środa, 16 marca 2022

Przedrzeźniacz - Walter Tevis

Mógłbym napisać, że książka od początku zrobiła na mnie duże wrażenie, ale prawda jest taka, że nie zrobiła go od początku, a dopiero po kilkudziesięciu stronach. Mógłbym napisać, że jest przerażająca, bo jest, ale ja faktami przedstawionymi w książce jestem przerażony od kilku co najmniej lat. Co prawda Tevis napisał swoją powieść jeszcze przed moimi narodzinami, ale jak widać tendencje już istniały. Tak na prawdę, to jestem zachwycony tym, że "stara" fantastyka (w końcu powstała ponad 40 lat temu), jest tak dobra, tak trafna i tak dobrze się czyta. Lepiej niż wiele dzieł, które powstały później. A może to też ma związek z tym, o czym mowa w fabule...

Książka opowiada o tym, że ludzkość jest jak woda - szuka najłatwiejszej drogi, którą może płynąć. Szuka skrótów, sposobów na ułatwienie sobie egzystencji, odrzuca wysiłek. To, jak widać, naturalne zjawisko jest w obecnych czasach wykorzystywane przez wielkie korporacje, które serwują nam lekkostrawną papkę na wszystkich polach - od kiepskich, ale łatwych książek "dla każdego", poprzez bzdurne programy w TV, gotowe posiłki o znikomej wartości odżywczej, coraz mniej wymagających szkołach i egzaminach po durne hasła, powtarzane z zamiłowaniem i poczuciem fałszywej wyższości przez miliony ludzi na całym świecie. Do czego to prowadzi? Otóż do degradacji społeczeństwa. W książce przedstawia się to za pomocą mechanizmy, w którym do całej pracy kierujemy roboty, które szybko przestajemy kontrolować, powierzając tę rolę coraz bardziej złożonym mechanizmom, tracimy zdolność analizy sytuacji, umiejętność jakiegokolwiek ingerowania w stworzony system, czy choćby konserwacji urządzeń. Znika zdolność czytania, jako niepotrzebna, gdyż nie musimy się niczego uczyć, a czytanie dla rozrywki wypierane jest przez prostsze jej formy - oglądanie programów na ekranie telewizora. Te jednak szybko są degradowane i upraszczane do tańczących plam, które prosty umysł ogląda z takim samym zamiłowaniem. Jakakolwiek fabuła zostaje zastąpiona przez to, co wywołuje podstawowe emocje i instynkty - seks i przemoc. To, że ta wizja wielu osobom nie wydaje się prawdziwie przerażająca jest najlepszym dowodem na to, że proces już się rozpoczął i postępuje. 

Książka obrazuje moje lęki. Boję się, że idziemy właśnie w tym kierunku. Że liczba tych, którzy się przed tym bronią jest coraz mniejsza. Że są oni spychani na margines przez stale powiększający się tłum idiotów. Telefony, które dzięki autokorekcie lepiej wiedzą co chcemy odpisać - kiedyś moi znajomi jeszcze z tym walczyli, denerwowali się, że "znów coś zmienił". Ostatnio dostaję wiadomości z błędami, zmienionymi słowami, a po zwróceniu uwagi słyszę tylko "przecież wiesz o co chodzi - można się domyślić, to po co męczyć się i zmieniać?" - to jeden z sygnałów. "Weszłem", "na dworzu", "bynajmniej" używane jako zamiennik "przynajmniej" - to także sygnały, które ignoruje coraz więcej osób. Zwracam uwagę i słyszę "coś się tak dojebał? To nie ma znaczenia". Ma znaczenie. Ma ogromne znaczenie. 

Po lekturze tej powieści zacząłem się zastanawiać ilu zmian nie widzę. Ile z nich zaszło przed moim urodzeniem. Kiedyś ludzie przywiązywali wagę do ubioru. Nosili się schludnie, a w zależności od sytuacji zakładali różne stroje. Teraz nikogo nie dziwią jeansy i T-shirt w teatrze. Gadanie bzdur można uzasadnić "wolnością słowa". Bycie chamem uzasadnia się "wyrażaniem siebie". Te przykłady można mnożyć, ale... wróćmy do książki.

Powieść Tevisa pokazuje, że degradacja społeczeństwa prowadzi do końca ludzkości. Bolesnego końca, z którego nawet nie zdamy sobie sprawy. On nastąpi, ale nie wszyscy się zorientują, że jest już po sprawie. I znów oberwą ci świadomi, wyedukowani, zepchnięci na margines. Cała reszta będzie nadal wsuwać swoją porcję papki i z głupawym uśmiechem gapić się w ekran.

Oceny (legenda tutaj):
  • Kunszt: 8 (Gdy do czytelnika dociera przesłanie, jest czyste i klarowne.)
  • Lekkość Pióra: 8 (Bardzo łatwe w odbiorze, dobrze się czyta.)
  • Akcja: 7 (Początek super, później nieco gorzej, ale to subiektywne odczucie.)
  • Bohaterowie: 6 (Życzyłbym sobie ich dokładniejszego opisu, mimo że nie jest niezbędny dla fabuły.)
  • Zakończenie: 7 (Niezłe, chociaż miałem nadzieję na inne, które jest jedynie wspomniane nieco wcześniej.)
  • Ocena Łączna: 36/50

sobota, 12 lutego 2022

Echa Zgasłego Świata

Zbiór fanowskich opowiadań z Uniwersum Metro 2033 wpadł w moje ręce tylko dlatego, że był darmowym dodatkiem do jednej z książek. Zwykle bardzo nie lubię prozy fanowskiej (Fanfików), ale Uniwersum Metro 2033 ma to do siebie, że tworzy je wielu twórców, a ten konkretny zbiorek miał na dodatek redakcję (nie był wydany przez anonimową grupę ludzi, ale wynikiem konkursu). Można zaryzykować.

Halny - Paweł Majka

Opowiadanie poza konkursem. Autor znany, lubiany. Opowiadanie jednak... średnie. Jest wciągające, ale brak mu... czegoś. Zakończenia? Pointy? Nie ma tu jednak zbyt wiele zbędnego lania wody, a to plus.

Upadek Stacji Eden - Aneta Pazdan

Początkowo to opowiadanie nie przypadło mi do gustu, bo nie do końca wpisuje się w klimat Uniwersum. Po przemyśleniu, muszę jednak oddać mu honor - pomimo przewidywalnego do bólu zakończenia, jest to całkiem udane opowiadanie.

Otwórz Oczy - Dagmara Adwentowska

Bardzo ciekawe opowiadanie, chociaż miałem nadzieję na scenę, która wprost wyjaśni to, co ciśnie się na usta po przeczytaniu tytułu. To pierwsze znaczenie - bardzo wprost. Podoba mi się jednak przewrotność tytułu. Ogólne wrażenie bardzo dobre.

Awers i Rewers - Magdalena Kucenty

Zabójstwo starej lichwiarki... gdzieś to już czytałem. Choć to pierwsze co rzuciło mi się w oczy, to autorka nie odżegnuje się od oryginału. W trakcie opowiadania przyznaje się do celowego zabiegu. Podoba mi się, że (A)wers i (R)ewers to dwie strony (M)edalu lub (M)onety.

Czyściciel - Dawid Jaworski

Kolejne opowiadanie ze "Zbrodnią i Karą" w tle. Ciekawe, chociaż dość przewidywalne. Nie do końca w klimacie Uniwersum, ale przyjemnie się czytało.

Parias - Piotr Jedliński

Opowiadanie, które ze strony na stronę podobało mi się coraz mniej. Według mnie chaotyczne, zamglone i nieprzyjemne w odbiorze, a do tego o niczym. Podobały mi się jedynie przemyślenia, którymi kończy się opowiadanie. (Jest to laureat, a ja się nie znam - wiem)

Hexengrund - Aneta Wołosiak-Tomaszewska

W zasadzie, gdyby zostawić scenę otwierającą, po niej dodać ze 3 zdania, a następnie wstawić ostatnią scenę, cała reszta okazałaby się zbędna. Po prostu większość opowiadania nic nie wnosi do historii. Ani potwory, ani bohaterowie drugoplanowi, ani całe rozmowy, opisy, akcja. Lanie wody i nabijanie stron. Ale wtedy tytuł nie bardzo by pasował. Co ciekawe, gdyby zostawić tylko te dwie sceny, o których wspomniałem, byłoby to całkiem niezłe mikro opowiadanie.

W Ludzkiej Skórze - Ilona Podgajna

Opowiadanie bardzo mi się podobało, gdyby nie to, że to tylko opowiadanie. Brak mu bowiem zakończenia. To, które jest wygląda, jakby napisane było na szybko, do mety. Gdyby to był początek powieści, z pewnością bym przeczytał, bo mnie wciągnęło. Początek i rozwinięcie jest jednak poprowadzone klimatycznie i z rozwagą, natomiast zakończenie robi się chaotyczne i pędzi bez ładu i składu. Mimo to, dla mnie plus.

320 - Komodo

Bardzo ciekawe i przemyślane opowiadanie, które dobrze się czyta. Jako jedno z nielicznych ma właściwą kompozycję - jest wprowadzenie, które w pierwszym akapicie wciąga, konkretne i rzeczowe rozwinięcie, a następnie zakończenie, które wiele wyjaśnia. Do tego dołożono niepewność co do dalszych losów postaci. Mój faworyt jak na razie.

Niemy - Justyna Micota

Opowiadanie odrobinę oderwane od... wszystkiego. Nieco na siłę wsadzone w Uniwersum Metro 2033, niepokojące, bardzo łatwe do zwizualizowania, chociaż momentami mętne. Zbyt wiele w nim niedopowiedzeń, za mało konkretów.

Miasto '33 - Tomasz Przyłucki

Opowiadanie na siłę wykorzystujące jak najwięcej "Warszawskich" motywów i symboli oraz nawiązań w muzyce / poezji. Akcja zeszła na dalszy plan. Do tego jakoś nie widziałem tutaj topografii terenu, który, jako mieszkaniec Warszawy, powinienem odnaleźć.

Pinokio - Maciej "Sarajas" Głowacki

Opowiadanie stanowi kilka chaotycznych scen, które w zasadzie są o niczym (brak myśli przewodniej). Opowiadają fragment jakiejś historii, zupełnie pomijając kwestie opisu bohaterów, a związki przyczynowo skutkowe fabuły znane są jedynie autorowi. W dodatku duża część opowiadania jest tak najeżona różnej maści ubarwiaczami, że sens zdania zatraca się w ozdobnikach. 

Protokooperacja - Marek Zychla

Świetne opowiadanie. Odważne, mroczne i przerażające. Doskonale przemyślana kompozycja, rozwijająca się konsekwentnie fabuła i zwroty akcji oraz sensowne zakończenie. A do tego wszystkiego sensowne wykorzystanie lokacji! W końcu opowiadanie, które opowiada jakąś historię od początku do końca. Teraz to opowiadanie uważam za najlepsze w zbiorze.

Obietnica - Simon Zack

Opowiadanie niezłe. Nie zrobiło na mnie wielkiego wrażenia, ale jest w nim jakaś opowieść. Podoba mi się także to, że ładnie nakłada się na nasz obecny świat. I nie świadczy o nim najlepiej.


Skończyłem tom fanowskich opowiadań i mam taką refleksję, że wielu twórców stara się odżegnać od tradycji, na nowo wymyślać koło. Być może to dlatego porządek "rozpoczęcie, rozwinięcie, zakończenie" w tak wielu opowiadaniach jest zakłócony. A on jest ważny, szczególnie w tak krótkiej formie, gdzie miejsca starcza ledwie na jedną historię. I warto byłoby ją opowiedzieć tak, by czytelnik ją zrozumiał.

piątek, 11 lutego 2022

Most na rzece Kwai - Pierre Boulle

Wspaniała, wielka (choć krótka) powieść o honorze, różnicach kulturowych, dumie i świadomości z tego, co się reprezentuje. Mnie wciągnęła od pierwszych akapitów i chociaż widziałem wcześniej film, zachwyciła prostotą i harmonią. Podobał mi się niezwykle jasny, czytelny przekaz (o wiele czystszy niż w filmie), wyraźnie zarysowane postacie (to akurat w filmie widać), oraz fabuła, która skupia się na tym, co najważniejsze. To naprawdę dobra powieść.

Dostrzegłem jednak i pewne minusy - mimo, że plan akcji dywersyjnej jest konieczny, bo dowiadujemy się z niego więcej niż z samej akcji, to następujące po nim próby zwiadu wydały mi się opisane nieco mętnie i, szczerze mówiąc, rozpraszało mnie to, że nie do końca wiedziałem co się aktualnie dzieje. Szkoda mi było zostawiać pułkownika Nicholsona i przenosić się do jego pobratymców na drugą stronę mostu. Jak widać budowanie podoba mi się bardziej niż niszczenie. 

SPOILER!
To, w czym tkwi siła powieści to zdecydowanie różnice kulturowe i duma. Z jednej strony mamy pułkownika Saito, który gardzi więźniami, gdyż jego kultura nie dopuszcza poddania się wrogowi, a jednocześnie zmuszony jest przez dalekich zwierzchników do wykorzystania ich jako siły roboczej przy budowie mostu, a z drugiej flegmatycznego pułkownika Nicholsona, który jest dumny z noszenia brytyjskiego munduru, pragnie zachować komendę nad swoimi żołnierzami, gdyż taka jest jego rola, a jednocześnie chce pokazać wrogowi co potrafi Angielska armia i buduje most, jakiego żaden z "prymitywnych Japończyków" zbudować by nie potrafił. Nie myśli przy tym o fakcie, że most jest częścią wrogiej linii kolejowej, która będzie służyła żołnierzom wroga. Konflikt jasny i czytelny, a jakże pięknie pokazany. 

Oceny (legenda tutaj):
  • Kunszt: 8 (Bardzo czytelna powieść.)
  • Lekkość Pióra: 8 (Świetnie się czyta, przez większość stron.)
  • Akcja: 8 (Jasna i płynna.)
  • Bohaterowie: 8 (Na nich oparta jest powieść.)
  • Zakończenie: 7 (Pod koniec coraz mniej czytelne.)
  • Ocena Łączna: 39/50

sobota, 5 lutego 2022

Głodna Puszcza - Marcin Mortka

Kolejna część cyklu o przygodach Kociołka i jego Drużyny do Zadań Specjalnych. Godna kontynuacja "Nie ma tego złego", okraszona jeszcze większą ilością wybornego fantastyczno-ironicznego humoru (Człekoń? Proszę...). Czyta się sama, o czym najlepiej świadczy to, że w zasadzie odrywałem się od niej tylko pod przymusem i skończyłem lekturę ledwie ją zacząłem. 

Nie podobały mi się w całej powieści dwie rzeczy. Po pierwsze to, ze autor ponownie przedstawia wszystkich bohaterów i robi to nawet bardziej szczegółowo niż w tomie pierwszym, gdzie w zasadzie dopiero ich poznajemy. W mojej opinii to zabieg niepotrzebny. Po drugiej jest tu pewna niekonsekwencja w opisywaniu wydarzeń tomu poprzedniego i jako czytelnik miałem "ej, ale to nie było tak". Poza tym zastrzeżeń nie zgłaszam.

Podobają mi się głupkowate rasy, którymi raczy nas autor, wytrząsając je prosto ze swej bogatej (i nieco spaczonej w dobrym znaczeniu tego słowa) wyobraźni prosto na karty powieści, gdzie niczego niespodziewający się czytelnik musi się z nimi mierzyć. Jestem pod ogromnym wrażeniem wtrącania wszędzie polskich (ale tak bardzo polskich) nazw, co tworzy wyjątkowy koloryt, a czego zawsze mi brakowało, gdy czytałem powieści fantasy, silące się na powagę. To literatura mocno rozrywkowa, więc fajnie, że taka właśnie jest i nie udaje czegoś innego.

Z niecierpliwością czekam na kolejne tomy przygód Kociołka i Drużyny.

Cenę tej książki można sprawdzić: