czwartek, 29 października 2026

Kull Zwycięzca - Sean A. Moore

Miałem ochotę przeczytać jakieś fantasy w stylu retro i na półce rzucił mi się w oczy Kull Zwycięzca. To musiało być to - proste heroic fantasy, najeżone walką, gdzie główny bohater jest niepokonanym barbarzyńcom, pokonujacym zastępy wrogów wszelkiej maści. Miłość, zdrada, czarna magia, magiczny artefakt i ocalenie świata - tego mi było trzeba. Tym razem się nie zawiodłem. Otrzymałem dokładnie to czego szukałem. Okazało się, że... w moich wspomnieniach tego typu powieści były nieco lepsze.

Spodziewałem się, że opowieść będzie przesadzona i naiwna, ale zapomniałem, że warstwa językowa i fabularna nie jest najwyższych lotów. Narracja jest mocno niezrównoważona, czas w jednej scenie pędzi, w innej zaś stoi w miejscu. Bohaterowie są płascy, a motywacje nazbyt oczywiste. A jednak jest w tej powieści czar minionych lat. Ksiązki i filmy tamtego okresu miały w sobie to niezidentyfikowane "coś", co sprawiało, że odbiera się je z lekkim uśmiechem na ustach.

Książka krótka (ledwie 180 stron), więc i recenzja jest krótka. Oceny punktowej nie wystawiam, gdyż byłaby mało reprezentatywna - niska na tle innych i nieoddająca wrażeń, jakie towarzyszyły mi przy lekturze. Ot - stare, proste heroic-fantasy.

wtorek, 27 października 2026

Na nieznanych wodach - Tim Powers

Ta książka była podobno inspiracją dla "Piratów z Karaibów". Cóż - z tego powodu sięgnąłem po tę powieść, ale nawiązań było tam jak na lekarstwo. Przyznaję - część o morskich podróżach, okraszonych odrobiną czarnej magii, morskimi potyczkami i kolorytem pirackiego żywota bardzo mi się podobała. Niestety im dalej, tym więcej było opisów rytuałów czarnej magii i to ona zaczęła przejmować kontrolę nad opowieścią. Poczynania bohaterów przestały być istotne, gdy pojawiła się wszechmocna siła, więc dalsza lektura polegała na obserwowaniu gdzie ta siła rzuci bohaterów. Żadnego celu, żadnego sensu w działaniu, które w jednej chwili mogło obrócić się wniwecz. Żadnego planu, tylko brnięcie na oślep. Przestało mnie interesować co kto robi i po co, bo początkowe intencje chyba się nie zmieniły, akcja nie ewoluowała, popychana do przodu jedynie przypadkowymi zrywami magii, której było zbyt wiele i reszta świata nie bardzo radziła sobie z jej obecnością. Bohaterowie stali się obserwatorami i dokładnie tak jak czytelnik zaczęli przyglądać się "co stanie się teraz". Książkę odłożyłem po 350 stronach, bo przestałem się łudzić, że dotrę to momentu, kiedy znów stanie się wciągająca.


Jeśli ktoś jest chętny, to swój egzemplarz sprzedaję tutaj.

sobota, 17 października 2026

Ostatnia przysługa - Dennis Lehane

Po książkę tego autora sięgam, kiedy nie chcę podejmować ryzyka. Wiem, że to będzie dobra powieść i tego się spodziewam. W tym przypadku nie spodziewałem się, że będzie aż tak dobra, aż tak mocna. Szczególnie, że kiedy przeczytałem początek uznałem, że tło wydarzeń zupełnie mnie nie interesuje. Interesowało mnie natomiast wszystko, co zarysowano na tym tle. Historia zrozpaczonej matki z biednej dzielnicy, która docieka co stało się z jej córką. Opowieść o mechanizmach rządzących takimi miejscami, o ludziach, którzy mają w nich władzę oraz o tym na co, kto i wobec kogo może sobie pozwolić jest fascynująca. 

Sposób opowiadania tej historii jest absolutnie i całkowicie wciągający. Wszystkie dialogi, opisy wydarzeń, miejsc i osób sprawiają, że od książki nie sposób się oderwać. Ja miałem z tym ogromn problem - ilekroć siadałem na kwadrans, orientowałem się pół godziny później, że powinienem być już gdzie indziej. Ta powieść, mimo mrocznej fabuły i ciężkiego tematu, w ogóle nie męczy.

Książka jest umiarkowanie brutalna. Oznacza to mniej więcej tyle, że dla mnie, który za brutalnością nie przepadam, była akurat na tyle mocna, by mógłbym to odczuć i znieść, ale nie na tyle, bym odłożył z obrzydzeniem. A opisywane w powieści okrucieństwo jest niezbędne, by w pełni zrozumieć i docenić tę historię. Koniec końców nawet tło, o którym wspomniałem na początku, pozwoliło mi zrozumieć agresję, której pełna jest ta opowieść.

To świetny przykład fabuły, której intensywność narasta. Wzrasta także tempo, niepokój, agresja - wszystko to pokazane zarówno w warstwie opowieści jak i sposobie narracji. Jeśli ktoś lubi czytać kryminały z nutką sensacji, w której główny bohater nie jest mistrzem sztuk walki i nie szkolił się na maszynę do zabijania, to powinien sięgnąć po "Ostatnią Przysługę". Zdradzę, że tytuł oryginału lepiej oddaje intencję autora.

Oceny (legenda tutaj):
  • Kunszt: 8 (Nie moge się czepiać.)
  • Lekkość Pióra: 9 (Tylko jeden słabszy moment, który pozwolił mi na odłożenie jej bez bólu.)
  • Akcja: 8 (Wciągająca.)
  • Bohaterowie: 7 (Nieco mylili mi się chłopcy "z ferajny".)
  • Zakończenie: 9 (Mocne, świetne dialogi.)
  • Ocena Łączna: 41/50

piątek, 2 października 2026

Komiksowy Miesiąc #23

Tym razem mam bardzo mieszane uczucia. Przeczytałem komiks, który z początku mi się podobał, ale później fabuła zboczyła z toru, zaczęło robić się coraz bardziej dziwnie i zacząłem tracić wątek. Nie widziałem związków przyczynowo - skutkowych kolejnych fragmentów. Historia jako - tako połączyła mi się na koniec, ale uczucie niedosytu pozostało, szczególnie, że jest to bardzo chwalona pozycja od wydawnictwa, które cenię. Wydaje mi się, że "Czarny Horyzont", bo to o nim mowa, nie jest w moim klimacie i nie jest tym, czego się spodziewałem, ale przede wszystkim nie zrozumiałem go. Podobał mi się za to wizualnie - od makro do mikroskali, wszystkie rysunki były imponujące. Może ktoś inny docenił tę powieść graficzną i posili się o jakąś o niej wzmianke w komentarzu.