Pierwszym co uderzyło mnie w tej powieści jest powolne tempo i jakiś spokój, który był wspaniałą odmianą w kontekście świątecznych przygotowań. To jest książka, w której nie ma akcji (jest, ale jest jej jak na lekarstwo). Opowiada o przygotowaniach do rodzinnych świąt i samym ich przebiegu, wtrącając gdzieś w środku kilka reministencji dotyczących tego, czym żyje w danej chwili każdy członek rodziny. Nic szczególnego, ale czyta się nieźle, więc nie odłożyłem. Znam Whartona na tyle, by wiedzieć, że potrafi zaskoczyć - czytałem zaledwie garść jego dzieł, ale miałem silne podejrzenie, że się nie zawiodę.
Dla mnie całą powolność powieści tłumaczy zakończenie. Jest mocne, bezkompromisowe i w pewien sposób bardzo życiowe. Prawdziwe. Bierze na siebie odpowiedzialność za powolność całej powieści i wynagradza czytelnika w najlepszy sposób. To dla tego zakończenia, dla emocji w nim zawartych warto przeczytać tę powieść.
Oceny (legenda tutaj):
- Kunszt: 6 (Spójnie utrzymany nastrój.)
- Lekkość Pióra: 7 (Łatwo się czyta.)
- Akcja: 5 (Brak jako takiej akcji.)
- Bohaterowie: 6 (Fragmenty narracji bohaterów warte uwagi.)
- Zakończenie: 9 (Mocne. Kulminacja.)
- Ocena Łączna: 33/50

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz