wtorek, 12 maja 2026

Prześwietny raport kapitana Dosa - Eduardo Mendoza

Planowałem przeczytac jakąś książkę tego autora od dłuższego czasu i teraz trafiła się okazja za sprawą książki znalezionej w śmietniku - leżała na stercie kartonów, w idealnym stanie - bez jednego zagniecenia, bez plamki. Wziąłem i przeczytałem. I jestem usatysfakcjonowany tą lekturą, bo chociaż była krótka, to było jej dokładnie tyle, ile powinno. Autor najwyraźniej czuł, że już wystarczy i że ta nieco abstrakcyjna humoreska wyczerpała już arsenał pomysłów i zastosowanie obszerniejszej formy oznaczałoby, że fabuła zaczęła by się powtarzać. A żaden żart powtarzany wielokrotnie nie robi się coraz lepszy.

Powieść opowiada o gwiezdnej podróży w nieznanym kierunku z bardzo specyficznymi pasażerami na pokładzie. To doskonały przykład opowieści w której to nie cel wyprawy jest istotny, ale sama droga - zabieg z nieznajomością celu pogłębił to wrażenie do maksimum. Ta powieść zbudowana jest bowiem z ekstremów - wszystko jest tutaj przejaskrawione i wyolbrzymione: naiwność, głupota, przywiązanie do obowiązków lub jego brak. Sami bohaterowie też są bardzo jasno określeni poprzez jaskrawe ukazanie dominującej cechy, ale tak dobrze pasują do opisanego świata, że wszystko sprawia spójne wrażenie i po prostu dobrze się czyta.

Fabuła nie jest może porywająca, ale fantastyczne przygody, jakie przeżywa załoga statku przypominają mi Star-Trek, gdyby twórcy celowo chcieli ośmieszyć serial, a nie jedynie eksperymentowali z nową formą, jak miało to miejsce w najstarszych seriach. I to skojarzenie tylko podbiło moje wrażenia z lektury.

Oceny (legenda tutaj):
  • Kunszt: 6 (Dobrze wyważony.)
  • Lekkość Pióra: 7 (Łatwo i z uśmiechem się po nią sięga.)
  • Akcja: 6 (Przeciętna, awanturnicza.)
  • Bohaterowie: 7 (Dobrze wpasowani w klimat.)
  • Zakończenie: 6 (Pasujące do reszty.)
  • Ocena Łączna: 32/50

Książkę kupisz tutaj:

piątek, 8 maja 2026

Jesienne Wizyty - Siergiej Łukjanienko

Znalazłem przypadkiem kolejną książkę Łukjanienki i po prostu musiałem ją przeczytać. Niestety, oczekiwania miałem bardzo wysokie. Nie pomógł też fakt, że ostatnio trudno mi znaleźć w głowie spokojne miejsce na czytanie i potrzebuję czegoś, co naprawdę mnie wciągnie. W przypadku tej powieści dotarłem do końca, ale były chwile, kiedy czytałem bez przyjemności. A skoro to mamy już z głowy...

Początek był naprawdę dobry. Łukjanienko umie pisać, wciągać czytelnika w akcję i sprawiać, że książka jest łatwa i przyjemna. Byłem więc zadowolony i pierwsze sto stron śmignęło nie wiem kiedy. Później jednak zaczęły się schody, książka straciłą swój rytm, miejscami odnosiłem wrażenie, że czytam ciągle to samo, te same wydarzenia, podobne rozmowy, kręcenie się w kółko. Były momenty, kiedy akcja rwała do przodu, ale jestem pewien, że przynajmniej kilku rozdziałów mogłoby nie być. Odniosłem wrażenie, że były tam tylko dlatego, by dać wgląd co robią w tym czasie bohaterowie, którzy nie są obecnie w głównym nurcie akcji. Nawet nie po to, by pokazać ich charakter.

Pomysł na powieść, myśl przewodnia, zgranie ze światem realnym był na piątkę z plusem. Niestety wykonanie w tym przypadku to jedynie mocna trója. Z plusem za zakończenie. Wielka szkoda, bo widziałem potencjał, a do fabuły dotarły jedynie jego odbicia, odbłyski. Nie bawiłem się tak dobrze, jak bym chciał i cieszyłem się, gdy dotarłem w końcu do ostatniej strony.

Oceny (legenda tutaj):
  • Kunszt: 5 (Nic specjalnego.)
  • Lekkość Pióra: 5 (Oczekiwałem o wiele więcej.)
  • Akcja: 5 (Pomysł dobry, wykonanie mniej.)
  • Bohaterowie: 7 (Przemyśleni i charakterystyczni.)
  • Zakończenie: 6 (Nieco mocniejszy punkt fabuły.)
  • Ocena Łączna: 28/50

PS: Aż dziwi mnie, że książka tego autora otrzymałą tak niską ocenę.

piątek, 1 maja 2026

Komiksowy Miesiąc #19

Kilka miesięcy bez komiksów, ale teraz planuje wrócić do tego medium, głównie za sprawą większej ilości dziennego światła, które w mojej ocenie bardzo poprawia wrażenia czerpane z lektury powieści graficznych.

Najpierw chwyciłem za "Pogromców Niemożliwego", raczej po to, by na powrót oswoić się z komiksem. Nie podobało mi się jakoś bardzo, ale miało w sobie cos bardzo retro. Niedomówienia, dość surowa kreska, uproszczona fabuła, ale za tym wszystkim stała prawdziwa inspiracja, z którą w jakiś sposób miło było się zetknąć. Doświadczenie ezoteryczne, stąd tyle "jakoś" w tym opisie.

Nastepnie sięgnąłem po "Granicę", z uwagi na tego samego twórcę. Tu było lepiej, chociaż nadal były to jedynie jakieś urywki. Szkoda, bo temat wydał mi się ciekawy. Nabrałem ochoty na cos większego (i dokończonego).

"Ion Mud" to już dzieło większego kalibru. Pomimo tego, że początkowo odniosłem wrażenie, że komiks zawiera dłużyzny, to są to dłużyzny oszczędne w wyrazie, a jednak dające poczucie monumentalności opisywanego środowiska. Do sukcesu dokłada się gruby papier, który daje poczucie obcowania z produktem premium. Historia także nie zawodzi. A mimo to, po zakończeniu lektury mam jakiś niedosyt (nie z powodu opowieści, a raczej z powodu zbyt dużych oczekiwań).


piątek, 17 kwietnia 2026

Opus na trzy pociski - Andrzej Zimniak

Zapragnąłem przeczytać coś bardziej "retro" i mój wybór padła na zbiór opowiadań, wydany w 1988 roku, kiedy miałem siedem lat. Opowiadania fantastyczno-naukowe z tego okresu mają swój niepowtarzalny styl, który bardzo cenię. Ponadto, to okres, kiedy zaczynałem swoją przygodę z literaturą i książki te magicznie przenoszą mnie do tamtych, prostszych, dziecięcych czasów.

Zbiorek nie jest grubym tomiszczem, ale czcionka i układ stron, charakterystyczne dla wydawnictw z tamtego okresu sprawia, że teksty są dłuższe niż mogłoby się wydawać.

"Pęknięty Dzban" to opowieść o bardzo wyrafinowanej apokalipsie opartej na wojnie płci. Pomysł nie jest może bardzo oryginalny, ale jego egzekucja obfituje w niesamowite opisy krajobrazu i świata jako takiego. Jest on jak wyjęty z rzeczywistości, wykręcony i nierzeczywisty. Ten aspekt był dla mnie wyjątkowo przyjemny.

"Opus na trzy pociski" - tytułowe opowiadanie, które dla mnie jest istną synestezją. Nie przebrnąłem, bo zagubiłem się w zawiłościach opisów i nie widziałem żadnego sensu.

"Łowcy Meteorów" podobali mi się za to bardzo. Opowiadanie utożsamia powiedzenie "uważaj czego sobie życzysz" oraz dowodzi, że to dążenie do celu jest siłą napędową, a osiągnięcie go bywa momentem, kiedy tracimy sens. Nie udało mi się utożsamić z bohaterami, ale rozumiem sytuację.

"Umarł w butach" - po tym opowiadaniu pomyślałem tylko jedno, ale z uśmiechem: "a właściwie to dlaczego nie?".

"Potrójne życie Jamesa Olivera Chuckwooda" to świetnie napisana, dość humorystyczna opowieść o tym co by było, gdyby czas zaczął się cofać i wszyscy mogliby przeżyć swoje życie od tyłu, robiąc to samo, ale w odwrotnej kolejności. Zdawać by się mogło, że to coś na kształt "Ciekawego przypadku Benjamina Buttona", ale nie chodzi o przypadek jednego człowieka, ale o całą ludzką populację, skupioną wokół głównego bohatera. Z jednej strony zabawne, ale refleksja jest taka, że w którąkolwiek stronę wiedlibyśmy życie, jego koniec jest zawsze smutny.

Opowiadanie "Rzeźbiarze o poranku", chociaż także smutne, wydało mi się najbardziej rozbudowane i skłaniające do przemyśleń. Podobał mi się już sam pomysł, ale to, co z niego wynikło na przestrzeni tych kilku stron jest zupełnie niebanalne.

Zbiór kończy opowiadanie "Enklawy Szczęścia", które wydało mi się wtórne. Nie wiem, czy było takie te ponad czterdzieści lat temu, ale źle się zestarzało.

wtorek, 14 kwietnia 2026

Każdy Musi Płacić - Robert Foryś

Ja nie wiem, czy jestem aż tak rozkojarzony, ale ta książką czyta się wręcz okropnie. Jak tylko oswajałem się z jakimś fragmentem fabuły, akcja przenosiła się do kolejnego bohatera i kolejnej historii, by, jak mi się zdawało, nigdy nie powrócić do tego, z czym już się zaznajomiłem. Mylili mi się bohaterowie, miejsca, rody. To było wręcz okropne doświadczenie. Być moze, gdyby to rozbić na serial byłoby strawne, ale w postaci powieści było wręcz okropne. Nie doczytałem do końca, nie mogę też wiele napisać o części, którą przeczytałem, mimo że było to znacząco więcej niż pół książki, gdyż zwyczajnie nie byłęm w stanie śledzić akcji. Wiem mniej więcej co się działo, ale po 300 stronach powieści powinienem być już raczej wciągnięty w fabułę, zaznajomić się z postaciami, wybrać stronę, emocjonować się tym, co się dzieje... tymczasem zastanawiałem się cały czas kiedy to się skończy.

Dopuszczam możliwość, że z jakiegoś powodu nie mogłem się skupić na lekturze - zdarza mi się to coraz częściej, gdy mam wrażenie, że nie wiem co czytam, nie trafia do mnie opowieść ani sposób narracji, a jednak nadal trafiam na książki dobre, które mnie przyciągają. Ta taka nie była.

czwartek, 2 kwietnia 2026

Łowcy - Miroslav Zamboch

Tę książkę chwyciłem z półki niemal na chybił-trafił, bo taki mam plan czytelniczy na ten rok - nie planować, tylko działać pod wpływem impulsu. Autora znam i lubię, o tej konkretnej książce nawet nie słyszałem, nie jest wymieniana w żadnych kanonach, nikt nie pisze, że autor zasłynął tą pozycją... to coś dla mnie.

Muszę przyznać, że spodobała mi się od pierwszego wejrzenia, chociaż niewłaściwie odczytałem jej klimat - wydawało mi się, że pierwsze rozdziały opisują dystopijne społeczeństwo, świat po jakimś kataklizmie, tymczasem opisywany świat jest zwyczajny, normalny. Następnie wciągnęła mnie akcja. Pomysł wydaje się nie być zbyt oryginalny, ale liczyłem na jego rozwinięcie. I rzeczywiście, chociaż przez kilkaset stron budowania nastroju wszystko wydaje się być "w normie" (względem tego, czego się spodziewałem), to druga połowa powieści zaspokoiła mój głód odnalezienia czegoś niezwykłego i to chyba z nawiązką.

To ostatnie dwieście stron "robi" tę powieść. To tutaj otrzymujemy właściwą dawnę przygody, niebezpieczeństwa i adrenaliny. To tutaj prowadzi nas budowany nastrój i postacie. Tutaj zostałem jako czytelnik nagrodzony za cierpliwość. Środkowa część powieści jest bowiem naukowo - sztampowato - przegadana, ale pod koniec zrozumiałem na czym polega ten zabieg. To dla kontrastu, budowania napięcia oraz rozwijania postaci bohatrów powieści. Warto było!

Książkę kupisz tutaj:

Oceny (legenda tutaj):
  • Kunszt: 6 (Sporo wiedzy.)
  • Lekkość Pióra: 7 (Niższa ocena ze względu na środek.)
  • Akcja: 7 (Duży plus za końcówkę (właściwą akcję).)
  • Bohaterowie: 6 (W porządku, ale ci drugoplanowi się mieszają.)
  • Zakończenie: 8 (Zaskakujące i komiksowe - świetnie pasuje do wartkiej akcji drugiej połowy powieści.)
  • Ocena Łączna: 34/50

wtorek, 3 marca 2026

Nietuzinkowy sklep całodobowy

W zasadzie niniejsza recenzja dotyczy dwóch odsłon tej powieści, gdyż przeczytałem także kontynuację "Jeszcze bardziej nietuzinkowy sklep całodobowy". Co moge powiedzieć - jest to bardzo przyjemna, ciepła książka, którą bardzo przyjemnie się czyta. Ma swój własny rytm i klimat, a przy tym niebanalne przesłanie przedstawione za pomocą kilku powiązanych ze sobą opowiastek, które, koniec końców, okazują się jedną, bardzo spójną historią.

Z uwagi na charakter południowo-koreańskich imion, bałem się, że bohaterowie będą mi się mylić i z początku faktycznie tak było, ale tylko przez moment. Kolejne postacie, wprowadzane w kolejnych rozdziałach są bowiem sprytnie przedstawiane - poznajemy je poprzez nawiązanie z którymś z wcześniejszych bohaterów i fragmentem poprzedniej akcji. Narrator przenosi się po prostu za plecy innej postaci i zaczyna od scenki, którą już wcześniej widzieliśmy, obsadzając w niej nowego bohatera. W ten sposób mamy do czynienia z tylko jedną postacią na raz, co ułatwia niezgubienie się.

Drugi tom jest jednak bardziej nurzący. Mimo, że nawiązania to element, który bardzo mi się tu podoba, to stają się one coraz bardziej dokładne, do tego stopnia, że znaje mi się, że przeżywam tę samą opowieść drugi raz, a to z kolei aż nazbyt narzuca myśl, że skoro pierwsza książka się podobała, to autor postanowił zawrzeć jej jak największą część w drugiej, by "odcinać kupony".

Podsumowując - w drugim tomie także widać myśl przewodnią, ale nie jest ona tak przemyślana i błyskotliwa. Odwołuje się raczej do nostalgii za minionymi bohaterami, których poznaliśmy w poprzedniej części, co z jednej strony nie jest złe, z drugiej jednak przypomina mi wspomniane "odcinanie kuponów" i wydaje mi się, że chociaż nie miałem poczucia straconego czasu, to przyjemniej byłoby mi do tej książki wrócić za rok czy dwa i dopiero wtedy sięgnąć po kontynuację. Czytana jedna po drugiej traci nieco ze swej magii. Czytam jednak na tyle dużo, a moja pamięć jest na tyle kiepska, że za rok mógłbym nie zrozumieć większości odwołań i nie pamiętać większości bohaterów. 

Książka jest więc godna polecenia, ale jeśli możecie, zróbcie sobie trochę przerwy pomiędzy tomami, by lepiej "weszła".

Książki kupisz tutaj:

Oceny (legenda tutaj):
  • Kunszt: 7 (Budowany nastrój.)
  • Lekkość Pióra: 8 (Płynne, aż miło.)
  • Akcja: 7 (Z pozoru nic takiego, ale przemyślana.)
  • Bohaterowie: 8 (Na nich skupiamy uwagę.)
  • Zakończenie: 7 (Konkluzja pierwszego tomu jest pewnym zaskoczeniem, zakończenie drugiego - spodziewane.)
  • Ocena Łączna: 37/50

środa, 18 lutego 2026

Kosmos to nie jest miejsce dla poważnych ludzi - Łukasz Motulewicz

Zbiorek powiązanych ze sobą opowiadań, które mają chyba stanowić wezwanie do zastanowienia się nad naszą codziennością, współczesną rzeczywistością. Robią to nieco nieudolnie, niczego też nie wyjaśniają, są dość infantylne i lakoniczne. Mam wrażenie, że osoba, która to napisała jest młoda i literacko niedoświadczona (a jeśli to celowy zabieg, to udany), a napisała to dla podobnych sobie osób młodych i niedoświadczonych, u których poruszone zagadnienia mają szansę być jeszcze czymś odkrywczym, a krótka forma spotka się z ciepłym przyjęciem. Dla mnie, w dwóch słowach - takie sobie. Nawet humor jest taki sobie...

Głównym zarzutem jest nijakość, brak wzbudzenia jakichkolwiek emocji. Nie czułem ekscytacji sięgając po tę książkę po tym, jak odłożyłem ją na później, a to zły znak. Nie interesowało mnie "co będzie dalej". I słusznie, bo dalej nie było niczego innego. To trochę tak, jakby autor miał napisać wypracowanie na zadany temat - napisał i cześć. Poza recenzentem nikt tego już czytać nie musi, bo i po co.

wtorek, 17 lutego 2026

Zawsze Prowansja - Peter Mayle

Dzisiaj szybka notka o książce, którą czytałem w międzyczasie, a której nie dokończyłem i pewnie już nie dokończę. To druga część prowansalskich opowieści tego autora, a sięgnąłem po nią, ponieważ pierwszą dobrze mi się czytało. Dlaczego tym razem było gorzej? Cóż, myślę, że tym razem opowieści nie stanowią całości, nie ma żadnej myśli przewodniej, łącznika. Są to tylko zabawne, miejscami, historyjki, przedstawiające życie na francuskiej wsi i zmiany tam zachodzące (głównie związane z turystyką). Rzecz w tym, że powodem do śmiechu jest w dużej mierze jedna i ta sama cecha, pokazywana w kilku odsłonach, w różnych sytuacjach. Nawet czytając tę książkę z przerwami, cały czas miałem wrażenie, że już gdzieś widziałem tę scenkę. Znużyło mnie to błądzenie w kółko i odłożyłem książkę na półkę.

niedziela, 15 lutego 2026

Cykl o Vesperze (1-4) - Magdalena Kozak (spoiler)

Tak, wiem, że jest już tom piąty, ale nie posiadam go i nie jestem jakoś bardzo napalony, by go zdobyć. Chwilowo wystarczą mi te cztery, które przeczytałem (chociaż oznacza to brak oceny punktowej podsumowującej ten wpis). Po kilku nieudanych, przerwanych lekturach, które rozpoczęły ten rok, w końcu moge dokonać jakiegoś wpisu, z czego bardzo się cieszę. Bo "Nocarz" (w ten sposób myślałem o tym cyklu, choć to nazwa pierwszego tomu), był całkiem przyjemną opowieścią (która, jak większość, ma swoje wzloty i upadki).

Pierwszy tom spełnia swoje zadanie, wciągając czytelnika w odmienny, fantastyczny świat, nadbudowując rzeczywistość warstwą mitów i nadając im swoisty dla autorki charakter. Nie wszystkie cechy "wampirze" są tutaj zachowane (jak na przykład nieodbijanie się w lustrze), ale myślę, że mimo to wampiryzm potraktowany jest tutaj spójnie z ogólnym kanonem. Podobała mi się rekrutacja i dowiadywanie się wraz z bohaterem "czym to się je".

Drugi tom tak bardzo mi się już nie podobał. Jest nieco przegadany i wydaje się być jedynie łącznikiem-wprowadzeniem do tomu trzeciego. Dzieję się tu co prawda dużo, ale równie obficie zasiana jest dezinformacja, przez co wiele fragmentów fabuły wydaje się bez sensu. Sporo tu tajemnic, a także, w moim odczuciu, braku konsekwencji, który widoczny będzie w dalszych, bardziej spójnych fabularnie tomach. Mam odczucie, jakby autorka nie do końca wiedziała w którą stronę chce pójść z niektórymi postaciami, a później zmieniła zdanie. Ten tom to jednak tylko łącznik.

Trzeci tom bardzo mi sie podobał. Jest tu w końcu jakaś celowość, a przemyślenia bohatera są już bardziej poukładane i nie stanowią chaosu. W końcu otrzymujemy także Vespera, który cokolwiek potrafi (na poziomie, który osiągnął). Akcja także jest spójna i wydarzenia wynikają jedno z drugiego. O wiele łatwiej się to czyta, kiedy wiadomo do czego dążą poszczególne postacie i co chce osiągnąć główny bohater. Także zakończenie jest bardzo ładnym podsumowaniem i chyba można by było na tym zakończyć ten cykl...

A jednak powstał tom czwarty, który nie jest zły, ale jest nieco dziwny. Składam to jednak na karb tego, że czytelnik nie jest w stanie zrozumieć intencji Pana Wampirów, który może mieć plan do którego my, zwykli śmiertelnicy-czytelnicy nie dorastamy. Niestety... nie dowiadujemy się tego z czwartego tomu. O dziwo jednak czyta się go łatwo i przyjemnie, a wydarzenia stanowią w dużej mierze konsekwencję fabuły znanej z tomu trzeciego. Bez wahania przyznam więc, że warto poświęcić na tę pozycję parę wieczorów.

Piątego tomu nie czytałem, jak wspomniałem na początku. Nie wiem, czy chcę. Być może jeśli wpadnie w moje ręce, to okaże się, że warto (na to liczę), ale teraz chciałbym odpocząć od tego uniwersum. Nie uważam jednak, by czas spędzony przy lekturze cyklu był czasem straconym, bawiłem się dobrze i polecam.



czwartek, 15 stycznia 2026

Rzeka Tajemnic - Dennis Lehane

Od czasu do czasu lubię przeczytać sobie jakiś mroczny kryminał (z założenia są mroczne, bo przeważnie chodzi o zbrodnię, nierzadko morderstwo, a ja nie lubię się bać, a z książką jakoś łatwiej niż z filmem). Lubię klimat rozwiązywania zagadek, ale jeszcze bardziej lubię obserwować w jaki sposób zagadka prezentowana jest czytelnikowi. Czy od początku wiadomo kto zabił? Czy odkrywamy fakty razem z detektywem? A może jesteśmy oszukiwani w stylu "po przeczytaniu listu detektyw był już prawie pewien", tylko że treści listu autor w książce nie zaznaczył. Ja chyba najbardziej lubię podążanie za detektywem (i innymi bohaterami usiłującymi dowiedzieć się co zaszło lub ukryć dowody) i powolne ujawnianie tajemnicy. Mistrzem tego właśnie stylu jest Dennis Lehane, pisarz, którego większość książek z przyjemnością już przeczytałem.

W "Rzece Tajemnic" także nie zawodzi. Są tu opisane podwaliny relacji pomiędzy bohaterami, wraz z drzazgą, która się między nie wdarła. Nie ma tutaj zbytniej brawury i dosadności, która mogłaby niepotrzebnie zniesmaczyć czytelnika, a mimo to poznajemy wszystkie fakty (i domysły). Jest sensownie poprowadzona narracja, a nawet dostajemy część wiedzy niedostępnej detektywom (ale nie kluczowe elementy historii), byśmy mieli nieco więcej do rozgryzania.

Do tego dochodzą bohaterowie - coś, w czym autor jest naprawdę dobry. Są z krwi i kości, a nie papierowi. Mają wady i zalety, przywary i mocne strony. Zachowują sie po ludzku, nie zawsze idealnie i perfekcyjnie. To duża różnica między po klasycznych, sztampowych detektywach - nieomylnych Holmsach, Poirotach a nawet Columbo. Tutaj są to po prostu zdolni i ciężko pracujący faceci (w tym przypadku), którzy wyniki osiągają po dziesiątkach przesłuchań i długim dochodzeniu (a nie po jednych odwiedzinach miejsca zbrodni) oraz paru ślepych zaułkach. Do tego odrobina przeczucia i mamy postać! Uwaga o ludzkich odruchach wśród napisanych bohaterów odnosi się z resztą także do pozostałych postaci - trudno im cos zarzucić.

Niestety książkę trudno jest czytać w hałasie, będąc odrywanym i rozpraszanym. Niektóre powieści da się tak przyswajać, tej nie. Tutaj potrzeba paru godzin spokoju i skupienia. Ale warto, bo to pozycja, może nie wybitna, ale z pewnością godna polecenia.

Oceny (legenda tutaj):
  • Kunszt: 7 (Solidna pozycja.)
  • Lekkość Pióra: 6 (Przeszkadzał mi brak skupienia.)
  • Akcja: 7 (Interesująca i angażująca uwagę.)
  • Bohaterowie: 9 (Bardzo mocna strona tej powieści.)
  • Zakończenie: 8 (Bardzo późno zacząłem się spodziewać i nadal myślę, że motyw był inny.)
  • Ocena Łączna: 37/50

środa, 14 stycznia 2026

Przygody Baltazara Gąbki, trylogia - Stanisław Pagaczewski

Przeczytałem ostatnio swojemu dziecku tę pięknie wydaną i klasycznie ilustrowaną księgę, zawierającą trzy tomy przygód Baltazara Gąbki ("Porwanie Baltazara Gąbki", "Misja profesora Gąbki" i "Gąbka i latające talerze") i muszę przyznać, że jest to świetna lektura dla dzieci. Odrobina legendy, przygody, humoru - świetna i godna polecenia rzecz. Co prawda trzeci tom nie dorównuje dwóm poprzednim, a i latających talerzy jest w nim jak na lekarstwo, ale stanowi jednak część całości. W dodatku, jako opowiastka dla dzieci, wychwala uniwersalne wartości, takie jak przyjaźń, odwaga, szczerość i dobro.

Pomyślałem jednak, że książka ta nie potrzebuje prezentacji - zna ją niemal każdy, przynajmniej kojarząc bohaterów i sympatyczną dobranockę. Lektura ta skłoniła mnie jednak do zastanowienia się, czy są książki, które mimo, że czytane dzieciom są wartościowe i interesujące także dla rodzica. Uznałem, że oczywiście, że są i ułożyłem nawet listę pięciu takich pozycji. Zanim je jednak przedstawię, po krótce omówię te powieści, które na listę nie trafiły oraz powody, dla których tak się stało.

"Mały Książe", chociaż jest to dość oczywista i przewidywana książka, na listę nie dostał się, gdyż opowieść jest nadto uniwersalna, a wielokrotne nawiązania w literaturze sprawiają, że książka jest zbyt oczywista i współcześnie dorosły czytelnik zachwycić się nią może jedynie przez sentyment lub zaliczenie do kanonu. Jeśli ktoś dużo czyta, to "Mały Książę" to dla niego zwyczajnie za mało.

Uwielbiany przeze mnie "Kubuś Puchatek" (oraz "Chatka Puchatka") to z kolei idealna książka dla dzieci, ale właśnie dla dzieci. Powinno się ją przeczytać swojemu dziecku, ale nie ucieszy ona rodzica na poziomie opowieści. To wciąż książka dla dzieci, tyle, że bardzo dobra.

Podobnie będzie z moją ukochaną książką z dzieciństwa - "Dziećmi z Bullerbyn". Wolałem je od przygód Pippi i czytałem wielokrotnie jeszcze jako dziecko. Przeczytałem ją swojemu dziecku z przyjemnością, ale nie jest to kawałek literatury, jaki czytałbym dla siebie z równą frajdą.

A teraz obiecane pięć pozycji, które uważam za lektury, które można przeczytać dziecku i mieć sporo frajdy:
  1. "Alicja w Krainie Czarów". Pamiętam tę powieść z dzieciństwa, ale kiedy czytam jako dorosły, zupełnie inaczej ją odbieram. Jest magiczna i niepowtarzalna. Wprowadza surrealizm i odrobinę groteski w sposób wyważony, który przez dorosłych odbierany jest inaczej niż przez dzieci.
  2. "Muminki" - cały cykl. Bajka jest świetna, ale powieści są chyba jeszcze bardziej poważne. Nie czytałem całości, ale to, co czytałem bardzo mnie wciągnęło. Mówię o pierwotnym cyklu, nie o jakichś nowoczesnych dodatkach i pomysłach. Odbiór zupełnie inny niż dobranockowy - trochę mroczny nawet. W końcu muminki to... trolle.
  3. "Narnia" - cały cykl. To świetne, młodzieżowe fantasy, które dzielnie się trzyma i mimo, że jest powieścią dla dzieci i młodzieży, opowiada całkiem epicką historię. Te właśnie opowieści i całość, jaką tworzą stanowią o wielkości cyklu.
  4. "Hobbit". Ponadczasowa powieść, która jest przecież przełomowym momentem w historii fantastyki. Pierwszy raz dostajemy elfy, krasnoludy, niziołków, trolle czy orki w formie, w jakiej trafiły do kanonu. Unikalne dzieło i jak najbardziej nadaje się do czytania dziecku. Dużo humoru, dużo magii i zrozumiały język. Wspaniałe!
  5. "Wodnikowe Wzgórze" - opowieść o królikach, napisana z niezwykłą wnikliwością. Jestem w trakcie i uważam, że to fenomen. Książka dla dzieci i dorosłych, niezwykła, mądra i wciągająca.
Czytanie dzieciom nie musi być obowiązkiem (nawet przyjemnym). Nie musi być tylko dla dzieci. Można obcować z literaturą z równą przyjemnością, jak podczas czytania własnych, "dorosłych" dzieł.

czwartek, 1 stycznia 2026

Podsumowanie 2025 roku

Nadszedł Nowy Rok, a zarazem czas podsumowań. W przypadku "Recenzenta Amatora" to czas podsumowania ocen wystawionych w drugiej połowie roku, a zarazem podsumowania całego roku 2025.

O ile się nie mylę, na blog trafiło 18 wpisów książkowych. Miałem nadzieję, że będzie ich więcej, ale nie udało się. Wyrównałem zatem wynik pierwszej połowy roku i podobnie jak w tamtym okresie, oceny punktowe nie przedstawiają się szczególnie imponująco. Pociesza mnie jednak fakt, że patrząc wstecz, oceniam te książki lepiej niż wskazywałyby na to punkty. Lepiej tak niż miałoby być na odwrót.

Eksperyment z czytaniem kilku rzeczy na raz nie jest zły, ale bywa kłopotliwy. W praktyce jest tak, że mam jedną książkę "główną", druga to na przykład opowiadania lub felietony, między którymi mogę robić przerwy. Trzecią czytamy rodzinnie, na głos. Śledzenie dwóch historii na raz okazywało się frustrujące. Słyszałem o osobach, które "czytają kilka książek na raz, bo nigdy nie wiedzą po którą będą miały chęć sięgnąć przy następnym posiedzeniu". U mnie to tak nie działa - jeśli mam na książkę ochotę, to będę po nią sięgał, a jeśli nie mam, to pewnie ją odłożę i uznam, że nie będę do niej wracał. Zatem osobiście nie polecam tej metody, ale może tylko dlatego, że u mnie nie ma ona zastosowania (ale to blog mocno subiektywny, zatem moja opinia jest tutaj najważniejsza).

Czas na oceny punktowe. Prawie połowa opisanych tu książek się ich nie doczekała, więc mamy do czynienia jedynie z dziewięcioma, które możemy porównywać.


Najwięcej punktów zdobyła książka "20:32" Marcina Mortki, która z resztą zrobiła na mnie duże, pozytywne wrażenie, a ponadto bardzo mi pomogła w trudniejszym okresie (jest to także jedna z książek, do autora której odezwałem się po lekturze, by podziękować). Uzyskała ocenę równą "Niewidzialnemu Życiu Addie LaRue", ale w mojej świadomości to "20.32" zasługuje na tytuł Najlepszej Książki roku 2025 bloga Recenzent Amator.

W kategorii Kunszt Literacki, 9 punktów otrzymała znakomita powieść "Na Zachodzie bez zmian", wyrównując wynik "Niewidzialnego Życia Addie LaRue" oraz "Fioletu" z pierwszego półrocza.

Jeśli chodzi o Lekkość, to "20:32" otrzymała pełne 10 punktów. W pierwszej połowie roku takim rezultatem może poszczycić się "Fiolet".

Akcja, tradycyjnie, z ósemkami. W pierwszym półroczu były aż cztery, tym razem trzy: "Na Zachodzie bez zmian", "Inwazja Jaszczurów" oraz "Bot".

Kategoria Bohaterowie doczekała się dziesiątki (jedynej w tym roku) za sprawą "20:32".

Aż cztery ósemki w kategorii Zakończenie nie przebiły jednak dziewiątki z zeszłego półrocza (dla "Niewidzialnego Życia Addie LaRue"). Tym razem ósemki dla "Na Zachodzie bez zmian", "Inwazja Jaszczurów", "Bot" oraz "Drobiazgi takie jak te".

Życzę Wam, moi drodzy czytelnicy, dużo dobrych lektur w 2026 roku!
Wasz Bler