wtorek, 12 grudnia 2017

Homer i Langley - E. L. Doctorow

"Homer i Langley" zostali w ubiegłym tygodniu moją książką na weekend. Sięgnąłem po nią - przyznaję - wychodząc z domu, by mieć co czytać w drodze (jest dość mała, by zmieścić się do wewnętrznej kieszeni płaszcza). W takich chwilach zawsze zależy mi na pozycji, którą łatwo będzie zacząć czytać - ta z pewnością spełniła swoje zadanie.

To opowieść o dwóch braciach Collyer - milionerach, którzy razem, choć każdy na swój sposób, tracą kontakt z rzeczywistością. Pogłębiająca się choroba, szaleństwo są przyczyną upadku i rozkładu zarówno życia i obyczajów jak i tego zwykłego - materialnego. Dom niszczeje, popada w ruinę. Piętrzą się stosy śmieci, a między nimi pomieszkują różne podejrzane indywidua. Do tego dokłada się "idee fixe" starszego z braci, co stanowi ukoronowanie historii.

Powieść stanowi także obraz historii najnowszej, widzianej przez szpary w okiennicach starego domu, stojącego na Piątej Alei w Nowym Jorku. Wydarzenia historyczne wnikają w egzystencję braci i odciskają swoje piętno. Fascynujący i niepokojący obraz, stanowiący w pewnym sensie alegorię całego współczesnego społeczeństwa.

Dobrze napisana, przyjemna w odbiorze opowieść, która wciąga i wypluwa (tak czułem się po lekturze ostatniego zdania) nikogo nie pozostawi obojętnym. Kunszt literacki ukazany jest tu w całej swej bezpośredniej rozciągłości, za co ukłony zarówno w stronę autora, jak i tłumacza. W miarę postępów w czytaniu coraz bardziej orientujemy się, czym właściwie jest ten tekst, a wołanie o pomoc staje się widoczne jak na dłoni. 

Oceny (legenda tutaj):
  • Kunszt: 8 (Kawał dobrego pisarstwa.)
  • Lekkość Pióra: 7 (Przyjemne w odbiorze.)
  • Akcja: 6 (Powyżej przeciętnej.)
  • Bohaterowie: 7 (Nieźle opisani.)
  • Zakończenie: 10 (Piorunujące, nawet mimo tego, że spodziewane.)
  • Ocena Łączna: 38/50

piątek, 8 grudnia 2017

Muzeum Psów - Jonathan Carroll

Po dłuższym odpoczynku od prozy Carrolla wracam do jego powieści. Kolejność przypadła na "Muzeum Psów" - książkę dość znaną i wychwalaną. Nie brak w niej nawiązań do kultury, sztuki, historii i religii - bardzo zgrabnie ze sobą połączonych. Jest także ciekawy fabularnie pomysł. A jednak czegoś mi zabrakło.

W moim odczuciu autor odszedł od historii, w którą czytelnika wprowadził i zaczął snuć jakieś wizje, dygresje, metafizyczne przesłania, które (niestety) niewiele mnie obchodziły. Wszystko trąci sztampą, oczywistością i jest nasycone truizmami. Te wszystkie testy mające sprawdzić, czy bohater jest dobrym człowiekiem warte są wypracowania ucznia podstawówki, w najlepszym razie liceum. Nie odbieram autorowi zdolności literackich (którymi zachwycił mnie w "Krainie Chichów"), ale tutaj ich nie pokazał. Jestem wręcz zniesmaczony tym, że poświęciłem czas na lekturę. Spodziewałem się o wiele więcej, a ta powieść nie podobałaby mi się nawet wtedy, gdybym nie miał co do niej oczekiwań.

A co mi się podobało? Kilka nawiązań do innych powieści (tworzących spójność świata), parę wypowiadanych w pierwszej części "mądrości" (później robi się ich za dużo) i żywy opis akcji (tam, gdzie istniała jeszcze jakaś akcja) i pomysł na tytuł. Czyli niewiele...

Oceny (legenda tutaj):
  • Kunszt: 6 (Początek dobry, później poniżej przeciętnej.)
  • Lekkość Pióra: 5 (Średnio.)
  • Akcja: 4 (Im dalej tym gorzej.)
  • Bohaterowie: 6 (Bez rewelacji.)
  • Zakończenie: 4 (Słabe.)
  • Ocena Łączna: 25/50

Cenę tej książki można sprawdzić:

czwartek, 30 listopada 2017

Ostatnia Przygoda - Eugeniusz Dębski

Ostatni, ósmy tom przygód detektywa Owena Yeatesa (którego mam już odrobinę dość) okazuje się być jedną z ciekawszych historii z jego udziałem. Styl jest nieco lepszy (dorównuje poprzedniej części), poczucie humoru też jakby lepsze, no i olbrzymi plus za anegdotkę na temat "456 odzywek z armii, o armii i dla armii".

Jest to jeden z lepszych tomów cyklu, który okazał się nie być do końca w moim stylu. Podobał mi się początek (tom pierwszy), kilka momentów ze środka (jak choćby wątek z "Furtki do ogrodu wspomnień") oraz dwa ostatnie tomy. Myślę, że cykl jest niezłym tematem na komiks. Jako literatura - przydługi, zawierający zbyt wiele lania wody i nierówną akcję. Tym niemniej jest to kawał Polskiej Fantastyki - nie tej najstarszej i nie najnowszej - takie brakujące ogniwo między tym co kiedyś i tym co teraz. I choćby z tego powodu warto zapoznać się z tym dziełem.

Oceny (legenda tutaj):
  • Kunszt: 7 (Wyrobiony.)
  • Lekkość Pióra: 8 (Przyjemna lektura.)
  • Akcja: 8 (Wciągająca.)
  • Bohaterowie: 7 (W końcu poznajemy Kaszla.)
  • Zakończenie: 6 (Irytujące zwroty fabuły.)
  • Ocena Łączna: 36/50

środa, 15 listopada 2017

Władcy nocy, złodzieje snów - Eugeniusz Dębski

Kolejny, przedostatni już tom przygód detektywa Owena Yeatesa świadczy o tym, że dobrze było nie rezygnować i brnąć nawet przez te co gorsze części. A to dlatego, że ta jest świetna. Podobało mi się, że w końcu wszystko nie bazowało na tym samym, kolejny raz przemielanym pomyśle. Nawet zastosowany w drugiej części (najlepszej) zabieg narracyjny był świetny. Zdecydowanie warto.

Nie będę się zbytnio rozpisywał, ponieważ jest to kolejny tom i większość spraw (poza wymienionymi powyżej) się powtarza. Napiszę tylko, że czytając miałem wrażenie, że ktoś inny jest autorem - ktoś dojrzalszy, o bardziej wyrafinowanym stylu. Bardzo mi się to spodobało.

Oceny (legenda tutaj):
  • Kunszt: 7 (Bardzo przyjemny.)
  • Lekkość Pióra: 8 (Dobrze się czyta.)
  • Akcja: 7 (Interesująca.)
  • Bohaterowie: 7 (Ci nowi są świetni.)
  • Zakończenie: 6 (Mogło być nieco lepsze.)
  • Ocena Łączna: 35/50

wtorek, 24 października 2017

Brat marnotrawny - Eugeniusz Dębski

Kolejny, szósty już tom przygód detektywa Owena Yeatesa, jedyny, którego nie wznowiono. Z tego też powodu, muszę się przyznać do tego, że nie mogąc zdobyć książki, przeczytałem jakiegoś kiepskiej jakości PDFa, najeżonego błędami. Odebrałoby mi to pewnie część radości czytania, ale, szczerze mówiąc, wiele tej radości nie było. Książka bazuje na kilku niezłych pomysłach, ale albo nie są pociągnięte do końca, albo sztampowo przewidywalne, albo potraktowane po łebkach. Wskutek tego otrzymujemy nieco akcji i nieco sieczki. Wątki nie trzymają się kupy, cała zagadka jest do niczego (a i z niczego się bierze) i chyba rozumiem, dlaczego powieść nie została wznowiona. Niestety - kolejny kiepski tom.

Oceny (legenda tutaj):
  • Kunszt: 5 (Rzutuje także jakość PDFa.)
  • Lekkość Pióra: 7 (Jedyny plus.)
  • Akcja: 5 (Z trudem.)
  • Bohaterowie: 5 (Przeciętni.)
  • Zakończenie: 4 (Wiele brakuje.)
  • Ocena Łączna: 26/50

sobota, 14 października 2017

Furtka do ogrodu wspomnień - Eugeniusz Dębski

Piąty tom przygód Detektywa Owena Yeatesa ma w sobie kawałek intrygującej zagadki. Co z tego jednak, gdy jej rozwiązanie jest, delikatnie mówiąc, pogmatwane. Część oponentów bohatera kieruje się zupełnie niezrozumiałymi motywacjami, a całość kupy się nie trzyma. Przypomina to trochę obecnie realizowane filmy akcji, w których sama wartkość ma zastąpić fabułę i intrygę. Przyjemnie spojrzeć na scenę mordobicia, pościgu czy strzelaniny, ale oceniając całe dzieło orientujemy się, że nie znamy odpowiedzi na pytania "kto?", "po co?" i "z jakiego powodu?". Niby się nie nudzimy, ale oczy patrzą bez udziału mózgu. Dlatego mimo iż czytało mi się przyjemnie i wykorzystano kilka interesujących pomysłów, całość oceniam raczej nisko (spodziewałem się więcej).

Oceny (legenda tutaj):
  • Kunszt: 6 (W normie.)
  • Lekkość Pióra: 7 (Nienajgorzej.)
  • Akcja: 5 (Ujdzie.)
  • Bohaterowie: 4 (Niezrozumiała motywacja.)
  • Zakończenie: 4 (Oderwane.)
  • Ocena Łączna: 26/50

piątek, 6 października 2017

Flashback 2 Okradziony Świat - Eugeniusz Dębski

Czwarta część przygód Owena Yeatesa nie zachęciła mnie tytułem. W końcu poprzedni tom niespecjalnie przypadł mi do gustu, a tytuł sugeruje, że mamy do czynienia z ciągiem dalszym. W pewnym sensie tak właśnie jest, ale na szczęście w dużo lepszym wydaniu.

Sama zagadka jest ciekawa, ale pierwsze pomysły jej rozwiązania, szczególnie jeśli pamiętamy dobrze poprzednią część, nasuwają się same. Także poszlaki nie są na tyle wyraźne, by można było trafić po nitce do kłębka. Sposoby wyjścia z trudnych sytuacji nie do końca trzymają się kupy. Zaczynają także wkurzać wszystkie wyolbrzymione porównania. A jednak ta część dostarcza sporo przyjemności, choć nadal nie wiem dlaczego. Może dlatego, że faktycznie świetnie wpisuje się w cały cykl.

Słowem - jeśli ktoś przebrnął przez tom trzeci, z pewnością powinien sięgnąć po kolejny. 

 Oceny (legenda tutaj):
  • Kunszt: 6 (W normie.)
  • Lekkość Pióra: 8 (Lekkie.)
  • Akcja: 6 (Niezła.)
  • Bohaterowie: 6 (Kilka nowych postaci i ewolucja starych.)
  • Zakończenie: 6 (W parze z akcją.)
  • Ocena Łączna: 32/50

niedziela, 1 października 2017

Flashback - Eugeniusz Dębski

Trzeci tom przygód detektywa Owena Yeatesa delikatnie mówiąc nie zachwyca akcją. Pozostało poczucie humoru, werwa, dowcipne, błyskotliwe opisy. Akcja niestety jest przewidywalna (odkąd mamy pełne dane), sztampowata a część wątków i zdarzeń niewytłumaczona. Wielka szkoda.

Pomimo tego, że w mojej opinii akcja się nie broni, książka nie utraciła swojego największego atutu - nadal jest tak lekka, że czyta się bardzo łatwo i nie miałem problemów nad skupieniem się na niej mimo niezliczonej ilości rozpraszających mnie elementów otaczającego świata. Jest to więc świetna pozycja do czytania w autobusie czy tramwaju, a nawet podczas spaceru. "Wejście" w świat powieści zajmuje chwilę i nawet jeśli nie jest bardzo wciągająca, nie ma problemu z lekturą.

Jako, że większość powieści nie odbiega zbytnio stylem od poprzednich tomów (choć jakością jednak odrobinę tak), nie będę się rozpisywał. Kto chce, niech przeczyta. Ja zamierzam kontynuować serię.

 Oceny (legenda tutaj):
  • Kunszt: 6 (Stylizacja miła w odbiorze.)
  • Lekkość Pióra: 8 (Lekkie.)
  • Akcja: 4 (Słaba.)
  • Bohaterowie: 6 (Nic nowego.)
  • Zakończenie: 5 (Przewidywalne.)
  • Ocena Łączna: 29/50

wtorek, 26 września 2017

Tamta Strona Czasu - Eugeniusz Dębski

Drugi tom przygód Owena Yeatesa stanowił od początku zgrabną kontynuację. Nawet tytuł "wyszedł" zgrany z poprzednim tomem. Styl lekki i przyjemny, więc czyta się łatwo, ale na tym przyjemności się kończą.

Niestety akcja jest porwana, poszlaki nie układają się w logiczny ciąg, a działanie detektywa jest niemal przypadkowe. Sprawdzanie tropów dosłownie wszystkich, nawet zupełnie bezsensownych daje jakieś okruchy, posuwające przygodę do przodu, ale niemal na siłę i przypadkiem. W zasadzie nie wiadomo w jakim celu te wszystkie działania postępują. Szkoda.

Na plus, poza samym głównym bohaterem (klasyczny detektyw osadzony w przyszłości), można zaliczyć wykorzystywanie starych, dobrych wątków typu "zabili go i uciekł" i tym podobnych. Klimatu nadają także wszechobecne papierosy (zawsze obecne w starych filmach kryminalnych), oraz wypite przez bohaterów morze alkoholu.

Technologiczne gadżety wykorzystano w sposób wygodny dla autora - można ich używać bez ograniczeń, gdy akcja tego wymaga, ale gdy dla dobra akcji jakiś gadżet powinien nie działać, to z jakiegoś powodu nie daje się go zastosować. Także kreowany tak spójnie w poprzedniej części świat tutaj nieco się rozpada, rozwarstwia. Czuć naciągactwo i lanie wody, a zakończenie odbębnione jest po łebkach, na siłę i bez większego sensu. Spodziewałem się dużo więcej.

 Oceny (legenda tutaj):
  • Kunszt: 7 (Nadal fajna stylizacja, choć w gorszym wydaniu.)
  • Lekkość Pióra: 8 (Lekkie.)
  • Akcja: 5 (Mocno przeciętna.)
  • Bohaterowie: 7 (W dalszym ciągu klimatyczni.)
  • Zakończenie: 4 (Poniżej poziomu.)
  • Ocena Łączna: 31/50

poniedziałek, 18 września 2017

Tamta Strona Świata - Eugeniusz Dębski

Pozostając w klimacie kryminału, sięgnąłem po Polską Fantastykę pod postacią pierwszego tomu przygód Owena Yeatesa. Okładka jak z Blade Runnera tylko przyciągnęła moją uwagę (mimo że na półce stoi już dość długo). Powieść ta miała początkowo tytuł "Podwójna Śmierć" i powstała w roku 1989, co skłoniło mnie do rozmyślań, dlaczego wymieniając klasycznych polskich pisarzy fantastyki, których twórczość się nie zestarzała, mówi się jedynie o Lemie i Sapkowskim... Cóż - może powieść będzie kiepska i się dowiem.

To, co niezmiernie mi się spodobało, to klimat bardzo podobny do poprzednio recenzowanej powieści Raymonda Chandlera (nie bez powodu motto zaczerpnięte jest właśnie z Chandlera). Jest to bowiem klimat bardzo przyjemny i ucieszyłem się, że oto mam w ręku coś napisanego w podobnym stylu. Okazało się jednak, że tutaj powieść wciąga dosłownie od pierwszych stron i trudno się od niej oderwać. Poczucie humoru bohatera jest znakomite, wskutek czego dialogi choć ironiczne, nie rażą (jak u Chandlera - ale to była dużo starsza powieść). A zatem jeśli chodzi o wciąganie czytelnika - egzamin zdany.

Sama zagadka jest ciekawa i nietuzinkowa, choć mam wrażenie, że niektóre informacje czytelnik dostaje zbyt późno, co sprawia wrażenie, jakby autor dopisywał je w miarę potrzeby. To mi się nie podobało, ale być może to moje subiektywne wrażenie. Faktem jest, ze zagadka wciągnęła mnie, a przecież o to tutaj chodziło.

Główny bohater opisany jest dobrze, ale w kwestii bohaterów drugoplanowych pozostał mi niestety pewien niedosyt i chciałbym wiedzieć o nich więcej. Rozumiem jednak, że ta powieść to styl noir, a zatem niejako teatr jednego aktora i to na detektywa skierowany jest jupiter. Resztę bohaterów określa głównie wygląd zewnętrzny, a ten podany jest ze wszystkimi szczegółami, jakich można by sobie zażyczyć.

Żal mam jednak do zakończenia. Rozwiązanie zagadki jest... nieco zbyt uproszczone i oczywiste. A szkoda, bo liczyłem na coś więcej. Na więcej zawikłania, na większe zaskoczenia. Zawiodłem się. Nawet mając na uwadze to, iż książka w pierwotnej formie powstała w roku 1989, takie rozwiązanie zagadki śmierdzi mi sztampą. A w dodatku wiele wydarzeń potoczyło się zbyt szybko na tych kilku ostatnich stronach. Szkoda.

 Oceny (legenda tutaj):
  • Kunszt: 8 (Fajna stylizacja.)
  • Lekkość Pióra: 9 (Bardzo wciąga.)
  • Akcja: 7 (Interesująca.)
  • Bohaterowie: 7 (Klimatyczni.)
  • Zakończenie: 5 (Sztampa i nieco po łebkach.)
  • Ocena Łączna: 36/50

środa, 13 września 2017

Wysokie Okno - Raymond Chandler

Klasyczny kryminał w starym, dobrym stylu. Sięgnąłem po niego w ramach uzupełniania zaległości w literaturze dawnej, klasycznej właśnie. Na wstępie przyznaję, że irytowały mnie dwie sprawy - bardzo nienaturalne dialogi oraz to, że wszyscy bohaterowie mają nazwiska na literę "M", co jest dość mylące. Dialogi przestały mnie irytować, gdy ich styl zrzuciłem na cechę charakterystyczną tej powieści, natomiast po przeczytaniu kilku stron zaczęły się trafiać nazwiska zaczynające się także innymi literami alfabetu i dalej poszło jak z płatka.

Jak kryminał, to zagadka. Tutaj zagadka jest... średnia. Za to stopień jej złożoności jest bardzo duży. Zagmatwanie sprzyja dodawaniu wątków i utrudnień, przez które czytelnik gubi się w domysłach. Wracam więc do nazwisk na "M" - sprawiały mi dużo problemu, bo byłem zagubiony w "kto jest kim", co dodatkowo komplikowało sprawę. Rozwiązanie zagadki jest ciekawe, choć mam wrażenie, że nie wszystkie wątki i nie wszystkie motywy zostały wyjaśnione.

 Oceny (legenda tutaj):
  • Kunszt: 5 (Przeciętnie, trochę się zestarzało.)
  • Lekkość Pióra: 6 (Nieźle.)
  • Akcja: 6 (Ciekawa, choć nieco zbyt zagmatwana.)
  • Bohaterowie: 5 (Mylili mi się.)
  • Zakończenie: 6 (Niewyczerpujące.)
  • Ocena Łączna: 28/50

Cenę tej książki można sprawdzić:

czwartek, 7 września 2017

Samotność Anioła Zagłady; Adam - Robert J. Szmidt

Zasmakował mi ten autor. Podoba mi się lekki styl i ciekawy sposób opowiadania historii. Dlatego powoli zdobywam książki jego autorstwa i pochłaniam.

Tym razem "Samotność Anioła Zagłady", a właściwie pierwszy jej tom ("Adam", a więc będzie i jakaś Ewa). Książka o zagładzie ziemi. Temat, na który napisano już wszystko - także i tę wersję już znam, a jednak pojawiają się drobne różnice. I właśnie dla tych różnic, między innymi, warto sięgnąć po tę pozycję.

Główny bohater opisany jest nieźle, a podczas jego wędrówki poznajemy go coraz lepiej i lepiej. Okazuje się być... po prostu facetem, który lubi męskie rozrywki i przyjemności. I to jest miłe - od razu chce się sięgnąć po drinka i odpalić cygaro.

To, co najlepsze w książce to niewiarygodnie lekki styl. Czytamy sobie historyjkę, która niespecjalnie trzyma w napięciu (choć są momenty), która właściwie zmierza w wiadomym kierunku i która jest powieścią drogi, bez specjalnego znaczenia dla fabuły (i zakończenia) jest to, jak ta droga przebiega. Za to czyta się to na luzie, bez zmęczenia, bez kombinowania i stresu. Ot - doskonała lektura wakacyjna, do poduszki, do autobusu. Nie skłania do przemyśleń, nie zmusza do myślenia - czysta rozrywka.

Zakończenie jest otwarto - zamknięte. Cała intryga kończy się w sposób, który łatwo podejrzewać (dziwię się, że bohater nie wpadł na to rozwiązanie już po drodze - miał potrzebne dane). Ale nie o to chyba chodziło autorowi, by zaskakiwać czytelnika. Chodziło raczej o to, by bawić, cieszyć, dostarczać rozrywki. A to udało się znakomicie!

 Oceny (legenda tutaj):
  • Kunszt: 6 (Chyba niewymagający, ale czuć znajomość detali.)
  • Lekkość Pióra: 9 (Bardzo lekkie.)
  • Akcja: 6 (Przemyślana, ale wiele scen "zbędnych".)
  • Bohaterowie: 6 (Jeden bohater opisany nieźle.)
  • Zakończenie: 7 (Spodziewane, ale interesujące.)
  • Ocena Łączna: 34/50

Cenę tej książki można sprawdzić:

niedziela, 3 września 2017

Pieśń Żeglarzy - Ken Kesey

Książka ta została mi polecona, a chwyciłem po nią o tyle chętnie, że przesławna powieść tego autora, "Lot nad kukułczym gniazdem" bardzo mi się podobała. To przykład na to, że doskonała i szeroko znana ekranizacja (z Jackiem Nicholsonem w roli głównej) jest tylko tak dobra, jak powieść. Cieszy, jako że książkę czytałem już po kilkukrotnym przepatrzeniu filmu.

"Pieśń Żeglarzy" to coś zupełnie innego. Już samo to, jak wiele czasu zajęła mi lektura powinno dać moim czytelnikom do myślenia. Miesiąc. I to nie jedynie z braku czasu i innych lektur w międzyczasie. Ta książka po prostu nie czyta się najlepiej, ale nie potrafię powiedzieć dlaczego. Chyba ze względu na męczący typ narracji, zmienne style, zmienne tempo akcji. Wszystko jest niby spójne i logiczne, ale próba opisania wszystkich wydarzeń z punktu widzenia tak wielu osób jest zadaniem karkołomnym i nie do przełknięcia na raz.

Przez sporą część powieści nie mogłem się zdecydować co do tego, czy akcja dzieje się w przeszłości czy w przyszłości. Wiele wskazuje zarówno na jedno jak i na drugie. Klimat przypomina pod wieloma względami ten ze znakomitego serialu "Przystanek Alaska". Kiedy już uda się zagłębić w lekturze na dłuższą chwilę, przenosimy się do wykreowanej rzeczywistości. Niestety zbyt łatwo się rozpraszałem, by delektować się tym zjawiskiem w pełnym wymiarze i nadal zastanawiam się, czy to wina książki.

Na pewno mocną stroną jest spora ilość dokładnie opisanych bohaterów, których świetnie poznajemy na kartach książki. Wiele dowiadujemy się o ich powiązaniach rodzinnych, życiu, historii, marzeniach i charakterze. Istna galeria bohaterów, z których można czerpać wedle potrzeb. Zawsze lubiłem ten aspekt literatury, a tutaj w dodatku, jest on w pełni uzasadniony zarówno akcją, jak i charakterem powieści.

Tyle w sferze dosłownej, czas by zmierzyć się z tą alegoryczną. Z przesłaniami i metaforami. Tutaj bez zaskoczenia - nie zrobię tego. Każdy kto chce, ma prawo interpretować powieść na swój sposób. Mój jest chyba bliski temu z posłowia - część rzeczy interpretuję tak, jak autor posłowia, części nie dostrzegłem, a garść postrzegam inaczej. Najlepsze chyba jest to, że możliwe jest co najmniej te kilka interpretacji, więc każdy czytelnik może tu znaleźć swoją.

 Oceny (legenda tutaj):
  • Kunszt: 5 (Szatańska mieszanina stylów wymaga kunsztu, ale mnie nie przekonał.)
  • Lekkość Pióra: 3 (Ciężko.)
  • Akcja: 6 (Bardzo zaskakująca, pogmatwana i nie zawsze sensowna.)
  • Bohaterowie: 7 (Mocniejsza strona.)
  • Zakończenie: 6 (Dziwaczne, jak i cała powieść.)
  • Ocena Łączna: 27/50

piątek, 4 sierpnia 2017

Sierżant - Miroslav Zamboch

Zanim sięgnąłem po tę książkę, miałem do czynienia z kilkoma pozycjami, które odłożyłem po kilkudziesięciu stronach, gdyż nie przypadły mi do gustu. Zrozumiałem, że jestem w marudnym czytelniczo nastroju i potrzebuję czegoś specjalnego. Sięgnąłem więc po Zambocha, który od dawna już czaił się na półce i czekał na swoją kolej (w ten sposób czai się na moich półkach kilkadziesiąt tysięcy stron do przeczytania).

Początkowo książka w ogóle mi nie podeszła, co tylko potwierdziło moje podejrzenia co do marudnego nastroju. Dopiero po około 100 stronach udało mi się w nią wczytać. Nie cierpię takich dni!

Pierwsze moje odczucia były więc takie, że zostałem wrzucony do dziwnego świata, który nie jest w wystarczającym stopniu wytłumaczony, pomimo pojawiających się w nim kilku osób, które tłumaczą jego zasady czytelnikowi. Otrzymałem garść rozrzuconych wątków, które na pozór wcale nie były kontynuowane - ot zasygnalizowane, rozpoczęte i pozostawione. Do tego przedstawione postacie nieco mi się mieszały. Nieprzyjemne uczucie.

Po tej pierwszej setce stron, rzecz zmienia się diametralnie. Wątki zaczynają się krzyżować, moje pojęcie na temat kreowanego w powieści świata przestaje być mgliste, zaczynam lubić głównego bohatera i jego sprawa przestaje być mi obojętna. W końcu mija mi marudny nastrój. Niestety, trwa to jakiś czas, a potem wszystko ponownie zaczyna się robić nie do końca jasne. I chociaż nie mam już poczucia zagubienia w opisywanym świecie, to przyjemność z lektury jest jakby mniejsza.

 Oceny (legenda tutaj):
  • Kunszt: 5 (Przeciętny, miejscami błędy (tłumacza?).)
  • Lekkość Pióra: 6 (Raz lepiej raz gorzej.)
  • Akcja: 6 (Nie jest najgorsza.)
  • Bohaterowie: 6 (Początkowo się mylą, później jest lepiej)
  • Zakończenie: 5 (Nic specjalnego.)
  • Ocena Łączna: 28/50

Cenę tej książki można sprawdzić:

poniedziałek, 24 lipca 2017

Ostatni Zjazd Przed Litwą - Robert J. Szmidt

Tom opowiadań Roberta Szmidta trafił w moje ręce za sprawą przypadku oraz BARDZO niskiej ceny. Po przeczytaniu uznaję, że nieuzasadnienie niskiej, ale tym lepiej dla mnie. Zawiera zaledwie 5 opowiadań (stosunkowo długich), a każde z nich czyta się jednym tchem. Są wciągające i świetnie napisane. A w dodatku zdecydowanie "ku pokrzepieniu serc".

Cicha Góra to oczywiste nawiązanie do Silent Hill (czego autor nie kryje). Bardzo udane, plastycznie opowiedziane i chociaż zakończenie jest bardzo przewidywalne (wskazówek jest aż nadto), to mimo wszystko jest bardzo przyjemne w odbiorze.

Ciemna Strona Księżyca to z kolei opowiadanie, które doskonale się zaczęło, natomiast druga jego część jest taka sobie. Nadal dobrze się ją czyta, ale wszystko jest zdecydowanie zbyt przewidywalne. Jednak pierwsza część jest wspaniała, barwna i z ikrą (w zasadzie mogłaby służyć za samodzielne opowiadanie).

Mrok nad Tokyoramą to tekst, który całkowicie mnie urzekł. Jest w nim wykreowany ciekawy świat, wątek główny jest ciekawie rozciągnięty w czasie i w przestrzeni, bohater jest bardzo interesujący, a styl w jakim opowiadanie jest napisane przemawia do mnie, pomimo swej obcości. Bardzo mi się podobało!

Ostatni Zjazd Przed Litwą to świetne, proste opowiadanie sensacyjne, osadzone w futurystycznej wersji naszego świata (niebezpiecznie prawdopodobnej). Pomysłowe rozegranie akcji daje zaskakujące jej zwroty i sztampowa, wydawałoby się, fabuła nie jest aż tak oczywista. Przyjemne.

Polowanie na Jednorożca jest ostatnim opowiadaniem tego tomu. Zaczyna się interesująco, ale niestety później jest nieco gorzej. Większa część jest najzwyczajniej w świecie przegadana. Duża część uzasadnień czegoś, co czytelnik rozumie doskonale, jest zbędna. Zakończenie też jakby dość sztampowe. Takie sobie.

Cenę tej książki można sprawdzić:

środa, 19 lipca 2017

Sztuka Infiltracji - Kevin D. Mitnick

A właściwie "Sztuka Infiltracji, czyli jak włamać się do sieci komputerowych" Biblia Hakerów, autorstwa Kevina D. Mitnicka i Williama L. Simona. Pozycja, którą nie będąc komputerowcem (informatykiem, programistą) dość trudno przyswoić, choć nie tak trudno przeczytać. Co prawda nie zrozumiałem prawie nic, jeśli chodzi o kwestie techniczne dokonywanych włamać (poza stroną socjotechniczną, która była fascynująca), ale same historie były ciekawe. Mimo to uważam, że poza dwoma ostatnimi rozdziałami, książka nadaje się do czytania jedynie przez fachowców i tych, którzy interesują się tematem. I im, mogę ją z czystym sumieniem polecić. Jeśli jesteście laikami w tej dziedzinie, z powodzeniem możecie sobie odpuścić (a dwa ostatnie rozdziały przeczytać w księgarni czy bibliotece - są krótkie).

piątek, 14 lipca 2017

Dziecko na Niebie - Jonathan Carroll

Kolejna książka Jonathana Carrolla z serii Answered Prayers potrafi przestraszyć. Nie chodzi mi tu o strach typu chowania się pod kołdrę w czasie lektury i potwory czające się w ciemności, ale o uczucie niepokoju, które towarzyszy czytającemu na każdym kroku. To książka o złu, ale nie absolutnym, tylko tym, które tkwi w każdym z nas. Dość inspirująca i zmuszająca do myślenia lektura, ale raczej nieprzyjemna ze względu na to, jak czujemy się podczas obcowania z nią.

Akcja powieści jest dokładnie taka, jakiej nie lubię. Wiele etapów pozbawionych jest dla mnie uzasadnienia i związków przyczynowo skutkowych. Do tego sporo wtrąceń, które nie doczekały się wyjaśnienia. Ponadto wizje, dziwne wydarzenia i komentarze. Nie lubię tak udziwnionej literatury, bym miał wrażenie, ze to "na siłę" Nie wiem w jaki sposób autorowi udało się przez całą powieść utrzymać ten nastrój niepokoju, dlatego nagradzam wysoką oceną za kunszt literacki. Bo sama akcja w ogóle nie mogła mnie porwać.

A jednak nie mogę tak całkiem jej przekreślić, bo w jakiś sposób przyciąga, dając poczucie, które chyba jest jej przesłaniem. Że to, co straszne, czego się boimy, czego nie chcemy, co ewidentnie złe, potrafi przyciągać nas najbardziej.

 Oceny (legenda tutaj):
  • Kunszt: 8 (Bardzo niepokojaco.)
  • Lekkość Pióra: 5 (Przeciętne.)
  • Akcja: 6 (Nic specjalnego, ale są dobre momenty.)
  • Bohaterowie: 6 (Już znani w większości.)
  • Zakończenie: 6 (Dziwne i niepokojące jak cała akcja.)
  • Ocena Łączna: 31/50

Cenę tej książki można sprawdzić:

sobota, 8 lipca 2017

Zaginiona Flota - Jack Campbell

"Zaginiona Flota" to niesamowita space opera. Cykl podstawowy składa się z sześciu tomów, ale istnieje także cykl powiązany z podstawowym, który składa się (przynajmniej obecnie) z pięciu tomów (w Polskim przekładzie dostępne są do tej pory dwa z nich), a ostatni powstał w 2015 roku. 

Czytałem polski przekład powieści, którego autorem jest Robert J. Szmidt i to od działań tłumacza chciałbym zacząć. Przetłumaczenie nazw własnych okrętów było bardzo dobrym pomysłem, ale w mojej opinii tłumacz doskonale spisał się przede wszystkim tłumacząc nazwy broni, rakiet i myśliwców. Łowca - Zabójca (prawdopodobnie z angielskiego Hunter - Killer) początkowo nie przypadł mi do gustu. Następnie czytałem tę nazwę (ŁZ), jako "eŁZety", dopiero gdy przeskoczyła zapadka i zacząłem odbierać ją jako ŁZy poznałem wartość takiego zabiegu i w pełni się do niego przekonałem. To świetny pomysł i uważam, że w pełni wart docenienia - prawdziwie polski przekład. Właściwie czemu nie - zarówno Sojusz jak i Syndykat nie są tworami, wywodzącymi się ze społeczeństwa angielskojęzycznego (a przynajmniej nic mi o tym nie wiadomo), więc książka w całości powinna być przetłumaczalna, w tym nazwy własne.

Sama fabuła przypomina mi nieco Battlestar Galactica (kto widział serial i czytał książkę doskonale wie o czym mówię i zapewne podziela moje zdanie), ale jest lepsza. Nie tylko dlatego, że dokładny opis pozwala na wyobrażenie sobie wszystkich okrętów floty, mundurów, skafandrów, systemów gwiezdnych, etc. Przede wszystkim dlatego, że akcja jest spójna, idzie w wiadomym kierunku, widzimy życie wewnętrzne głównego bohatera (bo jest główny bohater, wokół którego skupia się akcja, więc o tyle łatwiej jest utożsamić się z nim). Wszystkie rozmowy, konferencje, rozgrywki polityczne są widoczne jak na dłoni, a czytelnik wie, do czego bohater zmierza. Do tego dochodzą zapierające dech w piersiach opisy bitew gwiezdnych, które trzymają w napięciu.

Raz na jakiś czas nie zgadzają mi się odległości (okręty rozmieszczone w odległości kilku minut świetlnych od siebie, planety w odległości kilku godzin świetlnych od gwiazdy) i czasy (czarna dziura powstałą z zamieszkanego układu słonecznego w mniej niż 100 lat), ale za mało wiem o kosmosie, by spierać się z autorem "na poważnie". W każdym razie nie przeszkadza to w odbiorze powieści. A ten zaprawdę jest doskonały.

Pierwszą chwilę zwątpienia miałem w trakcie lektury piątego tomu. Zmęczyłem się i musiałem dwa dni od książki odpocząć. Ponownie przydarzyło mi się to podczas czytania tomu ostatniego. Poza tymi wyjątkami od książki trudno się było oderwać. Była interesująca, napisana w przystępny dla każdego sposób, wciągająca i dobrze przetłumaczona.

Nie wiem w jaki sposób autorowi udało się opisać kilka gwiezdnych bitew, które przecież są do siebie dość podobne, w sposób tak pasjonujący, że każdy opis czyta się z wypiekami na twarzy. Do tego opis działań floty, które w gruncie rzeczy sprowadzają się do jednego działania także został tak pokazany, że nie ma prawa nudzić. Żal mi jedynie, że porządnie opisanych postaci jest tak mało. Wiele zostało wspomnianych i ich obecność jest istotna dla powieści, ale zbyt mało o nich wiemy. Całe rzesze zaś nie zostały wymienione, a ja życzyłbym sobie więcej. Może to jednak dlatego, że postacie te są z założenia bardzo do siebie podobne (z uwagi na urodzenie, wychowanie, przeszkolenie i pełnione funkcję oraz na świat w jakim przyszło im żyć).

Mieszane uczucie mam także do zakończenia. Rozumiem, że z jednej strony jest to wprowadzenie do kolejnego cyklu, z drugiej zamknięcie wątku osobistego głównego bohatera, ale mam wrażenie, że przynajmniej ten pierwszy wątek, potraktowano nieco po macoszemu - zbyt szybko, zbyt po łebkach.

 Oceny (legenda tutaj):
  • Kunszt: 7 (Przyjemny w odbiorze.)
  • Lekkość Pióra: 9 (Prawie przez cały czas idealnie.)
  • Akcja: 9 (Spójna i uzasadniona.)
  • Bohaterowie: 6 (Za mało...)
  • Zakończenie: 6 (Mam mieszane uczucia.)
  • Ocena Łączna: 37/50

sobota, 1 lipca 2017

Podsumowanie I połowy 2017 roku

Rok 2017 miał być (i chyba jest) przełomowy, z powodu postanowień noworocznych. Postanowiłem sobie przeczytać i zrecenzować przynajmniej jedną książkę na tydzień (inne postanowienie to pisać więcej artykułów na sprzedaż) i jak na razie mi się udaje sprostać (obu postanowieniom).

W związku z powyższym, zrecenzowałem jak dotąd 27 książek (samych recenzji jest mniej, ponieważ kilka z nich dotyczyło kilku pozycji lub kilku tomów). Jako, że piszę te słowa w 26 tygodniu roku, plan uważam za zrealizowany. Zamierzam także w przyszłym roku postawić sobie wyższe wymagania. Oceny otrzymało 19 recenzji, więc jest w czym przebierać. Niestety nowości wydawniczych w tym zestawieniu jest jedynie kilka. Szczęśliwie za to trafiłem na aż osiem książek, które oceniłem na 40 i więcej punktów.

W kwestii umieszczanych na blogu reklam, tradycyjnie informuję, że blog nie ma charakteru komercyjnego, a za pisanie recenzji nie otrzymuję wynagrodzenia. Tym samym nie ma możliwości "zakupienia" dobrej recenzji złej książki. Chętnie natomiast przyjmę dobre książki do recenzowania - jeśli jakieś wydawnictwo lub autor pewien jest, że jego książka zasłuży na dobrą ocenę, śmiało może mi ją podesłać, a ja z przyjemnością się w nią wczytam.

Na blogu są reklamy, głównie są to porównywarki cenowe, w tym ostatnio pojawiły się odnośniki do porównywarki Nokaut, z której coraz częściej korzystam (można tam niekiedy znaleźć odnośniki do na prawdę niskich cen, których trudno szukać gdzie indziej). 

A teraz możemy przejść w końcu do samego podsumowania recenzji opublikowanych w I połowie 2017 roku:

Tytuł Autor data łączna
Jeden Dzień David Nicholls 2017-04-04 45
Nocne Życie Dennis Lehane 2017-02-06 43
Kraina Chichów Jonathan Carroll 2017-05-19 42
Gdzie jesteś, Amando Dennis Lehane 2017-03-17 42
Ciemności, weź mnie za rękę Dennis Lehane 2017-03-06 42
Idź, postaw wartownika Harper Lee 2017-01-25 41
Pułapka zza grobu Dennis Lehane 2017-03-10 40
Wypijmy, nim zacznie się wojna Dennis Lehane 2017-02-28 40
Głos Naszego Cienia Jonathan Carroll 2017-05-23 39
Modlitwy o Deszcz Dennis Lehane 2017-03-21 38
Długi Weekend Wiktor Hagen 2017-02-08 38
Morza Wszeteczne Marcin Mortka 2017-05-10 34
Przez Ciemne Zwierciadło Philip K. Dick 2017-02-21 34
Listy Lorda Bathursta Marcin Mortka 2017-04-19 33
Trio z Plainview Edward Kelsey Moore 2017-04-28 32
Śpiąc w Płomieniu Jonathan Carroll 2017-06-11 31
Mila Księżycowego Światła Dennis Lehane 2017-03-27 30
Kości Księżyca Jonathan Carroll 2017-06-02 29
Dzień Zwycięstwa Wiktor Hagen 2017-02-17 27
Wyspy Plugawe Marcin Mortka 2017-05-14 bez oceny
Arytmie Janusz Leon Wiśniewski 2017-04-30 bez oceny
Złe Psy, Po Ciemnej Stronie Mocy / Niebezpieczne Kobiety Patryk Vega 2017-04-12 bez oceny
Szepty Zgładzonych 2017-03-29 bez oceny
Najpiękniejsza Dziewczyna w Mieście Charles Bukowski 2017-02-26 bez oceny
Tarcza Szerni Feliks W. Kres 2017-01-20 bez oceny

Wśród ośmiu wspomnianych "czterdziestek" prym wiedzie "Jeden Dzień" z 45 punktami. Widziałem wcześniej adaptację filmową tej powieści i gdybym skojarzył, że to ta książka, prawdopodobnie bym po nią nie sięgnął. Książka bije bardzo uproszczony film na głowę! W pełni zasłużone zwycięstwo półrocza.

W kwestii kategorii Kunszt Literacki, którą bardzo cenię, aż trzy książki zasłużyły na dziewiątki (bardzo ostrożnie przyznaje tutaj pełnie dziesiątki). Są to:
U każdej z nich co innego mnie zachwyciło, ale najwyraźniej w równym stopniu.

Lekkość Pióra to kategoria, w której los był dla mnie łaskawy i obdarował mnie aż czterema "dziesiątkowymi" książkami:
W tym zestawieniu aż trzy książki Dennisa Lehane - to nie przypadek. Ten autor pisze w bardzo wciągający sposób.

Akcja to przez wielu bardzo ceniona kategoria. W końcu najważniejsza w przypadku książek czytanych w drodze... U mnie cztery dziewiątki:

Jeśli chodzi o Bohaterów, to tylko jedna książka zasłużyła w tym półroczu na dziesiątkę i jest to zwycięzca podsumowania, książka "Jeden Dzień".

Jeśli zaś chodzi o Zakończenie, to zwycięzcą i jednocześnie jedyną dziesiątką jest "Kraina Chichów".

A teraz wracam do lektury, by w kolejnym półroczu także było o czym czytać na niniejszym blogu. Udanych lektur w wakacje!
Wasz Bler

niedziela, 11 czerwca 2017

Śpiąc w Płomieniu - Jonathan Carroll

Bajki bywają mroczne. A już na pewno ich interpretacje. Słowem - kolejna powieść Carrolla, nawiązująca klimatem (i postaciami) do poprzednich przeze mnie czytanych. 

Szczerze mówiąc mam mieszane uczucia. Z jednej strony bliski mi jest ten styl prowadzenia opowieści, z drugiej mam wrażenie, że czytałem już mnóstwo historii opartych na tym pomyśle. Ciekawa fabuła przedstawiona jest chwilami w bardzo męczący sposób. Do tego enigmatyczność "mocy" bohatera jest dość denerwująca. Wydaje mi się, że najciekawszym elementem układanki są postaci drugoplanowe, a książka jest w pewien sposób podzielona na fragmenty, w których dominuje konkretny bohater drugoplanowy. Gdy jego obecność w książce się kończy, to czujemy, że przechodzimy do kolejnego etapu.

Przyjemne jest przesłanie, które pojawia się mniej więcej w połowie powieści. Nie jest to żadna prawda objawiona, ale prosta, życiowa piękna mądrość, która krzepi, a jest zbyt oczywista by zauważyć ją samemu (lub przyznać się, że się ją dostrzegło).

Chwilowo potrzebuję przerwy od tego autora, by kolejne powieści czytać z większym entuzjazmem, a co za tym idzie mieć z nich więcej przyjemności.

 Oceny (legenda tutaj):
  • Kunszt: 6 (Powyżej przeciętnej.)
  • Lekkość Pióra: 4 (Momentami męczące.)
  • Akcja: 7 (Jest ok, choć dziwnie znajoma.)
  • Bohaterowie: 7 (Całkiem do rzeczy.)
  • Zakończenie: 7 (Spodziewane, ale dobrze podsumowujące i w duchu powieści.)
  • Ocena Łączna: 31/50

Cenę tej książki można sprawdzić:

piątek, 2 czerwca 2017

Kości Księżyca - Jonathan Carroll

Czasem dobrze jest przeczytać taką książkę autora, którego zdążyliśmy już polubić i docenić, która nie bardzo przypadła nam do gustu. To pozwala nabrać dystansu i zrównoważyć oczekiwania, by nie spodziewać się coraz więcej po każdej następnej jego powieści. Tak było u mnie w przypadku tej pozycji - nie zawiodłem się może, ale książka podobała mi się zdecydowanie mniej niż dwie poprzednie. Mam nadzieję, że nie będzie to utrzymujący się trend.

Tak na prawdę, to nie lubię, kiedy znaczną część książki stanowią surrealistyczne sny lub narkotyczne wizje. Philip K. Dock to jedyna osoba, która umie o tym pisać w sposób tak przekonujący, że nie razi. Niestety inni autorzy w takiej roli na razie mnie nie urzekli.

Niestety, z powyższego powodu książka była dla mnie ciężka do czytania i nie cieszyła tak bardzo, mimo, ze cała historia nie była zła i zapewne innemu odbiorcy powinna się spodobać. Sam świat snów też jest interesujący, więc zapewne można się nim cieszyć.

Nie poddaję się i dalej czytam powieści tego autora. Ciekawie jest przeczytać więcej książek, które wyszły spod jednej ręki, w jakimś sensownym porządku - daje to pogląd na rozwój pisarza, na jego pasje, lęki...

 Oceny (legenda tutaj):
  • Kunszt: 6 (Świat snów.)
  • Lekkość Pióra: 5 (Miałem problemy z przebrnięciem.)
  • Akcja: 6 (Nie jest złą.)
  • Bohaterowie: 6 (Nic specjalnego, z małymi wyjątkami.)
  • Zakończenie: 6 (Jak i cała reszta...)
  • Ocena Łączna: 29/50

Cenę tej książki można sprawdzić:

wtorek, 23 maja 2017

Głos Naszego Cienia - Jonathan Carroll

Demony przeszłości potrafią ścigać człowieka przez całe życie. Potrafią z nim igrać, skazać na samotność lub zabić. Lepiej nie igrać z takimi siłami, bo może się to okazać sytuacją bez wyjścia, drogą bez powrotu.

Po "Krainie Chichów", przeczytanej kilka dni temu, lektura "Głosu Naszego Cienia" pozostawiła pewien niedosyt. To dobra książka, wielowątkowa, domknięta... a jednak - czegoś mi w niej zabrakło. Po zamknięciu ostatniej strony byłem co prawda wbity w fotel (dosłownie), a mimo to myślałem "i już?".

Tym razem Carroll umieszcza w powieści mniejszą ilość bohaterów, których bardzo dobrze charakteryzuje. Postacie są spójne, charakterystyczne, konsekwentne. Nawet jeśli nie wiadomo co nimi kieruje, to przeważnie wiadomo w jakim kierunku zmierzają.

Cała mistyczna atmosfera książki, w której nawet zwykłe wydarzenia opisane są w sposób magiczny, nie zaskoczyła mnie. To znaczy - zaskoczyłaby z pewnością, gdyby nie to, że po poprzedniej książce byłem na to przygotowany. Mimo tego, miałem olbrzymią przyjemność z lektury, nawet jeśli niektóre wydarzenia nie były dla mnie zaskoczeniem.

 Oceny (legenda tutaj):
  • Kunszt: 7 (W porządku)
  • Lekkość Pióra: 8 (Łatwo i szybko.)
  • Akcja: 8 (Zwodnicza.)
  • Bohaterowie: 8 (Konsekwentni, charakterystyczni.)
  • Zakończenie: 8 (Smutne i straszne.)
  • Ocena Łączna: 39/50

piątek, 19 maja 2017

Kraina Chichów - Jonathan Carroll

Moja pierwsza powieść tego autora i czuję się rozdziewiczony. Słyszałem o tej powieści dużo dobrego i w końcu dojrzałem do lektury. Zakupiłem więc wszystkie książki tego autora jakie udało mi się znaleźć (jak się bawić to się bawić, ci którzy śledzą mnie na facebooku widzieli zapewne wielce obiecujące zdjęcie 17 książek) i przystąpiłem do lektury, cyklami, chronologicznie.

I już za pierwszym podejściem trafiłem na tę perełkę. Książka przez pierwsze sto stron zwyczajna, ale trudna do odłożenia, prawdziwą siłę pokazuje dopiero później i z czasem tylko dokłada, aż do doskonałego wręcz zakończenia!

Od początku lektury miałem radochę - super, książka, której bohaterem jest inna książka. Później - o, bohaterem jest też jej autor. A następnie - a nawet jeszcze jeden pisarz - czego chcieć więcej? 

Okazuje się, że śmiało można było chcieć więcej, bo ta powieść po prostu oferuje o wiele więcej. Autor wciąga nas w tak wspaniały świat swojej wyobraźni, że aż trudno zachować zdrowe zmysły (ten, kto będzie czytał, w połowie powieści zrozumie o czym mówię) - kilka razy cofałem się i czytałem niektóre fragmenty ponownie, by uwierzyć w to, co przed chwilą znalazło się przed moimi oczyma.

Sama historia nie jest (niby) pasjonująca, ale w połączeniu ze sposobem narracji, z wysmakowanymi bohaterami, z opisami i z odrzuceniem konwenansów tworzy coś pięknego. A bohaterowie - w pewnej chwili jest ich wielu i nie zlewają się ze sobą, nie mylą się, doskonale wiadomo kto jest kim. Od jakiegoś czasu cierpiałem na niedosyt podczas oceniania powieści, właśnie w kwestii bohaterów. Teraz jestem syty.

Macie tak, że czytając książkę domyślacie się, jakie będzie zakończenie? Czasem się zgaduje, czasem nie. Czasem ma się nawet niedosyt, że zakończenie jest gorsze niż to, które sobie wymyśliliśmy. Tym razem miałem z pięć koncepcji, ale petarda na ostatniej stronie była tą wisienką na torcie, której potrzebowałem! Doskonałe zwieńczenie świetnej powieści!

 Oceny (legenda tutaj):
  • Kunszt: 7 (Niby nic specjalnego, a jednak....)
  • Lekkość Pióra: 8 (Świetnie się czyta.)
  • Akcja: 9 (Wciągająca i ze strony na stronę coraz bardziej niesamowita.)
  • Bohaterowie: 8 (Dopracowani, charakterystyczni.)
  • Zakończenie: 10 (Ideał!)
  • Ocena Łączna: 42/50

Cenę tej książki można sprawdzić:

niedziela, 14 maja 2017

Wyspy Plugawe - Marcin Mortka

Kontynuacja Mórz Wszetecznych. Bałem się, że autor wyczerpał temat i jest to tylko "nabijanie kabzy" na lotnym pomyśle, ale po niepewnym przebrnięciu przez kilka pierwszych stron okazało się, że to całkiem udana kontynuacja. Da się czytać bez bólu, a nawet z przyjemnością i choć humor nieco już się przejadł, to momentami wciąż potrafi zaskoczyć. Przyjemna, lekka lektura.

Główną zaletą jest chyba to, że łatwo i szybko się ją czyta. Akcja mnie nie porwała, ale dialogi są bardzo zgrabne, a i uśmiech na twarzy pojawia się często podczas czytania. Do swych zdolności w posługiwaniu się słowem autor przyzwyczaja nas za każdym razem, więc nie ma po co dodatkowo ich opisywać.

Nie przepadam za pisaniem osobnej recenzji kontynuacji książki, którą dopiero co recenzowałem (stąd często takowe nie posiadają osobnych recenzji lub przynajmniej punktacji), dlatego nie będę się silił na napisanie czegoś więcej (czyli lanie wody), bo wypowiedziałem się przy poprzednim tomie. Oceny punktowej zatem nie będzie, bo po co się powtarzać - miałaby punktację zbliżoną (choć pewnie nieco niższą) do poprzedniego tomu.

Pozostaje czekać na kolejny tom...

Cenę tej książki można sprawdzić:

środa, 10 maja 2017

Morza Wszeteczne - Marcin Mortka

Książki o piratach, których autorem jest Marcin Mortka, to zawsze przyjemna lektura. Autor zna się na rzeczy (o ile ja - laik w tej materii potrafię to ocenić), jak z rękawa sypie żeglarską nomenklaturą, a wykreowane przez niego postaci piratów to prawdziwe indywidua. Tym razem nacisk położony na ten aspekt jest tym bardziej widoczny, gdyż "Morza Wszeteczne" to książka o bardzo niezwykłych piratach.

Od samego początku zauważyć da się bardzo humorystyczny sposób narracji. Już pierwsze zdanie powieści, które brzmi "O tym, że piątki przynoszą pecha, kapitan Roland zwany Wywijasem wiedział od dawna." zwiastuje awanturniczą manierę. A dalej jest tylko lepiej. Ci, którzy szukają literatury podróżniczej, literatury opartej na faktach lub choćby rzeczywistości zawiodą się, ale miłośnicy wesołej, lekkiej fantastyki będą zachwyceni.

Sama fabuła, choć niezła, nie jest dla mnie głównym atutem tej powieści - ot coś musi się w książce dziać, by stanowić tło dla doskonałych tekstów, wypowiadanych przez postacie, żartów sytuacyjnych oraz opisów samych postaci, które są zupełnie wyjątkowe - autor zdecydowanie dał tu upust swojej kreatywności. Dużym plusem jest także to, że postacie nie mieszają się w jednym tyglu i czytelnik łatwo odróżnia je od siebie. To zaleta w przypadku powieści, w których postaci jest tak wiele.

Z przyjemnością przeczytałem tę lekką, mocno oderwaną od rzeczywistości i przepełnioną żartami powieść i z przyjemnością sięgnę po kolejny tom.

 Oceny (legenda tutaj):
  • Kunszt: 8 (Rzeczowo i z humorem.)
  • Lekkość Pióra: 8 (Bardzo dobrze się czyta.)
  • Akcja: 5 (Nie jest najważniejsza.)
  • Bohaterowie: 7 (Różnorodni i charakterystyczni (ci główni).)
  • Zakończenie: 6 (Pasujące do akcji, ale z zaskakującym momentem.)
  • Ocena Łączna: 34/50

Cenę tej książki można sprawdzić:

niedziela, 30 kwietnia 2017

Arytmie - Janusz Leon Wiśniewski

Janusz Leon Wiśniewski
Zbiór opowiadań Janusza Leona Wiśniewskiego - człowieka, którego uważam za kreatora emocji, to pozycja, która od jakiegoś czasu zerkała na mnie nieśmiało z półki. Przyszła na nią czas...

Łóżko - opisane nie jako przedmiot, a jako idea. A jednak samo opowiadanie jest raczej o książce a nie o łóżku. Jednak przedstawiona książka, mimo że stanowi centralny punkt opowiadania, to tylko przedmiot, a wspomniane łóżko to coś o wiele więcej, nawet jeśli w mojej opinii pełni w opowiadaniu funkcję jedynie marginalna. Wciągające, enigmatyczne, a mimo to wszystko wiadomo.

Ranking Emocji nie podobał mi się wcale. Aż do połowy, kiedy to z głośników poleciała Alanis i wszystko nabrało sensu. W nowym świetle kończyłem opowiadanie bardzo zadowolony. Polecam łączenie słowa pisanego z odpowiednią muzyką. Do tego opowiadania polecam 11 utwór na tej płycie.

Arytmia, tytułowe (przynajmniej do niego w dużej mierze odnosi się tytuł zbioru) opowiadanie, jest osobiste dla autora. Proste, ale nie podobało mi się, chyba głównie ze względu na jego medyczny charakter. Plusem jest to, że występuje w nim data 30 kwietnia, a czytałem je właśnie 30 kwietnia.

Test. Malowany emocjami obrazek, który trochę mi się rozmywa, a trochę zlewa ze wszystkimi poprzednimi tekstami. Smutne. Nie płakałem, ale smutne. Bardzo smutne, bo prawdziwe. Szczególnie ostatnie dziesięć stron robi piorunujące wrażenie.

Niewierność. Aby podejść do tego opowiadania należy przebrnąć przez przegadany początek. Później robi się niezłe, erotyczne, zmysłowe, ciekawe. Podobało mi się, chociaż zakończenie jest zbyt oczywiste. No i tytuł średnio mi się podobał.

O Kłamstwie... to ostatnie opowiadanie tego zbiorku. W tym przypadku tytuł nie podobał mi się wcale. Krótkie opowiadanie natomiast bardzo, choć zabrakło mi w nim jakiegoś podsumowania. A szkoda, bo tekst ciekawy i było to dla mnie "coś nowego".

Podsumowując - cała książeczka jest warta przeczytania. Nie zawiodłem się. Na półce leży jeszcze jeden zbiorek opowiadań tego autora i mam przeczucie, że niedługo wpadnie w moje ręce...

piątek, 28 kwietnia 2017

Trio z Plainview - Edward Kelsey Moore


Od pierwszego posiedzenia z książką, przypadła mi do gustu i wprawiła w dobry nastrój. Jest lekka, zaskakująca, a poczucie humoru w niej uwidocznione doskonale wyważone. Nie wiem tylko co stało się później, bo książka stała się nijaka, aż do zakończenia, które znów jest bardzo dobre. Czyta się ją nieźle przez cały czas, ale czegoś jej brakuje.

Książka zawiera dużo elementów, których autor zdaje się nie doceniać i nie wykorzystywać, a których użycie aż się nasuwa (być może dlatego tak drażniły mnie niektóre momenty i być może był to zabieg zamierzony). Poczucie humoru, które ujawnia się na początku książki później kontynuowane jest w sposób przypominający odgrzewane kotlety i nie sposób dalej się nim cieszyć. Do tego akcja jest jakby rozklejona. Opowieści ułożone są wedle klucza znanego tylko autorowi - nie ma w tym chronologii ani kontynuacji wątku, ale luźne historyjki z życia, które, owszem - obrazują je, ale niewiele z nich wynika. Dopiero zakończenie zdaje się choć trochę bardziej spajać poszczególne opowieści, a przynajmniej część z nich.

A jednak nie żałuje, że po nią sięgnąłem. Jest to debiut literacki, a te przeważnie są interesujące. Książka reklamowana jest jako "Bestseller New York Timesa" i potwierdza się moja teoria, że książki, które są bestsellerami nie muszą być wybitne, a tylko dobrze zareklamowane i sprzedawane (w końcu to właśnie oznacza słowo bestseller). To nie arcydzieło, ale dość lekko napisana historyjka, w której drzemie wiele ciekawych wątków i nawet jeśli spleciono je nieco zbyt luźno jak na moje oczekiwania, to nie mogę powiedzieć, bym nudził się podczas lektury.

Oceny (legenda tutaj):
  • Kunszt: 7 (Dobrze się czyta.)
  • Lekkość Pióra: 6 (Chwilami lepiej, chwilami gorzej.)
  • Akcja: 5 (Miejscami się nie klei.)
  • Bohaterowie: 6 (Ciekawi, ale poza głównymi bohaterkami bez fajerwerków.)
  • Zakończenie: 8 (Silny punkt powieści (tak jak i rozpoczęcie.)
  • Ocena Łączna: 32/50

Cenę tej książki można sprawdzić:

środa, 19 kwietnia 2017

Listy Lorda Bathursta - Marcin Mortka

Książka opowiada o silnym, niezależnym kapitanie, który podstępem i szantażem zmuszany jest do wykonywanie poleceń, przekazywanych za pomocą listów. Niestety, czytelnik, podobnie jak główny bohater, nie jest wtajemniczony w intrygę, więc trudno mu się skupić na akcji. Nie wiedząc, czy podąża ona w dobrym kierunku, czy wszystko idzie zgodnie z planem i czy kapitan realizuje swoje własne cele, czujemy się zagubieni, a akcja nie wciąga (czy zatopienie tego statku jest w interesie lorda, kapitana, czy w ogóle jest to robienie wbrew komuś jeszcze innemu). Z tego powodu nie mamy emocjonalnego związku z tym, co dzieje się w książce, gdyż nie wiemy jakiemu rozwiązaniu powinniśmy kibicować. To zmienia się dopiero w końcówce, która jest bardzo wciągająca, głównie dlatego, że w końcu mamy jasność sytuacji.

To, co przyciąga uwagę, to fachowe nazewnictwo. Żeglarska terminologia buduje tę powieść i sprawia, że cieszymy się lekturą. Budzi także poczucie, że taką powieść w taki sposób może napisać tylko ktoś, kto zna się na rzeczy, a zaufanie do autora to ważny element każdej lektury.

W kwestii postaci - chociaż postać kapitana Doggsa jest opisana bardzo dokładnie, pozostali bohaterowie opisani są dużo gorzej i mają za mało cech charakterystycznych. Co prawda w końcu dowiadujemy się o nich coraz więcej (i przestają się nam mylić), ale na początku zlewają się w jednolitą masę.

Wszystko to jednak nie przeszkadza cieszyć się powieścią, od której trudno się oderwać. Lekkie pióro to cecha, która sprawia najwięcej przyjemności i sprawia, że trudno książkę odłożyć na półkę. Nawet pomiędzy rozdziałami. Więc chyba jednak warto...

Oceny (legenda tutaj):
  • Kunszt: 8 (Przyzwoity, dużo fachowej nomenklatury.)
  • Lekkość Pióra: 7 (Nie jest źle, ale mogłoby być lepiej.)
  • Akcja: 5 (Nie wiadomo dokąd zmierza.)
  • Bohaterowie: 5 (Dość przeciętni.)
  • Zakończenie: 8 (W końcu wiadomo o co chodzi.)
  • Ocena Łączna: 33/50

Cenę tej książki można sprawdzić:

środa, 12 kwietnia 2017

Złe Psy, Po Ciemnej Stronie Mocy / Niebezpieczne Kobiety - Patryk Vega

Półtora roku temu przeczytałem "Złe Psy, w Imię Zasad" Patryka Vegi. Książka ta zrobiła na mnie olbrzymie wrażenie, została nawet książką roku 2015 niniejszego bloga. Nic więc dziwnego, że gdy nadarzyła się okazja, zakupiłem dwie kolejne książki autora, które tworzą w pewnym sensie cykl (można je nawet nabyć razem, jako Pakiet Policyjny). Spodziewałem się wiele i zapewne gdyby nie to, nie zawiódłbym się. A jednak...


"Złe Psy, Po Ciemnej Stronie Mocy" to w założeniu wyznania policjantów, którzy przeszli na tę złą, ciemną stronę. Tego oczekiwałem. Okazuje się jednak, że o tej ciemnej stronie dowiadujemy się stosunkowo niewiele, a jeśli już, to bardzo niekonkretnie o jakichś małych sprawkach, przeważnie z trzeciej ręki. Chciałoby się więcej, ale tego tam nie ma. Zastanawiam się zatem, czy tytuł nie miał za zadanie jedynie przyciągnąć czytelnika - równie dobrze mógłby brzmieć "Złe Psy 2" czy cokolwiek w tym rodzaju - ja bym przeczytał, a nie miałbym oczekiwań, że otrzymam coś więcej... lub coś zgoła innego. Bo w gruncie rzeczy, gdyby nie oczekiwania podsycone tytułem, książka bardzo by mi się podobała. Są ciekawe historie i chociaż nie ma już tego powiewu nowości, co "W Imię Zasad" (no i nie ma już wśród nas Sławka Opali), to jest to nadal całkiem interesująca pozycja. Warto przeczytać, ale nie warto nastawiać się na to "coś więcej".

"Niebezpieczne Kobiety" z kolei to książka nie tyle o Policji, czy nawet o kobietach w Policji, co o kobietach i godzeniu ich życia z pracą w Policji. Jest tu kilka historii o tym, jak kobiety radzą sobie z tym, wydawałoby się typowo męskim zajęciem, ale przede wszystkim są to opowieści o próbie zbudowania normalnego życia, związków, wychowywania dzieci i radzenia sobie z codziennością, w trakcie pracy jako policjant. Interesujące, bo pozwala docenić opowieści o Policji w zupełnie nowym świetle, ale też chyba w pewnej chwili następuje przesyt literaturą tego samego typu, traktującą o tym samym.

Reportaże warte są przeczytania, szczególnie, że całość czyta się niezwykle szybko i można każdą z tych książek "połknąć" za jednym posiedzeniem. Oceny punktowej brak ze względów oczywistych.

Cenę książki "Złe Psy, Po Ciemnej Stronie Mocy" można sprawdzić:
 Cenę książki "Niebezpieczne Kobiety" można sprawdzić: