środa, 9 września 2026

Dungeon Crawler Carl

Słyszałem o tej książce bardzo wiele dobrego na różnych zagranicznych blogach (i Vlogach) książkowych. Starałem się nie poznawać fabuły, by nie psuć sobie przyjemności, ale "hype" na tę pozycję był tak przeogromny, że zapragnąłem po nią sięgnąć. Nie chciałem jednak czytać Carla w oryginale, więc czekałem na polskie tłumaczenie. I nagle - jest! Dwa pierwsze tomy po polsku! Musiałem po nie sięgnąć.


Uwaga - dalsza część zdradza odrobinę z fabuły, więc jeśli nie chcesz spoilerów, użyj całej siły woli, by powstrzymać się od lektury!

Od razu na początku napiszę - nie zawiodłem się! Ta książka to jak spotkanie "Świata Dysku" z "Autostopem przez Galaktykę". Jest absurdalna, zabawna, a kiedy wsiąknie się w klimat, zadziwiająco przemyślana. Jest wszystkim tym, czego mógłby chcieć ktoś, kto kocha gry (czy to planszowe czy komputerowe) typu Dungeon Crawler. Ja zakochałem się w tej powieści od pierwszego rozdzaiłu.

Pierwszy tom jest lekki - zapoznajemy się ze światem i zasadami. Podpatrujemy rozwój postaci, mechanikę walk (iście komputerową) i zauważamy wykorzystanie pierwszych "exploitów". Wszystko jest przy tym tak zabawne, że banan nie schodzi z twarzy oraz tak wciągające, jakbyśmy sami grali. Co kryje się za kolejnym załomem korytarza? Jakie potwory napotkamy? Jakie przedmioty pozyskamy? Co będzie w skrzynkach? Chce się więcej!

Drugi tom to już nieco bardziej złożona sprawa - rozwiązywanie zagadek, misji, układanie skomplikowanych planów i egzekwowanie ich. Pojawiają się elementy bardziej heroiczne, o wiele więcej interakcji z innymi postaciami i jeszcze więcej wykorzystywania dziur w kodzie gry. Jest interesujące, ale już nie tak zabawne. Wciągające, ale na zupełnie innym poziomie. Szczerze mówiąc pierwszy tom podobał mi się bardziej ze względu na wyluzowany klimat, który udzielał się i mnie - czytelnikowi, podczas kiedy drugi tom był bardziej emocjonujący i wymagał zaangażowania. Nie zmienia to faktu, że od obu tomów niezwykle trudno się oderwać. Gorąco polecam (a oceny punktowej nie będzie, bo nie przeczytałem jeszcze całości!).

wtorek, 1 września 2026

Komiksowy Miesiąc #22

Nie zdążyłem o nim napisać w poprzednim miesiącu, bo skończyłęm czytać dosłownie drugiego sierpnia, zatem trafia dopiero do sierpniowego podsumowania (ale w tej chwili jeszcze nie wiem, czy nie będzie jedyną pozycją). "Morgan", bo to o nim mowa to wielkie, grube tomiszcze, mieszczące wszystkie odcinki komiksu, które wcześniej publikowane były w gazecie. Opowiada historyjki o twardym gliniarzu, który prawa strzeże na swój, bezkompromisowy sposób, a następnie mierzy się z konsekwencjami. Mnie się podobało. Dodatkowo udało mi się tę pozycje kupić na bazarze, dzięki czemu zapłaciłem jedynie połowę ceny okładkowej, co podobało mi się również.

poniedziałek, 24 sierpnia 2026

Diddly Squat, Tylko krowa zdania nie zmienia - Jeremy Clarkson

"Diddly Squat, Rok na farmie" to książka o tym, jak mieszczuch przeżywa swój pierwszy rok w kontakcie z naturą i jak bardzo nic o tym nie wie. Tej książki jednak nie czytałem. Prawdopodobnie w czasie, kiedy bym ją czytał, czytałem "Rok w Prowansji", który jest w zasadzie o tym samym. Ja zacząłem czytać o Jeremym Clarksonie - farmerze, dopiero w drugim tomie, gdzie opisuje swoje przemyślenia na bardziej skonkretyzowane tematy. Używa przy tym typowej dla siebie maniery, którą lubię i chętnie zderzam się z nią od czasu do czasu. To był właśnie taki czas.

Tym razem Clarkson łączy narzekanie na urzędników z covidem a narzekanie na sąsiadów ze swoimi brakami w kwestii obsługi maszyn rolniczych. Do tego dorzuca kilka opowieści o zwierzętach i "chwali się" najgorszymi uprawami rzepaku w okolicy. Pozostaje przy tym sobą, czyli upartym maniakiem, który chętnie naprawia wszystko za pomocą młotka i portfela.

Książka ma jednak jedną, ale za to bardzo ważną zaletę - jak większość książek Clarksona czyta się świetnie, ale nie jak większość jest ciągle o czymś nowym, więc nie staje się nużąca w połowie. Przeczytałem do końca z lekkim uśmiechem na twarzy i myślę, że jest to niezła książka, by zabrać ją na wycieczkę, kiedy nie ma zbyt dużo czasu na lekturę i dawkować sobie małymi porcjami.

czwartek, 6 sierpnia 2026

Wieści - William Wharton

Pierwszym co uderzyło mnie w tej powieści jest powolne tempo i jakiś spokój, który był wspaniałą odmianą w kontekście świątecznych przygotowań. To jest książka, w której nie ma akcji (jest, ale jest jej jak na lekarstwo). Opowiada o przygotowaniach do rodzinnych świąt i samym ich przebiegu, wtrącając gdzieś w środku kilka reministencji dotyczących tego, czym żyje w danej chwili każdy członek rodziny. Nic szczególnego, ale czyta się nieźle, więc nie odłożyłem. Znam Whartona na tyle, by wiedzieć, że potrafi zaskoczyć - czytałem zaledwie garść jego dzieł, ale miałem silne podejrzenie, że się nie zawiodę.

Dla mnie całą powolność powieści tłumaczy zakończenie. Jest mocne, bezkompromisowe i w pewien sposób bardzo życiowe. Prawdziwe. Bierze na siebie odpowiedzialność za powolność całej powieści i wynagradza czytelnika w najlepszy sposób. To dla tego zakończenia, dla emocji w nim zawartych warto przeczytać tę powieść.

Oceny (legenda tutaj):
  • Kunszt: 6 (Spójnie utrzymany nastrój.)
  • Lekkość Pióra: 7 (Łatwo się czyta.)
  • Akcja: 5 (Brak jako takiej akcji.)
  • Bohaterowie: 6 (Fragmenty narracji bohaterów warte uwagi.)
  • Zakończenie: 9 (Mocne. Kulminacja.)
  • Ocena Łączna: 33/50