdę nie za bardzo poprawia sytuację. Pełna teorii spiskowych fabuła, wyrazista kreska, stonowana kolorystyka i świat cyberprzyszłości, którego nikt z nas nie chciałby doświadczyć - czego chcieć więcej?

Ostatniego dnia miesiąca, rzutem na taśmę przeczytałem "Komarów". Komiks, którym rządzi absurd, gdzie szara (dosłownie) rzeczywistość miesza się z koszmarem. Smutny, dziwny, straszny i miejscami bez sensu, z zakłóconą chronologią i pokręconą symboliką. Przyznaję - nie podobał mi się aż tak bardzo jak bym chciał, ale miał w sobie to "coś", co zdecydowanie odróżnia go od wszystkich innych. 

wtorek, 26 marca 2024

Szwindel - Jakub Ćwiek

Kryminalna historia o oszustach wpadła w moje ręce nieco przypadkowo - dołożyłem ją do koszyka, by uzyskać darmową przesyłkę, kiedy zamawiałem prezent urodzinowy. Książka leżała na wierzchu, więc sięgnąłem po nią. Tematyką, zupełnie przypadkowo, wpasowała się w książkę, którą nadal mam dobrze w pamięci - "Fałszerza" Magdy Omilianowicz. Z tym, że była zupełnie inna...

Od razu napiszę, że historia jest w miarę prosta i być może pokazuje w pewien sposób kulisy pracy oszustów, niewinnie wyglądające sytuacje, których wynikiem jest wkręcenie ofiary. Za te fragmenty duży plus. Niestety fabuła książki rozpatrywana całościowo jest trochę bez sensu i wiele w niej elementów zupełnie dla tej historii niepotrzebnych. Przede wszystkim jednak nie podobała mi się kompozycja. Poszatkowanie tej opowieści, zakłócenie chronologii w dziwny i niezrozumiały dla mnie sposób a do tego fakt, że bohaterowie posługują się kilkoma imionami i prowadzą podwójne życia sprawia, że opowieść dobrze by się może oglądało jako film, ale nie jest to przyjemne w odbiorze dzieło literackie.

Czy się zawiodłem? Tak! Czy to źle? Cóż, niekoniecznie. Autora czytuję z przyjemnością i zarówno "Kłamca" jak i "Chłopcy" spotkali się z moim dużym uznaniem. A "Szwindel"? Może nie jest w moim stylu, a może nie jest w stylu autora. W żadnym razie nie zraził mnie do sięgania po twórczość Jakuba Ćwieka.

Cenę tej książki można sprawdzić:

środa, 13 marca 2024

Czerwona Kraina - Joe Abercrombie

W końcu nadszedł dzień, w którym którąś z książek tego autora mogę nazwać za długą. Czerwona Kraina jest taka bezsprzecznie i chociaż dłuższą chwilę zajęło mi zastanowienie się, czy jest nudna, muszę stwierdzić, że ma obszerne, nudne fragmenty właśnie dlatego, że są długie. Z drugiej strony opisuje monumentalną podróż, która jest długa i... nudna. Książka doskonale to oddaje.

Paradoksalnie nie miałem problemu z przebrnięciem przez tę historię - po prostu szło mi o wiele wolniej niż zwykle i wyjątkowo nie dlatego, że delektowałem się każdym słowem. Akcja tej powieści rozwija się bowiem w ślimaczym tempie. Na domiar złego (a może właśnie z powodu uśpienia czujności czytelnika), końcówka obfituje w niewyjaśnione epizody i zwroty akcji - nie przepadam za poczuciem, że coś mnie ominęło, a w tym przypadku nie wiedziałem, czy to autor zapomniał o tym wspomnieć, czy ja to przegapiłem.

Jedynie stylu, słownictwa i budowy zdań nie śmiem się czepiać, bo są na bardzo wysokim poziomie. Żałuję, że jakoś nie spięło się to w całość. Obawiam się, że na jakiś czas odpocznę od tego autora.

Oceny (legenda tutaj):
  • Kunszt: 9 (Jak zawsze - klasa.)
  • Lekkość Pióra: 6 (Bywało ciężko.)
  • Akcja: 6 (Powolna przez większość stronic.)
  • Bohaterowie: 8 (Miło było znów o nich poczytać i poznać nowych.)
  • Zakończenie: 7 (Nienajgorsze.)
  • Ocena Łączna: 36/50

Cenę tej książki można sprawdzić:

poniedziałek, 4 marca 2024

Popiół i kurz - Jarosław Grzędowicz

Od razu na wstępie zaznaczę, że do prozy Pana Grzędowicza mam mieszane odczucia. Z jednej strony szalenie mnie wciąga, z drugiej mam wrażenie, że jest przekombinowana. Z jednej czuję, że głęboko wchodzę w przedstawiony świat, z drugiej, że nie dość głęboko, że autor zostawia coś dla siebie, jakiś obszar, do którego czytelnika się nie wpuszcza. W ten sposób autor budzi respekt. To niepokojące, osobliwe odczucie towarzyszyło mi przy lekturze "Pana Lodowego Ogrodu" i pojawiło się także tutaj. 

Opowiadanie, które jest zalążkiem całej opowieści, jakby przedsłowiem jest absolutnie niesamowite. Jest dziełem skończonym, samodzielnym. Zdecydowanie zachęca do rozwinięcia tej historii. Niestety, w moim odczuciu tak bardzo podnosi oczekiwania, że dalsza część powieści nie jest w stanie im sprostać. Cały czas czekałem na te ciarki, które przechodziły mnie na początku i nie doczekałem się.

To nie znaczy, że powieść jest zła! Jest to świetna pozycja, oparta na interesującym motywie, z pomysłem i po mistrzowsku zrealizowana. Opowiadanie było po prostu... lepsze. Mimo to, a może właśnie dlatego, polecam gorąco tę książkę! Za ciekawe nawiązania, interesującą fabułę oraz postać głównego Bohatera (celowo przez wielkie B), który jest takim przykładem postaci, o jakiej lubimy czytać - śmiałej, obdarzonej unikalnym talentem (mocą), ciekawymi zabawkami i silną motywacją oraz poczuciem misji.

Cenę tej książki można sprawdzić:

piątek, 1 marca 2024

Komiksowy Miesiąc #1

Co roku staram się zmienić coś w moich przyzwyczajeniach czytelniczych. Stawiam sobie wyzwania, poznaję nowe gatunki, obiecuję sobie czytać długie cykle - różnie. W tym roku stanęło na zapoznaniu się z nowym medium - komiksami. Z jednej strony nie jest to medium zupełnie mi nie znane - kiedyś zaczytywałem się w Kajko i Kokoszu, Kleksie czy Tytusie. Czytałem także "poważniejsze" komiksy takie jak Thorgal czy Pelissa. Znany jest mi także Kaznodzieja. Jednak od dawna nie mam wiele do czynienia z komiksami i postanowiłem to zmienić. Jest to ciekawy sposób opowiadania historii, przystępny, atrakcyjny wizualnie i uznałem, że warto się nieco zagłębić w ten świat. 

Zacząłem od "100 naboi", ale niechlujna, chaotyczna kreska nieco mnie odstraszyła. Po kilkudziesięciu stronach byłem zainteresowany historią, ale potwornie zmęczony urwanymi akcjami, przeskokami i brutalnym stylem. Nie skończyłem, ale też nie zamierzałem rezygnować z komiksów.

Zdecydowałem się na jakiś "one-shot" i mój wybór padł na album "Droga do zatracenia". Czarno biały, ale akcja toczy się w znanym mi wszechświecie. Opowieść o mafii, zabójcach i mścicielu. Świetny temat na komiks. Przeczytałem z zapartym tchem i chociaż nie ma tu wielu zwrotów akcji, to całość jest w dobrym stylu i przystępnej formie. Podobało mi się!

Znów sięgnąłem po cykl i tym razem trafiłem na "Armadę". Pierwszy tom bardzo mi się podobał - zarówno zawiązanie historii jak i przedstawiony świat oraz bohaterowie. Niestety, zawiodłem się na drugim tomie, który przedstawia historię naiwną i zupełnie nie ekscytującą. Zawiodłem się na tyle, że zostawiłem ten cykl - może jeszcze do niego wrócę.

Przesiadłem się na "Bouncera" - skusił mnie gatunek. Czy jest coś bardziej męskiego (albo chłopięcego) niż Dziki Zachód? Przecież to wymarzona sceneria do opowiadania historii, w tym tych komiksowych. Sprawdziło się! Pomimo tego, że lektura szła bardzo szybko i miałem wrażenie, że pochłaniam bardzo mało treści, po spojrzeniu wstecz odkrywałem, że poznałem bardzo rozległą opowieść. To chyba właśnie magia komiksu, gdzie część fabuły przedstawiają obrazki, a nie jedynie dymki. A skoro tak, to w pełni uzasadniona jest teza, że komiks jest odrębnym medium, z unikalnymi środkami przekazu.

"Cień Endera - Szkoła Bojowa" obrazuje znaną mi z powieści historię (dlatego nie ma znaczenia, że wszedłem ją na etapie "Cienia"). Opowieść jest całkiem nieźle zobrazowana (chociaż nieco inaczej wyobrażałem sobie postacie), ale zaskoczyło mnie, jak niewielki fragment opowieści zawarto w 5 tomach. Wydaje mi się, że jedynie wydanie zbiorcze ma sens w tym przypadku. Cóż - zobaczymy co z innymi częściami cyku.

Sięgnąłem też po "Bicz Boży", ale ani klimat ani historia zupełnie mnie nie wciągnęły i odłożyłem w połowie pierwszego tomu z poczuciem, że w kółko o tym samym, akcja nie posuwa się do przodu a spójność kuleje (jakieś zdania jakby wyrwane z kontekstu).

Miesiąc zakończyłem komiksem "PTSD syndrom stresu pourazowego", który okazał się być tym czymś "innym", tym, czego szukam w komiksie. To historia o skutkach wojny, która dzieje się na ulicach miast w naszym, realnym świecie po każdym zbrojnym konflikcie. Smutna prawda, przedstawiona w nieco porwanej fabule sprawiła, że przemyślałem ten bagatelizowany problem.

sobota, 10 lutego 2024

Otworzyć po mojej śmierci - Abelard Giza

Cenię sobie Abelarda. Pierwszy raz zetknąłem się z nim na etapie Kabaretu Limo, który był inny niż wszystkie kabarety. W skeczach codziennych po mistrzowsku posługiwał się absurdem i korzystał z nietypowych dla kabaretu mediów (przy czym robił to o wiele lepiej niż późniejsi naśladowcy, przynajmniej ja w ten sposób odbierałem tamtą rzeczywistość). Limo odeszło w imię tego, by nie stać się jak te "wieczne" kabarety - już nie śmieszne, trochę żałosne, które kupony od dawnej świetności odcięło dekadę temu, ale nadal nie potrafi ze sceny zejść. Abelard zrobił Stand Up - pierwszy dobry Stand Up, jaki widziałem! Rewelacyjny - każdy kolejny przynajmniej dorównywał poprzednim.

Na gwiazdkę otrzymałem książkę Abelarda Gizy i odniosłem się sceptycznie - to, że ktoś ma świetne poczucie humoru i potrafi napisać dla siebie monolog nie oznacza jeszcze, że jest dobrym pisarzem. I faktycznie - jeśli chodzi o formę, styl, kunszt literacki, to bliżej mu do nieskomplikowanych żartów z pointą w punkt, ale za to jeśli chodzi o treść... jest wspaniała! Standuperzy to świetni obserwatorzy rzeczywistości - z tego żyją. Abelard do tego zdaje się martwić tymi samymi co ja sprawami. I to samo go wkurza.

Po przeczytaniu kilku pierwszych opowiadań pomyślałem sobie "eee, takie sobie", ale później przeczytałem "Pana Zbyszka" i bardzo mi się spodobał, chociaż wiem, że czytałem już kiedyś coś bardzo podobnego. Ale mimo wszystko - to było dobre! Tym chętniej czytałem dalej (a że przeczytałem tę książkę jednego dnia, na dwa razy, to chyba można uznać, że się wciągnąłem). 

"Portal" doskonale zdemaskował jednocześnie "dobroczynność" (a temat ten jest na tyle trudny, że ciężko powiedzieć cokolwiek zanim człowieka napiętnują) oraz internet jako taki. Później "Babcia", które to opowiadanie jest chyba najlepszym w tym zbiorze (chociaż zabrakło mi kilku słów w zakończeniu). "Wędkarz" był jednocześnie ironiczny i przerażający - podobał mi się bardzo. "Jurek" jest z kolei ironiczno-refleksyjny, oraz (wybacz Abelardzie) bardzo w stylu autora. 

Podobnie w stylu Abelarda jest "Dość" - tu chyba autor przemyca wiele ze swoich odczuć - i ja go rozumiem. "Kibic" i "Heniek" dają do myślenia i wraz z poprzednio wspomnianym opowiadaniem tworzą bardzo ciekawy tryptyk. Mówią o tym, że warto zastanowić się nad sobą, zamiast krytykować innych, a jeśli mamy możliwość zmienienia czegoś na lepsze warto próbować. Warto też liczyć się z tym, że inni mogą tego przekazu zupełnie nie wyłapać.

"Jaca I" to krytyka kościoła - dosadna i bardzo wprost. Może faktycznie przydałby się tam ktoś prosty, kto wyprostowałby i... uprościł kościelne wartości? "Róża" to z kolei opowiadanie, które sprowadza na ziemię i uświadamia, że każdy ma problemy - mniejsze czy większe, dla każdego są tymi największymi. Może warto więc brać pod uwagę innych, a nie skupiać się wyłącznie na sobie? Może warto o nich mówić, zamiast radzić sobie samemu?

Wspomniałem o tych opowiadaniach, w których było coś więcej niż tylko zabawna krotochwilka. Jak widać jest ich całkiem sporo, dlatego uważam, że warto przeczytać ten zbiorek. Z pewnością nie będziecie zawiedzeni. 

niedziela, 4 lutego 2024

Dziwny Zachód - Jarosław Dobrowolski

Książkę (z dedykacją autora) dostałem na gwiazdkę od przyjaciół, z którymi gram w RPG (obecnie prowadzę dla nich Martwe Ziemie - grę osadzoną na Dziwnym Zachodzie). Nie ulega wątpliwości, że jest to bardzo trafiony prezent. Zarówno tematyka książki jak i fakt, że zawiera ona dedykację od autora (w moim odczuciu jedynie autor ma prawo bazgrać po swoich książkach - dedykacje od innych osób niszczą dany egzemplarz) bardzo przypadły mi do gustu i myślę, że nie potrafiłbym ocenić tej książki obiektywnie już choćby z tego powodu. Szczęśliwym trafem nie muszę być obiektywny!

Po pierwsze - Hombre! Ukradłeś mi pomysły. To znaczy... ja część z pomysłów miałem, wykorzystałem i wiem, że inni ludzie także mogli na nie wpaść, ale jednak. Dziwnie się czyta powieść, której autor przynajmniej po części realizuje różne fragmenty wymyślonych przez czytelnika historii... Z drugiej strony, w poprzednim moim scenariuszu jedna z kluczowych postaci nazywała się "Tarron Egerton" i przysięgam, że imię i nazwisko wymyśliłem (kiedy wpada mi do głowy jakieś imię czy nazwisko zapisuję je na karteczce z listą imion i nazwisk do wykorzystania, a kiedy szukam imiona, które mógłbym użyć, łączę w pary dobrze brzmiące imię z nazwiskiem) i jedynie przypadkiem są to personalia (drobna różnica w pisowni) świetnego i bardzo znanego aktora... ale dość dygresji.

Książka ma klimat, który znam, czuję i lubię. Opowiedziana historia, jak wspomniałem, ma znane mi elementy, ale wciąż jest wciągająca i interesująca (plus cały czas chciałem się dowiedzieć w jaki sposób autor połączy te części składowe). Musze przyznać, że nie byłem rozczarowany, ale i zaskoczony także specjalnie nie zostałem. Klimat dziwnego zachodu aż bije z tej powieści! Autor wykorzystuje wszystkie wyznaczniki gatunku - od westernowej oprawy poprzez zwyczaje dzikiego zachodu, czarną magię graniczącą z voodoo (które świetnie pasuje do klimatu), indiańskie wierzenia i obrzędy aż po nieco steampunkowe szalone wynalazki. Miód, cud i orzeszki.

Niesamowicie podobała mi się dwuznaczność postaci. Tutaj odchodzimy od klasycznej westernowej sztampy. Nie mamy bohaterów w białych kapeluszach ani czarnych charakterów do cna złych. Nawet pierwszoplanowi bohaterowie mają wady, nawet złoczyńcy mają swoje racje. Ten aspekt, chociaż prosty, zasługuje na uznanie - uwielbiam postacie złożone z nieco większej ilości elementów!

Mieszane uczucia mam za to do tego, co nadprzyrodzone. Z jednej strony rozumiem, że jest to coś wymykające się zmysłom i jako takie musi zostać opisane w sposób dziwny, enigmatyczny i niejasny. Z drugiej strony bardzo nie lubię opisów wizji narkotycznych, potworów z innego wymiaru, których nie sposób opisać i pomieszania zmysłów. Po zastanowieniu stwierdzam jednak, że... muszę odpuścić. To, co opisał autor jest opisane wspaniale. Jest mroczne, szalone, a jednak nie zmusza czytelnika do lektury zbyt długich, niezrozumiałych opisów służących jedynie efekciarstwu. Tu jest rzeczowo, nieprzyjemnie, mdląco i mrocznie - właściwy efekt na właściwym miejscu.

Kończąc opis swoich wrażeń dochodzę do wniosku, że jestem jedynie odrobinę wkurzony, że autor podkradł moje pomysły prosto z mojej głowy (albo podsłuchiwał pod drzwiami w czasie sesji). Cała reszta jest jak najbardziej udana! Bo nawet jeśli początkowo było w tej powieści kilka rzeczy dla mnie zbędnych, bo nazbyt oczywistych (a może to jedynie wrażenie), to na Dzikim Zachodzie bawiłem się doskonale! Dzięki Amigo!

Oceny (legenda tutaj):
  • Kunszt: 8 (Przyzwoity język.)
  • Lekkość Pióra: 8 (Przyjemna w odbiorze.)
  • Akcja: 8 (Dopracowana.)
  • Bohaterowie: 9 (Świetni!.)
  • Zakończenie: 8 (Dopasowane, plus za mrok.)
  • Ocena Łączna: 41/50

Cenę tej książki można sprawdzić:

wtorek, 16 stycznia 2024

Bohaterowie - Joe Abercrombie

Co za wspaniała książka! Całe 600 stron opisuje przebieg bitwy (plus przygotowania do niej i konsekwencje bezpośrednio po niej) i dla mnie jest to zupełnie nowatorskie podejście do powieści fantasy. Czytamy o losach poszczególnych bohaterów po obu stronach konfliktu. Wiele dzieje się jednocześnie, a my poznajemy tę opowieść z wielu stron. Majstersztykiem jest to jak bardzo różnorodna to powieść, choć wydawałoby się, że bitwa to tylko wymachiwanie mieczem i toporem - nic bardziej mylnego.

Zaczynamy od podchodów zwiadowców, zajmowaniu pozycji, opracowania planu, moralnych rozterek, wewnętrznych rozgrywek, odrobiny polityki, strategii. Do tego dorzucamy ludzkie charaktery, które zmniejszają efektywność przedsięwzięcia - lenistwo, niedbałość, strach, brawurę, chęć rywalizacji, walkę o zasługi, zmęczenie, chciwość, brak doświadczenia, a nieposłuszeństwo zderza się z brakiem inicjatywy i ślepym posłuszeństwem. Jest tutaj wszystko!

Dla mnie ta powieść była niesamowitą podróżą, zagłębieniem się w bardzo gęstą historię o wielu zwrotach akcji i zaskakujących elementach. Wydaje mi się, że nigdy nie czytałem czegoś na choćby podobnym poziomie - tak szerokiego przy tak klaustrofobicznym podejściu (do miejsca i czasu akcji). Pomagają także bohaterowie, których czytając Abercrombiego zdążyłem już trochę poznać. Ta książka zachęciła mnie jednak, by dalej czytać powieści tego autora!

Oceny (legenda tutaj):
  • Kunszt: 9 (Wysoki poziom.)
  • Lekkość Pióra: 8 (Dobrze się czyta, chociaż chwilami męczy.)
  • Akcja: 9 (Bardzo przemyślana.)
  • Bohaterowie: 7 (Przyznaję, że chwilami mi się mylili, szczególnie gdy autor używał zamiennie imion, nazwisk i przydomków.)
  • Zakończenie: 9 (Wiele zakończeń, każde tej samej jakości co cała akcja.)
  • Ocena Łączna: 42/50

Cenę tej książki można sprawdzić:

niedziela, 7 stycznia 2024

Podsumowanie roku 2023

Przegapiłem podsumowanie roku! Pierwszy raz odkąd prowadzę tego bloga. Ale co się odwlecze to nie uciecze, minął dopiero pierwszy tydzień 2024 roku, więc postanowiłem zaprezentować podsumowanie roku z tygodniowym opóźnieniem.

Rok temu pisałem o czytaniu dla przyjemności, bez narzucania sobie ram, limitów i wyzwań. I okazuje się, że w ten sposób osiągnąłem całkiem niezłe rezultaty - przeczytałem (i opisałem tutaj) 32 książki (część z nich to pojedyncze tomy cyklów, a część porzuciłem po przeczytaniu przynajmniej połowy - o takich, w których nie dotarłem do połowy nawet nie wspominam), a na blogu pojawiło się 20 recenzji. I nie ważne, czy dla kogoś jest to dużo czy mało - ja jestem zadowolony, a lektura sprawiała mi przeważnie wiele frajdy.


Bez zbędnych wstępów oznajmiam, że tytuł Najlepszej Książki roku 2023 bloga Recenzent Amator zostaje Projekt Hail Mary Andy'ego Weir'a. Tak wynika z oceny punktowej (imponujące 46 punktów) oraz mojego subiektywnego odczucia. Dodam, że jakiś czas temu pisałem do autora e-mail z podziękowaniem i zapytaniem o kilka kwestii technicznych a autor rozwiał moje wątpliwości.

A teraz poszczególne kategorie. Kunszt Literacki to wymagająca kategoria. Dziesiątkę uzyskała powieść "Zemsta najlepiej smakuje na zimno" i jest to najwyższa ocena w tej kategorii w ubiegłym roku. Jednocześnie z przyjemnością informuję, że Abercrombie stał się autorem, po którego bardzo chętnie sięgam i zamierzam przeczytać wszystko, co zostanie wydane w naszym kraju (podobnie jak w przypadku Andy'ego Weir'a, którego powieści już przeczytałem).

W kategorii Lekkość Pióra króluje "Projekt Hail Mary" (10 punktów), a inna powieść tego samego autora zajmuje drugie miejsce z dziewiątką.

W kategorii Akcja także bez niespodzianek - "Projekt Hail Mary"  i 10 punktów.

W kategorii Bohaterowie z kolei 9 punktów osiągnęła "Zemsta najlepiej smakuje na zimno".

Podsumowanie zamyka kategoria Zakończenie, gdzie także obyło się bez niespodzianek - "Projekt Hail Mary" osiągnął rezultat 9 punktów. 

Jak widać oceny zostały zdominowane przez dwie książki, które oceniłem najlepiej. Niech i tak będzie.

Kończę podsumowanie tradycyjnie - życzeniami samych dobrych lektur w 2024 roku!

Wasz Bler