poniedziałek, 17 maja 2021

Armaged-dom - Marina i Siergiej Diaczenko

Zaraz po "Dzikiej Energii" rzuciłem się do półki z książkami i sięgnąłem po kolejną powieść ukraińskich autorów. Przeczytałem, a o tym, jak bardzo bez echa przeszła ta pozycja, niech świadczy to, że dopiero teraz przypomniałem sobie, że warto byłoby ją tu opisać. A wiele wody upłynęło.

Na szczęście doskonale pamiętam klimat, który panował w powieści - początkowo niezły, w dalszych częściach męczący. Wydaje mi się, że pomysł cyklicznej apokalipsy nie został tu w pełni wykorzystany - ciągle wracający (niczym rzeczona apokalipsa) motyw jednego ze zmarłych bohaterów w powieści zdominował to, co w pierwszej chwili wydawało mi się myślą główną, a stanowiło tylko tło wydarzeń. W gruncie rzeczy książka ta zwróciła się w niespodziewanym kierunku. Kierunku, który do mnie nie przemówił.

Mimo to książka wywołała u mnie pewną refleksję. Wszyscy umieramy, ale nie wszyscy staramy się w ciągu życia zrobić coś, żeby było lepiej. Nam - ludzkości. W powieści pracowano nad społeczeństwem, wierząc, że jest to droga do tego, by zapobiec apokalipsie, o której wiedziano, że nadejdzie (było to prawie pewne, znano przybliżony termin i wiedziano ile cykli maksymalnie każdy człowiek może przeżyć). W naszym świecie zaczynamy mieć świadomość nadchodzącej apokalipsy, ale jakoś mało kto w nią naprawdę wierzy (nawet ja przeczuwam, ale nie do końca wierzę). Mało kto pracuje, by jej zapobiec - czy to koncepcyjnie, czy własnymi rękami. Czy naprawdę potrzebujemy dowodu, żeby wziąć się do pracy? Czy nawet wtedy nie będziemy potrafili działać, licząc, że ktoś inny zrobi to za nas? I czy będziemy starać się ratować siebie samego, czy też całą ludzkość, w nadziei na lepsze jutro dla przyszłych pokoleń?

Oceny (legenda tutaj):
  • Kunszt: 7 (Nic specjalnego, ale składne.)
  • Lekkość Pióra: 6 (Miejscami męczące.)
  • Akcja: 7 (Miałem nadzieję na coś innego.)
  • Bohaterowie: 6 (Nic specjalnego.)
  • Zakończenie: 6 (Nie zapada w pamięć.)
  • Ocena Łączna: 32/50

sobota, 20 marca 2021

Dzika Energia - Marina i Siergiej Diaczenko

Książka, po którą sięgnąłem ad hoc - zobaczyłem na półce, przypomniałem sobie, że kiedyś z przyjemnością przeczytałem jakąś powieść tej pary autorów i postanowiłem przeczytać. I spędziłem smakowite trzy wieczory na lekturze.

Pozornie książka jest banalna i takie właśnie wartości z sobą niesie. Jeśli jednak zastanowimy się chwilkę, zauważymy, że jest tutaj o wiele więcej. Jest to powieść o wewnętrznej sile (jakich wiele), ale tutaj pokazano, że siła ta tkwi w każdym i potrzeba tylko bodźca, który ją uwolni. Jak wiele powieści, mówi o tym, by stawiać pytania, kwestionować i dociekać prawdy, samodoskonalić się. Opowiada o buncie. O tym, że kiedy jesteś potulny, stajesz się zdany na łaskę innych. A w skrajnych przypadkach potulni są wszyscy, a tych "innych" może zabraknąć. I to wcale nie za sprawą jakiejś wpływowej grupy - zwyczajna konieczność prowadzi do tego, by czerpać z tych, którzy robią więcej niż inni i z tych zasobów utrzymywać całą resztę. Brzmi znajomo?

Mnie jednak najbardziej spodobał się motyw poszukiwania mniejszego zła, oraz przeciwstawienie mu szukania "trzeciej drogi", która umożliwia odrzucenie zła i zastąpienie go czymś, co wcześniej nikomu nie przyszło by do głowy, co było abstrakcyjne, wizjonerskie. Daje to nadzieję, że nawet w naszym niedoskonałym, zaśmieconym świecie możemy coś zmienić, stworzyć coś, co nikomu nie przyszło do głowy. Że nawet w naszym ułomnym systemie możemy poszukać nowego rozwiązania, które zastąpi stary porządek. Że zawsze trzeba go szukać.

W warstwie tekstowej (formie) książka także nie zawodzi. Ma wyczuwalny rytm, który ogarnia i bohaterów i czytelnika. Nie na darmo jest to projekt literacko - muzyczny. Chwilami czytając miałem poczucie synestezji, co było z pewnością zabiegiem celowym i bardzo ciekawym. To wszystko sprawia, że jest to pozycja zupełnie wyjątkowa. Niech świadczy o tym także fakt, że spośród kilku książek Diaczenków, sięgnąłem właśnie po tę (a nie jak zwykle po najwcześniej napisaną). Bardzo gorąco ją polecam.

Oceny (legenda tutaj):
  • Kunszt: 9 (Książka z wewnętrznym rytmem.)
  • Lekkość Pióra: 9 (Trudno się oderwać niemal przez całą powieść.)
  • Akcja: 8 (Miejscami banalna, ale z zaskakującą pointą.)
  • Bohaterowie: 7 (Barwni i dobrze opisani.)
  • Zakończenie: 8 (Spodziewane, ale bardzo dobre.)
  • Ocena Łączna: 41/50

Cenę tej książki można sprawdzić:

poniedziałek, 15 marca 2021

Zły - Leopold Tyrmand

Jak mogłaby mnie nie wciągnąć powieść o świecie powojennych, warszawskich oprychów, napisana manierą jak z "Przekroju"? Wielkie fortuny, powstałe na gruzach odbudowywanej Warszawy, na bazarach, w podmiejskich willach, praskich podwórkach i śródmiejskich kamienicach. Jest tu życie ulicy, kosiory i cwaniaczki wszelkiej maści, szemrane interesy, nocne picie wódki i nieśmiertelne "kup pan cegłę". 

Na tym podkładzie rysuje się niebagatelna fabuła, najeżona bohaterami (w znakomitej większości negatywnymi), których losy splatają się w barwnym korowodzie wydarzeń. Jest tu tajemnica, romans, sensacja, a także poetyckie opisy Warszawy, jakiej nie znamy i już nie poznamy. Każdy, kto choć trochę interesuje się tym miastem, powinien sięgnąć po tę pozycję, gdyż jest to łatwy, bezbolesny sposób by poznać klimat odbudowywanej stolicy.

Jedyne, co niezupełnie do mnie przemówiło, to zakończenie, bo choć po minięciu połowy książki trudno mi było się od niej oderwać (a jest to obszerna pozycja), to zakończenie pozostawiło niedosyt.

Oceny (legenda tutaj):
  • Kunszt: 9 (Coś niespotykanego.)
  • Lekkość Pióra: 6 (Dobrze się czyta, ale nie przykuwa do fotela.)
  • Akcja: 7 (Interesująca.)
  • Bohaterowie: 9 (Prawdziwy korowód postaci.)
  • Zakończenie: 6 (Pozostawia niedosyt.)
  • Ocena Łączna: 37/50

Cenę tej książki można sprawdzić:

czwartek, 11 lutego 2021

Fundacja - Isaak Asimov

Ja wiem, że kultowa, wiem, że to wielkie dzieło. Wszystko to słyszałem. Niestety nie zmienia to faktu, że czytając nie czułem przyjemności. To nie jest zła literatura, ale po prostu trochę przestarzała. Ciekawym pomysłem jest napisanie historii przyszłości, która obejmowała będzie całą galaktykę. Tylko, że teraz ten pomysł nie jest już oryginalny (choć niewątpliwie był taki w czasach powstawania powieści) - to własnie miałem na myśli pisząc, że "Fundacja" się zestarzała.

Chwilę zastanawiałem się w jakiej kolejności czytać cykl. Z pomocą przyszedł mi internet - wśród miłośników Asimova panuje opinia, by cykl czytać w kolejności powstawania. Podobno trzy pierwsze tomy są najlepsze. Sięgnąłem więc po "Fundację", przeczytałem bez wstrętu, ale i bez zachwytu. Dużo się nie dzieje, opisy są raczej suche, pozbawione emocji i nie bardzo mnie wzruszyły. Sięgnąłem po drugi tom i tego już nie doczytałem do końca... Szkoda mi było czasu. 

To nie jest zła książka - podkreślam. Nie dziwię się, że znajduje amatorów, że wielu osobom się podoba. Niestety w mojej opinii da się to czytać, bez poczucia marnowania czasu tylko wtedy, kiedy albo fascynujemy się historią literatury fantastycznej do tego stopnia, że chcemy poznać ją tylko w tym celu, albo szukamy inspiracji lub tworzymy bazę "powieści historycznych wymyślonych światów". Ja szukam przyjemności z lektury, ciekawej fabuły, zwrotów akcji, opisów miejsc i barwnych bohaterów. Tego tutaj nie znalazłem.