piątek, 4 sierpnia 2017

Sierżant - Miroslav Zamboch

Zanim sięgnąłem po tę książkę, miałem do czynienia z kilkoma pozycjami, które odłożyłem po kilkudziesięciu stronach, gdyż nie przypadły mi do gustu. Zrozumiałem, że jestem w marudnym czytelniczo nastroju i potrzebuję czegoś specjalnego. Sięgnąłem więc po Zambocha, który od dawna już czaił się na półce i czekał na swoją kolej (w ten sposób czai się na moich półkach kilkadziesiąt tysięcy stron do przeczytania).

Początkowo książka w ogóle mi nie podeszła, co tylko potwierdziło moje podejrzenia co do marudnego nastroju. Dopiero po około 100 stronach udało mi się w nią wczytać. Nie cierpię takich dni!

Pierwsze moje odczucia były więc takie, że zostałem wrzucony do dziwnego świata, który nie jest w wystarczającym stopniu wytłumaczony, pomimo pojawiających się w nim kilku osób, które tłumaczą jego zasady czytelnikowi. Otrzymałem garść rozrzuconych wątków, które na pozór wcale nie były kontynuowane - ot zasygnalizowane, rozpoczęte i pozostawione. Do tego przedstawione postacie nieco mi się mieszały. Nieprzyjemne uczucie.

Po tej pierwszej setce stron, rzecz zmienia się diametralnie. Wątki zaczynają się krzyżować, moje pojęcie na temat kreowanego w powieści świata przestaje być mgliste, zaczynam lubić głównego bohatera i jego sprawa przestaje być mi obojętna. W końcu mija mi marudny nastrój. Niestety, trwa to jakiś czas, a potem wszystko ponownie zaczyna się robić nie do końca jasne. I chociaż nie mam już poczucia zagubienia w opisywanym świecie, to przyjemność z lektury jest jakby mniejsza.

 Oceny (legenda tutaj):
  • Kunszt: 5 (Przeciętny, miejscami błędy (tłumacza?).)
  • Lekkość Pióra: 6 (Raz lepiej raz gorzej.)
  • Akcja: 6 (Nie jest najgorsza.)
  • Bohaterowie: 6 (Początkowo się mylą, później jest lepiej)
  • Zakończenie: 5 (Nic specjalnego.)
  • Ocena Łączna: 28/50

Cenę tej książki można sprawdzić:

poniedziałek, 24 lipca 2017

Ostatni Zjazd Przed Litwą - Robert J. Szmidt

Tom opowiadań Roberta Szmidta trafił w moje ręce za sprawą przypadku oraz BARDZO niskiej ceny. Po przeczytaniu uznaję, że nieuzasadnienie niskiej, ale tym lepiej dla mnie. Zawiera zaledwie 5 opowiadań (stosunkowo długich), a każde z nich czyta się jednym tchem. Są wciągające i świetnie napisane. A w dodatku zdecydowanie "ku pokrzepieniu serc".

Cicha Góra to oczywiste nawiązanie do Silent Hill (czego autor nie kryje). Bardzo udane, plastycznie opowiedziane i chociaż zakończenie jest bardzo przewidywalne (wskazówek jest aż nadto), to mimo wszystko jest bardzo przyjemne w odbiorze.

Ciemna Strona Księżyca to z kolei opowiadanie, które doskonale się zaczęło, natomiast druga jego część jest taka sobie. Nadal dobrze się ją czyta, ale wszystko jest zdecydowanie zbyt przewidywalne. Jednak pierwsza część jest wspaniała, barwna i z ikrą (w zasadzie mogłaby służyć za samodzielne opowiadanie).

Mrok nad Tokyoramą to tekst, który całkowicie mnie urzekł. Jest w nim wykreowany ciekawy świat, wątek główny jest ciekawie rozciągnięty w czasie i w przestrzeni, bohater jest bardzo interesujący, a styl w jakim opowiadanie jest napisane przemawia do mnie, pomimo swej obcości. Bardzo mi się podobało!

Ostatni Zjazd Przed Litwą to świetne, proste opowiadanie sensacyjne, osadzone w futurystycznej wersji naszego świata (niebezpiecznie prawdopodobnej). Pomysłowe rozegranie akcji daje zaskakujące jej zwroty i sztampowa, wydawałoby się, fabuła nie jest aż tak oczywista. Przyjemne.

Polowanie na Jednorożca jest ostatnim opowiadaniem tego tomu. Zaczyna się interesująco, ale niestety później jest nieco gorzej. Większa część jest najzwyczajniej w świecie przegadana. Duża część uzasadnień czegoś, co czytelnik rozumie doskonale, jest zbędna. Zakończenie też jakby dość sztampowe. Takie sobie.

Cenę tej książki można sprawdzić:

środa, 19 lipca 2017

Sztuka Infiltracji - Kevin D. Mitnick

A właściwie "Sztuka Infiltracji, czyli jak włamać się do sieci komputerowych" Biblia Hakerów, autorstwa Kevina D. Mitnicka i Williama L. Simona. Pozycja, którą nie będąc komputerowcem (informatykiem, programistą) dość trudno przyswoić, choć nie tak trudno przeczytać. Co prawda nie zrozumiałem prawie nic, jeśli chodzi o kwestie techniczne dokonywanych włamać (poza stroną socjotechniczną, która była fascynująca), ale same historie były ciekawe. Mimo to uważam, że poza dwoma ostatnimi rozdziałami, książka nadaje się do czytania jedynie przez fachowców i tych, którzy interesują się tematem. I im, mogę ją z czystym sumieniem polecić. Jeśli jesteście laikami w tej dziedzinie, z powodzeniem możecie sobie odpuścić (a dwa ostatnie rozdziały przeczytać w księgarni czy bibliotece - są krótkie).

piątek, 14 lipca 2017

Dziecko na Niebie - Jonathan Carroll

Kolejna książka Jonathana Carrolla z serii Answered Prayers potrafi przestraszyć. Nie chodzi mi tu o strach typu chowania się pod kołdrę w czasie lektury i potwory czające się w ciemności, ale o uczucie niepokoju, które towarzyszy czytającemu na każdym kroku. To książka o złu, ale nie absolutnym, tylko tym, które tkwi w każdym z nas. Dość inspirująca i zmuszająca do myślenia lektura, ale raczej nieprzyjemna ze względu na to, jak czujemy się podczas obcowania z nią.

Akcja powieści jest dokładnie taka, jakiej nie lubię. Wiele etapów pozbawionych jest dla mnie uzasadnienia i związków przyczynowo skutkowych. Do tego sporo wtrąceń, które nie doczekały się wyjaśnienia. Ponadto wizje, dziwne wydarzenia i komentarze. Nie lubię tak udziwnionej literatury, bym miał wrażenie, ze to "na siłę" Nie wiem w jaki sposób autorowi udało się przez całą powieść utrzymać ten nastrój niepokoju, dlatego nagradzam wysoką oceną za kunszt literacki. Bo sama akcja w ogóle nie mogła mnie porwać.

A jednak nie mogę tak całkiem jej przekreślić, bo w jakiś sposób przyciąga, dając poczucie, które chyba jest jej przesłaniem. Że to, co straszne, czego się boimy, czego nie chcemy, co ewidentnie złe, potrafi przyciągać nas najbardziej.

 Oceny (legenda tutaj):
  • Kunszt: 8 (Bardzo niepokojaco.)
  • Lekkość Pióra: 5 (Przeciętne.)
  • Akcja: 6 (Nic specjalnego, ale są dobre momenty.)
  • Bohaterowie: 6 (Już znani w większości.)
  • Zakończenie: 6 (Dziwne i niepokojące jak cała akcja.)
  • Ocena Łączna: 31/50

Cenę tej książki można sprawdzić:

sobota, 8 lipca 2017

Zaginiona Flota - Jack Campbell

"Zaginiona Flota" to niesamowita space opera. Cykl podstawowy składa się z sześciu tomów, ale istnieje także cykl powiązany z podstawowym, który składa się (przynajmniej obecnie) z pięciu tomów (w Polskim przekładzie dostępne są do tej pory dwa z nich), a ostatni powstał w 2015 roku. 

Czytałem polski przekład powieści, którego autorem jest Robert J. Szmidt i to od działań tłumacza chciałbym zacząć. Przetłumaczenie nazw własnych okrętów było bardzo dobrym pomysłem, ale w mojej opinii tłumacz doskonale spisał się przede wszystkim tłumacząc nazwy broni, rakiet i myśliwców. Łowca - Zabójca (prawdopodobnie z angielskiego Hunter - Killer) początkowo nie przypadł mi do gustu. Następnie czytałem tę nazwę (ŁZ), jako "eŁZety", dopiero gdy przeskoczyła zapadka i zacząłem odbierać ją jako ŁZy poznałem wartość takiego zabiegu i w pełni się do niego przekonałem. To świetny pomysł i uważam, że w pełni wart docenienia - prawdziwie polski przekład. Właściwie czemu nie - zarówno Sojusz jak i Syndykat nie są tworami, wywodzącymi się ze społeczeństwa angielskojęzycznego (a przynajmniej nic mi o tym nie wiadomo), więc książka w całości powinna być przetłumaczalna, w tym nazwy własne.

Sama fabuła przypomina mi nieco Battlestar Galactica (kto widział serial i czytał książkę doskonale wie o czym mówię i zapewne podziela moje zdanie), ale jest lepsza. Nie tylko dlatego, że dokładny opis pozwala na wyobrażenie sobie wszystkich okrętów floty, mundurów, skafandrów, systemów gwiezdnych, etc. Przede wszystkim dlatego, że akcja jest spójna, idzie w wiadomym kierunku, widzimy życie wewnętrzne głównego bohatera (bo jest główny bohater, wokół którego skupia się akcja, więc o tyle łatwiej jest utożsamić się z nim). Wszystkie rozmowy, konferencje, rozgrywki polityczne są widoczne jak na dłoni, a czytelnik wie, do czego bohater zmierza. Do tego dochodzą zapierające dech w piersiach opisy bitew gwiezdnych, które trzymają w napięciu.

Raz na jakiś czas nie zgadzają mi się odległości (okręty rozmieszczone w odległości kilku minut świetlnych od siebie, planety w odległości kilku godzin świetlnych od gwiazdy) i czasy (czarna dziura powstałą z zamieszkanego układu słonecznego w mniej niż 100 lat), ale za mało wiem o kosmosie, by spierać się z autorem "na poważnie". W każdym razie nie przeszkadza to w odbiorze powieści. A ten zaprawdę jest doskonały.

Pierwszą chwilę zwątpienia miałem w trakcie lektury piątego tomu. Zmęczyłem się i musiałem dwa dni od książki odpocząć. Ponownie przydarzyło mi się to podczas czytania tomu ostatniego. Poza tymi wyjątkami od książki trudno się było oderwać. Była interesująca, napisana w przystępny dla każdego sposób, wciągająca i dobrze przetłumaczona.

Nie wiem w jaki sposób autorowi udało się opisać kilka gwiezdnych bitew, które przecież są do siebie dość podobne, w sposób tak pasjonujący, że każdy opis czyta się z wypiekami na twarzy. Do tego opis działań floty, które w gruncie rzeczy sprowadzają się do jednego działania także został tak pokazany, że nie ma prawa nudzić. Żal mi jedynie, że porządnie opisanych postaci jest tak mało. Wiele zostało wspomnianych i ich obecność jest istotna dla powieści, ale zbyt mało o nich wiemy. Całe rzesze zaś nie zostały wymienione, a ja życzyłbym sobie więcej. Może to jednak dlatego, że postacie te są z założenia bardzo do siebie podobne (z uwagi na urodzenie, wychowanie, przeszkolenie i pełnione funkcję oraz na świat w jakim przyszło im żyć).

Mieszane uczucie mam także do zakończenia. Rozumiem, że z jednej strony jest to wprowadzenie do kolejnego cyklu, z drugiej zamknięcie wątku osobistego głównego bohatera, ale mam wrażenie, że przynajmniej ten pierwszy wątek, potraktowano nieco po macoszemu - zbyt szybko, zbyt po łebkach.

 Oceny (legenda tutaj):
  • Kunszt: 7 (Przyjemny w odbiorze.)
  • Lekkość Pióra: 9 (Prawie przez cały czas idealnie.)
  • Akcja: 9 (Spójna i uzasadniona.)
  • Bohaterowie: 6 (Za mało...)
  • Zakończenie: 6 (Mam mieszane uczucia.)
  • Ocena Łączna: 37/50

sobota, 1 lipca 2017

Podsumowanie I połowy 2017 roku

Rok 2017 miał być (i chyba jest) przełomowy, z powodu postanowień noworocznych. Postanowiłem sobie przeczytać i zrecenzować przynajmniej jedną książkę na tydzień (inne postanowienie to pisać więcej artykułów na sprzedaż) i jak na razie mi się udaje sprostać (obu postanowieniom).

W związku z powyższym, zrecenzowałem jak dotąd 27 książek (samych recenzji jest mniej, ponieważ kilka z nich dotyczyło kilku pozycji lub kilku tomów). Jako, że piszę te słowa w 26 tygodniu roku, plan uważam za zrealizowany. Zamierzam także w przyszłym roku postawić sobie wyższe wymagania. Oceny otrzymało 19 recenzji, więc jest w czym przebierać. Niestety nowości wydawniczych w tym zestawieniu jest jedynie kilka. Szczęśliwie za to trafiłem na aż osiem książek, które oceniłem na 40 i więcej punktów.

W kwestii umieszczanych na blogu reklam, tradycyjnie informuję, że blog nie ma charakteru komercyjnego, a za pisanie recenzji nie otrzymuję wynagrodzenia. Tym samym nie ma możliwości "zakupienia" dobrej recenzji złej książki. Chętnie natomiast przyjmę dobre książki do recenzowania - jeśli jakieś wydawnictwo lub autor pewien jest, że jego książka zasłuży na dobrą ocenę, śmiało może mi ją podesłać, a ja z przyjemnością się w nią wczytam.

Na blogu są reklamy, głównie są to porównywarki cenowe, w tym ostatnio pojawiły się odnośniki do porównywarki Nokaut, z której coraz częściej korzystam (można tam niekiedy znaleźć odnośniki do na prawdę niskich cen, których trudno szukać gdzie indziej). 

A teraz możemy przejść w końcu do samego podsumowania recenzji opublikowanych w I połowie 2017 roku:

Tytuł Autor data łączna
Jeden Dzień David Nicholls 2017-04-04 45
Nocne Życie Dennis Lehane 2017-02-06 43
Kraina Chichów Jonathan Carroll 2017-05-19 42
Gdzie jesteś, Amando Dennis Lehane 2017-03-17 42
Ciemności, weź mnie za rękę Dennis Lehane 2017-03-06 42
Idź, postaw wartownika Harper Lee 2017-01-25 41
Pułapka zza grobu Dennis Lehane 2017-03-10 40
Wypijmy, nim zacznie się wojna Dennis Lehane 2017-02-28 40
Głos Naszego Cienia Jonathan Carroll 2017-05-23 39
Modlitwy o Deszcz Dennis Lehane 2017-03-21 38
Długi Weekend Wiktor Hagen 2017-02-08 38
Morza Wszeteczne Marcin Mortka 2017-05-10 34
Przez Ciemne Zwierciadło Philip K. Dick 2017-02-21 34
Listy Lorda Bathursta Marcin Mortka 2017-04-19 33
Trio z Plainview Edward Kelsey Moore 2017-04-28 32
Śpiąc w Płomieniu Jonathan Carroll 2017-06-11 31
Mila Księżycowego Światła Dennis Lehane 2017-03-27 30
Kości Księżyca Jonathan Carroll 2017-06-02 29
Dzień Zwycięstwa Wiktor Hagen 2017-02-17 27
Wyspy Plugawe Marcin Mortka 2017-05-14 bez oceny
Arytmie Janusz Leon Wiśniewski 2017-04-30 bez oceny
Złe Psy, Po Ciemnej Stronie Mocy / Niebezpieczne Kobiety Patryk Vega 2017-04-12 bez oceny
Szepty Zgładzonych 2017-03-29 bez oceny
Najpiękniejsza Dziewczyna w Mieście Charles Bukowski 2017-02-26 bez oceny
Tarcza Szerni Feliks W. Kres 2017-01-20 bez oceny

Wśród ośmiu wspomnianych "czterdziestek" prym wiedzie "Jeden Dzień" z 45 punktami. Widziałem wcześniej adaptację filmową tej powieści i gdybym skojarzył, że to ta książka, prawdopodobnie bym po nią nie sięgnął. Książka bije bardzo uproszczony film na głowę! W pełni zasłużone zwycięstwo półrocza.

W kwestii kategorii Kunszt Literacki, którą bardzo cenię, aż trzy książki zasłużyły na dziewiątki (bardzo ostrożnie przyznaje tutaj pełnie dziesiątki). Są to:
U każdej z nich co innego mnie zachwyciło, ale najwyraźniej w równym stopniu.

Lekkość Pióra to kategoria, w której los był dla mnie łaskawy i obdarował mnie aż czterema "dziesiątkowymi" książkami:
W tym zestawieniu aż trzy książki Dennisa Lehane - to nie przypadek. Ten autor pisze w bardzo wciągający sposób.

Akcja to przez wielu bardzo ceniona kategoria. W końcu najważniejsza w przypadku książek czytanych w drodze... U mnie cztery dziewiątki:

Jeśli chodzi o Bohaterów, to tylko jedna książka zasłużyła w tym półroczu na dziesiątkę i jest to zwycięzca podsumowania, książka "Jeden Dzień".

Jeśli zaś chodzi o Zakończenie, to zwycięzcą i jednocześnie jedyną dziesiątką jest "Kraina Chichów".

A teraz wracam do lektury, by w kolejnym półroczu także było o czym czytać na niniejszym blogu. Udanych lektur w wakacje!
Wasz Bler

niedziela, 11 czerwca 2017

Śpiąc w Płomieniu - Jonathan Carroll

Bajki bywają mroczne. A już na pewno ich interpretacje. Słowem - kolejna powieść Carrolla, nawiązująca klimatem (i postaciami) do poprzednich przeze mnie czytanych. 

Szczerze mówiąc mam mieszane uczucia. Z jednej strony bliski mi jest ten styl prowadzenia opowieści, z drugiej mam wrażenie, że czytałem już mnóstwo historii opartych na tym pomyśle. Ciekawa fabuła przedstawiona jest chwilami w bardzo męczący sposób. Do tego enigmatyczność "mocy" bohatera jest dość denerwująca. Wydaje mi się, że najciekawszym elementem układanki są postaci drugoplanowe, a książka jest w pewien sposób podzielona na fragmenty, w których dominuje konkretny bohater drugoplanowy. Gdy jego obecność w książce się kończy, to czujemy, że przechodzimy do kolejnego etapu.

Przyjemne jest przesłanie, które pojawia się mniej więcej w połowie powieści. Nie jest to żadna prawda objawiona, ale prosta, życiowa piękna mądrość, która krzepi, a jest zbyt oczywista by zauważyć ją samemu (lub przyznać się, że się ją dostrzegło).

Chwilowo potrzebuję przerwy od tego autora, by kolejne powieści czytać z większym entuzjazmem, a co za tym idzie mieć z nich więcej przyjemności.

 Oceny (legenda tutaj):
  • Kunszt: 6 (Powyżej przeciętnej.)
  • Lekkość Pióra: 4 (Momentami męczące.)
  • Akcja: 7 (Jest ok, choć dziwnie znajoma.)
  • Bohaterowie: 7 (Całkiem do rzeczy.)
  • Zakończenie: 7 (Spodziewane, ale dobrze podsumowujące i w duchu powieści.)
  • Ocena Łączna: 31/50

Cenę tej książki można sprawdzić:

piątek, 2 czerwca 2017

Kości Księżyca - Jonathan Carroll

Czasem dobrze jest przeczytać taką książkę autora, którego zdążyliśmy już polubić i docenić, która nie bardzo przypadła nam do gustu. To pozwala nabrać dystansu i zrównoważyć oczekiwania, by nie spodziewać się coraz więcej po każdej następnej jego powieści. Tak było u mnie w przypadku tej pozycji - nie zawiodłem się może, ale książka podobała mi się zdecydowanie mniej niż dwie poprzednie. Mam nadzieję, że nie będzie to utrzymujący się trend.

Tak na prawdę, to nie lubię, kiedy znaczną część książki stanowią surrealistyczne sny lub narkotyczne wizje. Philip K. Dock to jedyna osoba, która umie o tym pisać w sposób tak przekonujący, że nie razi. Niestety inni autorzy w takiej roli na razie mnie nie urzekli.

Niestety, z powyższego powodu książka była dla mnie ciężka do czytania i nie cieszyła tak bardzo, mimo, ze cała historia nie była zła i zapewne innemu odbiorcy powinna się spodobać. Sam świat snów też jest interesujący, więc zapewne można się nim cieszyć.

Nie poddaję się i dalej czytam powieści tego autora. Ciekawie jest przeczytać więcej książek, które wyszły spod jednej ręki, w jakimś sensownym porządku - daje to pogląd na rozwój pisarza, na jego pasje, lęki...

 Oceny (legenda tutaj):
  • Kunszt: 6 (Świat snów.)
  • Lekkość Pióra: 5 (Miałem problemy z przebrnięciem.)
  • Akcja: 6 (Nie jest złą.)
  • Bohaterowie: 6 (Nic specjalnego, z małymi wyjątkami.)
  • Zakończenie: 6 (Jak i cała reszta...)
  • Ocena Łączna: 29/50

Cenę tej książki można sprawdzić:

wtorek, 23 maja 2017

Głos Naszego Cienia - Jonathan Carroll

Demony przeszłości potrafią ścigać człowieka przez całe życie. Potrafią z nim igrać, skazać na samotność lub zabić. Lepiej nie igrać z takimi siłami, bo może się to okazać sytuacją bez wyjścia, drogą bez powrotu.

Po "Krainie Chichów", przeczytanej kilka dni temu, lektura "Głosu Naszego Cienia" pozostawiła pewien niedosyt. To dobra książka, wielowątkowa, domknięta... a jednak - czegoś mi w niej zabrakło. Po zamknięciu ostatniej strony byłem co prawda wbity w fotel (dosłownie), a mimo to myślałem "i już?".

Tym razem Carroll umieszcza w powieści mniejszą ilość bohaterów, których bardzo dobrze charakteryzuje. Postacie są spójne, charakterystyczne, konsekwentne. Nawet jeśli nie wiadomo co nimi kieruje, to przeważnie wiadomo w jakim kierunku zmierzają.

Cała mistyczna atmosfera książki, w której nawet zwykłe wydarzenia opisane są w sposób magiczny, nie zaskoczyła mnie. To znaczy - zaskoczyłaby z pewnością, gdyby nie to, że po poprzedniej książce byłem na to przygotowany. Mimo tego, miałem olbrzymią przyjemność z lektury, nawet jeśli niektóre wydarzenia nie były dla mnie zaskoczeniem.

 Oceny (legenda tutaj):
  • Kunszt: 7 (W porządku)
  • Lekkość Pióra: 8 (Łatwo i szybko.)
  • Akcja: 8 (Zwodnicza.)
  • Bohaterowie: 8 (Konsekwentni, charakterystyczni.)
  • Zakończenie: 8 (Smutne i straszne.)
  • Ocena Łączna: 39/50

piątek, 19 maja 2017

Kraina Chichów - Jonathan Carroll

Moja pierwsza powieść tego autora i czuję się rozdziewiczony. Słyszałem o tej powieści dużo dobrego i w końcu dojrzałem do lektury. Zakupiłem więc wszystkie książki tego autora jakie udało mi się znaleźć (jak się bawić to się bawić, ci którzy śledzą mnie na facebooku widzieli zapewne wielce obiecujące zdjęcie 17 książek) i przystąpiłem do lektury, cyklami, chronologicznie.

I już za pierwszym podejściem trafiłem na tę perełkę. Książka przez pierwsze sto stron zwyczajna, ale trudna do odłożenia, prawdziwą siłę pokazuje dopiero później i z czasem tylko dokłada, aż do doskonałego wręcz zakończenia!

Od początku lektury miałem radochę - super, książka, której bohaterem jest inna książka. Później - o, bohaterem jest też jej autor. A następnie - a nawet jeszcze jeden pisarz - czego chcieć więcej? 

Okazuje się, że śmiało można było chcieć więcej, bo ta powieść po prostu oferuje o wiele więcej. Autor wciąga nas w tak wspaniały świat swojej wyobraźni, że aż trudno zachować zdrowe zmysły (ten, kto będzie czytał, w połowie powieści zrozumie o czym mówię) - kilka razy cofałem się i czytałem niektóre fragmenty ponownie, by uwierzyć w to, co przed chwilą znalazło się przed moimi oczyma.

Sama historia nie jest (niby) pasjonująca, ale w połączeniu ze sposobem narracji, z wysmakowanymi bohaterami, z opisami i z odrzuceniem konwenansów tworzy coś pięknego. A bohaterowie - w pewnej chwili jest ich wielu i nie zlewają się ze sobą, nie mylą się, doskonale wiadomo kto jest kim. Od jakiegoś czasu cierpiałem na niedosyt podczas oceniania powieści, właśnie w kwestii bohaterów. Teraz jestem syty.

Macie tak, że czytając książkę domyślacie się, jakie będzie zakończenie? Czasem się zgaduje, czasem nie. Czasem ma się nawet niedosyt, że zakończenie jest gorsze niż to, które sobie wymyśliliśmy. Tym razem miałem z pięć koncepcji, ale petarda na ostatniej stronie była tą wisienką na torcie, której potrzebowałem! Doskonałe zwieńczenie świetnej powieści!

 Oceny (legenda tutaj):
  • Kunszt: 7 (Niby nic specjalnego, a jednak....)
  • Lekkość Pióra: 8 (Świetnie się czyta.)
  • Akcja: 9 (Wciągająca i ze strony na stronę coraz bardziej niesamowita.)
  • Bohaterowie: 8 (Dopracowani, charakterystyczni.)
  • Zakończenie: 10 (Ideał!)
  • Ocena Łączna: 42/50

Cenę tej książki można sprawdzić:

niedziela, 14 maja 2017

Wyspy Plugawe - Marcin Mortka

Kontynuacja Mórz Wszetecznych. Bałem się, że autor wyczerpał temat i jest to tylko "nabijanie kabzy" na lotnym pomyśle, ale po niepewnym przebrnięciu przez kilka pierwszych stron okazało się, że to całkiem udana kontynuacja. Da się czytać bez bólu, a nawet z przyjemnością i choć humor nieco już się przejadł, to momentami wciąż potrafi zaskoczyć. Przyjemna, lekka lektura.

Główną zaletą jest chyba to, że łatwo i szybko się ją czyta. Akcja mnie nie porwała, ale dialogi są bardzo zgrabne, a i uśmiech na twarzy pojawia się często podczas czytania. Do swych zdolności w posługiwaniu się słowem autor przyzwyczaja nas za każdym razem, więc nie ma po co dodatkowo ich opisywać.

Nie przepadam za pisaniem osobnej recenzji kontynuacji książki, którą dopiero co recenzowałem (stąd często takowe nie posiadają osobnych recenzji lub przynajmniej punktacji), dlatego nie będę się silił na napisanie czegoś więcej (czyli lanie wody), bo wypowiedziałem się przy poprzednim tomie. Oceny punktowej zatem nie będzie, bo po co się powtarzać - miałaby punktację zbliżoną (choć pewnie nieco niższą) do poprzedniego tomu.

Pozostaje czekać na kolejny tom...

Cenę tej książki można sprawdzić:

środa, 10 maja 2017

Morza Wszeteczne - Marcin Mortka

Książki o piratach, których autorem jest Marcin Mortka, to zawsze przyjemna lektura. Autor zna się na rzeczy (o ile ja - laik w tej materii potrafię to ocenić), jak z rękawa sypie żeglarską nomenklaturą, a wykreowane przez niego postaci piratów to prawdziwe indywidua. Tym razem nacisk położony na ten aspekt jest tym bardziej widoczny, gdyż "Morza Wszeteczne" to książka o bardzo niezwykłych piratach.

Od samego początku zauważyć da się bardzo humorystyczny sposób narracji. Już pierwsze zdanie powieści, które brzmi "O tym, że piątki przynoszą pecha, kapitan Roland zwany Wywijasem wiedział od dawna." zwiastuje awanturniczą manierę. A dalej jest tylko lepiej. Ci, którzy szukają literatury podróżniczej, literatury opartej na faktach lub choćby rzeczywistości zawiodą się, ale miłośnicy wesołej, lekkiej fantastyki będą zachwyceni.

Sama fabuła, choć niezła, nie jest dla mnie głównym atutem tej powieści - ot coś musi się w książce dziać, by stanowić tło dla doskonałych tekstów, wypowiadanych przez postacie, żartów sytuacyjnych oraz opisów samych postaci, które są zupełnie wyjątkowe - autor zdecydowanie dał tu upust swojej kreatywności. Dużym plusem jest także to, że postacie nie mieszają się w jednym tyglu i czytelnik łatwo odróżnia je od siebie. To zaleta w przypadku powieści, w których postaci jest tak wiele.

Z przyjemnością przeczytałem tę lekką, mocno oderwaną od rzeczywistości i przepełnioną żartami powieść i z przyjemnością sięgnę po kolejny tom.

 Oceny (legenda tutaj):
  • Kunszt: 8 (Rzeczowo i z humorem.)
  • Lekkość Pióra: 8 (Bardzo dobrze się czyta.)
  • Akcja: 5 (Nie jest najważniejsza.)
  • Bohaterowie: 7 (Różnorodni i charakterystyczni (ci główni).)
  • Zakończenie: 6 (Pasujące do akcji, ale z zaskakującym momentem.)
  • Ocena Łączna: 34/50

Cenę tej książki można sprawdzić:

niedziela, 30 kwietnia 2017

Arytmie - Janusz Leon Wiśniewski

Janusz Leon Wiśniewski
Zbiór opowiadań Janusza Leona Wiśniewskiego - człowieka, którego uważam za kreatora emocji, to pozycja, która od jakiegoś czasu zerkała na mnie nieśmiało z półki. Przyszła na nią czas...

Łóżko - opisane nie jako przedmiot, a jako idea. A jednak samo opowiadanie jest raczej o książce a nie o łóżku. Jednak przedstawiona książka, mimo że stanowi centralny punkt opowiadania, to tylko przedmiot, a wspomniane łóżko to coś o wiele więcej, nawet jeśli w mojej opinii pełni w opowiadaniu funkcję jedynie marginalna. Wciągające, enigmatyczne, a mimo to wszystko wiadomo.

Ranking Emocji nie podobał mi się wcale. Aż do połowy, kiedy to z głośników poleciała Alanis i wszystko nabrało sensu. W nowym świetle kończyłem opowiadanie bardzo zadowolony. Polecam łączenie słowa pisanego z odpowiednią muzyką. Do tego opowiadania polecam 11 utwór na tej płycie.

Arytmia, tytułowe (przynajmniej do niego w dużej mierze odnosi się tytuł zbioru) opowiadanie, jest osobiste dla autora. Proste, ale nie podobało mi się, chyba głównie ze względu na jego medyczny charakter. Plusem jest to, że występuje w nim data 30 kwietnia, a czytałem je właśnie 30 kwietnia.

Test. Malowany emocjami obrazek, który trochę mi się rozmywa, a trochę zlewa ze wszystkimi poprzednimi tekstami. Smutne. Nie płakałem, ale smutne. Bardzo smutne, bo prawdziwe. Szczególnie ostatnie dziesięć stron robi piorunujące wrażenie.

Niewierność. Aby podejść do tego opowiadania należy przebrnąć przez przegadany początek. Później robi się niezłe, erotyczne, zmysłowe, ciekawe. Podobało mi się, chociaż zakończenie jest zbyt oczywiste. No i tytuł średnio mi się podobał.

O Kłamstwie... to ostatnie opowiadanie tego zbiorku. W tym przypadku tytuł nie podobał mi się wcale. Krótkie opowiadanie natomiast bardzo, choć zabrakło mi w nim jakiegoś podsumowania. A szkoda, bo tekst ciekawy i było to dla mnie "coś nowego".

Podsumowując - cała książeczka jest warta przeczytania. Nie zawiodłem się. Na półce leży jeszcze jeden zbiorek opowiadań tego autora i mam przeczucie, że niedługo wpadnie w moje ręce...

piątek, 28 kwietnia 2017

Trio z Plainview - Edward Kelsey Moore


Od pierwszego posiedzenia z książką, przypadła mi do gustu i wprawiła w dobry nastrój. Jest lekka, zaskakująca, a poczucie humoru w niej uwidocznione doskonale wyważone. Nie wiem tylko co stało się później, bo książka stała się nijaka, aż do zakończenia, które znów jest bardzo dobre. Czyta się ją nieźle przez cały czas, ale czegoś jej brakuje.

Książka zawiera dużo elementów, których autor zdaje się nie doceniać i nie wykorzystywać, a których użycie aż się nasuwa (być może dlatego tak drażniły mnie niektóre momenty i być może był to zabieg zamierzony). Poczucie humoru, które ujawnia się na początku książki później kontynuowane jest w sposób przypominający odgrzewane kotlety i nie sposób dalej się nim cieszyć. Do tego akcja jest jakby rozklejona. Opowieści ułożone są wedle klucza znanego tylko autorowi - nie ma w tym chronologii ani kontynuacji wątku, ale luźne historyjki z życia, które, owszem - obrazują je, ale niewiele z nich wynika. Dopiero zakończenie zdaje się choć trochę bardziej spajać poszczególne opowieści, a przynajmniej część z nich.

A jednak nie żałuje, że po nią sięgnąłem. Jest to debiut literacki, a te przeważnie są interesujące. Książka reklamowana jest jako "Bestseller New York Timesa" i potwierdza się moja teoria, że książki, które są bestsellerami nie muszą być wybitne, a tylko dobrze zareklamowane i sprzedawane (w końcu to właśnie oznacza słowo bestseller). To nie arcydzieło, ale dość lekko napisana historyjka, w której drzemie wiele ciekawych wątków i nawet jeśli spleciono je nieco zbyt luźno jak na moje oczekiwania, to nie mogę powiedzieć, bym nudził się podczas lektury.

Oceny (legenda tutaj):
  • Kunszt: 7 (Dobrze się czyta.)
  • Lekkość Pióra: 6 (Chwilami lepiej, chwilami gorzej.)
  • Akcja: 5 (Miejscami się nie klei.)
  • Bohaterowie: 6 (Ciekawi, ale poza głównymi bohaterkami bez fajerwerków.)
  • Zakończenie: 8 (Silny punkt powieści (tak jak i rozpoczęcie.)
  • Ocena Łączna: 32/50

Cenę tej książki można sprawdzić:

środa, 19 kwietnia 2017

Listy Lorda Bathursta - Marcin Mortka

Książka opowiada o silnym, niezależnym kapitanie, który podstępem i szantażem zmuszany jest do wykonywanie poleceń, przekazywanych za pomocą listów. Niestety, czytelnik, podobnie jak główny bohater, nie jest wtajemniczony w intrygę, więc trudno mu się skupić na akcji. Nie wiedząc, czy podąża ona w dobrym kierunku, czy wszystko idzie zgodnie z planem i czy kapitan realizuje swoje własne cele, czujemy się zagubieni, a akcja nie wciąga (czy zatopienie tego statku jest w interesie lorda, kapitana, czy w ogóle jest to robienie wbrew komuś jeszcze innemu). Z tego powodu nie mamy emocjonalnego związku z tym, co dzieje się w książce, gdyż nie wiemy jakiemu rozwiązaniu powinniśmy kibicować. To zmienia się dopiero w końcówce, która jest bardzo wciągająca, głównie dlatego, że w końcu mamy jasność sytuacji.

To, co przyciąga uwagę, to fachowe nazewnictwo. Żeglarska terminologia buduje tę powieść i sprawia, że cieszymy się lekturą. Budzi także poczucie, że taką powieść w taki sposób może napisać tylko ktoś, kto zna się na rzeczy, a zaufanie do autora to ważny element każdej lektury.

W kwestii postaci - chociaż postać kapitana Doggsa jest opisana bardzo dokładnie, pozostali bohaterowie opisani są dużo gorzej i mają za mało cech charakterystycznych. Co prawda w końcu dowiadujemy się o nich coraz więcej (i przestają się nam mylić), ale na początku zlewają się w jednolitą masę.

Wszystko to jednak nie przeszkadza cieszyć się powieścią, od której trudno się oderwać. Lekkie pióro to cecha, która sprawia najwięcej przyjemności i sprawia, że trudno książkę odłożyć na półkę. Nawet pomiędzy rozdziałami. Więc chyba jednak warto...

Oceny (legenda tutaj):
  • Kunszt: 8 (Przyzwoity, dużo fachowej nomenklatury.)
  • Lekkość Pióra: 7 (Nie jest źle, ale mogłoby być lepiej.)
  • Akcja: 5 (Nie wiadomo dokąd zmierza.)
  • Bohaterowie: 5 (Dość przeciętni.)
  • Zakończenie: 8 (W końcu wiadomo o co chodzi.)
  • Ocena Łączna: 33/50

Cenę tej książki można sprawdzić:

środa, 12 kwietnia 2017

Złe Psy, Po Ciemnej Stronie Mocy / Niebezpieczne Kobiety - Patryk Vega

Półtora roku temu przeczytałem "Złe Psy, w Imię Zasad" Patryka Vegi. Książka ta zrobiła na mnie olbrzymie wrażenie, została nawet książką roku 2015 niniejszego bloga. Nic więc dziwnego, że gdy nadarzyła się okazja, zakupiłem dwie kolejne książki autora, które tworzą w pewnym sensie cykl (można je nawet nabyć razem, jako Pakiet Policyjny). Spodziewałem się wiele i zapewne gdyby nie to, nie zawiódłbym się. A jednak...


"Złe Psy, Po Ciemnej Stronie Mocy" to w założeniu wyznania policjantów, którzy przeszli na tę złą, ciemną stronę. Tego oczekiwałem. Okazuje się jednak, że o tej ciemnej stronie dowiadujemy się stosunkowo niewiele, a jeśli już, to bardzo niekonkretnie o jakichś małych sprawkach, przeważnie z trzeciej ręki. Chciałoby się więcej, ale tego tam nie ma. Zastanawiam się zatem, czy tytuł nie miał za zadanie jedynie przyciągnąć czytelnika - równie dobrze mógłby brzmieć "Złe Psy 2" czy cokolwiek w tym rodzaju - ja bym przeczytał, a nie miałbym oczekiwań, że otrzymam coś więcej... lub coś zgoła innego. Bo w gruncie rzeczy, gdyby nie oczekiwania podsycone tytułem, książka bardzo by mi się podobała. Są ciekawe historie i chociaż nie ma już tego powiewu nowości, co "W Imię Zasad" (no i nie ma już wśród nas Sławka Opali), to jest to nadal całkiem interesująca pozycja. Warto przeczytać, ale nie warto nastawiać się na to "coś więcej".

"Niebezpieczne Kobiety" z kolei to książka nie tyle o Policji, czy nawet o kobietach w Policji, co o kobietach i godzeniu ich życia z pracą w Policji. Jest tu kilka historii o tym, jak kobiety radzą sobie z tym, wydawałoby się typowo męskim zajęciem, ale przede wszystkim są to opowieści o próbie zbudowania normalnego życia, związków, wychowywania dzieci i radzenia sobie z codziennością, w trakcie pracy jako policjant. Interesujące, bo pozwala docenić opowieści o Policji w zupełnie nowym świetle, ale też chyba w pewnej chwili następuje przesyt literaturą tego samego typu, traktującą o tym samym.

Reportaże warte są przeczytania, szczególnie, że całość czyta się niezwykle szybko i można każdą z tych książek "połknąć" za jednym posiedzeniem. Oceny punktowej brak ze względów oczywistych.

Cenę książki "Złe Psy, Po Ciemnej Stronie Mocy" można sprawdzić:
 Cenę książki "Niebezpieczne Kobiety" można sprawdzić:

wtorek, 4 kwietnia 2017

Jeden Dzień - David Nicholls

David Nicholls
Kiedy dowiedziałem się na czym polega kompozycja tej książki, z jednej strony pomyślałem "geniusz". Z drugiej jednak strony - czy da się opowiedzieć o życiu, o znajomości dwóch osób przez dwadzieścia lat, opisując tylko jeden dzień każdego roku? W dodatku ten sam dzień. Zadanie, wydawałoby się niemożliwe. Przecież fabuła będzie porwana, tak duże przerwy w akcji sprawią, że trudno będzie się połapać w tym, o co chodzi.

A jednak nie. Jednak się udało. Trzeba było do tego dobrego pióra i sukces gwarantowany! Nie wiem jak autor to osiągnął, ale wrażenie jakie pozostawia książka to "tam były jakieś przerwy w akcji?" - są tak sprytnie wypełnione, że znamy całą historię. Bez luk.

Do tego ten rozwój bohaterów - gdy ich poznajemy są dwudziesto-paro latkami, kiedy się rozstajemy, mają około czterdziestki. Musza więc dojrzeć na łamach powieści i to autorowi świetnie się udało - znamy ich przez prawie całe życie i mamy właśnie takie poczucie.

Akcja jest bardzo dobra, ale bez kompozycji i umiejętności pisarskich autora nie byłoby efektu - ot kolejna zwyczajna historyjka o życiu. Wiem, że historie o życiu są najlepsze, ale potrzeba do tego bardzo dobrego warsztatu - bez niego jest to tylko sprawozdanie o niczym.

Piątą Część czytało mi się gorzej niż wszystkie poprzednie. Wolniej. Ale żeby dowiedzieć się czemu, warto samemu przeczytać książkę. Podpowiedź na dole - dla chętnych. Ale cała powieść zrobiła na mnie olbrzymie wrażenie i śmiało mogę ją polecić każdemu, kto docenia dobrą literaturę.

Oceny (legenda tutaj):
  • Kunszt: 9 (Niesamowita kompozycja, świetny język.)
  • Lekkość Pióra: 10 (Wciąga niewiarygodnie.)
  • Akcja: 8 (Bardzo przemyślana.)
  • Bohaterowie: 10 (Dojrzewają na łamach powieści.)
  • Zakończenie: 8 (Doskonały zabieg.)
  • Ocena Łączna: 45/50

Cenę tej książki można sprawdzić:
Lekki spojler:

środa, 29 marca 2017

Szepty Zgładzonych

Pozycja ta, to zbiór opowiadań Polskich fanów Uniwersum Metro 2033, których akcja osadzona jest właśnie w tym uniwersum. Przeczytałem z ciekawości i z chęci odnalezienia czegoś innego, świeżego. A jak poszło? 

Tomik otwiera "Iteracja" Piotra Jedlińskiego. Opowiadanie niezłe, spójne, o domkniętej formie i jak najbardziej plasujące się w tajemniczym klimacie Metra. Plusik.

Następne dzieło to "Układanka" Wojciecha Magiery. Pomysł niezły ze względu na ciekawe ukształtowanie tekstu, ale niestety nie zaspokoił mojego głodu ładnego pisarstwa. Jest nieco zbyt powierzchowny. Jestem pewien, że na kanwie tego pomysłu można by napisać pełnokrwiste opowiadanie, ale tutaj to się nie udało.

"Zwiad" Ewy Malinowskiej jest niezły, ale zakończenie jest zupełnie miałkie. Brak w nim zaskoczenia, brak morału, brak jakiegokolwiek zwrotu akcji. czytelnik dostaje to samo co w setkach innych historyjek. Szkoda, bo potencjał był (sam widziałem ciekawe zakończenie).

"Dom Ostatnich z Nas" to kolejny tekst Wojciecha Magiery. Niestety do bólu przewidywalny. Ratuje go tylko nieco inna niż tradycyjna sceneria -nieco inne umiejscowienie akcji.

"Zagłada" Ewy Malinowskiej to w końcu dobre, zamknięte, a przede wszystkim krótkie opowiadanie. Dostajemy tutaj całą historię, która w końcu jest czymś. Jest jakąś niebanalną opowieścią. Trochę szkoda, że autorka na koniec nie obdarzyła czytelnika zaufaniem i musiała mu wyłożyć kawę na ławę. Poza tym jednym zgrzytem - ciekawe opowiadanie. Plus.

"Pejzaże z Perspektywy Nieba" Tomasza Przyłuckiego to opowiadanie, które zrobiło na mnie wrażenie, nie tyle treścią co formą. Jest po prostu ładne - na tyle ładne, że mogłoby być nawet o niczym (choć nie jest) - treść schodzi tutaj na dalszy plan, a czyta się i tak dobrze, nawet jeśli gdzieś między wierszami traci się dosłowny sens. To coś więcej niż słowa i za to duży plus.

"Stary Las" (malynosorozec)  to baśniowa nieco opowiastka w klimacie Uniwersum Metro 2033. Wiele rzeczy jest tu ledwie zarysowane, więc sporo jest do "dowyobrażenia" sobie samemu. Do tego (chyba niepotrzebne) skomplikowanie formy, podzielenie na fragmenty z podtytułami. Może miało to wywołać jakąś dodatkową reakcję u czytelnika, ale chyba okazałem się za głupi, by docenić ten zabieg. Sama historyjka nie jest zła.

"Pielgrzym" Piotra Jedlińskiego to taki przerost formy nad treścią, że nie udało mi się przez niego przebrnąć. Egzaltacja, patos, nadużycie środków stylistycznych być może miało czemuś służyć, ale skutecznie zniechęciło mnie do lektury tekstu, którego sens rozmywał się w niepotrzebnym potoku wymyślnych, stylizowanych środków wyrazu.

"Demiurg" tego samego autora zdradza podobną manierę. Byłoby to może częściowo usprawiedliwione, gdyby aż tak nie odsuwało uwagi od treści - zacząłem podejrzewać, że autorowi brak pewności siebie jeśli chodzi o pomysły i maskuje wszystko płaszczykiem wodolejstwa. Sens opowiadania wyłania się z trudem, ale gdy już przebrniemy przez natłok ozdobników, okazuje się, ze pomysł na opowiadanie istniał. I nie jest zły.

"Czwarty Tunel" Pawła Naskręta to opowiadanie napisane zgodnie z duchem cyklu i wszelkimi prawidłami. Niestety dostrzegłem tutaj grzech, który sam często popełniam. Rozpoczęcie jest, rozwinięcie akcji jest, ale podczas zakończenia autor za szybko zmierza do mety i niestety nie daje się czytelnikowi nim nacieszyć. To sprawia, że w pamięci pozostaje ten właśnie brak i duża część sensu opowiadania umyka.

"Gieroj" Marka Pietrusewicza bardzo mi się podobał. To dobre, błyskotliwe, przewrotne i zaskakujące opowiadanie. Do tego świetny klimat i doskonały humor. Warto! Duży plus.

"To, co Umiera Ostatnie" autorstwa Komodo to ciekawy i wciągający tekst, który kryje w sobie zagadkę. Ma świetny klimat, jego akcja osadzona jest w Polsce. Nie przepadam za tekstami z religią w tle, ale ten mi się podobał.

"Cóż Zostało po Jeżozwierzu" (malynosorozec) to świetny, krótki tekst. Mrozi krew w żyłach, a jednocześnie budzi delikatny uśmiech. Bez lania wody i dłużyzn. Plus.

Słowem - cały tomik warto przeczytać, poznać młodych autorów, zapoznać się z twórczością i doświadczyć czegoś nowego. Choćby po to, by coś mogło się nie spodobać. Na tle czegoś innego, co może przypaść do gustu oczywiście.

poniedziałek, 27 marca 2017

Mila Księżycowego Światła - Dennis Lehane

Akcja szóstego tomu cyklu o przygodach pary detektywów rozgrywa się kilka lat później niż części poprzednie. Przerwa w akcji odpowiada przerwie pomiędzy napisaniem kolejnych tomów przez autora. Nie jestem jednak pewien, czy ten zabieg przysłużył się powieści.

Fabuła nawiązuje do "Gdzie jesteś, Amando" i w pewien sposób stanowi kontynuację, ale wiąże się właściwie tylko postaciami bohaterów. Brak jej głębi, która obecna byłą w poprzednich tomach, pewnego zżycia z bohaterami, specyficznego humoru... słowem - to już nie to.

Sama akcja jest mocno naciągana i odniosłem wrażenie, że książka napisana jest na siłę, by "popłynąć" na kanwie opowieści, sprzedać książkę fanom. Nie jest zupełnie zła, ale gdybym nie przeczytał tego tomu, to nie miałbym czego żałować.

Do tego tłumaczka spisała się miernie. Miejscami mam wrażenie, że przetłumaczenie dosłownie zdań napisanych przez autora było ważniejsze, niż nadanie im odpowiedniej formy w języku polskim. Za to olbrzymi minus, bo zgrzytanie zębów podczas czytania zdań wielokrotnie złożonych typu "Dawniej odreagowałbym przy drinku, jednym lub sześciu szklaneczkach, może bym zadzwonił do Oscara i Devina, żeby się z nimi spotkać w jakiejś dziurze i pożartować z siebie nawzajem, co zwykle robiliśmy w przypadkach zetknięcia się z przemocą."

Oceny (legenda tutaj):
  • Kunszt: 5 (Bardzo przeciętnie plus słaba robota tłumacza.)
  • Lekkość Pióra: 7 (Nieźle, ale to już nie to.)
  • Akcja: 6 (Naciągana.)
  • Bohaterowie: 6 (Bez tego "czegoś".)
  • Zakończenie: 6 (Dość oczywiste.)
  • Ocena Łączna: 30/50

Cenę tej książki można sprawdzić:

wtorek, 21 marca 2017

Modlitwy o Deszcz - Dennis Lehane

"Modlitwy o Deszcz" to już piąta część cyklu, który czytam od kilku tygodni. Poprzedni tom podobał mi się bardzo, a ten, choć zrobił nieco mniejsze wrażenie, także uważam za bardzo dobry.

Powód, dla którego książka nie przebiła poprzedniej jest taki, że niestety samodzielnie udało mi się dojść do rozwiązania poszczególnych zagadek wcześniej, niż zrobił to detektyw. A czytając kryminał, chcę być zaskakiwany. Żądam tego i wymagam. Mam mieć dostępne wszystkie fakty, którymi dysponują bohaterowie i nie domyślać się, jak je ze sobą połączyć. To trudne, ale widocznie jestem trudnym czytelnikiem.

Tutaj zagadka jest ciekawa, historię bardzo dobrze się czyta, ale niestety jest przewidywalna, a detektyw nie widzi tego, co ma przed oczami. I choćby idąc tym tropem (które wskazówki zignorował autor) można dojść do rozwiązania szybciej niż Patrick i Angie. A jeden fakt został przeoczony po prostu po królewsku...

Dużym plusem jest położenie nacisku na zapoznawanie się z bohaterami - znów mam poczucie, że poznajemy i przyjaciół i wrogów lepiej niż w przypadku poprzednich dwóch części. Jak widać - coś za coś. Biorę jednak pod uwagę to, że czytam książki tego autora jedna za druga, a zatem i moje wymagania stają się wyższe i poznaję jego styl i sposób myślenia. Coś jest jednak w tym, że poznając działania przestępcy, zbliżając się do niego można łatwiej przewidzieć jego poczynania. Zachęcam do takiego zbliżenia się do tego konkretnego autora.

Oceny (legenda tutaj):
  • Kunszt: 8 (Tradycyjnie.)
  • Lekkość Pióra: 10 (Nadal doskonale się czyta.)
  • Akcja: 6 (Niby wszystko dobrze, ale da się przewidzieć. Pojawiają się oczywiste błędy detektywów.)
  • Bohaterowie: 8 (Dobrze opisani.)
  • Zakończenie: 6 (Nie do końca takie, jak by się chciało.)
  • Ocena Łączna: 38/50

Cenę tej książki można sprawdzić:

piątek, 17 marca 2017

Gdzie jesteś, Amando - Dennis Lehane

Kolejna, czwarta już część przygód pary detektywów i znów mocne uderzenie. Tym razem sprawa dotyczy (i nie zdradzę tu fabuły) zniknięcia dziecka. Lehane ponownie staje na wysokości zadania, wciąga czytelnika w wykreowany świat, czy też światek, a następnie daje mu po głowie gazrurką i zostawia na przenikającym, powodującym dreszcze zimnie.

Czytałem wydanie filmowe i przyznaję, że mam duży żal do tłumacza i wydawcy. Tłumacz w kilku miejscach popełnił błędy przyprawiające o zgrzytnięcie zębów, ale to mogę mu wybaczyć. Natomiast tego, że wydawca na tylnej okładce zdradza fabułę, tego wybaczyć nie mogę. Żeby sprawa była jasna, nigdy nie czytam tego, co tam napisano, ponieważ bardzo często te kilka linijek psuje radość z czytania, rozwiewając całą tajemnicę (serio - to powinno być karane w kryminałach, thrillerach...). Tym razem też nie czytałem okładki, ale zdarzyło mi się odłożyć książkę "twarzą" do dołu (a zatem tyłem okładki do góry) i mój wzrok prześlizgując się tylko po literkach, poskładał to, czego absolutnie nie powinienem wiedzieć, a co pozwoliło mi w połowie książki domyślić się reszty. Karygodne!

Sama akcja jest jednak wyborna, wielowątkowa, ze wspaniałymi, barwnymi i niejednoznacznymi postaciami i zmyłkami opisanymi tak, że do końca nie wiadomo co było tłem, co wątkiem pobocznym a co sednem treści. To jest literatura kryminalna, którą chce się czytać - w najlepszym wydaniu. Książka wywołuje także u czytającego żywe, skrajne emocje. Podczas lektury można i parsknąć śmiechem i obetrzeć kręcącą się w oku łzę. To jest właśnie to, czego można oczekiwać od literatury - ta książka ma to wszystko!

Oceny (legenda tutaj):
  • Kunszt: 8 (Tradycyjnie.)
  • Lekkość Pióra: 10 (Można jednym tchem.)
  • Akcja: 9 (Zwroty akcji, wątki poboczne, nienachalne zmyłki.)
  • Bohaterowie: 7 (Przemyślani i wielowymiarowi.)
  • Zakończenie: 8 (Zaskoczenie... gdyby nie okładka.)
  • Ocena Łączna: 42/50

Cenę tej książki można sprawdzić:

piątek, 10 marca 2017

Pułapka zza grobu - Dennis Lehane

Kolejny, trzeci już tom cyklu o sympatycznych prywatnych detektywach, od pierwszych stron rzuca nas w akcję. I nie uwolnimy się z niej aż do ostatniej strony. No - z tym może troszkę przesadzam - znalazły się w książce ze dwa wolniejsze rozdziały, a jeden nawet moim zdaniem zupełnie niepotrzebny, ale poza tym - wszystko jest tip-top.

Powiedzieć, że trzyma w napięciu, to jak nic nie powiedzieć. Zwrotów akcji jest tyle, że można od nich dostać skrętu szyi. Mnogość wrogów i zasadzek jest olbrzymia i do końca nie wiadomo kto, kogo i dlaczego. Wszystko to okraszone ironią i humorem, charakterystycznym dla Lehane. To była jedna z łatwiej czytających się książek, z jakimi miałem przyjemność się zetknąć. I mam nadzieje na podobne wrażenie podczas lektury następnych części.

Minusem byli bohaterowie, którzy nie do końca dobrze zapadli mi w pamięć. Mimo, że książkę przeczytałem bardzo szybko, pojawiło się w niej parę postaci, co do których dziwiłem się - "kto to" i "dlaczego on" ciągle kołatało mi się po głowie, gdy postaci te pojawiały się na scenie wydarzeń. Ten minus znalazł swoje odzwierciedlenie w ocenie punkowej, bo pozostałe jej kategorie widziałem wyłącznie w samych superlatywach.

Zarówno zwroty akcji jak i zakończenie zaskoczyło mnie. Co prawda chwilami bywałem zaskoczony bardziej, chwilami mniej, a pod koniec miałem już zupełną huśtawkę i zawrót głowy, więc łatwo było mną manewrować, ale dałem się uwieść tej zagadce z dużą przyjemnością. Polecam oddać się w ręce i słowa Dennisa Lehane i przeżyć to, co ja.

Oceny (legenda tutaj):
  • Kunszt: 8 (Tradycyjnie.)
  • Lekkość Pióra: 10 (Zapomnijcie o spaniu.)
  • Akcja: 8 (Wiele wspaniałych zwrotów akcji.)
  • Bohaterowie: 6 (Czegoś zabrakło.)
  • Zakończenie: 8 (Zaskoczenie za zaskoczeniem.)
  • Ocena Łączna: 40/50

Cenę tej książki można sprawdzić:

poniedziałek, 6 marca 2017

Ciemności, weź mnie za rękę - Dennis Lehane

Kolejna, po "Wypijmy, nim zacznie się wojna" część przygód pary detektywów - Patricka Kenzie i Angeli Gennaro.

Akcja jest jeszcze szybsza i bardziej zagmatwana, ale też zdecydowanie ostrzejsza. Tutaj, w przeciwieństwie do poprzedniej książki, sztampy jest mniej, a z najbardziej "typowych" obrazków śmieje się nawet sam główny bohater. Łącząc to z niezmiennie świetnym piórem Lehane otrzymujemy mieszankę bardzo groźną. Niebezpiecznie wciągającą.

Niebezpieczeństwo polega na tym, że od powieści trudno się oderwać. I nie żartuję - choć początkowo nic na to nie wskazywało, aby przeczytać drugą część książki gotów byłem zarwać nockę. Maksymalnej oceny w tej kategorii nie otrzymuje tylko dlatego, że najpierw przez ponad sto stron "wgryzałem się" w tekst.

Bohaterowie, o ile to możliwe, okazują się jeszcze ciekawsi niż w poprzednim tomie. I mowa tu o tych samych bohaterach. Zadziwiające w jaki sposób ewoluuje spojrzenie czytelnika, gdy autor uzupełnia historię bohaterów o nowe fakty, dodaje im ciała, tła. Te postacie żyją. Wspaniale się ich czyta, na stronach tej powieści i już nie mogę się doczekać następnej.

Na uwagę zasługuje także zakończenie - choć część wątków kończy się zgodnie z przewidywaniami, to jednak autorowi udało się mnie zaskoczyć przy jednej czy dwóch okazjach. I to mi się podoba!

Oceny (legenda tutaj):
  • Kunszt: 8 (Jak zawsze.)
  • Lekkość Pióra: 9 (Pierwsza połowa niżej, druga na dziesiątkę.)
  • Akcja: 8 (Dobrze opisana.)
  • Bohaterowie: 9 (Jeszcze lepsi.)
  • Zakończenie: 8 (Mnie zaskoczyło - przyznaję.)
  • Ocena Łączna: 42/50
Zapraszam wszystkich do świata powieści Dennisa Lehane!
A niniejszy tom można kupić, sprawdzając jego cenę:

wtorek, 28 lutego 2017

Wypijmy, nim zacznie się wojna - Dennis Lehane

Po lekturze "Nocnego Życia" nabrałem ogromnej ochoty, by zapoznać się z innymi powieściami Dennisa Lehane. Zakupiłem więc "Wypijmy, nim zacznie się wojna" w bardzo okazyjnej cenie i gdy tylko dotarło, przystąpiłem do lektury.

Książka jest bardzo wciągająca głównie z powodu specyficznego poczucia humoru autora, a za jego przyczyną także głównego bohatera. Ironizujące odzywki bardzo pasują do zarysowanego klimatu ciemniejszej strony Bostonu.

Co ciekawe, zarówno sceneria jak i bohaterowie, a nawet sama fabuła, są bardzo typowe, żeby nie powiedzieć, że trącą sztampą. To umiejętności autora sprawiają, że powieść czyta się z zapartym tchem, zupełnie nie zwracając uwagi na ten fakt. Co ciekawe, gdy zdać sobie sprawę z tego, o czym jest książka, zdajemy sobie sprawę, że historia jest banalnie prosta, ale autor okrasił ją taką ilością dodatków i smaczków, że zrobiła się z tego poważna powieść. Przy okazji - czytelnik nie ma wrażenia ani lania wody, ani przeładowania detalami, co w tym wypadku jest prawdziwą sztuką. Warsztat pisarski Lehane nie ma słabych stron.

Oceny (legenda tutaj):
  • Kunszt: 8 (Dopracowany.)
  • Lekkość Pióra: 9 (Niemożliwie wciągający.)
  • Akcja: 8 (Niby nieskomplikowana, ale jak opisana.)
  • Bohaterowie: 8 (Świetni.)
  • Zakończenie: 7 (Dość spodziewane.)
  • Ocena Łączna: 40/50

Cenę tej książki można sprawdzić:

niedziela, 26 lutego 2017

Najpiękniejsza Dziewczyna w Mieście - Charles Bukowski

Dzisiaj krótka notka o książce "Najpiękniejsza Dziewczyna w Mieście". Jest to zbiorek opowiadań autorstwa Charlesa Bukowskiego - świntucha, którego proza ma jakiś niepowtarzalny magnetyzm.

Opowiadania są w głównej mierze o piciu, seksie i graniu na wyścigach, czyli w wielkim skrócie o łajdaczeniu się. O tym, o czym myśli większość facetów, kiedy zostają sam na sam z tym, co mają w głowie. Ale prawie żaden się do tego nie przyzna. Opowiadania nie są delikatne. Nazwałbym je raczej wulgarnymi. Słownictwo niewyszukane, proste, miejscami prostackie - idealnie opisujące te sytuacje, które nie mają w sobie krzty romantyzmu. Można powiedzieć, że zostały opisane tak, jak na to zasługują.

Nie polecam czytania tej książki ciurkiem - lepiej przeczytać sobie parę opowiadań pomiędzy innymi pozycjami i wracać do nich co czas jakiś, bo inaczej szybko można mieć przesyt. Rozkładane na etapy smakują lepiej i dłużej.

Oceny punktowej brak - toż to opowiadania. Ostatnio coraz trudniej trafić na tę pozycję w księgarni, zatem podsyłam jedynie linki do e-booków:

wtorek, 21 lutego 2017

Przez Ciemne Zwierciadło - Philip K. Dick

Recenzję "Przez Ciemne Zwierciadło" muszę zacząć od krytyki tego konkretnego wydania. Pod względem czysto technicznym jest co prawda bardzo solidne - twarda oprawa, eleganckie strony i świetne ilustracje (których mogłoby być więcej), ale niestety ma jeden, bardzo poważny minus - przedmowę. Kiedy umieszcza się ją na początku książki, warto byłoby przynajmniej uprzedzić czytelnika, że zdradza ona fabułę. I to w bardzo poważnym stopniu. Być może twórcy książki uznali, że takie ładne wydania kupują tylko ci, którzy już czytali powieść i teraz chcą jedynie postawić ją na półce, żeby ładnie wyglądała, ale ja lubię czytać ładne wydania powieści i akurat tę czytałem w tym wydaniu. Zdradzanie fabuły w przedmowie jest dla mnie niedopuszczalne.

Sama powieść jest nieco dziwniejsza, niż i tak często dziwaczne wizje Philipa K. Dicka. Nie czyta się łatwo, ale chociaż miejscami czytelnik doznaje zawrotów głowy, to w jakiś sposób przyciągany jest do opowieści. Do opowieści smutnej, pełnej sprzeczności, zawirowań i urąganiu zdrowemu umysłowi. Bo taka właśnie jest. Nieprzypadkowo. Ból autora czuć niemal w każdym rozdziale. Czasem pod płaszczykiem humoru, ale zawsze jest on namacalny.

Powieść, mimo że opisuje coś futurystycznego, odnosi się bardzo konkretnie do pewnego okresu, pewnej ery. Jest to czas, gdy ludzie, a konkretniej: ludzie o pewnym statusie społecznym, zachłysnęli się narkotykami. Zaraz później, używka ta stała się modna w szerszych kręgach i cała jej elitarność zniknęła, zastąpiona przez szarość, choroby i pustkę. Historia mówi o tym, że nawet jeśli jesteśmy tylko obserwatorami, to patrząc ze zbyt małej odległości, nie unikniemy tego losu. Nie można tylko się otrzeć i wyjść bez żadnych konsekwencji.

Jak to zwykle bywa u Dicka, tutaj także zastanawiamy się, co jest snem a co jawą. Tylko, że kiedy zwykle myślimy "a co jeśli to wszystko jest snem", tutaj pomyślimy raczej "a co, jeśli to wszystko jest jawą". I właśnie to nas przeraża. Dodając do tego pop-kulturową symbolikę, w której nie postaci z lektur szkolnych i toposy omawiane na lekcjach coś znaczą, ale znana każdemu wielka marka Coca-Coli oraz potrzeba nasiąkania telewizją i jedzenia kotletów niewiadomego pochodzenia (może to szczur a może krowi odbyt), otrzymujemy bardzo nieprzyjemną wizję tego, co mogło się stać i dla wielu stało się prawdziwym światem.

Oceny (legenda tutaj):
  • Kunszt: 7 (Solidne pisanie.)
  • Lekkość Pióra: 7 (Przyciąga i odrzuca. Jednocześnie.)
  • Akcja: 7 (Ciężka.)
  • Bohaterowie: 6 (Raczej środowisko niż poszczególne postacie)
  • Zakończenie: 7 (Spodziewane.)
  • Ocena Łączna: 34/50