niedziela, 11 czerwca 2017

Śpiąc w Płomieniu - Jonathan Carroll

Bajki bywają mroczne. A już na pewno ich interpretacje. Słowem - kolejna powieść Carrolla, nawiązująca klimatem (i postaciami) do poprzednich przeze mnie czytanych. 

Szczerze mówiąc mam mieszane uczucia. Z jednej strony bliski mi jest ten styl prowadzenia opowieści, z drugiej mam wrażenie, że czytałem już mnóstwo historii opartych na tym pomyśle. Ciekawa fabuła przedstawiona jest chwilami w bardzo męczący sposób. Do tego enigmatyczność "mocy" bohatera jest dość denerwująca. Wydaje mi się, że najciekawszym elementem układanki są postaci drugoplanowe, a książka jest w pewien sposób podzielona na fragmenty, w których dominuje konkretny bohater drugoplanowy. Gdy jego obecność w książce się kończy, to czujemy, że przechodzimy do kolejnego etapu.

Przyjemne jest przesłanie, które pojawia się mniej więcej w połowie powieści. Nie jest to żadna prawda objawiona, ale prosta, życiowa piękna mądrość, która krzepi, a jest zbyt oczywista by zauważyć ją samemu (lub przyznać się, że się ją dostrzegło).

Chwilowo potrzebuję przerwy od tego autora, by kolejne powieści czytać z większym entuzjazmem, a co za tym idzie mieć z nich więcej przyjemności.

 Oceny (legenda tutaj):
  • Kunszt: 6 (Powyżej przeciętnej.)
  • Lekkość Pióra: 4 (Momentami męczące.)
  • Akcja: 7 (Jest ok, choć dziwnie znajoma.)
  • Bohaterowie: 7 (Całkiem do rzeczy.)
  • Zakończenie: 7 (Spodziewane, ale dobrze podsumowujące i w duchu powieści.)
  • Ocena Łączna: 31/50

Cenę tej książki można sprawdzić:

piątek, 2 czerwca 2017

Kości Księżyca - Jonathan Carroll

Czasem dobrze jest przeczytać taką książkę autora, którego zdążyliśmy już polubić i docenić, która nie bardzo przypadła nam do gustu. To pozwala nabrać dystansu i zrównoważyć oczekiwania, by nie spodziewać się coraz więcej po każdej następnej jego powieści. Tak było u mnie w przypadku tej pozycji - nie zawiodłem się może, ale książka podobała mi się zdecydowanie mniej niż dwie poprzednie. Mam nadzieję, że nie będzie to utrzymujący się trend.

Tak na prawdę, to nie lubię, kiedy znaczną część książki stanowią surrealistyczne sny lub narkotyczne wizje. Philip K. Dock to jedyna osoba, która umie o tym pisać w sposób tak przekonujący, że nie razi. Niestety inni autorzy w takiej roli na razie mnie nie urzekli.

Niestety, z powyższego powodu książka była dla mnie ciężka do czytania i nie cieszyła tak bardzo, mimo, ze cała historia nie była zła i zapewne innemu odbiorcy powinna się spodobać. Sam świat snów też jest interesujący, więc zapewne można się nim cieszyć.

Nie poddaję się i dalej czytam powieści tego autora. Ciekawie jest przeczytać więcej książek, które wyszły spod jednej ręki, w jakimś sensownym porządku - daje to pogląd na rozwój pisarza, na jego pasje, lęki...

 Oceny (legenda tutaj):
  • Kunszt: 6 (Świat snów.)
  • Lekkość Pióra: 5 (Miałem problemy z przebrnięciem.)
  • Akcja: 6 (Nie jest złą.)
  • Bohaterowie: 6 (Nic specjalnego, z małymi wyjątkami.)
  • Zakończenie: 6 (Jak i cała reszta...)
  • Ocena Łączna: 29/50

Cenę tej książki można sprawdzić:

wtorek, 23 maja 2017

Głos Naszego Cienia - Jonathan Carroll

Demony przeszłości potrafią ścigać człowieka przez całe życie. Potrafią z nim igrać, skazać na samotność lub zabić. Lepiej nie igrać z takimi siłami, bo może się to okazać sytuacją bez wyjścia, drogą bez powrotu.

Po "Krainie Chichów", przeczytanej kilka dni temu, lektura "Głosu Naszego Cienia" pozostawiła pewien niedosyt. To dobra książka, wielowątkowa, domknięta... a jednak - czegoś mi w niej zabrakło. Po zamknięciu ostatniej strony byłem co prawda wbity w fotel (dosłownie), a mimo to myślałem "i już?".

Tym razem Carroll umieszcza w powieści mniejszą ilość bohaterów, których bardzo dobrze charakteryzuje. Postacie są spójne, charakterystyczne, konsekwentne. Nawet jeśli nie wiadomo co nimi kieruje, to przeważnie wiadomo w jakim kierunku zmierzają.

Cała mistyczna atmosfera książki, w której nawet zwykłe wydarzenia opisane są w sposób magiczny, nie zaskoczyła mnie. To znaczy - zaskoczyłaby z pewnością, gdyby nie to, że po poprzedniej książce byłem na to przygotowany. Mimo tego, miałem olbrzymią przyjemność z lektury, nawet jeśli niektóre wydarzenia nie były dla mnie zaskoczeniem.

 Oceny (legenda tutaj):
  • Kunszt: 7 (W porządku)
  • Lekkość Pióra: 8 (Łatwo i szybko.)
  • Akcja: 8 (Zwodnicza.)
  • Bohaterowie: 8 (Konsekwentni, charakterystyczni.)
  • Zakończenie: 8 (Smutne i straszne.)
  • Ocena Łączna: 39/50

piątek, 19 maja 2017

Kraina Chichów - Jonathan Carroll

Moja pierwsza powieść tego autora i czuję się rozdziewiczony. Słyszałem o tej powieści dużo dobrego i w końcu dojrzałem do lektury. Zakupiłem więc wszystkie książki tego autora jakie udało mi się znaleźć (jak się bawić to się bawić, ci którzy śledzą mnie na facebooku widzieli zapewne wielce obiecujące zdjęcie 17 książek) i przystąpiłem do lektury, cyklami, chronologicznie.

I już za pierwszym podejściem trafiłem na tę perełkę. Książka przez pierwsze sto stron zwyczajna, ale trudna do odłożenia, prawdziwą siłę pokazuje dopiero później i z czasem tylko dokłada, aż do doskonałego wręcz zakończenia!

Od początku lektury miałem radochę - super, książka, której bohaterem jest inna książka. Później - o, bohaterem jest też jej autor. A następnie - a nawet jeszcze jeden pisarz - czego chcieć więcej? 

Okazuje się, że śmiało można było chcieć więcej, bo ta powieść po prostu oferuje o wiele więcej. Autor wciąga nas w tak wspaniały świat swojej wyobraźni, że aż trudno zachować zdrowe zmysły (ten, kto będzie czytał, w połowie powieści zrozumie o czym mówię) - kilka razy cofałem się i czytałem niektóre fragmenty ponownie, by uwierzyć w to, co przed chwilą znalazło się przed moimi oczyma.

Sama historia nie jest (niby) pasjonująca, ale w połączeniu ze sposobem narracji, z wysmakowanymi bohaterami, z opisami i z odrzuceniem konwenansów tworzy coś pięknego. A bohaterowie - w pewnej chwili jest ich wielu i nie zlewają się ze sobą, nie mylą się, doskonale wiadomo kto jest kim. Od jakiegoś czasu cierpiałem na niedosyt podczas oceniania powieści, właśnie w kwestii bohaterów. Teraz jestem syty.

Macie tak, że czytając książkę domyślacie się, jakie będzie zakończenie? Czasem się zgaduje, czasem nie. Czasem ma się nawet niedosyt, że zakończenie jest gorsze niż to, które sobie wymyśliliśmy. Tym razem miałem z pięć koncepcji, ale petarda na ostatniej stronie była tą wisienką na torcie, której potrzebowałem! Doskonałe zwieńczenie świetnej powieści!

 Oceny (legenda tutaj):
  • Kunszt: 7 (Niby nic specjalnego, a jednak....)
  • Lekkość Pióra: 8 (Świetnie się czyta.)
  • Akcja: 9 (Wciągająca i ze strony na stronę coraz bardziej niesamowita.)
  • Bohaterowie: 8 (Dopracowani, charakterystyczni.)
  • Zakończenie: 10 (Ideał!)
  • Ocena Łączna: 42/50

Cenę tej książki można sprawdzić:

niedziela, 14 maja 2017

Wyspy Plugawe - Marcin Mortka

Kontynuacja Mórz Wszetecznych. Bałem się, że autor wyczerpał temat i jest to tylko "nabijanie kabzy" na lotnym pomyśle, ale po niepewnym przebrnięciu przez kilka pierwszych stron okazało się, że to całkiem udana kontynuacja. Da się czytać bez bólu, a nawet z przyjemnością i choć humor nieco już się przejadł, to momentami wciąż potrafi zaskoczyć. Przyjemna, lekka lektura.

Główną zaletą jest chyba to, że łatwo i szybko się ją czyta. Akcja mnie nie porwała, ale dialogi są bardzo zgrabne, a i uśmiech na twarzy pojawia się często podczas czytania. Do swych zdolności w posługiwaniu się słowem autor przyzwyczaja nas za każdym razem, więc nie ma po co dodatkowo ich opisywać.

Nie przepadam za pisaniem osobnej recenzji kontynuacji książki, którą dopiero co recenzowałem (stąd często takowe nie posiadają osobnych recenzji lub przynajmniej punktacji), dlatego nie będę się silił na napisanie czegoś więcej (czyli lanie wody), bo wypowiedziałem się przy poprzednim tomie. Oceny punktowej zatem nie będzie, bo po co się powtarzać - miałaby punktację zbliżoną (choć pewnie nieco niższą) do poprzedniego tomu.

Pozostaje czekać na kolejny tom...

Cenę tej książki można sprawdzić:

środa, 10 maja 2017

Morza Wszeteczne - Marcin Mortka

Książki o piratach, których autorem jest Marcin Mortka, to zawsze przyjemna lektura. Autor zna się na rzeczy (o ile ja - laik w tej materii potrafię to ocenić), jak z rękawa sypie żeglarską nomenklaturą, a wykreowane przez niego postaci piratów to prawdziwe indywidua. Tym razem nacisk położony na ten aspekt jest tym bardziej widoczny, gdyż "Morza Wszeteczne" to książka o bardzo niezwykłych piratach.

Od samego początku zauważyć da się bardzo humorystyczny sposób narracji. Już pierwsze zdanie powieści, które brzmi "O tym, że piątki przynoszą pecha, kapitan Roland zwany Wywijasem wiedział od dawna." zwiastuje awanturniczą manierę. A dalej jest tylko lepiej. Ci, którzy szukają literatury podróżniczej, literatury opartej na faktach lub choćby rzeczywistości zawiodą się, ale miłośnicy wesołej, lekkiej fantastyki będą zachwyceni.

Sama fabuła, choć niezła, nie jest dla mnie głównym atutem tej powieści - ot coś musi się w książce dziać, by stanowić tło dla doskonałych tekstów, wypowiadanych przez postacie, żartów sytuacyjnych oraz opisów samych postaci, które są zupełnie wyjątkowe - autor zdecydowanie dał tu upust swojej kreatywności. Dużym plusem jest także to, że postacie nie mieszają się w jednym tyglu i czytelnik łatwo odróżnia je od siebie. To zaleta w przypadku powieści, w których postaci jest tak wiele.

Z przyjemnością przeczytałem tę lekką, mocno oderwaną od rzeczywistości i przepełnioną żartami powieść i z przyjemnością sięgnę po kolejny tom.

 Oceny (legenda tutaj):
  • Kunszt: 8 (Rzeczowo i z humorem.)
  • Lekkość Pióra: 8 (Bardzo dobrze się czyta.)
  • Akcja: 5 (Nie jest najważniejsza.)
  • Bohaterowie: 7 (Różnorodni i charakterystyczni (ci główni).)
  • Zakończenie: 6 (Pasujące do akcji, ale z zaskakującym momentem.)
  • Ocena Łączna: 34/50

Cenę tej książki można sprawdzić:

niedziela, 30 kwietnia 2017

Arytmie - Janusz Leon Wiśniewski

Janusz Leon Wiśniewski
Zbiór opowiadań Janusza Leona Wiśniewskiego - człowieka, którego uważam za kreatora emocji, to pozycja, która od jakiegoś czasu zerkała na mnie nieśmiało z półki. Przyszła na nią czas...

Łóżko - opisane nie jako przedmiot, a jako idea. A jednak samo opowiadanie jest raczej o książce a nie o łóżku. Jednak przedstawiona książka, mimo że stanowi centralny punkt opowiadania, to tylko przedmiot, a wspomniane łóżko to coś o wiele więcej, nawet jeśli w mojej opinii pełni w opowiadaniu funkcję jedynie marginalna. Wciągające, enigmatyczne, a mimo to wszystko wiadomo.

Ranking Emocji nie podobał mi się wcale. Aż do połowy, kiedy to z głośników poleciała Alanis i wszystko nabrało sensu. W nowym świetle kończyłem opowiadanie bardzo zadowolony. Polecam łączenie słowa pisanego z odpowiednią muzyką. Do tego opowiadania polecam 11 utwór na tej płycie.

Arytmia, tytułowe (przynajmniej do niego w dużej mierze odnosi się tytuł zbioru) opowiadanie, jest osobiste dla autora. Proste, ale nie podobało mi się, chyba głównie ze względu na jego medyczny charakter. Plusem jest to, że występuje w nim data 30 kwietnia, a czytałem je właśnie 30 kwietnia.

Test. Malowany emocjami obrazek, który trochę mi się rozmywa, a trochę zlewa ze wszystkimi poprzednimi tekstami. Smutne. Nie płakałem, ale smutne. Bardzo smutne, bo prawdziwe. Szczególnie ostatnie dziesięć stron robi piorunujące wrażenie.

Niewierność. Aby podejść do tego opowiadania należy przebrnąć przez przegadany początek. Później robi się niezłe, erotyczne, zmysłowe, ciekawe. Podobało mi się, chociaż zakończenie jest zbyt oczywiste. No i tytuł średnio mi się podobał.

O Kłamstwie... to ostatnie opowiadanie tego zbiorku. W tym przypadku tytuł nie podobał mi się wcale. Krótkie opowiadanie natomiast bardzo, choć zabrakło mi w nim jakiegoś podsumowania. A szkoda, bo tekst ciekawy i było to dla mnie "coś nowego".

Podsumowując - cała książeczka jest warta przeczytania. Nie zawiodłem się. Na półce leży jeszcze jeden zbiorek opowiadań tego autora i mam przeczucie, że niedługo wpadnie w moje ręce...

piątek, 28 kwietnia 2017

Trio z Plainview - Edward Kelsey Moore


Od pierwszego posiedzenia z książką, przypadła mi do gustu i wprawiła w dobry nastrój. Jest lekka, zaskakująca, a poczucie humoru w niej uwidocznione doskonale wyważone. Nie wiem tylko co stało się później, bo książka stała się nijaka, aż do zakończenia, które znów jest bardzo dobre. Czyta się ją nieźle przez cały czas, ale czegoś jej brakuje.

Książka zawiera dużo elementów, których autor zdaje się nie doceniać i nie wykorzystywać, a których użycie aż się nasuwa (być może dlatego tak drażniły mnie niektóre momenty i być może był to zabieg zamierzony). Poczucie humoru, które ujawnia się na początku książki później kontynuowane jest w sposób przypominający odgrzewane kotlety i nie sposób dalej się nim cieszyć. Do tego akcja jest jakby rozklejona. Opowieści ułożone są wedle klucza znanego tylko autorowi - nie ma w tym chronologii ani kontynuacji wątku, ale luźne historyjki z życia, które, owszem - obrazują je, ale niewiele z nich wynika. Dopiero zakończenie zdaje się choć trochę bardziej spajać poszczególne opowieści, a przynajmniej część z nich.

A jednak nie żałuje, że po nią sięgnąłem. Jest to debiut literacki, a te przeważnie są interesujące. Książka reklamowana jest jako "Bestseller New York Timesa" i potwierdza się moja teoria, że książki, które są bestsellerami nie muszą być wybitne, a tylko dobrze zareklamowane i sprzedawane (w końcu to właśnie oznacza słowo bestseller). To nie arcydzieło, ale dość lekko napisana historyjka, w której drzemie wiele ciekawych wątków i nawet jeśli spleciono je nieco zbyt luźno jak na moje oczekiwania, to nie mogę powiedzieć, bym nudził się podczas lektury.

Oceny (legenda tutaj):
  • Kunszt: 7 (Dobrze się czyta.)
  • Lekkość Pióra: 6 (Chwilami lepiej, chwilami gorzej.)
  • Akcja: 5 (Miejscami się nie klei.)
  • Bohaterowie: 6 (Ciekawi, ale poza głównymi bohaterkami bez fajerwerków.)
  • Zakończenie: 8 (Silny punkt powieści (tak jak i rozpoczęcie.)
  • Ocena Łączna: 32/50

Cenę tej książki można sprawdzić:

środa, 19 kwietnia 2017

Listy Lorda Bathursta - Marcin Mortka

Książka opowiada o silnym, niezależnym kapitanie, który podstępem i szantażem zmuszany jest do wykonywanie poleceń, przekazywanych za pomocą listów. Niestety, czytelnik, podobnie jak główny bohater, nie jest wtajemniczony w intrygę, więc trudno mu się skupić na akcji. Nie wiedząc, czy podąża ona w dobrym kierunku, czy wszystko idzie zgodnie z planem i czy kapitan realizuje swoje własne cele, czujemy się zagubieni, a akcja nie wciąga (czy zatopienie tego statku jest w interesie lorda, kapitana, czy w ogóle jest to robienie wbrew komuś jeszcze innemu). Z tego powodu nie mamy emocjonalnego związku z tym, co dzieje się w książce, gdyż nie wiemy jakiemu rozwiązaniu powinniśmy kibicować. To zmienia się dopiero w końcówce, która jest bardzo wciągająca, głównie dlatego, że w końcu mamy jasność sytuacji.

To, co przyciąga uwagę, to fachowe nazewnictwo. Żeglarska terminologia buduje tę powieść i sprawia, że cieszymy się lekturą. Budzi także poczucie, że taką powieść w taki sposób może napisać tylko ktoś, kto zna się na rzeczy, a zaufanie do autora to ważny element każdej lektury.

W kwestii postaci - chociaż postać kapitana Doggsa jest opisana bardzo dokładnie, pozostali bohaterowie opisani są dużo gorzej i mają za mało cech charakterystycznych. Co prawda w końcu dowiadujemy się o nich coraz więcej (i przestają się nam mylić), ale na początku zlewają się w jednolitą masę.

Wszystko to jednak nie przeszkadza cieszyć się powieścią, od której trudno się oderwać. Lekkie pióro to cecha, która sprawia najwięcej przyjemności i sprawia, że trudno książkę odłożyć na półkę. Nawet pomiędzy rozdziałami. Więc chyba jednak warto...

Oceny (legenda tutaj):
  • Kunszt: 8 (Przyzwoity, dużo fachowej nomenklatury.)
  • Lekkość Pióra: 7 (Nie jest źle, ale mogłoby być lepiej.)
  • Akcja: 5 (Nie wiadomo dokąd zmierza.)
  • Bohaterowie: 5 (Dość przeciętni.)
  • Zakończenie: 8 (W końcu wiadomo o co chodzi.)
  • Ocena Łączna: 33/50

Cenę tej książki można sprawdzić:

środa, 12 kwietnia 2017

Złe Psy, Po Ciemnej Stronie Mocy / Niebezpieczne Kobiety - Patryk Vega

Półtora roku temu przeczytałem "Złe Psy, w Imię Zasad" Patryka Vegi. Książka ta zrobiła na mnie olbrzymie wrażenie, została nawet książką roku 2015 niniejszego bloga. Nic więc dziwnego, że gdy nadarzyła się okazja, zakupiłem dwie kolejne książki autora, które tworzą w pewnym sensie cykl (można je nawet nabyć razem, jako Pakiet Policyjny). Spodziewałem się wiele i zapewne gdyby nie to, nie zawiódłbym się. A jednak...


"Złe Psy, Po Ciemnej Stronie Mocy" to w założeniu wyznania policjantów, którzy przeszli na tę złą, ciemną stronę. Tego oczekiwałem. Okazuje się jednak, że o tej ciemnej stronie dowiadujemy się stosunkowo niewiele, a jeśli już, to bardzo niekonkretnie o jakichś małych sprawkach, przeważnie z trzeciej ręki. Chciałoby się więcej, ale tego tam nie ma. Zastanawiam się zatem, czy tytuł nie miał za zadanie jedynie przyciągnąć czytelnika - równie dobrze mógłby brzmieć "Złe Psy 2" czy cokolwiek w tym rodzaju - ja bym przeczytał, a nie miałbym oczekiwań, że otrzymam coś więcej... lub coś zgoła innego. Bo w gruncie rzeczy, gdyby nie oczekiwania podsycone tytułem, książka bardzo by mi się podobała. Są ciekawe historie i chociaż nie ma już tego powiewu nowości, co "W Imię Zasad" (no i nie ma już wśród nas Sławka Opali), to jest to nadal całkiem interesująca pozycja. Warto przeczytać, ale nie warto nastawiać się na to "coś więcej".

"Niebezpieczne Kobiety" z kolei to książka nie tyle o Policji, czy nawet o kobietach w Policji, co o kobietach i godzeniu ich życia z pracą w Policji. Jest tu kilka historii o tym, jak kobiety radzą sobie z tym, wydawałoby się typowo męskim zajęciem, ale przede wszystkim są to opowieści o próbie zbudowania normalnego życia, związków, wychowywania dzieci i radzenia sobie z codziennością, w trakcie pracy jako policjant. Interesujące, bo pozwala docenić opowieści o Policji w zupełnie nowym świetle, ale też chyba w pewnej chwili następuje przesyt literaturą tego samego typu, traktującą o tym samym.

Reportaże warte są przeczytania, szczególnie, że całość czyta się niezwykle szybko i można każdą z tych książek "połknąć" za jednym posiedzeniem. Oceny punktowej brak ze względów oczywistych.

Cenę książki "Złe Psy, Po Ciemnej Stronie Mocy" można sprawdzić:
 Cenę książki "Niebezpieczne Kobiety" można sprawdzić:

wtorek, 4 kwietnia 2017

Jeden Dzień - David Nicholls

David Nicholls
Kiedy dowiedziałem się na czym polega kompozycja tej książki, z jednej strony pomyślałem "geniusz". Z drugiej jednak strony - czy da się opowiedzieć o życiu, o znajomości dwóch osób przez dwadzieścia lat, opisując tylko jeden dzień każdego roku? W dodatku ten sam dzień. Zadanie, wydawałoby się niemożliwe. Przecież fabuła będzie porwana, tak duże przerwy w akcji sprawią, że trudno będzie się połapać w tym, o co chodzi.

A jednak nie. Jednak się udało. Trzeba było do tego dobrego pióra i sukces gwarantowany! Nie wiem jak autor to osiągnął, ale wrażenie jakie pozostawia książka to "tam były jakieś przerwy w akcji?" - są tak sprytnie wypełnione, że znamy całą historię. Bez luk.

Do tego ten rozwój bohaterów - gdy ich poznajemy są dwudziesto-paro latkami, kiedy się rozstajemy, mają około czterdziestki. Musza więc dojrzeć na łamach powieści i to autorowi świetnie się udało - znamy ich przez prawie całe życie i mamy właśnie takie poczucie.

Akcja jest bardzo dobra, ale bez kompozycji i umiejętności pisarskich autora nie byłoby efektu - ot kolejna zwyczajna historyjka o życiu. Wiem, że historie o życiu są najlepsze, ale potrzeba do tego bardzo dobrego warsztatu - bez niego jest to tylko sprawozdanie o niczym.

Piątą Część czytało mi się gorzej niż wszystkie poprzednie. Wolniej. Ale żeby dowiedzieć się czemu, warto samemu przeczytać książkę. Podpowiedź na dole - dla chętnych. Ale cała powieść zrobiła na mnie olbrzymie wrażenie i śmiało mogę ją polecić każdemu, kto docenia dobrą literaturę.

Oceny (legenda tutaj):
  • Kunszt: 9 (Niesamowita kompozycja, świetny język.)
  • Lekkość Pióra: 10 (Wciąga niewiarygodnie.)
  • Akcja: 8 (Bardzo przemyślana.)
  • Bohaterowie: 10 (Dojrzewają na łamach powieści.)
  • Zakończenie: 8 (Doskonały zabieg.)
  • Ocena Łączna: 45/50

Cenę tej książki można sprawdzić:
Lekki spojler:

środa, 29 marca 2017

Szepty Zgładzonych

Pozycja ta, to zbiór opowiadań Polskich fanów Uniwersum Metro 2033, których akcja osadzona jest właśnie w tym uniwersum. Przeczytałem z ciekawości i z chęci odnalezienia czegoś innego, świeżego. A jak poszło? 

Tomik otwiera "Iteracja" Piotra Jedlińskiego. Opowiadanie niezłe, spójne, o domkniętej formie i jak najbardziej plasujące się w tajemniczym klimacie Metra. Plusik.

Następne dzieło to "Układanka" Wojciecha Magiery. Pomysł niezły ze względu na ciekawe ukształtowanie tekstu, ale niestety nie zaspokoił mojego głodu ładnego pisarstwa. Jest nieco zbyt powierzchowny. Jestem pewien, że na kanwie tego pomysłu można by napisać pełnokrwiste opowiadanie, ale tutaj to się nie udało.

"Zwiad" Ewy Malinowskiej jest niezły, ale zakończenie jest zupełnie miałkie. Brak w nim zaskoczenia, brak morału, brak jakiegokolwiek zwrotu akcji. czytelnik dostaje to samo co w setkach innych historyjek. Szkoda, bo potencjał był (sam widziałem ciekawe zakończenie).

"Dom Ostatnich z Nas" to kolejny tekst Wojciecha Magiery. Niestety do bólu przewidywalny. Ratuje go tylko nieco inna niż tradycyjna sceneria -nieco inne umiejscowienie akcji.

"Zagłada" Ewy Malinowskiej to w końcu dobre, zamknięte, a przede wszystkim krótkie opowiadanie. Dostajemy tutaj całą historię, która w końcu jest czymś. Jest jakąś niebanalną opowieścią. Trochę szkoda, że autorka na koniec nie obdarzyła czytelnika zaufaniem i musiała mu wyłożyć kawę na ławę. Poza tym jednym zgrzytem - ciekawe opowiadanie. Plus.

"Pejzaże z Perspektywy Nieba" Tomasza Przyłuckiego to opowiadanie, które zrobiło na mnie wrażenie, nie tyle treścią co formą. Jest po prostu ładne - na tyle ładne, że mogłoby być nawet o niczym (choć nie jest) - treść schodzi tutaj na dalszy plan, a czyta się i tak dobrze, nawet jeśli gdzieś między wierszami traci się dosłowny sens. To coś więcej niż słowa i za to duży plus.

"Stary Las" (malynosorozec)  to baśniowa nieco opowiastka w klimacie Uniwersum Metro 2033. Wiele rzeczy jest tu ledwie zarysowane, więc sporo jest do "dowyobrażenia" sobie samemu. Do tego (chyba niepotrzebne) skomplikowanie formy, podzielenie na fragmenty z podtytułami. Może miało to wywołać jakąś dodatkową reakcję u czytelnika, ale chyba okazałem się za głupi, by docenić ten zabieg. Sama historyjka nie jest zła.

"Pielgrzym" Piotra Jedlińskiego to taki przerost formy nad treścią, że nie udało mi się przez niego przebrnąć. Egzaltacja, patos, nadużycie środków stylistycznych być może miało czemuś służyć, ale skutecznie zniechęciło mnie do lektury tekstu, którego sens rozmywał się w niepotrzebnym potoku wymyślnych, stylizowanych środków wyrazu.

"Demiurg" tego samego autora zdradza podobną manierę. Byłoby to może częściowo usprawiedliwione, gdyby aż tak nie odsuwało uwagi od treści - zacząłem podejrzewać, że autorowi brak pewności siebie jeśli chodzi o pomysły i maskuje wszystko płaszczykiem wodolejstwa. Sens opowiadania wyłania się z trudem, ale gdy już przebrniemy przez natłok ozdobników, okazuje się, ze pomysł na opowiadanie istniał. I nie jest zły.

"Czwarty Tunel" Pawła Naskręta to opowiadanie napisane zgodnie z duchem cyklu i wszelkimi prawidłami. Niestety dostrzegłem tutaj grzech, który sam często popełniam. Rozpoczęcie jest, rozwinięcie akcji jest, ale podczas zakończenia autor za szybko zmierza do mety i niestety nie daje się czytelnikowi nim nacieszyć. To sprawia, że w pamięci pozostaje ten właśnie brak i duża część sensu opowiadania umyka.

"Gieroj" Marka Pietrusewicza bardzo mi się podobał. To dobre, błyskotliwe, przewrotne i zaskakujące opowiadanie. Do tego świetny klimat i doskonały humor. Warto! Duży plus.

"To, co Umiera Ostatnie" autorstwa Komodo to ciekawy i wciągający tekst, który kryje w sobie zagadkę. Ma świetny klimat, jego akcja osadzona jest w Polsce. Nie przepadam za tekstami z religią w tle, ale ten mi się podobał.

"Cóż Zostało po Jeżozwierzu" (malynosorozec) to świetny, krótki tekst. Mrozi krew w żyłach, a jednocześnie budzi delikatny uśmiech. Bez lania wody i dłużyzn. Plus.

Słowem - cały tomik warto przeczytać, poznać młodych autorów, zapoznać się z twórczością i doświadczyć czegoś nowego. Choćby po to, by coś mogło się nie spodobać. Na tle czegoś innego, co może przypaść do gustu oczywiście.

poniedziałek, 27 marca 2017

Mila Księżycowego Światła - Dennis Lehane

Akcja szóstego tomu cyklu o przygodach pary detektywów rozgrywa się kilka lat później niż części poprzednie. Przerwa w akcji odpowiada przerwie pomiędzy napisaniem kolejnych tomów przez autora. Nie jestem jednak pewien, czy ten zabieg przysłużył się powieści.

Fabuła nawiązuje do "Gdzie jesteś, Amando" i w pewien sposób stanowi kontynuację, ale wiąże się właściwie tylko postaciami bohaterów. Brak jej głębi, która obecna byłą w poprzednich tomach, pewnego zżycia z bohaterami, specyficznego humoru... słowem - to już nie to.

Sama akcja jest mocno naciągana i odniosłem wrażenie, że książka napisana jest na siłę, by "popłynąć" na kanwie opowieści, sprzedać książkę fanom. Nie jest zupełnie zła, ale gdybym nie przeczytał tego tomu, to nie miałbym czego żałować.

Do tego tłumaczka spisała się miernie. Miejscami mam wrażenie, że przetłumaczenie dosłownie zdań napisanych przez autora było ważniejsze, niż nadanie im odpowiedniej formy w języku polskim. Za to olbrzymi minus, bo zgrzytanie zębów podczas czytania zdań wielokrotnie złożonych typu "Dawniej odreagowałbym przy drinku, jednym lub sześciu szklaneczkach, może bym zadzwonił do Oscara i Devina, żeby się z nimi spotkać w jakiejś dziurze i pożartować z siebie nawzajem, co zwykle robiliśmy w przypadkach zetknięcia się z przemocą."

Oceny (legenda tutaj):
  • Kunszt: 5 (Bardzo przeciętnie plus słaba robota tłumacza.)
  • Lekkość Pióra: 7 (Nieźle, ale to już nie to.)
  • Akcja: 6 (Naciągana.)
  • Bohaterowie: 6 (Bez tego "czegoś".)
  • Zakończenie: 6 (Dość oczywiste.)
  • Ocena Łączna: 30/50

Cenę tej książki można sprawdzić:

wtorek, 21 marca 2017

Modlitwy o Deszcz - Dennis Lehane

"Modlitwy o Deszcz" to już piąta część cyklu, który czytam od kilku tygodni. Poprzedni tom podobał mi się bardzo, a ten, choć zrobił nieco mniejsze wrażenie, także uważam za bardzo dobry.

Powód, dla którego książka nie przebiła poprzedniej jest taki, że niestety samodzielnie udało mi się dojść do rozwiązania poszczególnych zagadek wcześniej, niż zrobił to detektyw. A czytając kryminał, chcę być zaskakiwany. Żądam tego i wymagam. Mam mieć dostępne wszystkie fakty, którymi dysponują bohaterowie i nie domyślać się, jak je ze sobą połączyć. To trudne, ale widocznie jestem trudnym czytelnikiem.

Tutaj zagadka jest ciekawa, historię bardzo dobrze się czyta, ale niestety jest przewidywalna, a detektyw nie widzi tego, co ma przed oczami. I choćby idąc tym tropem (które wskazówki zignorował autor) można dojść do rozwiązania szybciej niż Patrick i Angie. A jeden fakt został przeoczony po prostu po królewsku...

Dużym plusem jest położenie nacisku na zapoznawanie się z bohaterami - znów mam poczucie, że poznajemy i przyjaciół i wrogów lepiej niż w przypadku poprzednich dwóch części. Jak widać - coś za coś. Biorę jednak pod uwagę to, że czytam książki tego autora jedna za druga, a zatem i moje wymagania stają się wyższe i poznaję jego styl i sposób myślenia. Coś jest jednak w tym, że poznając działania przestępcy, zbliżając się do niego można łatwiej przewidzieć jego poczynania. Zachęcam do takiego zbliżenia się do tego konkretnego autora.

Oceny (legenda tutaj):
  • Kunszt: 8 (Tradycyjnie.)
  • Lekkość Pióra: 10 (Nadal doskonale się czyta.)
  • Akcja: 6 (Niby wszystko dobrze, ale da się przewidzieć. Pojawiają się oczywiste błędy detektywów.)
  • Bohaterowie: 8 (Dobrze opisani.)
  • Zakończenie: 6 (Nie do końca takie, jak by się chciało.)
  • Ocena Łączna: 38/50

Cenę tej książki można sprawdzić:

piątek, 17 marca 2017

Gdzie jesteś, Amando - Dennis Lehane

Kolejna, czwarta już część przygód pary detektywów i znów mocne uderzenie. Tym razem sprawa dotyczy (i nie zdradzę tu fabuły) zniknięcia dziecka. Lehane ponownie staje na wysokości zadania, wciąga czytelnika w wykreowany świat, czy też światek, a następnie daje mu po głowie gazrurką i zostawia na przenikającym, powodującym dreszcze zimnie.

Czytałem wydanie filmowe i przyznaję, że mam duży żal do tłumacza i wydawcy. Tłumacz w kilku miejscach popełnił błędy przyprawiające o zgrzytnięcie zębów, ale to mogę mu wybaczyć. Natomiast tego, że wydawca na tylnej okładce zdradza fabułę, tego wybaczyć nie mogę. Żeby sprawa była jasna, nigdy nie czytam tego, co tam napisano, ponieważ bardzo często te kilka linijek psuje radość z czytania, rozwiewając całą tajemnicę (serio - to powinno być karane w kryminałach, thrillerach...). Tym razem też nie czytałem okładki, ale zdarzyło mi się odłożyć książkę "twarzą" do dołu (a zatem tyłem okładki do góry) i mój wzrok prześlizgując się tylko po literkach, poskładał to, czego absolutnie nie powinienem wiedzieć, a co pozwoliło mi w połowie książki domyślić się reszty. Karygodne!

Sama akcja jest jednak wyborna, wielowątkowa, ze wspaniałymi, barwnymi i niejednoznacznymi postaciami i zmyłkami opisanymi tak, że do końca nie wiadomo co było tłem, co wątkiem pobocznym a co sednem treści. To jest literatura kryminalna, którą chce się czytać - w najlepszym wydaniu. Książka wywołuje także u czytającego żywe, skrajne emocje. Podczas lektury można i parsknąć śmiechem i obetrzeć kręcącą się w oku łzę. To jest właśnie to, czego można oczekiwać od literatury - ta książka ma to wszystko!

Oceny (legenda tutaj):
  • Kunszt: 8 (Tradycyjnie.)
  • Lekkość Pióra: 10 (Można jednym tchem.)
  • Akcja: 9 (Zwroty akcji, wątki poboczne, nienachalne zmyłki.)
  • Bohaterowie: 7 (Przemyślani i wielowymiarowi.)
  • Zakończenie: 8 (Zaskoczenie... gdyby nie okładka.)
  • Ocena Łączna: 42/50

Cenę tej książki można sprawdzić:

piątek, 10 marca 2017

Pułapka zza grobu - Dennis Lehane

Kolejny, trzeci już tom cyklu o sympatycznych prywatnych detektywach, od pierwszych stron rzuca nas w akcję. I nie uwolnimy się z niej aż do ostatniej strony. No - z tym może troszkę przesadzam - znalazły się w książce ze dwa wolniejsze rozdziały, a jeden nawet moim zdaniem zupełnie niepotrzebny, ale poza tym - wszystko jest tip-top.

Powiedzieć, że trzyma w napięciu, to jak nic nie powiedzieć. Zwrotów akcji jest tyle, że można od nich dostać skrętu szyi. Mnogość wrogów i zasadzek jest olbrzymia i do końca nie wiadomo kto, kogo i dlaczego. Wszystko to okraszone ironią i humorem, charakterystycznym dla Lehane. To była jedna z łatwiej czytających się książek, z jakimi miałem przyjemność się zetknąć. I mam nadzieje na podobne wrażenie podczas lektury następnych części.

Minusem byli bohaterowie, którzy nie do końca dobrze zapadli mi w pamięć. Mimo, że książkę przeczytałem bardzo szybko, pojawiło się w niej parę postaci, co do których dziwiłem się - "kto to" i "dlaczego on" ciągle kołatało mi się po głowie, gdy postaci te pojawiały się na scenie wydarzeń. Ten minus znalazł swoje odzwierciedlenie w ocenie punkowej, bo pozostałe jej kategorie widziałem wyłącznie w samych superlatywach.

Zarówno zwroty akcji jak i zakończenie zaskoczyło mnie. Co prawda chwilami bywałem zaskoczony bardziej, chwilami mniej, a pod koniec miałem już zupełną huśtawkę i zawrót głowy, więc łatwo było mną manewrować, ale dałem się uwieść tej zagadce z dużą przyjemnością. Polecam oddać się w ręce i słowa Dennisa Lehane i przeżyć to, co ja.

Oceny (legenda tutaj):
  • Kunszt: 8 (Tradycyjnie.)
  • Lekkość Pióra: 10 (Zapomnijcie o spaniu.)
  • Akcja: 8 (Wiele wspaniałych zwrotów akcji.)
  • Bohaterowie: 6 (Czegoś zabrakło.)
  • Zakończenie: 8 (Zaskoczenie za zaskoczeniem.)
  • Ocena Łączna: 40/50

Cenę tej książki można sprawdzić:

poniedziałek, 6 marca 2017

Ciemności, weź mnie za rękę - Dennis Lehane

Kolejna, po "Wypijmy, nim zacznie się wojna" część przygód pary detektywów - Patricka Kenzie i Angeli Gennaro.

Akcja jest jeszcze szybsza i bardziej zagmatwana, ale też zdecydowanie ostrzejsza. Tutaj, w przeciwieństwie do poprzedniej książki, sztampy jest mniej, a z najbardziej "typowych" obrazków śmieje się nawet sam główny bohater. Łącząc to z niezmiennie świetnym piórem Lehane otrzymujemy mieszankę bardzo groźną. Niebezpiecznie wciągającą.

Niebezpieczeństwo polega na tym, że od powieści trudno się oderwać. I nie żartuję - choć początkowo nic na to nie wskazywało, aby przeczytać drugą część książki gotów byłem zarwać nockę. Maksymalnej oceny w tej kategorii nie otrzymuje tylko dlatego, że najpierw przez ponad sto stron "wgryzałem się" w tekst.

Bohaterowie, o ile to możliwe, okazują się jeszcze ciekawsi niż w poprzednim tomie. I mowa tu o tych samych bohaterach. Zadziwiające w jaki sposób ewoluuje spojrzenie czytelnika, gdy autor uzupełnia historię bohaterów o nowe fakty, dodaje im ciała, tła. Te postacie żyją. Wspaniale się ich czyta, na stronach tej powieści i już nie mogę się doczekać następnej.

Na uwagę zasługuje także zakończenie - choć część wątków kończy się zgodnie z przewidywaniami, to jednak autorowi udało się mnie zaskoczyć przy jednej czy dwóch okazjach. I to mi się podoba!

Oceny (legenda tutaj):
  • Kunszt: 8 (Jak zawsze.)
  • Lekkość Pióra: 9 (Pierwsza połowa niżej, druga na dziesiątkę.)
  • Akcja: 8 (Dobrze opisana.)
  • Bohaterowie: 9 (Jeszcze lepsi.)
  • Zakończenie: 8 (Mnie zaskoczyło - przyznaję.)
  • Ocena Łączna: 42/50
Zapraszam wszystkich do świata powieści Dennisa Lehane!
A niniejszy tom można kupić, sprawdzając jego cenę:

wtorek, 28 lutego 2017

Wypijmy, nim zacznie się wojna - Dennis Lehane

Po lekturze "Nocnego Życia" nabrałem ogromnej ochoty, by zapoznać się z innymi powieściami Dennisa Lehane. Zakupiłem więc "Wypijmy, nim zacznie się wojna" w bardzo okazyjnej cenie i gdy tylko dotarło, przystąpiłem do lektury.

Książka jest bardzo wciągająca głównie z powodu specyficznego poczucia humoru autora, a za jego przyczyną także głównego bohatera. Ironizujące odzywki bardzo pasują do zarysowanego klimatu ciemniejszej strony Bostonu.

Co ciekawe, zarówno sceneria jak i bohaterowie, a nawet sama fabuła, są bardzo typowe, żeby nie powiedzieć, że trącą sztampą. To umiejętności autora sprawiają, że powieść czyta się z zapartym tchem, zupełnie nie zwracając uwagi na ten fakt. Co ciekawe, gdy zdać sobie sprawę z tego, o czym jest książka, zdajemy sobie sprawę, że historia jest banalnie prosta, ale autor okrasił ją taką ilością dodatków i smaczków, że zrobiła się z tego poważna powieść. Przy okazji - czytelnik nie ma wrażenia ani lania wody, ani przeładowania detalami, co w tym wypadku jest prawdziwą sztuką. Warsztat pisarski Lehane nie ma słabych stron.

Oceny (legenda tutaj):
  • Kunszt: 8 (Dopracowany.)
  • Lekkość Pióra: 9 (Niemożliwie wciągający.)
  • Akcja: 8 (Niby nieskomplikowana, ale jak opisana.)
  • Bohaterowie: 8 (Świetni.)
  • Zakończenie: 7 (Dość spodziewane.)
  • Ocena Łączna: 40/50

Cenę tej książki można sprawdzić:

niedziela, 26 lutego 2017

Najpiękniejsza Dziewczyna w Mieście - Charles Bukowski

Dzisiaj krótka notka o książce "Najpiękniejsza Dziewczyna w Mieście". Jest to zbiorek opowiadań autorstwa Charlesa Bukowskiego - świntucha, którego proza ma jakiś niepowtarzalny magnetyzm.

Opowiadania są w głównej mierze o piciu, seksie i graniu na wyścigach, czyli w wielkim skrócie o łajdaczeniu się. O tym, o czym myśli większość facetów, kiedy zostają sam na sam z tym, co mają w głowie. Ale prawie żaden się do tego nie przyzna. Opowiadania nie są delikatne. Nazwałbym je raczej wulgarnymi. Słownictwo niewyszukane, proste, miejscami prostackie - idealnie opisujące te sytuacje, które nie mają w sobie krzty romantyzmu. Można powiedzieć, że zostały opisane tak, jak na to zasługują.

Nie polecam czytania tej książki ciurkiem - lepiej przeczytać sobie parę opowiadań pomiędzy innymi pozycjami i wracać do nich co czas jakiś, bo inaczej szybko można mieć przesyt. Rozkładane na etapy smakują lepiej i dłużej.

Oceny punktowej brak - toż to opowiadania. Ostatnio coraz trudniej trafić na tę pozycję w księgarni, zatem podsyłam jedynie linki do e-booków:

wtorek, 21 lutego 2017

Przez Ciemne Zwierciadło - Philip K. Dick

Recenzję "Przez Ciemne Zwierciadło" muszę zacząć od krytyki tego konkretnego wydania. Pod względem czysto technicznym jest co prawda bardzo solidne - twarda oprawa, eleganckie strony i świetne ilustracje (których mogłoby być więcej), ale niestety ma jeden, bardzo poważny minus - przedmowę. Kiedy umieszcza się ją na początku książki, warto byłoby przynajmniej uprzedzić czytelnika, że zdradza ona fabułę. I to w bardzo poważnym stopniu. Być może twórcy książki uznali, że takie ładne wydania kupują tylko ci, którzy już czytali powieść i teraz chcą jedynie postawić ją na półce, żeby ładnie wyglądała, ale ja lubię czytać ładne wydania powieści i akurat tę czytałem w tym wydaniu. Zdradzanie fabuły w przedmowie jest dla mnie niedopuszczalne.

Sama powieść jest nieco dziwniejsza, niż i tak często dziwaczne wizje Philipa K. Dicka. Nie czyta się łatwo, ale chociaż miejscami czytelnik doznaje zawrotów głowy, to w jakiś sposób przyciągany jest do opowieści. Do opowieści smutnej, pełnej sprzeczności, zawirowań i urąganiu zdrowemu umysłowi. Bo taka właśnie jest. Nieprzypadkowo. Ból autora czuć niemal w każdym rozdziale. Czasem pod płaszczykiem humoru, ale zawsze jest on namacalny.

Powieść, mimo że opisuje coś futurystycznego, odnosi się bardzo konkretnie do pewnego okresu, pewnej ery. Jest to czas, gdy ludzie, a konkretniej: ludzie o pewnym statusie społecznym, zachłysnęli się narkotykami. Zaraz później, używka ta stała się modna w szerszych kręgach i cała jej elitarność zniknęła, zastąpiona przez szarość, choroby i pustkę. Historia mówi o tym, że nawet jeśli jesteśmy tylko obserwatorami, to patrząc ze zbyt małej odległości, nie unikniemy tego losu. Nie można tylko się otrzeć i wyjść bez żadnych konsekwencji.

Jak to zwykle bywa u Dicka, tutaj także zastanawiamy się, co jest snem a co jawą. Tylko, że kiedy zwykle myślimy "a co jeśli to wszystko jest snem", tutaj pomyślimy raczej "a co, jeśli to wszystko jest jawą". I właśnie to nas przeraża. Dodając do tego pop-kulturową symbolikę, w której nie postaci z lektur szkolnych i toposy omawiane na lekcjach coś znaczą, ale znana każdemu wielka marka Coca-Coli oraz potrzeba nasiąkania telewizją i jedzenia kotletów niewiadomego pochodzenia (może to szczur a może krowi odbyt), otrzymujemy bardzo nieprzyjemną wizję tego, co mogło się stać i dla wielu stało się prawdziwym światem.

Oceny (legenda tutaj):
  • Kunszt: 7 (Solidne pisanie.)
  • Lekkość Pióra: 7 (Przyciąga i odrzuca. Jednocześnie.)
  • Akcja: 7 (Ciężka.)
  • Bohaterowie: 6 (Raczej środowisko niż poszczególne postacie)
  • Zakończenie: 7 (Spodziewane.)
  • Ocena Łączna: 34/50

piątek, 17 lutego 2017

Dzień Zwycięstwa - Wiktor Hagen

Trzecia część przygód komisarza Nemhausera spowodowała u mnie dość mieszane uczucia. Sympatykom serii zdradzę, że jest tu nieco więcej Maria. Zagadka jest bardzo zagmatwana, korowód postaci zlewa się ze sobą, pozostawione ślady są, oględnie mówiąc, niedecydujące, natomiast decydujące w mojej opinii dowody są pomijane. To wszystko sprawia, że właściwie nie śledziłem przebiegu wątku kryminalnego i nie byłem ciekawy kto jest winnym.

Jest tu za to bardzo dużo przeszkadzajek, które ubarwiają lekturę. Niestety odniosłem wrażenie, że sam autor nie wiedział na które się zdecydować, co poskutkowało niesamowicie chaotycznym prowadzeniem narracji. Nawet czytając jednym ciągiem chwilami trudno się zorientować co się dzieje i o kim jest mowa. Jedynie sympatia do głównego bohatera spowodowała, że przebrnąłem przez te momenty.

Przyjemnie czyta się fragmenty dotyczące bliźniaków, sceny z życia małżeńskiego i oczywiście rozmowy z Mariem, to jednak trochę za mało, by zrehabilitować się za niedociągnięte wątki, kiepskie związki przyczynowo skutkowe i chwile, w których detektyw zachowuje się tak głupio, że ja, jako czytelnik zastanawiam się dlaczego. Plusem jest także to, że mimo wszystko jest to lekki tekst, który łatwo się czyta. I to jest chyba największa zaleta tego tomu.

Mnie osobiście podobało się jeszcze, że w powieści występuje, co prawda w roli epizodycznej, szkoła podstawowa, do której uczęszczałem.

Oceny (legenda tutaj):
  • Kunszt: 6 (Poprawny.)
  • Lekkość Pióra: 7 (Dość łatwo się czyta, ale nie przyciąga.)
  • Akcja: 5 (Mocno przeciętna.)
  • Bohaterowie: 4 (Zlewający się ze sobą.)
  • Zakończenie: 5 (Mocno przeciętne.)
  • Ocena Łączna: 27/50
A inne tomy oceniłem na:

środa, 8 lutego 2017

Długi Weekend - Wiktor Hagen

Wiktor Hagen
Druga część cyklu z komisarzem Nemhauserem w roli głównej przyjemnie przypomina klimat części pierwszej - "Granatowej Krwi", tak wysoko ocenionej w podsumowaniu pierwszej połowy ubiegłego roku. Z tego, jak wspominam poprzednią część przyznać muszę, że jest tu nieco mniej humoru, gdyż mniej jest perypetii w Czarnym Tadku (choć te opisane są prawdziwą odskocznią), mniej bliźniaków i nieco mniej Maria. Ale może to tylko wrażenie. Więcej jest natomiast tego, czego oczekujemy po kryminale - wątków.

Historia opowiedziana przez autora jest niezwykle zagadkowa, choć efekt ten osiągnięto wprowadzając nadmiar bohaterów i wątków, w których czytelnik chwilami się gubi. Szczególnie, jeśli chodzi o postacie ze świata biznesu i polityki, w które powieść obfituje - trudno zapamiętać kto reprezentuje jaką opcję i jakie interesy. Szczęśliwie narrator nienachalnie przypomina o tym, skąd znamy daną postać, bo chociaż zwykle uznaję to za wadę, to mimo tego, że czytałem tę książkę w zaledwie trzech podejściach, postacie te mieszały mi się ze sobą.

Przyznaję także, że wskazanie winnego także nie przyszło z trudem i nie jest wielkim zaskoczeniem, pomimo tego, że autor umieszcza na łamach opowieści co najmniej tuzin podejrzanych osób. Całość jest jednak przyjemna w odbiorze, poprawnie napisana i lekka, co sprawia że jest świetną lekturą na przykład na długi weekend.

Wspomnieć należy o sposobie narracji. Narrator jest tutaj przyklejony do bohatera i pokazuje jedynie jego najbliższe otoczenie. Nie jest więc wszechwiedzący (jak bywa to w kryminałach), nie pokazuje innych punktów widzenia, nie wyraża własnych opinii - służy jedynie jako narzędzie, a nie jako osoba powieści. To sprawia, że sama akcja i poczynania detektywa są bardziej przejrzyste i zrozumiałe dla czytelnika. Nie da się także zbytnio zagubić w zagmatwanej fabule - duży plus.

Oceny (legenda tutaj):
  • Kunszt: 8 (Ładny i poprawny język.)
  • Lekkość Pióra: 9 (Nie trudno się zatracić w lekturze.)
  • Akcja: 7 (Interesująca, nieco zagmatwana.)
  • Bohaterowie: 6 (Miejscami zlewający się ze sobą - szczególnie postacie postronne.)
  • Zakończenie: 8 (Duży plus za ostatnią myśl.)
  • Ocena Łączna: 38/50

poniedziałek, 6 lutego 2017

Nocne Życie - Dennis Lehane

Dennis Lehane"Nocne Życie" zostało przytoczone na łamach którejś powieści. Zapisałem sobie ten tytuł, by go przeczytać i oto moje życzenie się spełniło - dostałem tę książkę w prezencie. Czekałem na właściwy moment, by po nią sięgnąć i w końcu uznałem, że to już czas. Wczoraj skończyłem lekturę i czym prędzej ruszyłem w poszukiwaniu innych książek tego pisarza.

Jestem zauroczony zarówno stylem i kunsztem tego pisarza, jak i dbałością o szczegóły opowieści. Kompozycja akcji, do której, muszę przyznać, nie byłem przekonany, koniec końców okazała się być trafiona w punkt. To świetna książka, a do tego wspaniale napisana. 

Na uwagę zasługuje z resztą zarówno sama historia, jak i tło historyczne, na którym jest budowana. Któż bowiem nie lubi opowieści z czasów gangsterki i prohibicji? Kto nie lubi mafiozów w drogich płaszczach, zarzuconych na eleganckie garnitury, którzy zacieniają twarz kapeluszami, by świadkowie mogli się tłumaczyć, że ich nie rozpoznają, choć każdy dobrze wiedział kim byli. Kto nie chciałby przeczytać opowieści o powstaniu wielkiego imperium i nie mniejszej fortuny, budowanej na przemycie whisky i rumu, nielegalnych kasynach i lokalach, gdzie podawano zabroniony alkohol.

Jak w każdej wielkiej opowieści, nie obyło się także bez wielkiej miłości, walk o kobietę, zdrad, żalu i wylewanych łez. To kontrastuje z przedstawioną bezwzględnością i okrucieństwem członków i przywódców gangów, tworząc mieszankę nadzwyczaj życiową.

Początkowo za minus brałem nierówne rozłożenie akcji - niektóre wydarzenia są jedynie zasygnalizowane, a inne "akcje" opisane z najdrobniejszymi szczegółami. Okazuje się, że jest to zamierzony efekt, którego kompozycja sprawia, że skupiamy się na tym co na prawdę ważne i co układa się w wątek główny historii. Zasygnalizowane jedynie wydarzenia nie mają na niego znaczącego wpływu. Podejrzewałem, że może tak być, ale długo się na to nie zanosiło.

Pozycja obowiązkowa dla fanów Ojca Chrzestnego, ale i Wielkiego Gatsby'ego. Gorąco polecam.

Oceny (legenda tutaj):
  • Kunszt: 9 (Wyszukany i niemęczący.)
  • Lekkość Pióra: 9 (Trudno się oderwać.)
  • Akcja: 9 (Na bardzo wysokim poziomie.)
  • Bohaterowie: 7 (Wyraziści, ale czegoś mi jednak brakowało.)
  • Zakończenie: 9 (Doskonałe zakończenie akcji, bardzo wyrównany poziom.)
  • Ocena Łączna: 43/50

środa, 25 stycznia 2017

Idź, postaw wartownika - Harper Lee

"Idź, postaw wartownika" to kontynuacja losów bohaterów "Zabić Drozda". "Największy Literacki Powrót XXI wieku" dotyczy zaś tego, że chociaż opisywane wydarzenia dzieją się około 20 lat po akcji poprzedniej powieści, to samo dzieło powstało po 55 latach od jej wydania. A to nie byle jaka przerwa.

Przyznaję - jest to godna przeczytania kontynuacja. Miałem wątpliwości, gdyż minęło sporo czasu od powstania poprzedniej powieści. Styl się zmienia. Zmienia się również spojrzenie na życie. W tym przypadku to ostatnie ewoluowało. Ta książka nie przedstawia spraw ważnych i światowych na tle dorastania, zderzenia dzieciństwa i świata dorosłych. Jest dokładnie na odwrót.

Tym razem to "ważna sprawa" jest tłem dla przemiany zachodzącej w młodej kobiecie. Dojrzewanie przebiega czasami nagle i to nie zawsze wskutek traumatycznych przeżyć (no dobrze - przeżycia ukazane w tej powieści są na swój sposób traumatyczne, ale tylko dla bohaterki. Dziś już nie postrzegamy tego typu wydarzeń jako budzących traumę). To książka mądra i przenikliwa. Sam wiele zrozumiałem po jej lekturze. Pokazuje też co jest Ważnym Tematem Życia, a co jedynie "ważnym tematem".

Napisana w wielkim stylu, traktująca o życiowej prawdzie, a jednak nie pozbawiona humoru i lekkości. Napisana w taki sposób, że trudno się od niej oderwać. Czytanie jest prawdziwą przyjemnością. Czego można chcieć więcej od powieści?

Gdyby ktoś chciał ją zakupić, warto sprawdzić, gdzie będzie najtaniej. Można to zrobić tutaj.

Oceny (legenda tutaj):
  • Kunszt: 9 (Prawdziwa Sztuka. Nadal.)
  • Lekkość Pióra: 9 (Bardzo trudno się oderwać.)
  • Akcja: 9 (Zaskakująco ważna.)
  • Bohaterowie: 6 (Kontynuacja, więc nie było potrzeby, by ich dodatkowo definiować.)
  • Zakończenie: 8 (Zwroty akcji pod koniec powieści są nader przyjemne w odbiorze.)
  • Ocena Łączna: 41/50

piątek, 20 stycznia 2017

Tarcza Szerni - Feliks W. Kres

Ostatni tom Księgi Całości, z którą spędziłem naprawdę dużo czasu. A z ostatnim tomem chyba najwięcej. Najtrudniej też jest mi go ocenić. Książka jest ciekawa, ale najbardziej nawiązuje do Króla Bezmiarów, a ten specjalnie mi się nie podobał. Później okazuje się, że nawiązuje i łączy wszystkie poprzednie tomy, zamykając, nomen omen, Całość. Ten zabieg jest bardzo udany.

Mam jednak pewne zastrzeżenia - być może odwykłem od stylu, zbyt wiele czasu minęło od momentu, gdy odłożyłem tom poprzedni, ale chwilami czytało mi się bardzo ciężko. Nie przyswajałem sensu słów, gdyż zwroty akcji były tak nagłe i niesygnalizowane, a przy tym wydarzały się na zupełnie nieintuicyjnych płaszczyznach, które gubiły mnie, jako czytelnika. Zbyt późno orientowałem się, że opisywany fragment to akcja, a nie retrospekcja. Zbyt wolno zauważałem, że nie mówimy już o hipotezach i rozmyślaniach, a wcielamy plan w życie. Odbierałem to jako ułomność autora, choć nie dam głowy, że nie była to ułomność moja.

Doceniam jednak bardzo samą opowieść, jeśli nawet nie styl jej opowiedzenia. Historia przedstawiona w Księdze Całości jest wielka - to niesamowita epopeja polskiej fantasy, którą każdy powinien przeczytać. Choćby po to, by mógł powiedzieć, że coś mu się nie podoba. Skomplikowana, wielowątkowa a jednak łącząca wątki opowieść godna jest spędzonego nad nią czasu.

Tym razem oceny punktowej nie będzie, gdyż opowieści tej nie sposób traktować odrębnie od pozostałych tomów. Stanowi zwieńczenie, ukoronowanie historii, ale nie może istnieć w oderwaniu od nich. Gdyby ktoś chciał dowiedzieć się (lub jedynie sobie przypomnieć) co pisałem o poprzednich tomach, to zapraszam:

wtorek, 3 stycznia 2017

Podsumowanie II połowy 2016 roku

Druga połowa roku, już tradycyjnie jest słabsza od pierwszej, ale tym razem jestem to sobie w stanie wybaczyć. Czasem tak się układa i nie ma co recenzować na siłę. Poza tym sporo książek nie doczytałem i odłożyłem na półkę z zakładką gdzieś w środku lub pod koniec - być może kiedyś do nich wrócę, a być może zostaną założone na zawsze. Ponadto nie recenzowałem wszystkiego, co czytałem. Zdarzały się zbiory opowiadań, które jedynie musnąłem po wierzchu i nie ma sensu o nich wspominać (szczególnie jeśli żadne z zawartych w nich opowiadań nie zasługuje na pozytywną ocenę).

Dzisiaj, poza podsumowaniem II połowy roku 2016, pojawią się także pozycje godne wspomnienia podczas rozpatrywania całego roku, a także Książka Roku! Śledzący mojego bloga pewnie już domyślają się co to będzie, bo książka została wyróżniona już na poziomie oceny. Ale nie ma co uprzedzać faktów - za chwilę i tak wszystko stanie się jasne.

W II połowie 2016 roku, zrecenzowałem 14 pozycji, w tym 11 otrzymało także oceny. Tym razem zadziwia zakres ocen, gdyż jest bardzo szeroki, co świadczy o tym, że natknąłem się zarówno na książki bardzo dobre, wybitne, jak i na te mniej solidnej konstrukcji.

Zmian na blogu nie było zbyt wiele, ale jeśli macie jakieś uwagi, to jestem otwarty zarówno na pomysły jak i na krytykę. Odpowiadając na pytanie, które pojawiło się kilkukrotnie - nie zamierzam pisać streszczeń lektur ani innych książek, więc można mnie o to nie prosić.

W kwestii umieszczanych na blogu reklam, tradycyjnie informuję, że blog nie ma charakteru komercyjnego, a za pisanie recenzji nie otrzymuję wynagrodzenia. Tym samym nie ma możliwości "zakupienia" dobrej recenzji złej książki. Reklamy, które pojawiają się na blogu, to głównie reklamy programu partnerskiego księgarni oraz porównywarki cenowej Ceneo, dzięki której szybko sprawdzimy gdzie daną pozycję można kupić najtaniej. Tych, którzy także chcieliby zarabiać dzięki temu programowi partnerskiemu, zapraszam do rejestracji.

A teraz właściwy temat wpisu, czyli podsumowanie ocen książek przeczytanych w II połowie 2016 roku:

Tytuł Autor data łączna
Samotność w Sieci Janusz L. Wiśniewski 2016-09-06 47
Grona Gniewu John Steinbeck 2016-10-06 45
Mrówańcza Rusłan Mielnikow 2016-07-07 43
Zabić Drozda Harper Lee 2016-12-10 41
Z Szynką Raz Charles Bukowski 2016-12-22 34
Sputnik Sweetheart Haruki Murakami 2016-08-03 34
Aleja Tajemnic John Irving 2016-07-04 34
Twarzą Ku Ziemi Maciej Parowski 2016-09-15 32
Dziedzictwo Przodków Suren Cormudian 2016-08-16 31
Czyściciel Brett Battles 2016-07-27 24
Ciemne Tunele Siergiej Antonow 2016-10-24 18
Mnóstwo Czasu E. L. Doctorow 2016-11-29 bez oceny
Dama Kameliowa Aleksander Dumas 2016-11-03 bez oceny
Jak Prowadzić Ben Collins 2016-08-22 bez oceny

Widać tutaj kilka ładnych czterdziestek, ale na ich tle wyróżnia się 47 punktów "Samotności w Sieci" i chociaż długo zastanawiałem się, czy zgodnie z tradycją bloga przyznać tytuł Książki Roku 2016 książce, która nie otrzymała oceny punktowej, a wyróżniła się na tle innych (myślę tu o doskonałej "Bezsenności w Tokio" (jakże podobne tytuły), która zrobiła na mnie niesamowite wrażenie), to postanawiam oddać tytuł Najlepszej Książki Roku 2016 Bloga Recenzent Amator książce "Samotność w Sieci" Janusza L. Wiśniewskiego.

A teraz już poszczególne kategorie. Zaczniemy od Kunsztu Literackiego, gdzie drugi raz w historii bloga udało mi się nadać pełną dziesiątkę. Książka, która sobie na to zasłużyła to "Grona Gniewu".

W kategorii Lekkość Pióra, która jest dla mnie szczególnie istotna w ostatnim okresie, także znalazła się jedna książka z oceną na poziomie 10 punktów. Książką tą jest "Mrówańcza". I jest to jedyna dziesiątka, także na przestrzeni całego roku.

Jeśli chodzi o Akcję, to prym wiedzie oceniona na 10 zwyciężczyni nagrody głównej, czyli "Samotność w Sieci". I także jest to maksymalna ocena w całym roku.

Kategoria Bohaterowie to także dziesiątka dla "Samotności w Sieci". Ponownie jednak jest to jedyna taka ocena na przestrzeni całego roku.

Stawkę zamyka (a jakże) Zakończenie. Tutaj ponownie dziesiątka i ponownie jedyna w tym roku. Książka nią wyróżniona to "Grona Gniewu".

Ciekawa sprawa - w tym półroczu pięć dziesiątek, akurat po jednej w każdej kategorii. Duże ułatwienie "statystyczne". Od razu wiadomo która książka czym się wyróżnia, a wszystkie dychy należą się trzem najwyżej ocenionym książkom w roku. Zupełnie różnym i wartym przeczytania. A teraz żegnam się, życząc dużo dobrych lektur w 2017 roku!

Bler.