Ta książka była podobno inspiracją dla "Piratów z Karaibów". Cóż - z tego powodu sięgnąłem po tę powieść, ale nawiązań było tam jak na lekarstwo. Przyznaję - część o morskich podróżach, okraszonych odrobiną czarnej magii, morskimi potyczkami i kolorytem pirackiego żywota bardzo mi się podobała. Niestety im dalej, tym więcej było opisów rytuałów czarnej magii i to ona zaczęła przejmować kontrolę nad opowieścią. Poczynania bohaterów przestały być istotne, gdy pojawiła się wszechmocna siła, więc dalsza lektura polegała na obserwowaniu gdzie ta siła rzuci bohaterów. Żadnego celu, żadnego sensu w działaniu, które w jednej chwili mogło obrócić się wniwecz. Żadnego planu, tylko brnięcie na oślep. Przestało mnie interesować co kto robi i po co, bo początkowe intencje chyba się nie zmieniły, akcja nie ewoluowała, popychana do przodu jedynie przypadkowymi zrywami magii, której było zbyt wiele i reszta świata nie bardzo radziła sobie z jej obecnością. Bohaterowie stali się obserwatorami i dokładnie tak jak czytelnik zaczęli przyglądać się "co stanie się teraz". Książkę odłożyłem po 350 stronach, bo przestałem się łudzić, że dotrę to momentu, kiedy znów stanie się wciągająca.
Jeśli ktoś jest chętny, to swój egzemplarz sprzedaję tutaj.


