czwartek, 12 maja 2016

Nowa Fantastyka 12 (387) 2014

Kolejny numer czasopisma. Tak, wiem, że recenzja nie jest aktualna.

"Radość" Pawła Palińskiego to opowiadanie - przypowieść. Nie jest odkrywcze i nie ma nawet wyraźnej pointy, co jest dziwne w tego typu tekście, ale czyta się nieźle. Spodziewałem się jednak czegoś więcej niż tylko odpowiedniej stylistyki.

W tym numerze wyraźnie postawiono na przypowieści - legendy, ponieważ opowiadanie "Król" Piotra Pożogi także spełnia te założenia. Tym razem tekst jest współczesny, co w połączeniu ze specyfiką gatunku daje bardzo ciekawy efekt. Otrzymujemy także udane, choć spodziewane zakończenie. Przyjemna, krótka lektura.

"Bohater z Five Points" Alana Gratza to świetne, mocno osadzone w historii steampunkowe dzieło, w którym odnajdą się nawet laicy gatunku. Przyjemny tekst, przejrzysta akcja, ciekawi bohaterowie, których udało się konkretnie zarysować nawet w krótkim tekście świadczą o mocnej ręce autora. Godne polecenia.

"Cegły, Patyki, Słoma" Gwyneth Jones to hard sf, które bardzo do mnie nie trafiło. Odwołuje się do motywu z trzech świnek, ale jest to tak naciągane, ze aż boli. Równie dobrze mogłyby tam pojawić się trzy inne słowa, a sens opowieści nie zmieniłby się ani na jotę. Pomysł w zamyśle dobry został udziwniony, przetrawiony i wypluty w formie, której nie ma się ochoty czytać.

W zasadzie w całym numerze podobało mi się tylko jedno opowiadanie i nieco publicystyki. Szkoda.

wtorek, 10 maja 2016

Faktotum - Charles Bukowski

Kolejna książka autora, niejako obiecana w poprzednim wpisie, to "Faktotum". Z "Listonoszem" łączy ją postać głównego bohatera, ale tym razem nie ma wzmianki o tym, że pracował na poczcie. Tym razem ima się różnorodnych zajęć i zmienia je w zastraszającym tempie, czemu trudno się dziwić, gdy poznamy go bliżej. Nieco wolniej zmienia także kobiety.

Podobnie jak w poprzedniej, także i w tej powieści mamy do czynienia z krótkimi, często urwanymi rozdziałami. Język staje się jeszcze bardziej wulgarny niż poprzednio i muszę przyznać, że odrobinę mi to przeszkadza, gdyż chwilami nie znajduję dla tego uzasadnienia. Pojawiają się także błędy gramatyczne i zaczynam podejrzewać o nie nie tyle samego autora, co tłumacza.

Jest to jednak historia brawurowa, życiowa i realistyczna, czym broni się wśród kilku niedociągnięć. Ponadto zarówno z uwagi na formę jak i na wciągającą treść, czyta się ją nadspodziewanie szybko.

W mojej opinii połączenie wulgarnego języka, podejścia do pracy zawodowej, alkoholu, hazardu i kobiet w tej książce najlepiej obrazuje dialog dwóch bohaterów, którzy urwali się z pracy, żeby obstawić na wyścigach:
"- Żonaty jesteś Manny?
- Co Ty!
- Kobitki?
- Czasami. Ale nigdy na dłużej.
- W czym problem?
- Kobieta to zajęcie na cały etat. Każdy musi wybrać sobie fach i się go trzymać.
- Rzeczywiście. Jest to jakiś emocjonalny drenaż.
- Fizyczny również. Przecież one się chcą na okrągło pierdolić.
- Znajdź sobie taką, z którą byś to lubił robić.
- Akurat. Wystarczy, że pijesz albo grasz. Zaraz ci powie, że to "niszczy naszą miłość".
- To znajdź sobie taką, która lubi gorzałę, hazard i ruchanko.
- A po co komu taka kobieta?"

Oceny (legenda tutaj):

  • Kunszt: 7 (Prosty, nieco zbyt wulgarny.)
  • Lekkość Pióra: 8 (Błyskotliwe krótkie rozdzialiki.)
  • Akcja: 7 (Nie rozwijająca się, ale dająca poczucie, że "tak ma być".)
  • Bohaterowie: 6 (Nic skomplikowanego.)
  • Zakończenie: 5 (Przeciętne.)
  • Ocena Łączna: 33/50

sobota, 7 maja 2016

Listonosz - Charles Bukowski

"Listonosz" Bukowskiego to pierwsza książka tego autora, jaką dane mi było przeczytać i już wiem, że nie ostatnia. Napisana mocnym, odważnym językiem, który miejscami zahacza o wulgarność, oparta na własnym życiorysie powieść jest jego pierwszą powieścią. Czuć charakterystyczny styl, który trudno byłoby dopasować do innego autora. Jeśli miałbym znaleźć podobieństwa, to może do "Tortilla Flat" Steinbecka.

Najlepsze historie pisze życie, zatem oparta na życiu i w dużej mierze pracy autora jako listonosz powieść, składająca się z wielu krótkich epizodów, wyrwanych z większej całości, a jednak w jakiś sposób całość stanowiących przykuwa uwagę. Napisana jest bardzo prostym stylem, co tylko wzmacnia autentyczność opisywanych zdarzeń.

Autorowi udało się zastosować niski styl, ocierający się o wulgarność, który jednak nie razi. Pełen jest humoru, miejscami nieco wisielczego oraz krytyki "systemu" jako takiego - w tym przypadku na podstawie systemu Poczty Stanów Zjednoczonych. Proste, śmiałe i bezkompromisowe. Stanowi świetnie zgraną całość, choć zakończenie do mnie nie przemawia.

Oceny (legenda tutaj):

  • Kunszt: 8 (Prosty, ale pasujący do opisywanych zdarzeń.)
  • Lekkość Pióra: 8 (Krótkie kąski, zawsze chce się przeczytać kolejny.)
  • Akcja: 7 (Klarowna.)
  • Bohaterowie: 6 (O dziwo nieco uproszczeni.)
  • Zakończenie: 4 (Odstrzelone. Mnie się nie podobało (poza ostatnim zdaniem).)
  • Ocena Łączna: 33/50

niedziela, 1 maja 2016

Granatowa krew - Wiktor Hagen

Kryminał nie jest gatunkiem, po który sięgam często, ale kiedy to robię, spodziewam się zaskoczenia, czegoś więcej niż sztampy, znanej z kina. Tym razem ponownie (nawiązując do "Czego nie słyszał Arne Hilmen") w moje ręce wpadł kryminał polskiego autora i ponownie debiut. Znowu się nie zawiodłem.

Przede wszystkim na uwagę zasługuje postać głównego bohatera. Nie jest to typowy glina, którego wizerunek ustalił Bogusław Linda, nie jest to w ogóle twardziel. To inteligent, który dorabia poza pracą w Policji, dba o dom, ma żonę, dzieci. To wszystko łączy z pracą w policji. Typowe dla naszego kraju (choć może akurat nie dla funkcjonariusza z wydziału zabójstw).

To, co szczególnie podobało się mnie, to świetne opisy Warszawy - tej współczesnej porównywanej do tej historycznej, ze wspomnień bohatera (i autora). Rys historyczny jest silny i wyraźnie widać wpływ PRL-u na dzisiejsze postrzeganie Warszawy przez tych, którzy mieszkają tu od urodzenia. Autor odwalił tu kawał dobrej roboty stawiając na autentyzm i własne wspomnienia. Dzięki temu czytelnik także może poczuć ten swoisty klimat.

Skoro to kryminał, warto by ocenić zadaną zagadkę i poprowadzenie jej do rozwiązania. Przyznaję, że autor stanął na wysokości zadania, świetnie wpisał się w polską rzeczywistość, dzięki czemu otrzymaliśmy prawdziwy katalog podejrzanych. UWAGA SPOILER: Rozwiązanie zagadki jest wielowątkowe i raczej trudno czytelnikowi na nie wpaść. Autor nie dostarcza mu jednak wszystkich informacji, co stawia czytelnika w roli biernego obserwatora. Motyw jest wieloraki, sprawca także nie jest jednoznaczny. Już sama historia zagadki wciąga, więc wielbiciele kryminałów jako takich znajdą tutaj coś dla siebie.

Najbardziej jednak wciąga książka jako całość. Wyważenie jest według mnie idealne. Humorystyczne sceny z dziećmi bohatera, spotkania rodzinne, druga praca, kontakty pozasłużbowe - wszystko to jest świetnie oddane we właściwych proporcjach. Są także przerysowane postacie - koledzy i koleżanki z pracy. W ten sposób pokazany jest pewien dysonans pomiędzy życiem służbowym a prywatnym. I bardzo dobrze.

Oceny (legenda tutaj):

  • Kunszt: 8 (Bardzo pasował mi do opowieści, ładny literacki język.)
  • Lekkość Pióra: 9 (Świetnie się to czyta.)
  • Akcja: 8 (Wyważona i ciekawa.)
  • Bohaterowie: 8 (Świetni, aż chce się więcej.)
  • Zakończenie: 8 (Dobrane do akcji.)
  • Ocena Łączna: 41/50
"Komisarz Albert Potocki nigdy nie wchodził po cichu. Jego pojawienie się miało w sobie coś teatralnego. Nemhauser uważał, że wyglądało to jak sztuka, w której didaskaliach autor zapisał: scena trzecia, ujęcie czwarte, wchodzi Albert Potocki." - czyż nie wspaniały fragment, świadczący o kunszcie autora?