poniedziałek, 16 maja 2022

Jeden dzień Iwana Denisowicza - Aleksander Sołżenicyn

Nowela, na którą trafiłem przeglądając biblioteczkę ojca. Zawsze miałem chęć przeczytać coś w tym klimacie, ale brakowało mi czasu, albo chęci poświęcenia go. Tym razem tylko nieco ponad sto stron. Skusiłem się i nie żałuję.

Przede wszystkim podoba mi się kompozycja powieści. Opisuje jeden dzień w łagrze, od pobudki, do zaśnięcia głównego bohatera. W trakcie dowiadujemy się wielu rzeczy o życiu codziennym w tego typu więzieniu, pracy, klimacie, losach skazańców, ich diecie, chorobach... Bardzo interesujące, zwięzłe i świetnie napisane opowieści.

Tak na prawdę, jeżeli ktoś chciałby dowiedzieć się czegoś i tym, jak wyglądał zwykły dzień w łagrach, zamiast wertować książki historyczne, może sięgnąć po tę - wiadomości są sfabularyzowane i pochodzą z pierwszej ręki, jako że autor część życia spędził właśnie w takim obozie. Dzięki temu opowieść jest tak wiarygodna i wciągająca. Muszę jednak przyznać, że gdybym nie wiedział, że oparto ją na faktach, miałbym trudności z uwierzeniem.

Oceny (legenda tutaj):
  • Kunszt: 8 (Kawał dobrego opowiadania.)
  • Lekkość Pióra: 8 (Trudno się oderwać.)
  • Akcja: 8 (Wciągająca.)
  • Bohaterowie: 8 (Nie mylą się, choć przecież podobni.)
  • Zakończenie: 7 (Nic nadzwyczajnego.)
  • Ocena Łączna: 39/50

czwartek, 12 maja 2022

Mrok nad Tokyoramą - Robert J. Szmidt

Gatunek "Cyberpunk" bardzo lubię. Niestety powieści cyberpunkowe są często napisane w sposób dla mnie niejasny - zupełnie jakby pisano je dla ich bohaterów (i językiem dla nich zrozumiałym), a nie dla czytelnika. Na panu Robercie się jednak nie zawiodłem.

Język z lekka stylizowany i pełny nowych pojęć jest w pełni zrozumiały. Opowieść jest wciągająca i zaczyna się rozpoczęciem (czyli czytelnik nie jest wrzucany w sam środek wiru wydarzeń, by samemu próbować orientować się o co właściwie chodzi). Realia świata przedstawione są także w sposób interesujący i trzymają się kupy, a wszechobecna technologia nie zastępuje fabuły.

Ta obraca się wokół sportu - gry, opartej na sztukach walki połączonych z szachami, którą interesują się wszyscy mieszkańcy opisanego świata. Sporo czasu spędzamy więc na szachownicy, ale nie znaczy to, że nie poznamy otaczającego ją świata i postaci, które go zaludniają.

Wniosek mam jeden - jeśli ktoś chciałby zapoznać się z gatunkiem cyberpunka, ale nie zagłębiać w niego ponad miarę, to może sięgnąć po tę pozycję bez obaw. By z nią obcować, nie trzeba być fanatykiem gatunku ani męczyć z przekazem (nie jestem w stanie przeczytać prawie nic "ojca cyberpunka" Williama Gibsona i uważam, że jego powieści są właśnie dla takich fanatyków).

Oceny (legenda tutaj):
  • Kunszt: 8 (Solidny Cyberpunk.)
  • Lekkość Pióra: 9 (Bardzo trudno się oderwać.)
  • Akcja: 8 (Wartka i konkretna.)
  • Bohaterowie: 7 (Poprawni i zróżnicowani.)
  • Zakończenie: 7 (Dopasowane do akcji, nieco spodziewane.)
  • Ocena Łączna: 39/50

Cenę tej książki można sprawdzić:

sobota, 7 maja 2022

Zaginiona Flota Przestrzeń Zewnętrzna - Jack Campbell

Przeczytałem dalszy ciąg świetnej space opery Zaginiona Flota. I wiecie co? Nie jest tak świetny.

Początkowo było nawet nieźle - nowe wydarzenia, pewna ciągłość z poprzednim cyklem, kontynuowane postaci. Im dalej jednak, tym większe miałem wrażenie wtórności. Autor definitywnie wyciska ze stworzonej przez siebie serii wszystko, co tylko się da, by stworzyć kolejne pięć tomów, które fani (w tym ja) kupią, by poznać dalsze losy Black Jacka. I nie chodzi o to, że losy te nie są ciekawe. Po prostu... to wszystko już jakby było.

Ok, zagrożenia są nowe, ale (może poza ostatnią bitwą), nie ma się wrażenia, że cokolwiek stoi na ostrzu noża. Śmiałe pomysły zawsze są dobre, nie ma żadnych potknięć, zaskoczenia, suspensu. Brakuje dreszczyku emocji, którego już chyba nie da się wywołać. Nie bałem się o los ulubionych bohaterów, przez co miałem poczucie nudy. I to wszystko pomimo tego, że lektura jest łatwa i w zasadzie przyjemna. 

Historia opisana jest obszernie, chyba tylko po to, by czytelnik nie miał wrażenia, że ważne wydarzenia następują jedno po drugim, bo to co istotne, można by napisać w jednym, góra dwóch tomach. Tyle, że wtedy wiedzielibyśmy, że wybrano fragmenty z akcją, wycięto zaś te, które mają dać czytelnikowi poczucie, że za rogiem jest niebezpieczeństwo, a kiedy zagląda tam, okazuje się, że to jeszcze nie ten róg.

To nie jest zła książka, ale moje oczekiwania zawiodła. Myślę, że gdybym wiedział, nadal bym ją przeczytał, ale bez tej początkowej ekscytacji. Wrażenia popieram subiektywną oceną punktową

Oceny (legenda tutaj):
  • Kunszt: 7 (Dobrze napisane.)
  • Lekkość Pióra: 7 (Chwilami nudnawe.)
  • Akcja: 6 (Bez poczucia zagrożenia.)
  • Bohaterowie: 6 (Nic nowego.)
  • Zakończenie: 7 (Zdecydowanie mocny punkt cyklu, ale za długo trzeba było na nie czekać.)
  • Ocena Łączna: 33/50

środa, 16 marca 2022

Przedrzeźniacz - Walter Tevis

Mógłbym napisać, że książka od początku zrobiła na mnie duże wrażenie, ale prawda jest taka, że nie zrobiła go od początku, a dopiero po kilkudziesięciu stronach. Mógłbym napisać, że jest przerażająca, bo jest, ale ja faktami przedstawionymi w książce jestem przerażony od kilku co najmniej lat. Co prawda Tevis napisał swoją powieść jeszcze przed moimi narodzinami, ale jak widać tendencje już istniały. Tak na prawdę, to jestem zachwycony tym, że "stara" fantastyka (w końcu powstała ponad 40 lat temu), jest tak dobra, tak trafna i tak dobrze się czyta. Lepiej niż wiele dzieł, które powstały później. A może to też ma związek z tym, o czym mowa w fabule...

Książka opowiada o tym, że ludzkość jest jak woda - szuka najłatwiejszej drogi, którą może płynąć. Szuka skrótów, sposobów na ułatwienie sobie egzystencji, odrzuca wysiłek. To, jak widać, naturalne zjawisko jest w obecnych czasach wykorzystywane przez wielkie korporacje, które serwują nam lekkostrawną papkę na wszystkich polach - od kiepskich, ale łatwych książek "dla każdego", poprzez bzdurne programy w TV, gotowe posiłki o znikomej wartości odżywczej, coraz mniej wymagających szkołach i egzaminach po durne hasła, powtarzane z zamiłowaniem i poczuciem fałszywej wyższości przez miliony ludzi na całym świecie. Do czego to prowadzi? Otóż do degradacji społeczeństwa. W książce przedstawia się to za pomocą mechanizmy, w którym do całej pracy kierujemy roboty, które szybko przestajemy kontrolować, powierzając tę rolę coraz bardziej złożonym mechanizmom, tracimy zdolność analizy sytuacji, umiejętność jakiegokolwiek ingerowania w stworzony system, czy choćby konserwacji urządzeń. Znika zdolność czytania, jako niepotrzebna, gdyż nie musimy się niczego uczyć, a czytanie dla rozrywki wypierane jest przez prostsze jej formy - oglądanie programów na ekranie telewizora. Te jednak szybko są degradowane i upraszczane do tańczących plam, które prosty umysł ogląda z takim samym zamiłowaniem. Jakakolwiek fabuła zostaje zastąpiona przez to, co wywołuje podstawowe emocje i instynkty - seks i przemoc. To, że ta wizja wielu osobom nie wydaje się prawdziwie przerażająca jest najlepszym dowodem na to, że proces już się rozpoczął i postępuje. 

Książka obrazuje moje lęki. Boję się, że idziemy właśnie w tym kierunku. Że liczba tych, którzy się przed tym bronią jest coraz mniejsza. Że są oni spychani na margines przez stale powiększający się tłum idiotów. Telefony, które dzięki autokorekcie lepiej wiedzą co chcemy odpisać - kiedyś moi znajomi jeszcze z tym walczyli, denerwowali się, że "znów coś zmienił". Ostatnio dostaję wiadomości z błędami, zmienionymi słowami, a po zwróceniu uwagi słyszę tylko "przecież wiesz o co chodzi - można się domyślić, to po co męczyć się i zmieniać?" - to jeden z sygnałów. "Weszłem", "na dworzu", "bynajmniej" używane jako zamiennik "przynajmniej" - to także sygnały, które ignoruje coraz więcej osób. Zwracam uwagę i słyszę "coś się tak dojebał? To nie ma znaczenia". Ma znaczenie. Ma ogromne znaczenie. 

Po lekturze tej powieści zacząłem się zastanawiać ilu zmian nie widzę. Ile z nich zaszło przed moim urodzeniem. Kiedyś ludzie przywiązywali wagę do ubioru. Nosili się schludnie, a w zależności od sytuacji zakładali różne stroje. Teraz nikogo nie dziwią jeansy i T-shirt w teatrze. Gadanie bzdur można uzasadnić "wolnością słowa". Bycie chamem uzasadnia się "wyrażaniem siebie". Te przykłady można mnożyć, ale... wróćmy do książki.

Powieść Tevisa pokazuje, że degradacja społeczeństwa prowadzi do końca ludzkości. Bolesnego końca, z którego nawet nie zdamy sobie sprawy. On nastąpi, ale nie wszyscy się zorientują, że jest już po sprawie. I znów oberwą ci świadomi, wyedukowani, zepchnięci na margines. Cała reszta będzie nadal wsuwać swoją porcję papki i z głupawym uśmiechem gapić się w ekran.

Oceny (legenda tutaj):
  • Kunszt: 8 (Gdy do czytelnika dociera przesłanie, jest czyste i klarowne.)
  • Lekkość Pióra: 8 (Bardzo łatwe w odbiorze, dobrze się czyta.)
  • Akcja: 7 (Początek super, później nieco gorzej, ale to subiektywne odczucie.)
  • Bohaterowie: 6 (Życzyłbym sobie ich dokładniejszego opisu, mimo że nie jest niezbędny dla fabuły.)
  • Zakończenie: 7 (Niezłe, chociaż miałem nadzieję na inne, które jest jedynie wspomniane nieco wcześniej.)
  • Ocena Łączna: 36/50