piątek, 17 kwietnia 2026

Opus na trzy pociski - Andrzej Zimniak

Zapragnąłem przeczytać coś bardziej "retro" i mój wybór padła na zbiór opowiadań, wydany w 1988 roku, kiedy miałem siedem lat. Opowiadania fantastyczno-naukowe z tego okresu mają swój niepowtarzalny styl, który bardzo cenię. Ponadto, to okres, kiedy zaczynałem swoją przygodę z literaturą i książki te magicznie przenoszą mnie do tamtych, prostszych, dziecięcych czasów.

Zbiorek nie jest grubym tomiszczem, ale czcionka i układ stron, charakterystyczne dla wydawnictw z tamtego okresu sprawia, że teksty są dłuższe niż mogłoby się wydawać.

"Pęknięty Dzban" to opowieść o bardzo wyrafinowanej apokalipsie opartej na wojnie płci. Pomysł nie jest może bardzo oryginalny, ale jego egzekucja obfituje w niesamowite opisy krajobrazu i świata jako takiego. Jest on jak wyjęty z rzeczywistości, wykręcony i nierzeczywisty. Ten aspekt był dla mnie wyjątkowo przyjemny.

"Opus na trzy pociski" - tytułowe opowiadanie, które dla mnie jest istną synestezją. Nie przebrnąłem, bo zagubiłem się w zawiłościach opisów i nie widziałem żadnego sensu.

"Łowcy Meteorów" podobali mi się za to bardzo. Opowiadanie utożsamia powiedzenie "uważaj czego sobie życzysz" oraz dowodzi, że to dążenie do celu jest siłą napędową, a osiągnięcie go bywa momentem, kiedy tracimy sens. Nie udało mi się utożsamić z bohaterami, ale rozumiem sytuację.

"Umarł w butach" - po tym opowiadaniu pomyślałem tylko jedno, ale z uśmiechem: "a właściwie to dlaczego nie?".

"Potrójne życie Jamesa Olivera Chuckwooda" to świetnie napisana, dość humorystyczna opowieść o tym co by było, gdyby czas zaczął się cofać i wszyscy mogliby przeżyć swoje życie od tyłu, robiąc to samo, ale w odwrotnej kolejności. Zdawać by się mogło, że to coś na kształt "Ciekawego przypadku Benjamina Buttona", ale nie chodzi o przypadek jednego człowieka, ale o całą ludzką populację, skupioną wokół głównego bohatera. Z jednej strony zabawne, ale refleksja jest taka, że w którąkolwiek stronę wiedlibyśmy życie, jego koniec jest zawsze smutny.

Opowiadanie "Rzeźbiarze o poranku", chociaż także smutne, wydało mi się najbardziej rozbudowane i skłaniające do przemyśleń. Podobał mi się już sam pomysł, ale to, co z niego wynikło na przestrzeni tych kilku stron jest zupełnie niebanalne.

Zbiór kończy opowiadanie "Enklawy Szczęścia", które wydało mi się wtórne. Nie wiem, czy było takie te ponad czterdzieści lat temu, ale źle się zestarzało.

wtorek, 14 kwietnia 2026

Każdy Musi Płacić - Robert Foryś

Ja nie wiem, czy jestem aż tak rozkojarzony, ale ta książką czyta się wręcz okropnie. Jak tylko oswajałem się z jakimś fragmentem fabuły, akcja przenosiła się do kolejnego bohatera i kolejnej historii, by, jak mi się zdawało, nigdy nie powrócić do tego, z czym już się zaznajomiłem. Mylili mi się bohaterowie, miejsca, rody. To było wręcz okropne doświadczenie. Być moze, gdyby to rozbić na serial byłoby strawne, ale w postaci powieści było wręcz okropne. Nie doczytałem do końca, nie mogę też wiele napisać o części, którą przeczytałem, mimo że było to znacząco więcej niż pół książki, gdyż zwyczajnie nie byłęm w stanie śledzić akcji. Wiem mniej więcej co się działo, ale po 300 stronach powieści powinienem być już raczej wciągnięty w fabułę, zaznajomić się z postaciami, wybrać stronę, emocjonować się tym, co się dzieje... tymczasem zastanawiałem się cały czas kiedy to się skończy.

Dopuszczam możliwość, że z jakiegoś powodu nie mogłem się skupić na lekturze - zdarza mi się to coraz częściej, gdy mam wrażenie, że nie wiem co czytam, nie trafia do mnie opowieść ani sposób narracji, a jednak nadal trafiam na książki dobre, które mnie przyciągają. Ta taka nie była.

czwartek, 2 kwietnia 2026

Łowcy - Miroslav Zamboch

Tę książkę chwyciłem z półki niemal na chybił-trafił, bo taki mam plan czytelniczy na ten rok - nie planować, tylko działać pod wpływem impulsu. Autora znam i lubię, o tej konkretnej książce nawet nie słyszałem, nie jest wymieniana w żadnych kanonach, nikt nie pisze, że autor zasłynął tą pozycją... to coś dla mnie.

Muszę przyznać, że spodobała mi się od pierwszego wejrzenia, chociaż niewłaściwie odczytałem jej klimat - wydawało mi się, że pierwsze rozdziały opisują dystopijne społeczeństwo, świat po jakimś kataklizmie, tymczasem opisywany świat jest zwyczajny, normalny. Następnie wciągnęła mnie akcja. Pomysł wydaje się nie być zbyt oryginalny, ale liczyłem na jego rozwinięcie. I rzeczywiście, chociaż przez kilkaset stron budowania nastroju wszystko wydaje się być "w normie" (względem tego, czego się spodziewałem), to druga połowa powieści zaspokoiła mój głód odnalezienia czegoś niezwykłego i to chyba z nawiązką.

To ostatnie dwieście stron "robi" tę powieść. To tutaj otrzymujemy właściwą dawnę przygody, niebezpieczeństwa i adrenaliny. To tutaj prowadzi nas budowany nastrój i postacie. Tutaj zostałem jako czytelnik nagrodzony za cierpliwość. Środkowa część powieści jest bowiem naukowo - sztampowato - przegadana, ale pod koniec zrozumiałem na czym polega ten zabieg. To dla kontrastu, budowania napięcia oraz rozwijania postaci bohatrów powieści. Warto było!

Książkę kupisz tutaj:

Oceny (legenda tutaj):
  • Kunszt: 6 (Sporo wiedzy.)
  • Lekkość Pióra: 7 (Niższa ocena ze względu na środek.)
  • Akcja: 7 (Duży plus za końcówkę (właściwą akcję).)
  • Bohaterowie: 6 (W porządku, ale ci drugoplanowi się mieszają.)
  • Zakończenie: 8 (Zaskakujące i komiksowe - świetnie pasuje do wartkiej akcji drugiej połowy powieści.)
  • Ocena Łączna: 34/50

wtorek, 3 marca 2026

Nietuzinkowy sklep całodobowy

W zasadzie niniejsza recenzja dotyczy dwóch odsłon tej powieści, gdyż przeczytałem także kontynuację "Jeszcze bardziej nietuzinkowy sklep całodobowy". Co moge powiedzieć - jest to bardzo przyjemna, ciepła książka, którą bardzo przyjemnie się czyta. Ma swój własny rytm i klimat, a przy tym niebanalne przesłanie przedstawione za pomocą kilku powiązanych ze sobą opowiastek, które, koniec końców, okazują się jedną, bardzo spójną historią.

Z uwagi na charakter południowo-koreańskich imion, bałem się, że bohaterowie będą mi się mylić i z początku faktycznie tak było, ale tylko przez moment. Kolejne postacie, wprowadzane w kolejnych rozdziałach są bowiem sprytnie przedstawiane - poznajemy je poprzez nawiązanie z którymś z wcześniejszych bohaterów i fragmentem poprzedniej akcji. Narrator przenosi się po prostu za plecy innej postaci i zaczyna od scenki, którą już wcześniej widzieliśmy, obsadzając w niej nowego bohatera. W ten sposób mamy do czynienia z tylko jedną postacią na raz, co ułatwia niezgubienie się.

Drugi tom jest jednak bardziej nurzący. Mimo, że nawiązania to element, który bardzo mi się tu podoba, to stają się one coraz bardziej dokładne, do tego stopnia, że znaje mi się, że przeżywam tę samą opowieść drugi raz, a to z kolei aż nazbyt narzuca myśl, że skoro pierwsza książka się podobała, to autor postanowił zawrzeć jej jak największą część w drugiej, by "odcinać kupony".

Podsumowując - w drugim tomie także widać myśl przewodnią, ale nie jest ona tak przemyślana i błyskotliwa. Odwołuje się raczej do nostalgii za minionymi bohaterami, których poznaliśmy w poprzedniej części, co z jednej strony nie jest złe, z drugiej jednak przypomina mi wspomniane "odcinanie kuponów" i wydaje mi się, że chociaż nie miałem poczucia straconego czasu, to przyjemniej byłoby mi do tej książki wrócić za rok czy dwa i dopiero wtedy sięgnąć po kontynuację. Czytana jedna po drugiej traci nieco ze swej magii. Czytam jednak na tyle dużo, a moja pamięć jest na tyle kiepska, że za rok mógłbym nie zrozumieć większości odwołań i nie pamiętać większości bohaterów. 

Książka jest więc godna polecenia, ale jeśli możecie, zróbcie sobie trochę przerwy pomiędzy tomami, by lepiej "weszła".

Książki kupisz tutaj:

Oceny (legenda tutaj):
  • Kunszt: 7 (Budowany nastrój.)
  • Lekkość Pióra: 8 (Płynne, aż miło.)
  • Akcja: 7 (Z pozoru nic takiego, ale przemyślana.)
  • Bohaterowie: 8 (Na nich skupiamy uwagę.)
  • Zakończenie: 7 (Konkluzja pierwszego tomu jest pewnym zaskoczeniem, zakończenie drugiego - spodziewane.)
  • Ocena Łączna: 37/50