piątek, 10 lipca 2026

W drodze - Jack Kerouac

Powieść ważna, wymieniana w niezliczonych rankingach i zaliczana do kanonu, a zatem musiałem po nią sięgnąć. Podchodziłem do niej dwukrotnie, za drugim razem docierając do połowy i chociaż niektóre momenty są nienajgorsze, to całość wydała mi się ciężkostrawna. Nie dokończyłem i raczej już nie dokończę, dlatego wrzucam tutaj moje wrażenia, chcąc tym samym zamknąć temat tej pozycji. Nie omieszkam, oczywiście, przytoczyć tutaj tych kilku zarzutów, które nasunęły mi się po drodze.

Po pierwsze innowacyjny styl narracji, który jest raczej potokiem myśli i wspomnień, aniżeli przemyślaną kompozycją może podobać się w małych dawkach, jednak przy większej porcji staje się bardzo męczący. Potrzeba wielkiego skupienia, by złapać sens wypowiedzi autora i nadążać za słowotokiem oraz nie pogubić się w korowodzie postaci i wydarzeń.

Po drugie wtórne - samo w sobie. Czytając o kolejnej podróży odnosiłem wrażenie, że jest taka sama jak poprzednie. Kolejne auto, kolejni (a czasem ci sami) ludzie, te same przemyślenia... Gdyby nie zakładka myślałbym, że czytam po raz kolejny ten sam rozdział.

Po trzecie - brak celowości. Bohaterowie nie dążą do żadnego celu, a autor nie zmierza do żadnego wniosku. Jest to raczej zapis wydarzeń, które dzieją się i... tyle. Czytelnik staje się widzem, ale nie opowieści, a raczej kalejdoskopu, kolejnych scen i obrazów. To mój największy zarzut - nie czuję, by postacie miały jakieś motywacje lub dążyły do czegokolwiek.

Najprawdopodobniej wiele osób uzna, że nie zrozumiałem tej powieści i z pewnością będą miały rację. Rzecz w tym, że po przebrnięciu przez te sto kilkadziesiąt stron nie zależy mi na tym, by ją zrozumieć. Powieść, która jest dobra, robi się (dla mnie) dobra dużo wcześniej, a tej i tak zbyt długo dawałem szansę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz