sobota, 5 lutego 2022

Głodna Puszcza - Marcin Mortka

Kolejna część cyklu o przygodach Kociołka i jego Drużyny do Zadań Specjalnych. Godna kontynuacja "Nie ma tego złego", okraszona jeszcze większą ilością wybornego fantastyczno-ironicznego humoru (Człekoń? Proszę...). Czyta się sama, o czym najlepiej świadczy to, że w zasadzie odrywałem się od niej tylko pod przymusem i skończyłem lekturę ledwie ją zacząłem. 

Nie podobały mi się w całej powieści dwie rzeczy. Po pierwsze to, ze autor ponownie przedstawia wszystkich bohaterów i robi to nawet bardziej szczegółowo niż w tomie pierwszym, gdzie w zasadzie dopiero ich poznajemy. W mojej opinii to zabieg niepotrzebny. Po drugiej jest tu pewna niekonsekwencja w opisywaniu wydarzeń tomu poprzedniego i jako czytelnik miałem "ej, ale to nie było tak". Poza tym zastrzeżeń nie zgłaszam.

Podobają mi się głupkowate rasy, którymi raczy nas autor, wytrząsając je prosto ze swej bogatej (i nieco spaczonej w dobrym znaczeniu tego słowa) wyobraźni prosto na karty powieści, gdzie niczego niespodziewający się czytelnik musi się z nimi mierzyć. Jestem pod ogromnym wrażeniem wtrącania wszędzie polskich (ale tak bardzo polskich) nazw, co tworzy wyjątkowy koloryt, a czego zawsze mi brakowało, gdy czytałem powieści fantasy, silące się na powagę. To literatura mocno rozrywkowa, więc fajnie, że taka właśnie jest i nie udaje czegoś innego.

Z niecierpliwością czekam na kolejne tomy przygód Kociołka i Drużyny.

Cenę tej książki można sprawdzić:

środa, 2 lutego 2022

Nie ma tego złego - Marcin Mortka

"Powieść fantasy z szyderczo-cynicznym humorem w sam raz na długie wieczory!" głosi napis na okładce. Autorem napisu nie byle kto, bo Andrzej Pilipiuk. Osobiście prozę Mortki lubię, więc nawet bez okładkowej zachęty sięgnąłbym po nią z przyjemnością. Już teraz napiszę, że był to trafny wybór.

Książkę połknąłem w cztery, chyba, posiedzenia. Nie jest długa, nie skomplikowana, czyta się przyjemnie, a fabuła przetykana jest humorem utrzymanym w konwencji i nieco z niej dworującym. Nie jest to jednak parodia. Zdecydowanie pozycja dla wielbicieli fantasy, jak i literatury lekkiej, łatwej i przyjemnej.

Fabuła jest przemyślana, ciekawa i wciągająca, a przy tym ma w sobie coś z klasycznej powieści awanturniczej, największą siłą jest jednak drużyna. Bohaterowie dobrani na zasadzie przeciwieństw, wszyscy równie ważni (chociaż narratorem jest jeden z nich, co stawia go na czele) i wszyscy bardzo, ale to bardzo charakterystyczni. Tutaj także uciekamy się do pewnego schematu, który mimo niewielkich zaburzeń wpisuje się w oczekiwania fanów fantasy. 

Wspomniane zaburzenia są jednak lukrem na cieście. Widać doskonale, ze autor bawi się świetnie, wplatając w opowieść swoje zabawne pomysły, które tworzą koloryt świata. Nie jest niewolnikiem stylu, czy utartych szlaków, ale dorzuca do mieszanki swoje, często niekonwencjonalne pomysły. Uwielbiam taki styl pisania i jest to powód dla którego sięgam po książki Mortki. Są jak opowiadanie historyjek ze znajomym i ubarwianie ich pomysłami, wpadającymi do głowy pod wpływem chwili, tworzącymi jednak spójną opowieść. 

Olbrzymim minusem jest to, co okazało się, gdy kończyłem książkę (została mi polecona i wciśnięta do ręki). Okazało się bowiem, że to nie samodzielna powieść, ale część cyklu. A ja nie lubię czytać cyklu, kiedy nie mam dostępu do innych tomów. Poza tym zgrzytem (który pewnie nie jest zgrzytem dla nikogo poza mną), świetnie bawiłem się w towarzystwie tej powieści. Samodzielnej powieści, bo to inne tomy potrzebują jej do istnienia, a nie na odwrót.

Oceny punktowej nie będzie, bo (jak napisałem) jest to część cyklu, zatem trzeba by ją rozpatrywać jak większą całość (trudno na przykład ocenić zakończenie). 

Cenę tej książki można sprawdzić:

niedziela, 23 stycznia 2022

Szczury Wrocławia - Robert J. Szmidt

Uwaga - recenzja zawiera spoilery dotyczące treści, które dotyczą spraw ogólnych, zdradzają fabułę pierwszego rozdziału.

Post apokaliptyczne wizje zawsze mnie pociągały. Szczególnie apokalipsa Zombie w jakiś sposób do mnie przemawiała. Do tej pory sądziłem jednak, że nie da się opisać jej w sposób wciągający, interesujący, dokładny i z żywymi detalami. Myliłem się, co udowodnił autor Szczurów Wrocławia, człowiek, który nie tylko świetnie pisze, ale jest także doskonałym tłumaczem, a przy tym interpretatorem (to właśnie jego tłumaczeniami tak się zawsze zachwycam i jest jedynym powodem, dla którego sięgnąłem po niektóre książki - nie za sprawą autorstwa, a "jedynie" tłumaczenia). Wiele oczekiwałem po tej książce i z przyjemnością oznajmiam, że nie zawiodłem się!

Jestem pod ogromnym wrażeniem sposobu, w jaki w pierwszym tomie autor buduje napięcie, opisując poszczególne sytuacje, mające miejsce w ogarniętym zarazą mieście. Wydarzenia te są małymi samodzielnymi opowiadaniami, które koniec końców łączą się ze sobą, a zbudowana z nich fabuła stanowi podstawę tej książki. Oznacza to, że nie mamy tu jednego bohatera, raczej bohaterów przechodnich, którzy przeżywają lub giną, są ważni przez moment, albo przez kilka rozdziałów i nigdy nie wiadomo na co się akurat trafi. Można polubić bohatera, który parę stron dalej polegnie, można nie zauważyć postaci, która zostanie z nami na dłużej, są postaci wyraźnie pierwszoplanowe i takie, które schodzą na plan dalszy. Narrator pomieszcza się pomiędzy miejscami i postaciami - to niezwykle wciągające i zadziwiająco dobrze buduje obraz sytuacji.

Drugi tom, chociaż kompozycyjnie spójny z poprzednim, skupia się na konkretnej akcji, nie dzieląc naszej uwagi na epizody budujące nastrój, czy nie związane z podstawową linia opowieści. Nadal otrzymujemy wiele ciekawych postaci, których losami możemy się przejąć, jednak główny wątek zarysowany jest bardzo wyraźnie. Nawet tytuł podpowiada co będzie epicentrum tej części opowieści. 

Jest tu jednak kilka scen, które mnie nie przekonały. Pod koniec tomu doktor przeprowadza kilka eksperymentów, a ja jestem przekonany, że znalazł bym lepsze zastosowanie dla posiadanych obiektów i istnieją kwestie, których wyjaśnienie jest o wiele pilniejsze niż te, które postanowili przebadać bohaterowie. Najbardziej przykre jest jednak zakończenie - jeśli to faktycznie finał opowieści... Zakończenia bowiem brak. Zostaje otwarte i można by pisać dalej.

Tak, wiem, że jest jeszcze tom trzeci, ale ten nie kontynuuje opowieści od miejsca, w którym rozstaliśmy się z nią w poprzedniej części. Skupia się natomiast na wspomnianym w poprzednich tomach szpitalu psychiatrycznym i opowiada jego historię od początku do końca. I robi to tak dobrze, że miałem problemy z przebrnięciem przez niektóre opisy. Jestem bowiem bardzo wrażliwy na opisy zabiegów medycznych, a te tutaj przedstawione były niezwykle realistycznie, co w połączeniu z brutalnymi opisami dotyczącymi działań samych zarażonych powodowało, że żołądek nie raz wywracał mi się do góry nogami.

Całość tworzy ciekawy zestaw, chociaż otwarty (za sprawą zakończenia tomu drugiego). Język jest obrazowy, a przy tym dość lekki, by czytanie nie sprawiało żadnego problemu i nie powodowało zastojów. Z uwagi na to, iż nie jestem pewien końca opowieści, powstrzymam się od tradycyjnej oceny, ale z pewnością mogę polecić ten cykl każdemu. 


poniedziałek, 3 stycznia 2022

Podsumowanie roku 2021

Jeśli miałbym oceniać rok 2021 pod kątem czytania, to musiałbym się przyznać, że mogłoby być lepiej, zarówno pod względem ilościowym jak i jakościowym. Obie te sprawy są ze sobą ściśle związane, gdyż przez pierwsze półrocze, wybierałem książki, z którymi się później męczyłem. Chciałem czytać coś nowego, nietypowego, penetrować nowe literackie oceany, a to wiąże się właśnie z takim ryzykiem. Skończyło się tak, że trafiłem na kilka pozycji, do których nie miałem ochoty siadać. Książka leżała, a ja szukałem wymówek, by nie czytać. Gdy się zorientowałem, zmieniałem lekturę, ale za każdym razem marnowałem o wiele za dużo czasu. A przecież jest tyle książek, które chciałbym przeczytać!

Dobra, koniec narzekania. Wracamy do spraw przyjemniejszych. Jak pisałem w zeszłym roku, posiadam czytnik PocketBook Touch Lux 4, który doceniam coraz bardziej. Jest lekki, wygodny, a funkcja podświetlenia przydaje się nie tylko w łóżku, ale także w niedoświetlonej komunikacji miejskiej. Nadal kocham papierowe wydania, ale czytnik jest po prostu wygodny. A do tego nie nasiąka zapachami, więc można czytać przy cygarze. 

W 2021 roku zrecenzowałem 16 książek, część w kilku tomach, niektóre czytałem jedynie do pewnego momentu (te nie mają oczywiście oceny, choć bez ocen pozostają także niektóre z przeczytanych pozycji). Używając czytnika e-booków trudno mi czasem ocenić ile tomów ma dana powieść, ale szacuję, że na zrecenzowane pozycje składa się 24 - 27 tomów. Nie jest to tragiczny wynik, ale bardzo chciałbym czytać więcej (ale nie szybciej). A teraz przechodzimy do podsumowania.


Jak widać dwie powieści otrzymały oceny 42 punkty, ale że zwycięzca może być tylko jeden,tytuł Najlepszej Książki Roku 2021 Bloga Recenzent Amator otrzymuje książka Koniec Dzieciństwa Arthura C. Clarke'a. Książka zrobiła na mnie duże wrażenie i chociaż uważam, że Hrabiego Monte Christo także każdy powinien przeczytać, to do mnie Koniec Dzieciństwa przemówił bardziej.

W kategorii Kunszt Literacki najwyższe miejsce podium z oceną 9 punktów zajmują trzy książki: Dzika Energia, Zły i Telegraph Avenue.

W kategorii Lekkość 9 punktów otrzymało aż 5 pozycji: Koniec DzieciństwaDzika Energia, Człowiek, który spadł na ziemię, Cykl o Koniaszu i Requiem dla Analogowego Świata, które notabene sprawiło mi bardzo dużo frajdy.

Akcja to ponownie dwóch faworytów z oceną 9 punktów: Koniec Dzieciństwa i Hrabia Monte Christo.

Bohaterowie to także dziewięciopunktowy remis pomiędzy książkami Hrabia Monte Christo i Zły

Kategoria Zakończenie to samotny zwycięzca z oceną na poziomie 9 punktów: Koniec Dzieciństwa

I w ten sposób żegnamy rok 2021. Udanych lektur w 2022 roku!

Wasz Bler.