poniedziałek, 3 grudnia 2018

Zimowa Opowieść - Mark Helprin

Pierwsze, co pomyślałem o tej książce, to "nie mam o niej bladego pojęcia". Drugie "spora objętość. Trzecie to to, że oba te fakty przemawiają na jej korzyść - właśnie na coś takiego miałem chęć - zupełnie nieznaną mi książkę, nieznanego autora, dość obszerną, by przez dłuższy czas cieszyć się jej treścią. Cóż, okazało się, że cieszę się nią nieco zbyt długo.

Zacznijmy od pozytywów. Część pierwsza jest obłędna! Gdyby ocena dotyczyła tylko jej, pojawiłyby się tutaj same superlatywy, ponieważ wszystko mi się w niej podobało. Była kompletna, magiczna i unikalna. Prawdziwa uczta dla ducha. Niesamowite doświadczenie. Jeśli ktoś chce to przeżyć, zachęcam do przeczytania jedynie pierwszej części tej powieści (215 stron). 

Niestety, im dalej, tym gorzej. Druga część była w porządku. Trzecia znośna. Czwarta zaś zupełnie niestrawna. Pogarszała się zarówno fabuła jak i język (sprawdziłem, czwarta część ma innego tłumacza - być może to składa się na powód). Pod koniec męczyłem się niemiłosiernie i dosłownie co pięć stron przerywałem lekturę, by sięgnąć po cokolwiek innego - opowiadania, czasopisma, publicystyka, dokańczanie jakichś wcześniej zaczętych powieści - byle tylko jak najbardziej odwlec moment powrotu do "Zimowej opowieści".

Szkoda mi tej powieści, która tak dobrze się zaczęła, a która była zbyt długa, by trzymać w napięciu. Kolejne sceny nie wynikały jedna z drugiej, przez co miałem wrażenie że oglądam serię obrazów, które mimo że bywały interesujące, to nie stanowiły jednego cyklu, jak być powinno. Właśnie przez to zupełnie nie byłem ciekawy jak to wszystko się skończy.

Na uznanie zasługuje jednak jakość wydania. Twarda oprawa, przystępny druk i objętość, która wizualnie nie przytłacza czynią z tego całkiem zgrabną książkę.

Wiem, sam mówiłem, że nie warto męczyć się z książkami, które się nie podobają. Że nie warto "doczytywać" tego, co uważacie za gniot. Tu jednak miałem do czynienia z majstersztykiem części pierwszej i wciąż nie mogłem uwierzyć, że tak bardzo popsuło się dalej. Niestety, nie do odratowania. I ocena punktowa bardzo to odzwierciedla.

Oceny (legenda tutaj):
  • Kunszt: 6 (Pierwsza część to mocna 9, albo nawet dycha.)
  • Lekkość Pióra: 3 (Wychodząc poza część pierwszą coraz więcej męczarni.)
  • Akcja: 5 (Pierwsza część wysoko notowana, reszta poniżej przeciętnej.)
  • Bohaterowie: 6 (Nie są źli.)
  • Zakończenie: 3 (Nie byłem już zainteresowany.)
  • Ocena Łączna: 23/50

czwartek, 1 listopada 2018

Wyspa Skarbów - Robert Louis Stevenson

Tak - wiem, że ta książka przeznaczona jest dla młodszego czytelnika. Skąd więc znalazła się na moim blogu? Otóż jest tu dlatego, że to klasyka, a stało się tak, że chociaż znam fabułę, to nigdy wcześniej nie czytałem powieści. Ot - niedopatrzenie, jakich pewnie wiele jeszcze przede mną. Nadrabiam zatem, bo klasykę znać się powinno, a im więcej się czyta, tym więcej po drodze pojawia się nawiązań. 

Co do samej książki, to przyznać muszę, że chociaż napisana prostym językiem i zawierająca dużo fabularnych uproszczeń, jest całkiem przyjemna w odbiorze. Wartka, brawurowa akcja, zgrabnie opisane postacie i nieco naiwności w narracji czynią tę powieść łatwą, lekką i przyjemną. Każdy chłopiec będzie zachwycony, bo jak nie lubić opowieści o pirackich skarbach?

niedziela, 28 października 2018

Wylęgarnia - Miroslav Zamboch

Zamboch
Wylęgarnia to powieść sensacyjna, która szybko przeradza się w mocną, szybka fantastykę. Główna bohaterka, Marika, ze zwykłej, wysportowanej, ale jednak przeciętnej kobiety przeistacza się w siejącą zniszczenie agentkę obdarzoną nadludzkimi mocami. Akcja jest szybka, a napięcie nieustannie rośnie, podobnie jak możliwości tabunów napotykanych wrogów. Do tego niebanalny pomysł... Teoretycznie wszystko to sprawia, że powieść ta jest na jak najlepszej drodze do stania się łatwo przyswajalną, lekką literaturą.

A jednak, na wspomnianej drodze pojawia się kilka wybojów. Pierwszy tom zdaje się tak niedorzeczny, że miejscami trudno "przełknąć" opisywane przez autora sytuacje (wtedy nie wiemy jeszcze co stoi za fabułą powieści). Absurd goni groteskę. Czytania nie ułatwia też chaotyczna narracja i zmiany z narracji pierwszoosobowej na trzecioosobową (i odwrotnie). Na domiar złego, im akcja szybka tym więcej narracyjnych niedoróbek. Jako czytelnik czułem się w takich momentach zagubiony - opisy są tak skomponowane, że nijak nie można wyobrazić sobie opisywanej sceny - gdzie się rozgrywa? Między kim? Kto do kogo strzela? Czy przeciwnik został trafiony? Czy zginął? - tego przeważnie nie wiemy. Jeśli nawet jest to zabieg zamierzony, mający na celu wprowadzenie czytelnika w to, co czują bohaterowie, to moim zdaniem zupełnie chybiony.

Siłą powieści są bohaterowie, którzy chociaż są żywcem wycięci z komiksu, to jednak ich różnorodność i solidne osadzenie w historii powinno spodobać się czytelnikowi, który lubi takie detale. Mnie się podobało.

Powieść broni się trochę ciekawym, niebagatelnym pomysłem i jeśli potraktować ją z przymrużeniem oka, to staje się całkiem przyjemna. Nie tego się jednak spodziewałem i nie podobało mi się wożenie od realnych opisów rodem z dobrej sensacji do absurdalnych, przesadzonych scen właściwych raczej pastiszowi. Tym niemniej mogę ocenić tę powieść, co niniejszym czynię.

Oceny (legenda tutaj):
  • Kunszt: 3 (Nierówna, chaotyczna narracja.)
  • Lekkość Pióra: 7 (Całkiem nieźle się czyta.)
  • Akcja: 6 (Ciekawa, choć groteskowa.)
  • Bohaterowie: 7 (Jedna z mocniejszych stron na początku powieści.)
  • Zakończenie: 5 (Nie przemówiło do mnie.)
  • Ocena Łączna: 28/50

niedziela, 30 września 2018

Fabryka Oficerów - Hans Hellmut Kirst

Aż sam się sobie dziwie, że tak późno sięgnąłem po tę książkę. Stała na półce w domu rodziców od kiedy pamiętam. Sam posiadam dwa egzemplarze - jeden dwutomowy i jeden w postaci cegły widocznej na zdjęciu. A jednak długo coś mnie powstrzymywało. Może to, że nie przepadam za książkami o tematyce wojennej, w szczególności gdy chodzi o drugą wojnę światową. Może to, że książka ta napisana jest przez Niemca. Najprawdopodobniej połączenie obu powyższych faktów.

Hans Hellmut Kirst przed Drugą Wojną Światową był zwolennikiem polityki Adolfa Hitlera. W czasie wojny odwrócił się od niej zupełnie, rozumiejąc jak odczłowieczające i niszczące (także, a może nawet głównie dla narodu niemieckiego) są to wydarzenia. Druga Wojna Światowa całkowicie i na dobre zniszczyła opinię o wojsku i oficerach niemieckich, etos żołnierza, bohaterstwo - to wszystko bezpowrotnie przepadło. Zarówno w oczach świata jak i w oczach prawdziwych żołnierzy upodlono naród i zdeptano jego historię, tworząc nową, przez której pryzmat patrzymy teraz na Niemcy.

Kirst ukazuje co prawda postawę przeciwną reżimowi, a nawet usiłującą z nim walczyć. Ta jednak skazana jest na klęskę. Bezsilna może tylko mieć nadzieję, że ktoś wyniesie lekcję i nauczy się czegokolwiek na potwornych błędach. Być może chociaż to nie jest skazane na niepowodzenie.

Ciekawe w całej powieści jest to, iż jest to jedna z niewielu prób ukazania tamtej rzeczywistości przez Niemca, który w dodatku oparł fabułę powieści na prawdziwych wydarzeniach, w których osobiście uczestniczył. Kirst był bowiem wykładowcą akademii wojskowej , kształcącej oficerów w latach 1943 - 45 i osobiście zetknął się z prezentowanym przez siebie przekrojem charakterów ludzi, którzy szkolili się na oficerów. W tym czasie szkolenie wyglądało zupełnie inaczej, niż w prawdziwej szkole oficerskiej. Pod koniec wojny niemiecka armia potrzebowała oficerów frontowych, którzy bez zastanowienia wykonają (i wydadzą) każdy rozkaz. Bez zastanowienia, bez sumienia, bez skrupułów. Szkolenie było zatem nie nauką światłych, niezależnych jednostek, ale partyjnym praniem mózgów i trudno było przypuszczać, by po takim przeszkoleniu ludzi tych można było nazwać oficerami. Chodziło jedynie o nadanie im stopnia oficera, by w statystykach wszystko się zgadzało i by mięso armatnie nie dostrzegło braków kadrowych.

A jednak w powieści Kirsta pojawiają się jednostki, które odrzucają karierę, przypinane medale i ryzykują, by przekazać swoim podopiecznym chociaż ułamek wartości oficerskich, by nauczyć ich myśleć samodzielnie, pobudzić sumienie i sprawić, by mogli decydować choćby tylko o własnym losie. Ta niepopularna postawa jest jednak tępiona na każdym kroku, aż do oskarżenia o zdradę stanu włącznie. Winni i niewinni mieszają się, w zależności od tego, kto wydaje wyroki. A wszystko to sprawia, że książkę czyta się jednym tchem i każdemu, kto chciałby dowiedzieć się czegoś o postawach Niemców, nazistów i prawdziwych żołnierzy, polecam zapoznać się z tym niepowtarzalnym dziełem, fabularyzowaną relacją z pierwszej ręki, pełną wstawek biograficznych i nietuzinkowych postaci.

Oceny (legenda tutaj):
  • Kunszt: 8 (Dbałość o szczegóły i głęboka analiza postaci i wydarzeń.)
  • Lekkość Pióra: 9 (Ciężko się oderwać, świetnie się czyta.)
  • Akcja: 7 (Przemyślana.)
  • Bohaterowie: 9 (Doskonała analiza postaw i zachowań.)
  • Zakończenie: 7 (Odpowiednie.)
  • Ocena Łączna: 40/50