Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Czasopisma. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Czasopisma. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 12 maja 2016

Nowa Fantastyka 12 (387) 2014

Kolejny numer czasopisma. Tak, wiem, że recenzja nie jest aktualna.

"Radość" Pawła Palińskiego to opowiadanie - przypowieść. Nie jest odkrywcze i nie ma nawet wyraźnej pointy, co jest dziwne w tego typu tekście, ale czyta się nieźle. Spodziewałem się jednak czegoś więcej niż tylko odpowiedniej stylistyki.

W tym numerze wyraźnie postawiono na przypowieści - legendy, ponieważ opowiadanie "Król" Piotra Pożogi także spełnia te założenia. Tym razem tekst jest współczesny, co w połączeniu ze specyfiką gatunku daje bardzo ciekawy efekt. Otrzymujemy także udane, choć spodziewane zakończenie. Przyjemna, krótka lektura.

"Bohater z Five Points" Alana Gratza to świetne, mocno osadzone w historii steampunkowe dzieło, w którym odnajdą się nawet laicy gatunku. Przyjemny tekst, przejrzysta akcja, ciekawi bohaterowie, których udało się konkretnie zarysować nawet w krótkim tekście świadczą o mocnej ręce autora. Godne polecenia.

"Cegły, Patyki, Słoma" Gwyneth Jones to hard sf, które bardzo do mnie nie trafiło. Odwołuje się do motywu z trzech świnek, ale jest to tak naciągane, ze aż boli. Równie dobrze mogłyby tam pojawić się trzy inne słowa, a sens opowieści nie zmieniłby się ani na jotę. Pomysł w zamyśle dobry został udziwniony, przetrawiony i wypluty w formie, której nie ma się ochoty czytać.

W zasadzie w całym numerze podobało mi się tylko jedno opowiadanie i nieco publicystyki. Szkoda.

niedziela, 27 marca 2016

Nowa Fantastyka 11 (386) 2014

Udany numer czasopisma. Każde z opowiadań ma coś w sobie, więc warto po nie sięgnąć. Poniżej wyjaśniam dlaczego warto...

"Krótka odwilż Szczepana Dracza" autorstwa Piotra Górskiego, jest niesamowitą mieszanką bohaterów z różnych czasów, połączonych w sposób mistrzowski i bardzo plastyczny fabularnie. Nie jestem fanem political fiction czy opowiadań o alternatywnej wersji historii, ale to bardzo mi się podobało, głównie z uwagi na umiejętnie wpleciony humor, dzięki czemu opowiadanie nie posiadało patosu, który cechuje tego typu teksty. Warto przeczytać, bo kunszt autora przekonuje nawet nieprzekonanych.

"Ballada o Bogdanie Wyklętym", której autorem jest Hubert Fryc, to patriotyczne opowiadanie o umiłowaniu Wolnej Polski. Tekst jest krótki, zwięzły i przejrzysty. Nie brak w nim humoru sytuacyjnego jak i prześmiewczego charakteru w rodzaju śmiania się z samego siebie, a mimo to traktuje o sprawach ważnych, bliskich sercom Polaków.

"Kimmeria ze "Studiów z Antropologii..." autorstwa Theodory Goss to świetny, oryginalny tekst, który cieszy formą i pomysłem. Warto przeczytać, choćby po to, by poszerzyć swój zakres postrzegania fantastyki o coś niecodziennego. Połączenie dwóch fantastycznych motywów tworzy dzieło zupełnie wyjątkowe. Polecam.

"Szybki jak sen, ulotny niczym westchnienie" Johna Barnesa to ciekawy motyw i nie najgorsze wykonanie. Niestety całość jest nieco nużąca poprzez rozdwojenie akcji, która na zasadzie kontrastu ukazuje niewiarygodną szybkość oraz normalne tempo jako ślamazarną powolność. Mam mieszane odczucia, choć sam pomysł mi się podobał.

"Kwiaty zła, ciernie dobra" duetu Julia Zonis i Igor Awliczenko to nietypowa potyczka dobra ze złem, w której nie do końca wiadomo która ze stron jest która, ale można się domyślać. Straszne, niecodzienne, o niepokojącym klimacie. Doskonale ukazuje małość człowieka wobec potęgi natury.


środa, 15 lipca 2015

Nowa Fantastyka - wydanie specjalne - 2 (47) 2015

To wydanie "wpadło" w moje ręce z uwagi na opowiadanie Marcina Podlewskiego. Oczekiwania były duże... a oto co z nich wyszło. Nadmienię, że tematem przewodnim tego numeru jest spotkanie (czasem wręcz zderzenie) dwóch odrębnych światów.

"Szary Wiruje Pył" Marcin Podlewski. Opowiadanie od początku jest onieśmielające i zdaje się być napisane dla wtajemniczonych. Tak, jakby czytelnikowi brakowało bardzo dużej części informacji, a tekst był drobną częścią czegoś większego. Opowiadania nie odbiera się poprzez rozumienie, a raczej chłonąc klimat, intuicyjnie. Tkwi w nim olbrzymi potencjał i co jakiś czas przyjemnie jest przeczytać opowiadanie tej skali. Jest to jednak dość męczące. Hard Fantasy ze zderzeniem światów.

"W Labiryncie" Marcin Rusnak. Tekst udowadnia, że nawet znany epos można przedstawić w wielu, różnych konwencjach i obracać go, wyciskając z niego wiele znaczeń, które w pierwotnej wersji mogą umknąć. Przyjemne opowiadanie ze zgrabnym zakończeniem. Kilka fragmentów wydało mi się naiwne, ale autor bardzo udanie poprowadził fabułę i wrażenie zostało zatarte. Nieskomplikowane, a dające frajdę opowiadanie. 

"Większe Związanie Hatecrafta" Jacka Wróbla, to humorystyczny tekst, będący wyraźnym i zamierzonym nawiązaniem do prozy Lovecrafta. Miejscami może zbyt dosłownie nawiązujący, ale przyjemny. Lubię czytać (i pisać) teksty w takiej konwencji, więc nie jestem obiektywny, ale uważam, że to bardzo udane opowiadanie.

Wśród zagranicznych opowiadań, niezłe wrażenie robią "Malowane Ptaki, Potrzaskane Kości" Kat Howard. Co prawda trafiają się w tym opowiadaniu momenty niestrawne, które bez straty dla fabuły można by pominąć, ale całość i tak robi niezłe wrażenie. Może nieco przeszkadza niepotrzebne pozorowanie wysokiego stylu. Całość warta przeczytania.

Następnym opowiadaniem jest "Nigdy Nie Takie Same", autorstwa Polentha Blake'a. Jest to tekst, który jest dla mnie zupełnie niezrozumiały. Zbyt wiele pojawia się wątków, które łączą się jedynie powierzchownie, pobieżnie, a po zakończeniu czytania, pojawia się duży niedosyt. To tak, jakby kryminał obfitował w zagadki, których większość nie zostałaby rozwiązana. Szkoda.

"Tam, Gdzie Zawracają Pociągi" autorstwa Pasi Ilmari Jaaskelainen to wspaniała, klasyczna fantastyka w stylu miejskiej legendy. To odważna, nowoczesna wizja świata, widzianego oczami dzieci i tych dorosłych, na których wyrosły. Zarówno fabuła opowiadania jak i bohaterowie, a nawet opisy miejsc są na najwyższym poziomie. Czy warto? Koniecznie trzeba to przeczytać! Najciekawsze opowiadanie numeru. Prawdziwa perełka.

sobota, 10 stycznia 2015

Nowa Fantastyka 10 (385) 2014

Jeden z gorszych numerów Nowej Fantastyki, jakie czytałem. I piszę to z prawdziwym smutkiem, bo chociaż mam ogromny szacunek do autorów, którzy tworząc, niejednokrotnie dzielą się z czytelnikiem cząstką siebie, bardzo osobistymi przeżyciami, to niestety trudno było mi cieszyć się lekturą tekstów tego numeru. Tak, jak zwykle nie chciałem pisać o tekstach słabych, tak niewiele bym napisał hołdując tym razem tej zasadzie.

Pierwszy tekst to "Nawet Cienie Będą Szeptać" Sebastiana Uznańskiego. To, co rzuciło mi się w oczy, to nad wyraz dużo błędów, zły szyk zdania - jakby opowiadanie pisało dziecko. Sama historyjka jest nieco banalna, miejscami niespójna i zawiera niepotrzebne fragmenty. Tworząc opowiadanie - krótką formę literacką nie powinno się marnować czasu na zbędne elementy, tylko zawrzeć samą esencję. Tutaj tego nie widać, a zakończenie jest zbyt oczywiste.

Drugie opowiadanie to "Powrót Demonów Słońca" Jana Żerańskiego. Olbrzymi przerost formy nad treścią (chyba nawet zamierzony) doprowadził do tego, że sama treść zaginęła w ozdobnikach. Pozostała egzaltacja w tekście o niczym, co bardzo rzuca się w oczy. Jedno, co autorowi wyszło, to poczucie niepokoju, które towarzyszy czytelnikowi tekstu. Jednak to wciąż mało.

Następnie do czynienia mamy z "Daję Życie, Biorę Śmierć" Marty Krajewskiej, które doskonale wypada na tle poprzedników. Opowiadanie jest treściwe, nie jest o niczym, ma zgrabną kompozycję i jest elegancko stylizowane. Nie jest to może majstersztyk, ale daje chwilę przyjemności.

Jedyne w dziale prozy zagranicznej opowiadanie to "Anioły Sublimacji" Jasona Sanforda. Dość udane opowiadanie, które przyciąga czytelnika dozując informacje. Jednak, gdyby nie to, że byłem zdeterminowany, by je przeczytać, prawdopodobnie odłożyłbym po pierwszej stronie. Samo opowiadanie jest wciągające i czytelnik oczekuje na zakończenie z prawdziwym zainteresowaniem. Problem jest jeden - zakończenie absolutnie nie spełnia tych oczekiwań. 

W dziale publicystyki też jakby nie najlepiej - teksty są banalne i zainteresować mogą wyłącznie laików. 

Co się dzieje z Nową Fantastyką? Czy ten marazm oznacza ostatnią prostą na drodze do końca? Mam nadzieję, że ten upadek standardów to raczej przejściowy problem, czego życzę i pismu i jego czytelnikom, w tym i sobie.

sobota, 8 listopada 2014

Nowa Fantastyka 09 (384) 2014

W tym, numerze znajduje się sporo dobrych tekstów w dziale rodzimych opowiadań. Reszta niestety nie jest tak porywająca.

Autorem pierwszego zamieszczonego w tym numerze opowiadania jest Marcin Podlewski. "Dobranoc, Pimky Limky" to osadzone w cukierkowym klimacie gorzkie opowiadanie o tym, w jaki sposób świat dziecięcych fantazji wyglądałby, gdyby jego organizacją zajęli się dorośli, zrobili z niego biznes (który korporacje nieustannie starają się zbudować) a następnie wystraszyli się swojego dzieła, odartego z resztek romantyzmu. Przy okazji praca głównego bohatera przypomina pracę J. F. Sebastiana z "Blade Runnera", a nawiązanie jest nienachalne.

"Matki na Przemiał" Dawida Kaina to świetny, krótki tekst, którego głównym tematem jest nieśmiertelność, ale w sensie jeszcze bardziej drastycznym i ostatecznym niż zwykle. Nieśmiertelność, która się znudziła, a mimo to dotyczy nie tylko ludzi czy zwierząt, ale także roślin, budowli i każdej nieożywionej materii. Jedyne, co do mnie nie przemówiło to zakończenie.

Bardzo podobała mi się Light-Cyberpunkowa "Druciara" Alexandra Gutsche. Opowiadanie pokazuje początki implantów przyszłości w otoczeniu powodowanej przez nie inności, co w połączeniu z tym, jak okrutne mogą być dzieci w szkole oraz rodzinnej tragedii, która staje się początkiem końca małżeństwa tworzy niezwykle zgrabną kombinację. Przyjemne w odbiorze, spójne i przede wszystkim o czymś!

"Rozdział Szósty" Stephena Grahama Jonesa to próba opisania akademickiej dyskusji na temat nowej rasy - Zombie. Choć tematyka żywych trupów została już zgłębiona i przemycane są w tekstach raczej jako dodatek niż wątek główny, w tym przypadku bronią się doskonale. Tekst odrealniony, jak i samo środowisko naukowców-teoretyków, którzy mają szansę sprawdzić swoje teorie w praktyce. Cieszy, że tekst nie ciągnie się w nieskończoność, a zbiega do określonego końca.

"Olbrzymów" Petera Wattsa nie przeczytałem - nie trafiły w mój nastrój i odłożyłem na kiedy indziej.

Czytając "Koniec Końca Wszystkiego" Dale'a Bailey'a nieustannie miałem w głowie jedno pytanie: "Po co ja to czytam?". Nie mogąc znaleźć odpowiedzi na kilku pierwszych stronach, przestałem.

Jeśli chodzi o publicystykę, podobał mi się artykuł Andrzeja Kaczmarczyka pod tytułem "Morskie Opowieści", przedstawiający motyw piratów w fantastyce. Przyjemny, rzeczowy tekst, choć bazujący na nieco zbyt małej ilości dzieł jak na moje wyczucie.

Zarówno felieton Rafała Kosika jak i sąsiedni, autorstwa Roberta Ziębińskiego, który pojawił się na łamach po raz pierwszy, nie przypadły mi jakoś specjalnie do gustu.

czwartek, 6 listopada 2014

Nowa Fantastyka - wydanie specjalne - 3 (44) 2014

Pierwsze opowiadanie - "Pokłosie Pewnego Bankructwa" Agnieszki Hałas, jest bardzo przyjemną w odbiorze opowiastką z mrocznego świata Zmroczy. Przyjemną w odbiorze, gdyż napisaną pięknym językiem. W język opowiadania i jego klimat zapadałem się niczym w wygodny fotel. Bardzo przyjemne to wrażenie zostało nieco zniwelowane przez brak jako-takiego zakończenia, które byłoby w jakiś sposób dopełnieniem opowieści. Budowany nastrój nagle prysł. Szkoda. Przeczytać warto, ale ucieszyłaby raczej powieść w klimacie, gdzie autorka znalazła by czas i miejsce na zgrabne zamknięcie historii.

Drugim opowiadaniem jest "Trzy do Dwóch dla Nowogóry" autorstwa Radomira Darmiły. Wesołe , lekkie opowiadanko w klimacie fantasy. Niby nic specjalnego, ale cieszy i bawi. Dobra rozrywka.

Kolejne opowiadanie to "W Imię Umarłych" Wojciecha Zembatego. Muszę przyznać, że zrobiło na mnie ogromne wrażenie. Jest to opowieść z pogranicza heroic fantasy, osadzona dość mocno w tradycji starożytnej, która to konwencja przeważnie niespecjalnie do mnie przemawia. Jednak pomysł, fabuła oraz opisy są na prawdę bardzo dobre i trudno się oprzeć kunsztowi autora. Mnie przekonało i uważam, że każdy powinien je przeczytać.

"Equoid" Charlesa Strossa miał być chyba w zamyśle opowiadaniem grozy. Niestety po przeczytaniu kilku stron i kilkunastu ziewnięciach uznałem, że nastrój budowany w takim tempie nie jest warty dalszej lektury.

"Pokuta", autorem której jest niejaki Alec Austin, od samego początku była dla mnie niestrawna. Niestety - zupełnie nie mój klimat.

Jak magnes przyciągnął mnie natomiast "Dom Pawłowa" Malcolma Crossa, bo chociaż nie byłem sobie w stanie wyobrazić ani scenerii, ani bohaterów, ani umiejscowić opowiadania w czasie, czy chociażby rozróżnić świat wewnętrznych przeżyć bohatera od opisu współczesnych mu czasów, to w jakiś sposób wszedłem w tą historię. Dużym atutem jest długość tego opowiadania - zaledwie pięć stron wystarczyło by przekazać to, co autor miał do przekazania. Hipnotyzujące, chociaż nie wybitne.

Numer Specjalny warty lektury, choćby nawet tylko z uwagi na opowiadanie Zembatego. Resztę można sobie odpuścić bez poczucia jakiejś szczególnej straty.

wtorek, 5 sierpnia 2014

Nowa Fantastyka 08 (383) 2014

Niniejszy numer NF zaskoczył mnie nowatorskim podejściem na poziomie formy. Pomimo braku fajerwerków na płaszczyźnie treści (szczerze to żadne opowiadanie nie zrobiło na mnie pod tym względem dobrego wrażenia), stanowi niesamowitą kopalnie stylów i środków. Duży plus za to.

Pierwsze opowiadanie - "Księżniczka i Śpiący Rycerze" Andrzeja W. Sawickiego - to ciekawa mieszanka steampunka i cyberpunka, w nieco mangowej stylistyce i z polskim akcentem. Jeśli chodzi o treść, moją uwagę przykuła jedynie szarża szwoleżerów, która zwyczajnie musiała mi się spodobać, gdyż doskonale oddała ducha polskości (a przynajmniej tego, który istniał gdy istniała jeszcze prawdziwa polskość). Najbardziej jednak uderza połączenie koncepcji, których pozornie połączyć się nie da. A jednak się udało.

Następne opowiadanie to "Kolczasty" Tomasza Duszyńskiego. Tekst wykręcony, nierealny, naszpikowany surrealizmem, który w jakiś przerażający sposób połączył się z realiami już nie tak surrealistycznymi. nastrój horroru, który rzeczywiście się wydarzył miesza się z jakimś innym, fantastycznym niepokojem. Dziwne, straszne, nieprzyjemne, a jednak w jakiś sposób ciekawe.

"Ilustrowana Biografia Lorda Grimma" Daryla Gregory'ego to teks, w którym od samego początku ma się poczucie nierealności. Nierealna jest sceneria, nierealne są postacie i nierealna jest historia. Przeczytałem je sam nie wiem kiedy i sam nie wiem jak i chociaż jego treść (ponownie) do mnie nie przemówiła, to stylistyka w jakiej jest napisane pozwoliła mi się oderwać od rzeczywistości. I przyznaję, że oderwałem się całkowicie, wszystkimi kończynami.

"Odrodzenie" Kena Liu to tekst zadziwiający już na poziomie gramatyki. Poza rodzajem męskim (on), żeńskim (ona) i nijakim (ono) wprowadza jeszcze jeden, obcy rodzaj (onu). I już z tego powodu tekst jest warty uwagi. Niestety nie jestem fanem hard SF i przez tekst nie przebrnąłem, ale jestem pod wrażeniem kreatywności.

"Raj na Pustyni" Adriana Simmonsa to ostatnie opowiadanie tego numeru. Tekst to nieco przewrotne fantasy, podszyte mitologią wschodu. Według mnie w niniejszym numerze najlepsze, jeśli chodzi o treść. Jeszcze ciekawsze jeśli chodzi o świat. jest jakby hermetyczne - przedstawione uniwersum jest spójne i ciekawe. Mimo to, ze niewiele o nim wiemy czujemy się swobodnie czytając opowiadanie w nim osadzone. Bardzo naturalne pióra - tylko pozazdrościć.

Publicystyka to dalszy ciąg felietonu o urzędzie cenzury, ciekawe dywagacje na temat wymierzania sprawiedliwości za pomocą wehikułu czasu (choć nieco błędne w założeniach) oraz mniej ciekawy opis eksperymentu polegającego na interpretowaniu nieinterpretowalnych danych. Najciekawsza jest jednak recenzja filmowa, która faktycznie odniosła skutek - mam zamiar obejrzeć polecany film.

Zobacz też:

poniedziałek, 28 lipca 2014

Nowa Fantastyka 07 (382) 2014

Niniejszy numer "Nowej Fantastyki" autentycznie mi się podobał. Przynajmniej w większości - w tej części, w której go przeczytałem. Co ciekawe, nigdy nie uważałem się za fana horroru, a nie da się ukryć, że lipcowy numer (czemu właśnie wakacyjny?) poświęcony jest grozie, strachowi i mrocznym wizjom. Mimo to czytałem z zapartym tchem...

To, że w ludziach drzemią mroczne pokłady zła, wiadomo nie od dziś. Żądza, okrucieństwo, zawiść, nienawiść, plugawość, nieprawość, wyuzdanie, zboczenie... większości z tych uczuć nie uzewnętrzniamy, nie dajemy im dojść do głosu. Ale to nie znaczy że nie istnieją. Co jednak, gdyby zostały ucieleśnione? Co, gdyby nielubiany przez nikogo, szeregowy pracownik najniższego szczebla korporacji, który skrycie marzy o tym, by zerżnąć koleżanki z księgowości, podpalić biuro czy wypatroszyć tego przemądrzałego sukinsyna z trzeciego piętra, pozwolił swoim żądzom dojść do głosu, przejąć kontrolę i popadłby w niekontrolowany szał? Czasem takie rzeczy się dzieją - ludzie popadają w obłęd, a wtedy do głosu dochodzą demony. To nawet nie musi być obłęd. Może demony działają zupełnie niezależnie od świadomości nosiciela i robią rzeczy, których same chcą? Ponurą wizję demonów, które przejmują panowanie nad pozornie zwyczajnymi osobami przedstawia nam Cezary Zbierzchowski w "Róży Wiatrów". Polecam przeczytać, choć warto tradycyjnie wspomnieć o "widzach o mocnych nerwach"...

"MMA" Michała Nowiny to krótki, sympatyczny i nieskomplikowany utwór, który w jakiś sposób skojarzył mi się z dopiero co zakończonymi Mistrzostwami Świata w Piłce Nożnej. Niezbyt pochlebne to skojarzenie. Przeczytać opowiadanie można, chociaż nie warto spodziewać się niczego odkrywczego - ot, odrobina rozrywki.

"Kadry Apokalipsy" autora, którego książkę recenzowałem niedawno - Paolo Bacigalupi'ego zrobiły na mnie spore wrażenie, szczególnie ze względu na doskonały opis scenerii, w której... zupełnie nie ma co opisywać. To właśnie stanowi wartość autora. Tematyka opowiadania także nie pozwala pozostać obojętnym i sporo mówi o tak zwanej "etyce dziennikarskiej". Do tego dodajmy doskonałe zakończenie historii oraz niesamowicie wyraziste postaci głównych bohaterów, a otrzymamy świetne, nietuzinkowe opowiadanie, które każdy powinien przeczytać.

Największe jednak wrażenie, głównie ze względu na wspaniały klimat, zrobiły na mnie "Ciemne Ogrody" Grega Kurzawy. Co prawda przesłanie opowiadania do mnie nie trafiło (no - po części, ale na pewno nie w stopniu na jaki liczył autor), to nastrój zaszedł mnie od tyłu i wywołał dreszcze na karku. Każdy, kto dysponuje bujną wyobraźnią, powinien to opowiadanie przeczytać przy małej lampce, w środku nocy. Pod tym względem - bardzo polecam.

Ostatnim opowiadaniem, jest nawiązujący do twórczości Howarda Philipsa Lovecrafta utwór pod tytułem "Shoggothy w Rozkwicie", którego autorką jest Elizabeth Bear. Podobieństwo osiągnięto zarówno dzięki tematyce, jak i samemu stylowi snucia opowieści. Sympatycy samotnika z Providence powinni być zadowoleni. Ja byłem.

Wśród publicystyki bardzo podobała mi się pierwsza część felietonu "Cenzor, twój brat" Macieja Parowskiego, która dała mi odrobinę większe pojęcie na temat urzędu cenzury, który działał w naszym pięknym kraju. Z przyjemnością przeczytałem także "Słuszną Słuszność" Rafała Kosika, jako że podzielam poglądy na ten temat i ze zdumieniem śledzę poczynania znajomych, którzy idealnie wpisują się w przedstawiony wzorzec. Zapoznałem się także z przyjemnością z "Odrodzeniem Analogowych Antyków" Petera Wattsa i choć tezę tam zawartą podzielam jedynie w części, tekst napisany jest rzeczowo.

Na koniec podziękowanie dla załogi NF za zmianę rozkładu kolumn w dziale felietonów - teraz czyta się je o wiele łatwiej i przyjemniej.


piątek, 27 czerwca 2014

Nowa Fantastyka 06 (381) 2014

Kolejny numer NF pozytywnie zaskoczył mnie przede wszystkim pierwszym opowiadaniem - "Rekordzistą" Szymona Stoczka. Opowiadanie jest tak nowatorskie, że o mały włos bym go nie przeczytał. Po przeczytaniu kilku pierwszych akapitów uznałem, że jest obrzydliwe i chciałem przerwać lekturę, w opowiadaniu było jednak coś hipnotycznego. Nie dość, że jest to wizja nieco postapokaliptyczna, to jeszcze nie opowiada o znanym nam świecie, ale zabiera nas do świata-organizmu, gdzie wszystko żyje, zmienia się, ewoluuje... Na domiar złego (albo dobrego) autor przedstawia bohatera tak, jak ja widzę ludzi, którzy zażywają narkotyki - jako świrów, wstrzykujących sobie prosto w żyłę trujące chemikalia, nieznane, szkodliwe substancje. A skoro tak, to czemu nie od razu wirusy? W dalszej części czynność ta okazuje się w pewnym sensie rytuałem, tradycją - to jeszcze bardziej przeraża, gdyż jest jeszcze bliższe niektórym zachowaniem z naszego świata. Moim zdaniem opowiadanie wybitne i nawet, jeśli komuś ma się nie spodobać, to przeczytać należy je koniecznie - czegoś takiego ze świecą szukać!

Motyw samospełniającej się przepowiedni znam już z innych opowiadań i powieści, więc "Starzec z Bagien" Artura Wierzchowskiego mnie nie zachwycił. Przeciętne opowiadanie, raczej dla tych, którzy są dopiero na początku swojej przygody z fantastyką.

Po lekturze "Utraconych Światów Nino Sandovala" Jakuba Małeckiego uznałem, że w zasadzie opowiadanie jest o niczym... ale jeszcze nigdy nie czytałem tak dobrze napisanego tekstu o niczym. Jest zupełnie magiczny, czyta się świetnie, jest w nim połączenie świata rzeczywistego, wierzeń, odrobiny fantazji i wizji chorego umysłu. A wszystko bardzo spójne i niemal poetyckie.

Prozę zagraniczną tym razem litościwie przemilczę...

Publicystyka to, jak dla mnie, "Empatia Sp. z o.o." - świetny tekst, który potwierdza moje odczucia, co do relacji pomiędzy poszczególnymi członkami społeczeństwa. Trafny, spójny i prawdziwy jak diabli.

Zobacz też:

piątek, 13 czerwca 2014

Nowa Fantastyka 05 (380) 2014

Otwierające numer opowiadanie pod tytułem "Gambit Petermanna" Sławomira Prochockiego to kawał bardzo przyjemnego w odbiorze S-F. Przyjemny opis fragmentu podróży kosmicznej statkiem transportowym, podany w bardzo przyjemnej i familiarnej formie. To typ opowiadania, które zawsze ma się ochotę czytać. Jedno, co do czego czułem niedosyt, to pointa - niby jest, ale nie zachwyca, szczególnie w zestawieniu ze świetną resztą. Czysta przyjemność. Koniecznie trzeba przeczytać!

Następnym opowiadaniem jest przyjemny w odbiorze, humorystyczny "Najcenniejszy skarb na świecie" Jacka Wróbla. Nic spektakularnego, ale opowiadanie ładnie napisane i pozwalające się rozerwać. Warto, bo lekkie.

"Treser" Piotra Górskiego z początku nie przypadł mi do gustu i przeczytałem jedynie dlatego, ze był to dość krótki utwór, ale po zastanowieniu stwierdzam, że ma on jedną niezaprzeczalną zaletę. Jest mianowicie na tyle enigmatycznie napisany, zawiera tak mało opisów, że czytelnik zmuszony jest uruchomić wyobraźnię! To wspaniały i trudny do przeprowadzenia zabieg, ale przez chwilę czułem się jak dzieciak, czytający z wypiekami na twarzy pierwszą książkę, oderwany od telewizji, gdzie wszystko podane na tacy chłoniemy oczami. Za to bardzo autorowi dziękuję.

"Historia Nikczemnego" Johna Scalzi to połączenie nowego Science Fiction z S-F-Retro. Autor odnosi się do praw robotyki Asimova w sposób ciekawy i twórczy, zamiast używać ich jako wytłumaczenia dla akcji opowiadania. W ciekawy sposób ukazuje też niemoc człowieka, który dla ułatwienia sobie życia otoczył się w pełni zautomatyzowanym środowiskiem. Warto!

"Siarka i marmolada" Aarona Corvina to przesympatyczny tekst. Demony w funkcji dziecięcych pupilków, a już szczególnie Mroczny Władca Miniaturka to pomysł z piekiełka rodem. Tekst mnie ubawił, a przy okazji okazało się, że posiada wcale wartościową pointę. Polecam!

Ostatnie opowiadanie - "Wróć do Morza" Jasona Vanhee było ponad moje siły i przez nie nie przebrnąłem.

Zobacz też:

czwartek, 12 czerwca 2014

Nowa Fantastyka 04 (379) 2014

Znów pozytyw dla NF. Kwietniowy numer obfituje w przyjemne teksty, godne polecenia.

Zaczynamy od "Córki Aegira" Łukasza Malinowskiego. Tekst o tyle udany, że w idealny i nienarzucający się sposób łączy świat realny ze światem nordyckich wierzeń. Posiada bardzo udaną kompozycję i na pierwszy rzut oka widać, że jest dokładnie przemyślany. Autor jest doktorem nauk historycznych, co nieco tłumaczy dbałość o szczegóły. Spodoba się każdemu miłośnikowi RPG, gdyż wspaniale obrazuje postać skalda - barda wikingów. Polecam!

Następnie zagłębiamy się w "Przypadki Guliwera Kruzoe" Przemysława Zańko, czyli zgrabnie poprowadzoną wariację na temat korzystania z zasobów literatury w popkulturze. Lekkie i przyjemne, a jednocześnie obrazujące pewne zjawisko, które coraz szerzej występuje wśród młodzieży. Warto!

"Czyściec 3D" Kazimierza Kyrcza Jr'a to sympatyczny dreszczowiec, który przywodzi mi na myśl film "Show" Macieja Ślesickiego. Nic wybitnego, ale przyjemna, łatwa rozrywka. 

"KZIDKA 1.0" Lillian Wheeler to świetne, krótkie opowiadanie obrazujące relację człowieka z maszyną oraz tęsknotę do kontaktu z inną istotą. Anonimowość i bezduszność współczesnego świata a także poszukiwanie bezpieczeństwa, nawet w najbardziej irracjonalny sposób. Podobało mi się także niejednoznaczne, ironiczne zakończenie. Bardzo polecam!

"Machina Sterowana Zdalnie czyli Historia Czerwonych Kapeluszy", autorem której jest Scott Lynch, to brawurowo poprowadzona opowieść o grupie magów wojennych. Samo to sprawia, że opowiadanie musi się spodobać sympatykom fantasy! Nie może być inaczej, gdy zaklęcia sypią się z rękawa (czasami dosłownie), powietrze skrzy od magii a przyzwane demony wykonują polecenia magów, by móc wrócić do swego wymiaru. Bardzo przyjemne w odbiorze, dające wiele frajdy czytelnikowi. Doskonale sprawdziłoby się jako wstęp do dłuższej formy. Polecam!

Próbowałem przebrnąć przez "Stertę Porwanych Obrazów" Sunny Moraine, lecz niestety po trzecim razie, gdy zorientowałem się, że zupełnie nie wiem co czytam, odpuściłem.

Jeśli chodzi o publicystykę, felieton "Papierowa mapa myśli" podzielił moje wątpliwości i spostrzeżenia, jeśli chodzi o dokonywanie notatek. Pozostałe nie zrobiły na mnie większego wrażenia.

Zobacz też:




wtorek, 3 czerwca 2014

Nowa Fantastyka - wydanie specjalne - 2 (43) 2014

Ten numer NFws nie przypadł mi jakoś specjalnie do gustu i zmuszony jestem przemilczeć kilka tytułów opowiadań w myśl zasady "jeśli nie możesz powiedzieć nic miłego, lepiej nie mów nic". Zatem te, na temat których powiedzieć coś mogę...

"Niepomszczeni" Piotra Górskiego to świetny tekst stanowiący wspólną całość, a jednocześnie zapowiedź powieści (opowiadanie stanowi wymarzony pierwszy rozdział - przykuwa czytelnika na dłużej. Sam byłem zaskoczony i zawiedziony, że to już koniec). Opisy są dopracowane, ale nie przedumane, może nieco oszczędne. Więcej nie powiem - trzeba przeczytać!

"Poczwórna Koniunkcja" Bartłomieja Dzika to świetne opowiadanie obrazujące hasło "pióro mocniejsze od miecza". Opowiadanie w dobrym guście, steampunkowym klimacie i z odpowiednią dawką dobrego humoru. Bohaterowie z westernu, rodem z opowieści płaszcza i szpady a także zupełnie współcześni są połączeni w zgrabny sposób. Warto przeczytać.

"Atmosphaera Incognita" Neala Stephensona to w gruncie rzeczy prosta historyjka, od autora z inżynierskim zacięciem. Opowiadanie jest, ogólnie rzecz biorąc, opisem powstawania budowli (windy kosmicznej, ale nie to jest najistotniejsze), opowiedziane przez osobę, która została wtajemniczona w proces i uczestniczyła w nim przez cały przebieg inwestycji. Ciekawe, choć może nie porywające. Czyta się dobrze.

"Spirey i Królowa" Alastaira Reynoldsa to ciekawa, kosmiczna historyjka, chociaż nieco wtórna. Czytałem już co najmniej kilka opowiadań opartych na tym samym motywie (wielka mistyfikacja, bunt maszyn, kolonizacja). Napisane jest całkiem nieźle, choć do "Tysięcznej Nocy" wiele mu brakuje. Można przeczytać.

poniedziałek, 26 maja 2014

Nowa Fantastyka 03 (378) 2014

Kolejny numer NF zaskoczył mnie pozytywnie. Jest w nim kilka tekstów wartych uwagi, których lektura dała mi dużo przyjemności. Niestety napisać o nich mogę dopiero teraz, ale zainteresowani z pewnością znajdą sposób, by zaopatrzyć się w wybrany przez siebie numer czasopisma.

Pierwsze opowiadanie - "Falstart" Wawrzyńca Podrzuckiego to kryminał rodem z lat osiemdziesiątych dwudziestego wieku, ale osadzony w realiach futurystycznych, gdzie śledczy zostali zastąpieni przez maszyny a intuicję i przeczucie zastąpił rachunek prawdopodobieństwa. W tych realiach znacznie łatwiej dopasować ślady, znalezione na miejscu zbrodni do wzorca z bazy danych, połączyć fakty czy nawet wyświetlić prawdopodobne wersje wydarzeń. System stwarza jednak także nowe możliwości przestępcom. Czasem więc detektyw z krwi i kości okazuje się niezastąpiony. Opowiadanie przyjemne, utrzymane w miłym, znajomym klimacie. Godne polecenia.

Następnym opowiadaniem jest "Kre(jz)olka" Krystyny Chodorowskiej, czyli dowód na to, że tłumacz może stworzyć nietuzinkowe dzieło, oparte na dziedzinie, na której zna się najlepiej. Jak opisać po polsku specyfikę neologizmów w języku angielskim? Tego właśnie możemy się dowiedzieć. Opowiadanie jest mi bliskie, bo także nie podoba mi się kierunek, w którym ewoluuje język - uproszczenia, skróty i zrosty stają się nowomową, zakradającą się do języka i zostającą w nim na dobre. Nie byłoby w tym może nic złego, gdyby nie fakt, że młodzi ludzie, na co dzień używający tego neojęzyka, jednocześnie zapominają, że język rodzimy jest bogatszy i bardziej wszechstronny niż to, czym obecnie dysponują, zmniejszając spektrum znaczeniowe poszczególnych pojęć. Opowiadanie realistyczne, pokazujące skalę problemu oraz to, że posługiwanie się nowomową nie musi i nie powinno sprawiać, że odchodzimy od pierwotnego języka. A jednak sprawia.

"Coś Najbliższego" Genevieve Valentine to opowiadanie, które oparte na ciekawym pomyśle, jest jednak w stanie zmęczyć i zniechęcić nawet cierpliwego czytelnika. nie będę się rozpisywał, bo odłożyłem na dwie strony przed końcem.

Bardzo spodobała mi się za to surrealistyczna "Dzika Farma" Charlesa Strossa. Czytając ten utwór miałem wrażenie, że oglądam groteskowy film rysunkowy. Gdy dotarłem do końca okazało się, że na podstawie opowiadania w 2004 roku faktycznie powstał film animowany. Tekst jest bardzo spójny i chociaż postacie wydają się przerysowane, a opisy urządzeń jakieś takie rozdmuchane, niemal steampunkowe. Przyjemny tekst, a i film chętnie obejrzę.

Ostatnim opowiadaniem jest "Utracona dusza Marguerite Espinozy" autorstwa Jeremiaha Tolberta. Jest to mistyczne fantasy, oparte na pytaniu, "co by było, gdyby nie każdy człowiek rodził się obdarzony duszą?" - nieco bluźnierczym, warto dodać. Tekst bazuje na ciekawym, chwytliwym pomyśle, ale jest dość przewidywalny i w gruncie rzeczy płytki. Napisany poprawnie może cieszyć przez chwilę, ale szybko wyleci z pamięci.

Jeśli chodzi o publicystykę, to bardzo przypadł mi do gustu felieton Rafała Kosika pod tytułem "Cenzurowanie słownika", który w jakiś sposób łączy się z opowiadaniem Pani Chodorowskiej. Jest to temat, który porusza mnie bardzo, gdyż jestem zwolennikiem pięknego wysławiania się, poszerzania zakresu słownictwa i sprzeciwiania się uproszczeniom w rodzaju "poszłem", które podobno ma na stałe wejść do słowników jako forma poprawna (niech sobie dopisują do wszystkich słowników świata - w moim nie istnieje).

Felieton Łukasza Orbitowskiego za to, w tym konkretnym numerze był dość jałowy. Zawsze czytuję go z zainteresowaniem, ale tym razem nie spełnił moich oczekiwań. Jednakowoż nie odmówię sobie przyjemności zerknięcia doń w następnym numerze "Nowej Fantastyki".



sobota, 17 maja 2014

Nowa Fantastyka - wydanie specjalne - 1 (42) 2014

W tym numerze kilka dłuższych (niż na łamach wydań nie-specjalnych) opowiadań.

Pierwszym opowiadaniem jest "Wieczór w Ogrodzie" Ewy Bury, którego nie doczytałem, gdyż nie miałem z jego lektury żadnej przyjemności. Zbyt poetyckie.

Następne były "Koła na Wodzie" Małgorzaty Wieczorek, które dały mi frajdę podczas czytania, ale końcówka okazała się być sztampowata. Ot - takie sobie opowiadanko z przeciętną fabułą. Ale czyta się przyjemnie, więc parę minut relaksu zapewnia.

Kolejne opowiadanie to "Upadek Troi" Łukasza Górskiego, czyli humorystyczna historyjka o koniu trojańskim. Czytając miałem przed oczami sceny z filmu "Monty Python i Święty Graal", chociaż samo opowiadanie przypominało film tylko w bardzo ogólnym zarysie. Może nie jest to odkrywcze, ale za to lekkie i przyjemne, a przy okazji można się dobrze pośmiać.

Następni byli "Nieproszeni Goście" Lairda Barrona - opowiadanie napisane bardzo ładnym językiem, ciekawe czy za sprawą autora, czy też objawił się kunszt tłumacza. Nastrojowe, choć nieco powolne na początku, w drugiej części przyspiesza i przeciska czytelnika przez sito horroru, sennych koszmarów, grozy. Przyjemne w odbiorze i godne polecenia. Przy okazji - powiew klasyki (sceny i klimat jak z klasycznego horroru).

Ostatnim, a zarazem zasługującym na najcieplejsze słowo jest opowiadanie (a w zasadzie mikropowieść) "Tysięczna Noc" Alastaira Reynoldsa. To kryminalna zagadka, dość średnia z resztą, ale osadzona w tak futurystycznym świecie i napisana z takim rozmachem, że nie można się nie zachwycić. Lekkie pióro (znów ukłony dla tłumacza) i wspaniałe, delikatne wprowadzenie czytelnika w świat istot tak nam bliskim, a jednocześnie tak odległym sprawia, że ciężko się od tego tekstu oderwać. Kończąc lekturę zastanawiamy się jak dalece w przyszłość wybiega autor, prezentując nam ludzkość, która stała się równa bogom i spotyka się co dwieście tysięcy lat, by wymienić doświadczeniami i uzupełnić wiedzę o wszechświecie, jednocześnie będąc tego wszechświata jedynie nieskończenie małą cząstką. Zarówno w sensie czasu jak i przestrzeni... jak i pod wszystkimi innymi względami.


niedziela, 9 marca 2014

Nowa Fantastyka 02 (377) 2014

Kolejny numer, kolejne zetknięcie się z losowo wybraną (w znaczeniu takim, że nie ja wybieram co będę czytał) twórczością polską i zagraniczną. 

Pierwszym opowiadaniem jest "Nieistotna Ofiara Profesora Prysypkina". Tekst ciekawy, choć mógłby być bogatszy. Na plus, że dobrze się czyta, a treść jest spójna. Dodatkowo - nietypowa forma i eleganckie zamknięcie. Na minus - zbytnia enigmatyczność, która osłabia w moim odczuciu działanie rewelacji, których dowiadujemy się z kart opowiadania.

Kolejnym opowiadaniem jest "Poglądomat" - krótka satyra, lekko filozofująca. Choć sama treść humoreski mnie nie zachwyciła, to muszę przyznać, że została zgrabnie skomponowana i dość dobrze się czyta. Nie jest też zbyt długa, co zapisuję na plus, bo widać, że autor nie rozwlekał swego tekstu, ale zawarł w nim to, co zawrzeć chciał i skończył, zanim zacząłby nużyć.

"Żywoty Bóstw Śmiertelnych" tematyką nawiązują do poprzedniego opowiadania, ale są lepsze, zgrabniejsze, ciekawsze i zaskakujące. Przede wszystkim jednak ma odrobinę więcej wspólnego z fantastyką niż poprzednie utwory. Chwile spędzone z tym opowiadaniem to dobry relaks.

"Dziewczę, które poszło na Sushi", to opowiadanie, którego największym atutem jest interpretacja tytułu. Poza tym pomysłem, opowiadanie jest jakby niekompletne - czytelnik cały czas ma uczucie, że nie posiada wszystkich faktów, jakby historyjka była częścią większej całości, beznamiętnie wyciętą z samego środka.

Kolejna "japońszczyzna" to "Historia Naturalna Jesieni". Tytuł dziwnie niepasujący, ale samo opowiadanie oparte na prostym pomyśle, trzyma w napięciu. Do tego ciekawa otoczka dodaje smaku. Przyjemne, zwięzłe, warte przeczytania.

"Horyzont Zdarzeń" z kolei zainteresował mnie zależnością wydarzeń od punktu widzenia, który nie jest w tym opowiadaniu jednoznaczny. Jest wręcz tak wieloznaczny, że jako czytelnik, raz czy dwa razy poczułem się zagubiony w treści. Jest to jednak ciekawie przedstawiona, budząca dreszcze historyjka z brakiem własnej tożsamości w tle. Dziwne, trochę straszne i odrobinę bez morału...

"Doskonały Dzień" za to jest świetnym opowiadaniem, które pozwoliło mi spędzić miło kilka chwil. Opisana prostym językiem wizja przyszłości, do jakiej nieuchronnie zmierzamy, dla niektórych może być spełnieniem marzeń, dla innych koszmarem. Choć skłaniam się raczej ku tej drugiej grupie, opowiadanie uważam za jedno z bardziej udanych. Warto przeczytać!

Felieton "Etyka żarcia" porusza temat o tyleż istotny co stracony. Wszyscy wiedzą, że konsumpcyjny styl życia wykończy nas i to raczej prędzej niż później, więc nie dowiemy się niczego nowego, ale oczywiście warto ludziom przypominać o tym na każdym kroku. Istnieje bowiem cień szansy, że się opamiętamy.

Ciekawym tekstem jest także "Kres zbrodniom wojennym", który porusza tematykę wykorzystania autonomicznych robotów na polu walki, ale nie jest tak jednostronny, jak mogłoby się wydawać. Wykorzystanie robotów ma bowiem złe, ale ma także dobre strony... Jedno o czym autor nie napisał - biorąc pod uwagę straty w ludziach można też pójść o krok dalej i uznać, że jeśli obie strony konfliktu używałyby takich urządzeń, to niszczyłyby się nawzajem, zatem strat w ludziach nie byłoby wcale, a konflikt uważano by za zakończony, gdyby zniszczone zostały wszystkie mechaniczne jednostki wroga.

Całość kończę felietonem Łukasza Orbitowskiego, który zawsze wprowadza mnie w dobry nastrój. Tak też jest i tym razem - szczery banan na gębie od początku lektury "Jak okraść starszą panią?".

Przyznać muszę, że numer z lutego o głowę bije styczniowy i mam nadzieję, że taka tendencja utrzyma się przynajmniej do końca roku.

czwartek, 6 lutego 2014

Nowa Fantastyka 01 (376) 2014

Po lekturze pierwszego numeru "Nowej Fantastyki" w roku 2014, postanowiłem skreślić parę słów o tekstach, które zrobiły na mnie wrażenie. Zatem...

"Rzeźbiarz Bogów" od razu skojarzył mi się z ostatnim tomem "Powrotu do domu". Zarówno z uwagi na tytuł jak i na początek. Całe opowiadanie czyta się przyjemnie, chociaż w ogólnym rozrachunku okazuje się całkowicie o niczym.

Dwa kolejne opowiadania litościwie przemilczę i przejdę od razu do "Enigmy". Muszę przyznać, że już na początku autor (a może tłumacz?) nie wzbudzili mojego zaufania, poprzez zapis: "układ Enigmy został oczyszczony w promieniu 2 lat świetlnych (...) pi razy ten dystans do kwadratu daje ponad dwadzieścia pięć sześciennych lat świetlnych". Jeśli dystans do kwadratu, to wynik nie będzie sześcienny, ale także kwadratowy. Objętość zaś kuli o promieniu 2 lat świetlnych to nieco ponad 33,5 sześciennych lat świetlnych. Podana tu objętość jest objętością walca, o promieniu i wysokości równym 2 lat świetlnych (czyli pi razy promień do trzeciej), ale dlaczego tak jest? Jeśli w opowiadaniu używa się obliczeń matematycznych, to warto by było je najpierw sprawdzić. Czytając dalej okazuje się, że pomysł na opowiadanie jakiś jest, ale powyższy błąd bardzo obniżył moją jego ocenę.

"Poniedziałkowy Mnich" z początku podobał mi się, ze względu na elegancki styl. Jednak czytając dalej doszedłem do wniosku, że opowiadanie w zasadzie nie posiada akcji. Jest tak powolne, że znudziło mnie w połowie.

"Wesprzyjcie Moją Armię Robotów" to zabawna miniaturka. Interesująca jest głównie nowatorska forma i choćby z tego powodu warto się z nią zapoznać.

Felieton "Przyciemnianie dark future" to trochę niesprawdzonych faktów, pozwalających wykreować czarny scenariusz dla świata, popartych błędnymi wnioskami. Tekst jakich wiele, sprawdzający się w fantastyce naukowej, ale raczej nie w rzeczywistości.

Felieton "Słowo na "U"" przypadł mi do gustu. Nie lubię ludzi, którzy przyjmują Pismo Święte dosłownie i co do joty. Nie lubię też tych, którzy uważają, że to zwykła książka (jakimś cudem tłumaczona na wszystkie języki i czytana przez pokolenia). Natomiast to, że skłania ono do poszukiwania czegoś więcej jest jasne. A szukać można na różne sposoby - znajdzie się miejsce i na naukowe spekulacje. Warto drążyć, żeby poszerzać swój punkt widzenia nawet, jeśli temat uważamy za zamknięty.

Numer zamyka felieton filmowy Łukasza Orbitowskiego pod tytułem "Ja, kanibal". Bardzo podobają mi się rzeczowe teksty Pana Orbitowskiego, na tematy na które pozornie rzeczowego tekstu nie da się napisać. Tym razem ujął mnie stwierdzeniem, że polecankę od znajomych "Orbitowski, musisz to zobaczyć" skwitował "Ponieważ musiałem, to nie zobaczyłem". Rozumiem doskonale.

Reasumując - w mojej ocenie poziom opowiadań jest bardzo niski, felietony odrobinę go podnoszą, tak że cały numer jest zjadliwy, ale spodziewałem się więcej.

poniedziałek, 27 stycznia 2014

Nowa Fantastyka 12 (375) 2013

Z uwagi na to, iż moje ulubione czasopismo fantastyczne "Science Fiction, Fantasy i Horror" już nie jest wydawane (warto wykupić istniejące na rynku numery, póki jeszcze są), przesiadłem się znów na "Nową Fantastykę" - czasopismo, które ceniłem dawno temu. Powrót przypadł na ostatni numer roku 2013. Cóż - trochę się zawiodłem.

Co prawda pierwsze opowiadanie - "Edmund po drugiej stronie lustra" autorstwa mojego przyjaciela Marcina Podlewskiego, jest świetne (aż głupio tak kumplowi kadzić) i tylko dla niego warto było ten numer kupić, ale większość pozostałych opowiadań (w szczególności tych, zamieszczonych w dziale "proza polska") poziomu w mojej opinii nie trzyma.

Sprawiedliwość muszę oddać jeszcze opowiadaniu "Podział Pracy", autorem którego jest Benjamin Roy Lambert. To opowiadanie zabawiło mnie przez chwilę ciekawą konwencją i uznałem je za niezłe, choć napisane średnio.

Niezłe, a nawet całkiem dobre było też "O tym co dzikie" (Alyx Dellamonica) które podobało mi się przede wszystkim ze względu na pomysł i elegancki sposób pisania (ukłony dla Juliusza Brauna, który przełożył to opowiadanie na polski).

"Aksjomat Wyboru" Davida W. Goldmana, opowiadanie mające wygląd gry paragrafowej, ale w rzeczywistości będące tylko namiastką czegoś, czego określić nie sposób. Części paragrafów nie zawiera wcale, a z innych nie ma wyjścia (nie podano dokąd przejść), w rezultacie zrobił się babol. Nie tak wyobrażam sobie "igranie z czytelnikiem".

"Bóg i Mammon" Petera Wattsa to w ogóle nie opowiadanie, a raczej prezentacja pewnego światopoglądu. Ciekawy, ale dlaczego nazywać to opowiadaniem, kiedy nie zawiera fabuły ni akcji?

Felietony za to przypadły mi do gustu. Szczególnie podobała mi się analiza gatunku horroru znanego jako "slasher" w tekście "Problemy mieszkaniowe" Łukasza Orbitowskiego. Nie przypuszczałem, że taki gatunek w ogóle jakiejkolwiek analizie podlega, więc to, iż tekst mnie wciągnął świadczy o jego sile.