Planowałem przeczytac jakąś książkę tego autora od dłuższego czasu i teraz trafiła się okazja za sprawą książki znalezionej w śmietniku - leżała na stercie kartonów, w idealnym stanie - bez jednego zagniecenia, bez plamki. Wziąłem i przeczytałem. I jestem usatysfakcjonowany tą lekturą, bo chociaż była krótka, to było jej dokładnie tyle, ile powinno. Autor najwyraźniej czuł, że już wystarczy i że ta nieco abstrakcyjna humoreska wyczerpała już arsenał pomysłów i zastosowanie obszerniejszej formy oznaczałoby, że fabuła zaczęła by się powtarzać. A żaden żart powtarzany wielokrotnie nie robi się coraz lepszy.
Powieść opowiada o gwiezdnej podróży w nieznanym kierunku z bardzo specyficznymi pasażerami na pokładzie. To doskonały przykład opowieści w której to nie cel wyprawy jest istotny, ale sama droga - zabieg z nieznajomością celu pogłębił to wrażenie do maksimum. Ta powieść zbudowana jest bowiem z ekstremów - wszystko jest tutaj przejaskrawione i wyolbrzymione: naiwność, głupota, przywiązanie do obowiązków lub jego brak. Sami bohaterowie też są bardzo jasno określeni poprzez jaskrawe ukazanie dominującej cechy, ale tak dobrze pasują do opisanego świata, że wszystko sprawia spójne wrażenie i po prostu dobrze się czyta.
Fabuła nie jest może porywająca, ale fantastyczne przygody, jakie przeżywa załoga statku przypominają mi Star-Trek, gdyby twórcy celowo chcieli ośmieszyć serial, a nie jedynie eksperymentowali z nową formą, jak miało to miejsce w najstarszych seriach. I to skojarzenie tylko podbiło moje wrażenia z lektury.
Oceny (legenda tutaj):
- Kunszt: 6 (Dobrze wyważony.)
- Lekkość Pióra: 7 (Łatwo i z uśmiechem się po nią sięga.)
- Akcja: 6 (Przeciętna, awanturnicza.)
- Bohaterowie: 7 (Dobrze wpasowani w klimat.)
- Zakończenie: 6 (Pasujące do reszty.)
- Ocena Łączna: 32/50

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz