wtorek, 26 maja 2026

Łzy w deszczu - Rosa Montero

Miło niespodziewanie trafić na tak dobrą książkę. Patrzyła na mnie z półki przy łóżku co wieczór, bo tam właśnie ułożyłem stosik "może niedługo przeczytam". Szczerze - bałem się nawiązania (oczywistego dzięki tytułowi) i porównywania. Bałem się kiczy, wyrosłego na kanwie wielkiego dzieła. Okazało się, że nawiązanie jest, zostało potwierdzone, a nawet podkreślone przez autorkę, natomiast do książki przeniknął jedynie klimat. Cała historia jest nowa i oryginalna, a w dodatku bardzo solidnie napisana.

Właściwie powieść ta "chwyciła" mnie od pierwszych stron. Jest napisana w sposób przystępny a kolejne, charakterystyczne dla gatunku, udziwnienia wprowadzane są w takim tempie, że czytelnik ma się szansę z nimi oswoić. To sprawia, że książka może być czytana przez każdego, a nie jedynie przez wielbicieli gatunku. Dla pozostałych jest to po prostu interesujący kryminał, osadzony w nietypowej scenografii.

Czytelni i dobrze opisani są bohaterowie, ich intencje poznajemy w trakcie lektury powieści i są spójne i wiarygodne. Sama fabuła jest bardzo dobra, pełna zwrotów akcji, fałszywych podejrzeń i zmyłek, a jednak poszczególne odpowiedzi na elementy zagadki mamy w zasięgu ręki. Jak wspomniałem na początku - nastrój doskonale pasuje do opowieści Blade-Runero-podobnej, a autorka kilkakrotnie puszcza nawet oko do czytelnika w sposób zupełnie niezawoalowany. Mnie się to bardzo podobało, że zamiast odżegnywać się od prekursora gatunku przyznaje się do oczywistej inspiracji, a jednocześnie podkreśla nakreślone różnice.

Książkę oceniam wysoko, bo jej lektura sprawiła mi masę frajdy.

Oceny (legenda tutaj):
  • Kunszt: 9 (Podkreślanie inspiracji i różnic wyszło świetnie.)
  • Lekkość Pióra: 8 (Odprężyłem się przy lekturze.)
  • Akcja: 8 (Bardzo interesująca.)
  • Bohaterowie: 9 (Świetnie opisani i wiarygodni.)
  • Zakończenie: 8 (Idealnie pasujące do akcji powieści.)
  • Ocena Łączna: 42/50

wtorek, 12 maja 2026

Prześwietny raport kapitana Dosa - Eduardo Mendoza

Planowałem przeczytac jakąś książkę tego autora od dłuższego czasu i teraz trafiła się okazja za sprawą książki znalezionej w śmietniku - leżała na stercie kartonów, w idealnym stanie - bez jednego zagniecenia, bez plamki. Wziąłem i przeczytałem. I jestem usatysfakcjonowany tą lekturą, bo chociaż była krótka, to było jej dokładnie tyle, ile powinno. Autor najwyraźniej czuł, że już wystarczy i że ta nieco abstrakcyjna humoreska wyczerpała już arsenał pomysłów i zastosowanie obszerniejszej formy oznaczałoby, że fabuła zaczęła by się powtarzać. A żaden żart powtarzany wielokrotnie nie robi się coraz lepszy.

Powieść opowiada o gwiezdnej podróży w nieznanym kierunku z bardzo specyficznymi pasażerami na pokładzie. To doskonały przykład opowieści w której to nie cel wyprawy jest istotny, ale sama droga - zabieg z nieznajomością celu pogłębił to wrażenie do maksimum. Ta powieść zbudowana jest bowiem z ekstremów - wszystko jest tutaj przejaskrawione i wyolbrzymione: naiwność, głupota, przywiązanie do obowiązków lub jego brak. Sami bohaterowie też są bardzo jasno określeni poprzez jaskrawe ukazanie dominującej cechy, ale tak dobrze pasują do opisanego świata, że wszystko sprawia spójne wrażenie i po prostu dobrze się czyta.

Fabuła nie jest może porywająca, ale fantastyczne przygody, jakie przeżywa załoga statku przypominają mi Star-Trek, gdyby twórcy celowo chcieli ośmieszyć serial, a nie jedynie eksperymentowali z nową formą, jak miało to miejsce w najstarszych seriach. I to skojarzenie tylko podbiło moje wrażenia z lektury.

Oceny (legenda tutaj):
  • Kunszt: 6 (Dobrze wyważony.)
  • Lekkość Pióra: 7 (Łatwo i z uśmiechem się po nią sięga.)
  • Akcja: 6 (Przeciętna, awanturnicza.)
  • Bohaterowie: 7 (Dobrze wpasowani w klimat.)
  • Zakończenie: 6 (Pasujące do reszty.)
  • Ocena Łączna: 32/50

Książkę kupisz tutaj:

piątek, 8 maja 2026

Jesienne Wizyty - Siergiej Łukjanienko

Znalazłem przypadkiem kolejną książkę Łukjanienki i po prostu musiałem ją przeczytać. Niestety, oczekiwania miałem bardzo wysokie. Nie pomógł też fakt, że ostatnio trudno mi znaleźć w głowie spokojne miejsce na czytanie i potrzebuję czegoś, co naprawdę mnie wciągnie. W przypadku tej powieści dotarłem do końca, ale były chwile, kiedy czytałem bez przyjemności. A skoro to mamy już z głowy...

Początek był naprawdę dobry. Łukjanienko umie pisać, wciągać czytelnika w akcję i sprawiać, że książka jest łatwa i przyjemna. Byłem więc zadowolony i pierwsze sto stron śmignęło nie wiem kiedy. Później jednak zaczęły się schody, książka straciłą swój rytm, miejscami odnosiłem wrażenie, że czytam ciągle to samo, te same wydarzenia, podobne rozmowy, kręcenie się w kółko. Były momenty, kiedy akcja rwała do przodu, ale jestem pewien, że przynajmniej kilku rozdziałów mogłoby nie być. Odniosłem wrażenie, że były tam tylko dlatego, by dać wgląd co robią w tym czasie bohaterowie, którzy nie są obecnie w głównym nurcie akcji. Nawet nie po to, by pokazać ich charakter.

Pomysł na powieść, myśl przewodnia, zgranie ze światem realnym był na piątkę z plusem. Niestety wykonanie w tym przypadku to jedynie mocna trója. Z plusem za zakończenie. Wielka szkoda, bo widziałem potencjał, a do fabuły dotarły jedynie jego odbicia, odbłyski. Nie bawiłem się tak dobrze, jak bym chciał i cieszyłem się, gdy dotarłem w końcu do ostatniej strony.

Oceny (legenda tutaj):
  • Kunszt: 5 (Nic specjalnego.)
  • Lekkość Pióra: 5 (Oczekiwałem o wiele więcej.)
  • Akcja: 5 (Pomysł dobry, wykonanie mniej.)
  • Bohaterowie: 7 (Przemyśleni i charakterystyczni.)
  • Zakończenie: 6 (Nieco mocniejszy punkt fabuły.)
  • Ocena Łączna: 28/50

PS: Aż dziwi mnie, że książka tego autora otrzymałą tak niską ocenę.

piątek, 1 maja 2026

Komiksowy Miesiąc #19

Kilka miesięcy bez komiksów, ale teraz planuje wrócić do tego medium, głównie za sprawą większej ilości dziennego światła, które w mojej ocenie bardzo poprawia wrażenia czerpane z lektury powieści graficznych.

Najpierw chwyciłem za "Pogromców Niemożliwego", raczej po to, by na powrót oswoić się z komiksem. Nie podobało mi się jakoś bardzo, ale miało w sobie cos bardzo retro. Niedomówienia, dość surowa kreska, uproszczona fabuła, ale za tym wszystkim stała prawdziwa inspiracja, z którą w jakiś sposób miło było się zetknąć. Doświadczenie ezoteryczne, stąd tyle "jakoś" w tym opisie.

Nastepnie sięgnąłem po "Granicę", z uwagi na tego samego twórcę. Tu było lepiej, chociaż nadal były to jedynie jakieś urywki. Szkoda, bo temat wydał mi się ciekawy. Nabrałem ochoty na cos większego (i dokończonego).

"Ion Mud" to już dzieło większego kalibru. Pomimo tego, że początkowo odniosłem wrażenie, że komiks zawiera dłużyzny, to są to dłużyzny oszczędne w wyrazie, a jednak dające poczucie monumentalności opisywanego środowiska. Do sukcesu dokłada się gruby papier, który daje poczucie obcowania z produktem premium. Historia także nie zawodzi. A mimo to, po zakończeniu lektury mam jakiś niedosyt (nie z powodu opowieści, a raczej z powodu zbyt dużych oczekiwań).