Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wojenna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wojenna. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 15 grudnia 2025

Szczury Wrocławia, Dzielnica - Robert J. Szmidt

Trzy pierwsze tomy cyklu czytałem jakieś cztery lata temu i o swoich wrażeniach pisałem wtedy na blogu. Teraz przeczytałem przez tom kolejny - obszerny, kontynuujący historię przerwaną w tomie drugim. Skąd wiem, że jest to dobrze napisana książka? Stąd, że podczas lektury niemal bezustannie odczuwałem smutek i przygnębienie do tego stopnia, że kilkukrotnie przerywałem lekturę, by sięgnąć po coś innego. Nie było to przyjemne, ale powieść ta z pewnością wywołuje uczucia. Jest bardzo obrazowa, mimo że "trudne" sceny dotyczą za każdym razem innych bohaterów.

To w ogóle jest ciekawy aspekt narracji - nie mamy tutaj zmagań głównego bohatera (czy też bohaterów) z nieumarłymi. Nie mamy sytuacji, w której coś idzie źle, żeby potem cudem, w ostatniej chwili poszło dobrze. Tutaj, jeśli jakiś bohater zetknie się z żywym trupem, to ginie. Koniec i kropka. Jedno dotknięcie wystarczy. Realizm nakłada więc ograniczenie - nie ma w książce walk z nieumarłymi, w których jest zwrot akcji i bohater uchodzi z życiem. Właśnie dlatego do budowania posępnego nastroju nieustannego zagrożenia używane są mniej istotne dla fabuły postacie - bohaterowie drugo, a raczej trzecioplanowi.

To, co chciałbym zarzucić tej książce (a zawsze staram się wskazać złą stronę), to to, że jest nieco przydługa, a fragmenty nużące sprawiają, że wartka akcja zamiera. Jest trochę przegadana, plany operacyjne i snucie rozważań wygląda tak, jakby czas się zatrzymywał - zmiana tempa akcji jest nazbyt zauważalna. Rozumiem jednak, że nie da się spowolnić pochodu żywych trupów ani przyspieszyć scen, które potrzebują czasu, by przekazać czytelnikowi informacje, które sprawią, że będzie bardziej zaangażowany w poczynania postaci, bo zwyczajnie będzie wiedział do czego dążą. Rzecz w tym, że nie znając Wrocławia ani nie przywiązując uwagi do drugoplanowych postaci i tak nie bardzo wiedziałem na czym polega plan i kto kieruje którą jego częścią. Prawdopodobnie powinienem mieć przed oczami plan miasta, by sobie to uzmysławiać, ale uznałem, że wystarczająco dobrze bawię się i bez tego (a targanie ze sobą planu miasta do komunikacji miejskiej, poczekalni i na spacer nie byłoby wygodne).

Reasumując - jest to dobrze napisana powieść, której klimat oddziałuje na nastrój czytelnika. Nacisk położony na dokładność topograficzną i historyczną z pewnością zachwyci osoby, które Wrocław znają, a nie przeszkodzi tym, które nie maja o nim pojęcia. Przez dłużyzny da się przebrnąć, a zakończenie wynagradza ten "trud". Bo zakończenie, mimo że dość oczekiwane, jest bardzo przyjemna lekturą. Polecam.

czwartek, 2 października 2025

Na Zachodzie bez zmian - Erich Maria Remarque

Uważam, że tę książkę powinien przeczytać każdy. Jest wstrząsająca, a przy tym bardzo porządnie napisana. Doskonałe studium tego, co wojna robi z ludźmi, przeważnie młodymi, którzy zaznając jej już nigdy nie będą mogli być tacy sami. Jak w jednej chwili niszczony jest ich świat i z trudem budowane relacje. Jak bardzo nieprzystosowani są do poprzedniego, zwykłego życia i jak nierozumiani przez tych, którzy tego nie doświadczyli. To powieść o potrzebie człowieczeństwa, z którego bohaterowie są krok po kroku obdzierani. Opowieść o drodze w jednym kierunku, bez powrotu.

Widziałem filmową adaptację powieści i myślałem, że zrobiła na mnie wrażenie, ale powieść robi wrażenie o wiele większe. W słowach czuć więcej bólu, skargi i żalu. Ta książka demonstruje siłę literatury, a w dodatku trudno się o niej oderwać, mimo tematyki, która jest po prostu przykra, a miejscami odrażająca.

Nie piszę tej swojej opinii na gorąca, ale po kilku dniach od odłożenia książki na półkę, po przeczytaniu sporej części kolejnej powieści. Ale przyznać muszę, że "Na zachodzie bez zmian" zostanie ze mną na dłużej. Gorąco polecam, nawet jeśli ktoś nie czyta wiele - to nie jest gruby, opasły tom i łatwo znaleźć nań czas.

Oceny (legenda tutaj):
  • Kunszt: 9 (Wstrząsające.)
  • Lekkość Pióra: 8 (Trudno się oderwać.)
  • Akcja: 8 (Trudna do zapomnienia.)
  • Bohaterowie: 6 (Nieco się zlewają, ale może to i lepiej.)
  • Zakończenie: 8 (Mocne!.)
  • Ocena Łączna: 39/50

sobota, 7 czerwca 2025

Łzy Diabła - Magdalena Kozak

Afganistan Magdaleny Kozak, czyli misja wojskowa w otoczce Diuno-podobnej. Temat, za którym nie przepadam w klimacie, z którego kalek nie lubię. Postanowiłem dać tej książce szansę tylko ze względu na to, że poprzednia książka autorki tak bardzo mi się podobała. Nie zawiodłem się, a może nawet byłem pozytywnie zaskoczony, zaś całe ponad 700 stron przeczytałem z niekłamaną przyjemnością. A oto moje spostrzeżenia.

Jak pisałem - zupełnie nie moje klimaty. Jestem jednak pod wrażeniem rzeczowości, fachowości i konsekwencji autorki. Cierpliwie tkała nici dwóch opowieści, splatając je ze sobą bardzo umiejętnie. Umiejętnie do tego stopnia, że zwrot akcji mnie zaskoczył. Ale już same losy bohaterów były bardzo interesujące, chociaż zwykle nie odnajduję w sobie zrozumienia dla afgańskich klimatów czy to w filmie czy w literaturze. Być może pomogło przeniesienie akcji na inną planetę, ale nawiązania były aż nadto czytelne. Za to znajomość tematu (a co za tym idzie realizm), co oczywiste, doskonała!

Nie powiedziałbym, żeby od książki trudno się było oderwać - pomagała w tym akcja, przenosząca się pomiędzy liniami fabularnymi dotyczącymi różnych postaci. Mimo to, kogokolwiek dotyczyłby kolejny rozdział, zawsze przyjemnie było ponownie usiąść do lektury. A jednak nie rozumiem tytułu - Łzy Diabła wspomniane są co prawda w powieści, ale rolę pełnią raczej marginalną i raczej nie kojarzą mi się z tą powieścią.

Oceny (legenda tutaj):
  • Kunszt: 8 (Doceniam znajomość tematu.)
  • Lekkość Pióra: 7 (Nieźle się czyta.)
  • Akcja: 7 (Wciągająca, ale miejscami dość powolna.)
  • Bohaterowie: 7 (Poza głównymi niezbyt charakterystyczni.)
  • Zakończenie: 8 (Zaskakujący zwrot akcji.)
  • Ocena Łączna: 37/50

Cenę tej książki można sprawdzić:

czwartek, 18 lipca 2024

Rzeźnia numer pięć - Kurt Vonnegut

Wielka powieść, której przeczytanie miałem w planach od lat okazała się nie taka straszna, jak mogłem się obawiać. Chociaż tak naprawdę chyba się nie obawiałem. Po prostu dawkuję sobie powieści wojenne, gdyż kiedy robię pomiędzy nimi za mały dystans, nieco zlewają mi się w jedną. Bardzo nie lubię, kiedy nie jestem pewien co do czego.

Zaskoczyło mnie, jak łatwo czyta się tę powieść, pomimo tego, że opowieść poszatkowana jest w sposób wręcz nieprawdopodobny. Nie ma także wielkiego problemu z nadążaniem za każdą linią zdarzeń. W tym miejscu głęboki ukłon dla autora - to nie jest łatwe zadanie. Lektura, mimo przedstawionych wydarzeń, jest przyjemna, a użyte poczucie humoru bardzo trafiło mi w gust.

Sama opowieść może się wydawać z początku trudna w interpretacji, ale ja rozumiem ją tak: Głównego bohatera, do końca życia dręczy koszmar przeżytej wojny, która zdaje się ciągle trwać w jego umyśle, zastygnięta na wieki. To swoiste "co się zobaczyło, tego się nie odzobaczy" sprawia, że obrazy te wciąż są żywe i "istnieją", zamiast zniknąć w przeszłości. Wydarzenia te sprawiają, że bohater ucieka w rzeczywistość zupełnie fantastyczną, byle tylko nie być tu i teraz. W ten sposób jest jednocześnie wszędzie i zawsze - na wojnie, na obcej planecie i na ziemi, już po wojnie, jako starszy człowiek.

I nie mówię tutaj o chorobie psychicznej, ale o próbie poradzenia sobie z czymś, z czym nikt nigdy nie powinien sobie radzić, a jednak "zdarza się", że trzeba. Trauma nie zawsze objawia się w sposób oczywisty i nie zawsze jest czymś, co jest czytelne na zewnątrz. Czasem, żeby zachować zdrowe zmysły trzeba najpierw zwariować.

Oceny (legenda tutaj):
  • Kunszt: 8 (Trudno było utrzymać zainteresowanie przy tej formie.)
  • Lekkość Pióra: 7 (Wcale nieźle.)
  • Akcja: 6 (Spójna.)
  • Bohaterowie: 7 (Wyraziści.)
  • Zakończenie: 6 (Trudno mówić o typowym zakończeniu historii, raczej kompozycyjnym.)
  • Ocena Łączna: 34/50

Cenę tej książki można sprawdzić:

czwartek, 7 września 2023

Ostatni legion - Chris Bunch

Militarny cykl z gatunku Space Opera napisany przez byłego wojskowego, dzięki czemu aż ocieka armijnymi protokołami i terminologią. Gratka dla miłośników tego stylu, bo w połączeniu z fabułą (losy jednostki wojskowej na rubieżach zamieszkanej przez ludzi galaktyki) tworzy to bardzo apetyczną całość. 

Doskonałym zabiegiem jest rozpoczęcie opowieści od momentu zaciągnięcia się do sił zbrojnych dwóch głównych bohaterów, których losy śledzić będziemy na kartach wszystkich czterech tomów. To oni poznawać będą kolejne osoby, których losy opisywać będzie ten cykl. W ten sposób czytelnik śledzi jedynie poczynania dwóch postaci, a cała reszta bardzo bogatej fabuły rozgrywa się po prostu naokoło nich.

Sama fabuła także jest ciekawie pomyślana i uczciwie rozbita na 4 tomy. Nie przepadam za sytuacją, w której akcja po prostu urywa się i pierwszy tom kończy się w połowie historii, bez zamknięcia jakiegoś wątku. Tutaj tak nie jest - każdy tom to konkretna historia - owszem, połączona z innymi tomami, ale główny wątek każdego z tomów jest jasno określony i zaczyna się oraz kończy na kartach jednej części. Można więc śmiało przeczytać pierwszy tom, lub dwa pierwsze tomy, a nawet tomy od jeden do trzy i nadal otrzymać spójną opowieść z cząstkowym zakończeniem.

Mimo, że trudno Ostatni Legion nazwać literaturą wybitną, to lektura sprawia dużo frajdy i jest wciągająca. Doskonale nadaje się jako przerywnik pomiędzy poważniejszymi pozycjami, książka wakacyjna czy po prostu lektura dla czystej radości obcowania z książką.

 Oceny (legenda tutaj):
  • Kunszt: 8 (Jeśli chodzi o fachowe użycie militarnego języka.)
  • Lekkość Pióra: 8 (Łatwe w odbiorze, czyta się szybko.)
  • Akcja: 7 (Interesująca i dobrze podzielona między kolejne części.)
  • Bohaterowie: 5 (Większość zupełnie przeciętna.)
  • Zakończenie: 5 (Trochę zbyt nijakie i bez pomysłu.)
  • Ocena Łączna: 33/50

niedziela, 2 lipca 2023

W księżycową jasną noc - William Wharton

Przedstawienie wojny oczami zwykłego żołnierza, w dodatku, jak można się spodziewać, zagubionego, jak prawdopodobnie wielu młodych ludzi, walczących w wielu wojnach na wszystkich frontach. Mnóstwo emocji, jak to u Whartona, niebanalna historia i barwne postacie, które troszczą się o bliźnich (to także cechy prozy tego pisarza). A sama opowieść, mimo iż ma pewien pozytywny wydźwięk, wcale dobrze się nie kończy. Dla nikogo. Podobnie jak wojna, której owocem jest jedynie rosnąca liczna ofiar. I niewiele więcej.

Kiedy zacząłem czytać, poczułem te same emocje, które czułem podczas lektury Kirsta (m.in. Fabryka Oficerów). Chwilami przebijał humor rodem z "Paragrafu 22" Hellera - szczególnie przy opowieści o formowaniu pododdziału i sposobie doboru jego członków. Niektóre sceny żywo przypominały mi "Na zachodzie bez zmian" Remarque, tak świetnie zobrazowane przez Edwarda Bergera (4 Oscary, w tym za najlepszy film międzynarodowy). Ogólnie - bardzo ciekawy mish mash, który uzmysłowił mi, jak wiele literatury i filmu o tematyce wojennej (głównie II WŚ, ale nie wyłącznie) ostatnio wchłonąłem.

Czy polecam tę powieść? Jak najbardziej! Nie jest zbyt wymagającą lekturą, zważywszy na temat, o którym traktuje. Jest z pewnością wartościowa i daje do myślenia, a czytanie jej to prawdziwa przyjemność. Nich więc nie przerazi Was tematyka, bo nawet jeśli literatura wojenna to nie coś, czego szukacie, to znajdziecie tutaj dużo emocji, które nie kojarzą się z walką.

Oceny (legenda tutaj):
  • Kunszt: 8 (Wywoływanie emocji na zawołanie.)
  • Lekkość Pióra: 8 (Dobrze się czyta.)
  • Akcja: 6 (Interesująca, ale nierówna (są momenty powtórzeń i dłużyzny, choć nieliczne.)
  • Bohaterowie: 7 (Nieco się zlewają - chwilami miałem odczucie, że to bohater zbiorowy.)
  • Zakończenie: 8 (Mocne.)
  • Ocena Łączna: 37/50

czwartek, 23 lutego 2023

M*A*S*H - Richard Hooker

Pełny tytuł tej powieści brzmi "M*A*S*H. Ponadczasowa satyra wojenna, na podstawie której powstał kultowy serial" i tytuł ten mówi wszystko. Po pierwsze to, że jest to książka, na podstawie której nakręcono film i serial, tak dobrze znany odbiorcom także w Polsce. Po drugie mówi, że jest to satyra wojenna i to ponadczasowa. Ponieważ tak właśnie jest. Wojsko to obszar pełen paradoksów i regulaminów, które często nie przystają do rzeczywistych sytuacji, dlatego że ludzie, którzy tworzą przepisy często nigdy nie byli na polu bitwy, gdzie zasady te mają zostać wprowadzone w życie. Z drugiej strony wojna to okrutna i przerażająca sprawa i trudno jest przewidzieć jak zachowają się ludzie, którzy na te straszne rzeczy wystawiani będą dzień po dniu. Prawdopodobnie wykształcą oni jakiś mechanizm obronny. Nie inaczej jest na kartkach tej powieści.

Dodam jeszcze, że autor był jednym z chirurgów pracujących w polowym szpitalu w czasie wojny w Korei, a sama wojna była konfliktem zbrojnym w czasie którego przez polowe szpitale przewinęła się rekordowa ilość rannych. Dobrze więc, że ktoś zwrócił uwagę na ten fakt i upamiętnił personel medyczny.

Książka ma postać kilku historyjek, powiązanych ze sobą osobami głównych bohaterów, ale właściwie nie wynikających jedna z drugiej. Z tego też powodu jest to idealny materiał na serial. Moje wyobrażenie postaci przedstawionych w książce odbiega odrobinę od adaptacji filmowej (szczególnie Pułkownik Blake i Radar), ale ujmując rzecz jako całość, większość sytuacji sfilmowano wiernie. Oczywiście w serialu bardzo wiele dodano, ze względów oczywistych - odcinków jest o wiele więcej niż rozdziałów w książce. Uważam jednak, że warto przeczytać książkę, od której zaczęła się historia filmu, a następnie serialu, bo niezależnie czy jesteś fanem, czy po prostu wpadło Ci w oko kilka odcinków, czy nawet zupełnie nie wiesz o czym mówię (w co nie wierzę), warto!

piątek, 11 lutego 2022

Most na rzece Kwai - Pierre Boulle

Wspaniała, wielka (choć krótka) powieść o honorze, różnicach kulturowych, dumie i świadomości z tego, co się reprezentuje. Mnie wciągnęła od pierwszych akapitów i chociaż widziałem wcześniej film, zachwyciła prostotą i harmonią. Podobał mi się niezwykle jasny, czytelny przekaz (o wiele czystszy niż w filmie), wyraźnie zarysowane postacie (to akurat w filmie widać), oraz fabuła, która skupia się na tym, co najważniejsze. To naprawdę dobra powieść.

Dostrzegłem jednak i pewne minusy - mimo, że plan akcji dywersyjnej jest konieczny, bo dowiadujemy się z niego więcej niż z samej akcji, to następujące po nim próby zwiadu wydały mi się opisane nieco mętnie i, szczerze mówiąc, rozpraszało mnie to, że nie do końca wiedziałem co się aktualnie dzieje. Szkoda mi było zostawiać pułkownika Nicholsona i przenosić się do jego pobratymców na drugą stronę mostu. Jak widać budowanie podoba mi się bardziej niż niszczenie. 

SPOILER!
To, w czym tkwi siła powieści to zdecydowanie różnice kulturowe i duma. Z jednej strony mamy pułkownika Saito, który gardzi więźniami, gdyż jego kultura nie dopuszcza poddania się wrogowi, a jednocześnie zmuszony jest przez dalekich zwierzchników do wykorzystania ich jako siły roboczej przy budowie mostu, a z drugiej flegmatycznego pułkownika Nicholsona, który jest dumny z noszenia brytyjskiego munduru, pragnie zachować komendę nad swoimi żołnierzami, gdyż taka jest jego rola, a jednocześnie chce pokazać wrogowi co potrafi Angielska armia i buduje most, jakiego żaden z "prymitywnych Japończyków" zbudować by nie potrafił. Nie myśli przy tym o fakcie, że most jest częścią wrogiej linii kolejowej, która będzie służyła żołnierzom wroga. Konflikt jasny i czytelny, a jakże pięknie pokazany. 

Oceny (legenda tutaj):
  • Kunszt: 8 (Bardzo czytelna powieść.)
  • Lekkość Pióra: 8 (Świetnie się czyta, przez większość stron.)
  • Akcja: 8 (Jasna i płynna.)
  • Bohaterowie: 8 (Na nich oparta jest powieść.)
  • Zakończenie: 7 (Pod koniec coraz mniej czytelne.)
  • Ocena Łączna: 39/50

czwartek, 14 stycznia 2021

Akwarium - Wiktor Suworow

Autobiograficzna powieść o najbardziej tajnej z tajnych agentur świata? To brzmi nieprawdopodobnie. A jednak! Wiktor Suworow za opisanie struktury, sposobów działania i werbunku radzieckiego wywiadu GRU wydał na siebie wyrok śmierci. Jak można nie przeczytać książki, która powstała przy tak wielkim poświęceniu? Jak można zignorować fakty, podane z pierwszej ręki w sposób fabularny i przystępny? Nie można! Właśnie dlatego o tej książce nie ma co pisać - ją trzeba przeczytać.

Na mnie zrobiła kolosalne wrażenie i uważam, że każdy kto choć trochę interesuje się światem współczesnym (a przynajmniej powojennym) powinien po nią sięgnąć.

Cenę tej książki można sprawdzić:

środa, 9 grudnia 2020

Honor Harrington - David Weber

Cykl Webera, osadzony w Honorverse (uniwersum Honor) to bardzo obszerna space opera, posiadająca linię główną, wiele wątków pobocznych i opowiadań. Postanowiłem zapoznać się z serią główną i poniżej prezentuję Wam moje wnioski na jej temat.

Placówka Basilisk



Pierwszy tom daje nam chwilę na zapoznanie z postacią głównej bohaterki i w niezwykle korzystny fabularnie sposób przedstawia nam jej okręt i załogę. Ten tom czyta się sam, a w miarę rozwoju wydarzeń poznajemy coraz więcej faktów z historii Honor, która sama w sobie jest niezwykle interesującą i wyróżniającą się na tle innych bohaterów postacią. W tym tomie napotkałem na najlepszy opis walki statków kosmicznych, jaki czytałem. Barwny, wciągający i długi. 

Honor Królowej



Drugi tom także jest niezwykle wciągający. Znamy już główną bohaterkę, poznajemy nowych bohaterów (jest ich bez liku i niestety część z nich zaczęła mi się mylić, ponieważ są wymieniani jedynie z tytułów i nie posiadają dla mnie cech osobistych), ale przede wszystkim wyraźnie widzimy konflikt, strategię i taktykę. Choć wydaje się, że wątkiem głównym będzie dyplomacja (na co wskazuje zawiązanie akcji), to sama książka nie zawiera zbyt wiele elementów tego wątku. To po prostu dobre science fiction z wartką fabułą.

Krótka zwycięska wojenka



Tutaj za to akcja spowalnia, a plany i ich wykonanie stanowią rdzeń książki. Większy nacisk położony jest tym razem na poznanie życia prywatnego Honor - jej przeszłości i teraźniejszości, przyjaźni i konfliktów. Akcja stanowi może 20% książki, więc jeśli ktoś czyta tę sagę dla akcji, to... cóż... tutaj jej wiele nie znajdzie.

Kwestia Honoru


Bardzo ciekawy w odbiorze tom, przynajmniej dla mnie. Nacisk położony jest na prywatne sprawy Honor, a nie na bitwy, ale za to są to sprawy niezwykle emocjonujące. Dramaty, zemsta i wszystko co ludzkie, podszyte niemal nadludzkimi umiejętnościami stanowi typową opowieść o herosie.

Honor na wygnaniu

To z kolei tom, który w dużej części wydał mi się nudny, ze względu na sporo opisów zmagań politycznych i dyplomatycznych. Ma jednak także ciekawe wątki, zwroty akcji, odrobinę akcji - zarówno tej naziemnej jak i zmagań flot. Reasumując - pomimo iż przeżyłem chwilę zwątpienia, cieszę się, że się nie poddałem, bo końcówka jest naprawdę przemyślana.

Honor wśród wrogów



O tak! Ten tom to jak dla mnie majstersztyk. Świetnie się czyta i jest wszechstronną opowieścią, wprowadzającą wielu nowych, charakterystycznych bohaterów, których (niewielkie) historie ubarwiają uniwersum i czynią fabułę szerszą, w końcu pokazując czym jest saga. Przeczytałem szybko i z prawdziwą przyjemnością.

W rękach wroga


Z kolei na ten tom podświadomie czekałem. Tutaj w końcu następują wydarzenia, które odwracają bieg wydarzeń i nie są tak szczęśliwe dla głównej bohaterki (wcześniej doświadczyła wiele zła, ale tym razem w końcu sama jest w niebezpieczeństwie). A jeśli ktoś chciałby mnie ochrzanić za spoiler, radzę zapoznać się z dość tym razem jednoznacznym tytułem tomu, który nie pozostawia wątpliwości.

Honor ponad wszystko


I znów wszystko się układa. Dobrze, że jest odrobina przeciwwagi w postaci nieświadomości pozostałych bohaterów, ale sielanki jest nieco zbyt dużo i wszystko idzie zbyt łatwo. Szkoda.

Popioły zwycięstwa


Ależ męczący, przegadany tom. Akcji niewiele, a rozmowy i dywagacje to dłużyzna - część jest przez czytelnika spodziewana, część to przypomnienia, a odkrywczych myśli jak na lekarstwo. Czyta się ciężko, a dzieje niewiele, jeśli nie liczyć kilkudziesięciu ostatnich stron. Jedyny plus to wprowadzenie do następnego tomu, który zapowiada się interesująco. Oby...

Wojna Honor


Tom przegadany. Akcji mało, ale nie najgorzej się czyta. Niestety jest tutaj bardzo dużo polityki i to rozwleczonej do nieprzyzwoitości. Omawiany jest właściwie jeden temat, za to wałkowany na okrągło i mało kreatywnie przez wiele frakcji. Myślę, że autor chciał stworzyć podwaliny do tomu następnego, a jednocześnie chciał stworzyć pełnoprawny (czytaj obszerny) tom. Trochę lania wody, trochę straconego czasu, ale nie zniechęcił mnie do reszty. Wiem, po poprzednim tomie także miałem nadzieję, że to tylko wprowadzenie, ale piszę o każdej części zaraz po przeczytaniu, nie wiem więc co będzie dalej. 

Za wszelką cenę


Dzieje się faktycznie coraz więcej, bohaterowie zaczynają się mnożyć. Część fabuły jest nieco chaotyczna, ale da radę nadążyć. Zmienia się także kierunek akcji, co nie zdarzyło się właściwie od początku serii. Tom jakby otwiera zupełnie nowy kierunek, w jakim ma podążyć seria.

Misja Honor


Świetny tom, chociaż znów wprowadzający na scenę multum postaci. Szczerze mówiąc, na początku każdego tomu zajmuje mi chwilę odnalezienie się i zorientowanie o jakiej frakcji właściwie mówimy. Z jednej strony mamy tutaj zupełnie nową strategię w kwestii wojny między Królestwem Manticore a Republiką Haven, a z drugiej wspomniane wcześniej nowe frakcje. 

Zwiastuny burzy


Sytuacja odwróciła się, jeśli nie o 180 stopni, to przynajmniej o 175. Zupełnie nowi towarzysze broni, nowy wróg i nowe taktyki. Jedynym, co mi nie pasuje jest to, że znów mamy do czynienia z bardzo czytelnym podziałem dobro - zło. Racje "złych" pokazane są w sposób dziecinny, naciągany i dość naiwny - nieżyciowy w mojej opinii. Służy to temu, by czytelnik nie miał wątpliwości kto jest dobry a kto zły. Zbytnie uproszczenie. Plusem jest to, że ten to czyta się bardzo łatwo i szybko.

Nieprzejednana Honor



Wszystko wskazuje na to, że to ostatni tom serii. Podstawowej serii. Z posłowia wynika bowiem, że Honor ma się pojawiać w seriach pobocznych. I dobrze. 
Co do samej książki jednak, to odniosłem wrażenie, że na tym etapie autorowi płacono od słowa. Ponad 900 stron, właściwie prawie 1000, z czego przynajmniej połowa jest zbędna. Rozmowy, które nic nie wnoszą, nie budują napięcia, są nudne, toczone między postaciami, które dla akcji są zupełnie zbędne, a które wystarczyłoby zasygnalizować sprawiają, że do przebrnięcia przez ten tom trzeba się dosłownie zmuszać. Moją motywacją w pewnym momencie stało się "koniec już blisko", a to nie jest dobra motywacja dla lektury książki. szczególnie 14-go tomu serii, który powinien trzymać czytelnika na brzegu fotela. 
Pomiędzy tymi nudnymi, niepotrzebnymi i zajmującymi czas rozmowami (dokładnie tak to wygląda - jakby autor chciał pokazać czytelnikowi, że minęło dużo czasu między ważnymi dla akcji momentami w fabule przez stworzenie dłużących się fragmentów), znajdują się opisy walk, których wynik nie jest absolutnie żadnym zaskoczeniem. Jedyne zagrożenie, które pojawia się w książce nadchodzi niespodziewanie i znikąd.
Podsumowując - ostatni tom niszczy tę serię, zamykając ją w sposób zupełnie spodziewany i oczywisty. Elementy zaskakujące w prawie tysiąc stronicowej książce da się wymienić na palcach jednej ręki. Połowa książki jest zbędna, powtarzalna i nudna. Zaletą drugiej połowy jest to, że łatwo się ją czyta, bo nosi ślady akcji. A całe zagrożenie, jakie faktycznie zawarto w powieści mieści się obok akcji i bohaterowie nie mają na nie żadnego wpływu - nie mogą go wywołać, nie mogą mu przeciwdziałać. 

I podsumowanie tego tomu dobrze obrazuje w którym kierunku ewoluowała seria. Seria, która bardzo dobrze się zaczęła i miała swoje momenty. To także dowód na to, że opisując ciekawą historię, która mogłaby się kiedyś wydarzyć, trzeba ją ubarwiać, a nie na siłę dążyć do opisania wszystkich faktów, które stworzą jakąś spójną całość. Główny nurt, główna seria Honorverse stała się na pewnym etapie jedynie zarysowaniem uniwersum, podaniem tła historycznego i punktem wyjścia dla innych opowieści. Ja prawdopodobnie już ich nie poznam, bo na tym etapie czuję się trochę oszukany tym, że najciekawszy wątek nie został doprowadzony do końca, ani nawet rozwinięty. Autor zostawił sobie furtkę, która krzyczy "czytajcie więcej moich książek, a w końcu natraficie na rozwiązanie, którego szukacie po lekturze kilkunastu tysięcy stron mojej sagi". Nie, dziękuję.

środa, 1 kwietnia 2020

Starship - Mike Resnick

Pięciotomowa Space Opera autorstwa Mike'a Resnicka, której tłumaczeniem zajął się Robert J. Szmidt - co może pójść nie tak? Otóż, początkowo nic. Jest to książka, której pierwszy tom wciąga po przeczytaniu bodajże pół strony. To znakomity wynik. Jest tam wszystko, co uwielbiamy: przeogromna flota statków kosmicznych, okręt, który lata świetności ma za sobą, niesforna załoga złożona z ludzi i kosmitów, którzy podpadli przełożonym i bohater, tyle razy nagradzany co degradowany. 

Uwaga - akapit poniżej zawiera spoiler!

I faktycznie - pierwszy tom jest świetny, wciągający, przemyślany. Niestety, akcja następnych tomów robi się coraz bardziej nieprzewidywalna, ale i przypadkowa. Wydarzenia maja coraz mniej wspólnego z planami bohaterów, co widać szczególnie w zakończeniu, które opisuje zupełnie nowy wątek na zaledwie kilkudziesięciu stronach. Wątek, który całkowicie zmienia sens i wymowę powieści, zmienia fabułę i sprawia, że czytelnik myśli "kurcze, czyli w zasadzie akcja poprzednich czterech tomów i tak nie miała znaczenia, bo to, co się stało i tak by się stało - bez tego knucia i planowania".

Plusem sagi są z pewnością bohaterowie - zarówno ludzie jak i wszystkie inne istoty opisane są w sposób bardzo ekscytujący i obrazowe. Mnogość i różnorodność ras potrafi zachwycić. Widać różnicę w charakterach poszczególnych postaci, a bohaterów, którzy przewijają się przez pokład statku kosmicznego, bazy i odwiedzanych planet jest bardzo wielu.

Minusem są... prawa fizyki i opisane technologie. Chodzi mi głównie o odległości i prędkości podróżowania. Nie przekonują mnie. Nie mówię tutaj o tunelach nadprzestrzennych, ale o podróże w zwykłej przestrzeni, które odbywają się z prędkością nadświetlną. Czasami podana w latach świetlnych odległość przebywana jest w ciągu minut a czasami trwa to długie godziny. Czasami czytamy, że odległość do planety, już wewnątrz systemu gwiezdnego liczona jest w latach świetlnych. Nie jestem specjalistą, ale odległość od słońca do Neptuna (najbardziej oddalonej planety układu słonecznego) to 4 godziny świetlne. Jak to się ma do opisu, w którym okręt przebywa wewnątrz systemu planetarnego jakiejś gwiazdy i ma do jednej z planet dwa lata świetlne?

Koniec końców miałem jednak frajdę z lektury tej sagi i chyba tylko to powinno się liczyć. Mogę więc z czystym sumieniem polecić tę pozycję wszystkim tym, którzy szukają lekkiej space opery, którą można "łyknąć" bez zbędnych przemyśleń.

Oceny (legenda tutaj):
  • Kunszt: 7 (Przyjemnie się czyta, barwne opisy.)
  • Lekkość Pióra: 8 (Czyta się dobrze (pierwszy tom świetnie).)
  • Akcja: 6 (Sporo przypadkowości.)
  • Bohaterowie: 8 (Bardzo mocny punkt sagi.)
  • Zakończenie: 4 (Nie podobało mi się nagłe wprowadzenie nowego wątku na kilku ostatnich stronach, bez żadnej zapowiedzi.)
  • Ocena Łączna: 33/50

poniedziałek, 21 października 2019

08/15 - Hans Hellmut Kirst

Trylogię Kirsta czytałem w starym wydaniu (Wydawnictwo Ministerstwa Obrony Narodowej), kiedy jeszcze istniały jedynie trzy spójne tomy. Od razu zaznaczam, że póki co nie mam w planach czytania pozostałych, nowszych tomów. Przeczytałem, gdyż autora bardzo sobie cenię, a książka została mi polecona. I od razu dodam, że nie zawiodłem się.

Głównym tematem powieści jest, jak to u Kirsta, żal z powodu tego, jak Niemcy (a dokładnie Hitlerowcy) bezpowrotnie zniszczyły same siebie i opinię o kraju i ludziach. Książka pokazuje jednak ciekawe zjawisko - nawet gdy utworzyła się grupa tych, którzy swą bierność przeciwstawiali upokarzającym, barbarzyńskim rozkazom i lawirowali tak, by wyrządzić jak najmniej szkód, zawsze znajdowali się tacy, którzy dla chwały, medali i osobistych korzyści zakłócali ten rytm, wysyłając podwładnych na pewną i bezsensowną śmierć. Jednocześnie ci sami ludzie, którzy powstrzymywali się od wydawania rozkazów ataku i przyklaskiwali spokojowi na froncie, ci przeciwnicy zabijania, przez cały czas pozostawali bierni. Wyrzucali sobie tę postawę po fakcie - tłumacząc się lub jedynie korząc. Faktem pozostaje jednak to, że nie zrobili nic, by czynnie bronić swoich przekonań. Bo właśnie tak wyszkoleni byli Niemcy - słuchać władzy, nie przeciwstawiać się, być wzorowymi żołnierzami.

Jeśli chodzi o samą powieść, to do kwestii technicznych nie ma się o co czepiać. Dialogi są żywe i miejscami brawurowe (szczególnie w przypadku niektórych bohaterów). Słownictwo jest składne (przynajmniej dla niewprawnego w terminologii wojskowej czytelnika) a opisy interesujące. Najlepszym jednak aspektem powieści są jej bohaterowie. Prawdziwy przekrój osobowości, od tępych karierowiczów, poprzez tchórzy, ludzi ze zdradzonymi nadziejami, idealistów, aż do inteligentów, ludzi honorowych, prawych i uczciwych. Pełen zakres postaw mogących występować w takiej opowieści!

Oceny (legenda tutaj):
  • Kunszt: 8 (Mnie wydał się solidny.)
  • Lekkość Pióra: 7 (Nieźle się czyta.)
  • Akcja: 7 (Dobrze poprowadzona.)
  • Bohaterowie: 9 (Świetnie opisani, przemyślani.)
  • Zakończenie: 6 (Jednak mam niedosyt.)
  • Ocena Łączna: 37/50

Cenę tej książki można sprawdzić: