sobota, 30 stycznia 2016

Wyspa Delfinów - Arthur C. Clarke

Prosta, spokojna, ciekawa opowieść z pogranicza fantastyki i nauki. Można ją nazwać Przygodową Fantastyką Naukową. Wspaniałe opisy przyrody sąsiadują z rozważaniami na temat inteligencji delfinów, zahaczając o aspekty moralno-filozoficzne. Przystępnie napisana historia sprawia czytającemu wiele frajdy i umożliwia przeżycie wspaniałej, niecodziennej przygody, bez poczucia obcowania z trudną tematyką, a jednocześnie przemyca idee, nad którymi warto się zastanowić. 

Czy intelekt upoważnia nas do innego traktowania przyrody? Czy przyjazne zwierzęta zasługują na lepszy ekosystem niż drapieżniki groźne dla człowieka? Czy człowiek powinien ingerować w naturalny porządek rzeczy dla własnych, bądź cudzych korzyści? Wszystko to może brzmieć prosto, płytko i pospolicie, ale w przedstawionej przez Arthura C. Clarke'a opowieści nabiera głębi i traci nieco z banału.

Oceny (legenda tutaj):

  • Kunszt: 6 (Nic specjalnego, ale też nie męczy.)
  • Lekkość Pióra: 7 (Łatwo się czyta, ale może to ze względu na długość.)
  • Akcja: 7 (Zachwyca prostotą.)
  • Bohaterowie: 6 (Bez zbędnych dodatków - tylko tyle ile potrzeba.)
  • Zakończenie: 7 (Proste i dopasowane do opowieści.)
  • Ocena Łączna: 33/50

sobota, 23 stycznia 2016

Rytuał - Graham Masterton

Książka ta została mi polecona, jako przedstawicielka gatunku, którego zwykle nie czytuję. Zgodziłem się ze względu na autora - znam i wiem, że dysponuje ciekawym warsztatem literackim, zatem nie będzie się trzeba męczyć ze słownictwem czy nieporadnymi zdaniami (co niestety zdarza się coraz częściej w przypadku literatury grozy).

Nie pomyliłem się - ze stroną językową męczyć się nie musiałem. Niestety w innych kwestiach zawiodłem się.

Początek jest ciekawy i przyjemny w odbiorze, a nawet intrygujący. Niestety od momentu nawiązania właściwej akcji, z każdym rozdziałem jest coraz gorzej. Z jednej strony doświadczamy pewnego rozdwojenia powieści na część realistyczną i zupełnie oderwaną od niej część, by nie zdradzać fabuły, nazwę ją "za zamkniętymi drzwiami", co może nie byłoby źle, ale pomiędzy tymi częściami brak jest korelacji. Połączenie tych dwóch światów przedstawione jest w tak nieprawdopodobny, nierzeczywisty sposób, że czytelnik nie potrafi wczuć się ani w bohatera ani w jego sytuacje, a opisane wydarzenia mają niemal kreskówkowe prawdopodobieństwo. 

Tak przerysowany ciąg wydarzeń kontrastuje z realistycznymi i bardzo drastycznymi opisami, miejscami niesmacznymi. Tutaj do głosu dochodzi mój subiektywizm, bo sympatycy filmów z gatunku gore będą prawdopodobnie zachwyceni. Ja jednak uważam, że szokowanie okrucieństwem tylko dla samego pokazania okrucieństwa to przysłowiowa "sztuka dla sztuki". Ukazuje oczywiście pewną umiejętność autora, ale nie niesie ze sobą niczego dla czytelnika (a przynajmniej dla mnie jako czytelnika). 

Do tego dorzucić należy ciekawy zwrot akcji przed końcem i efekciarskie zakończenie, w amerykańskim stylu. Prawdopodobnie dobrze zrobiony film, powstały na podstawie tej powieści byłby dużo lepszy i zyskałby wielu odbiorców wśród wielbicieli krwawych horrorów. Mnie w tym wszystkim podobał się zgrabny styl autora, treść już nieco mniej.

Oceny (legenda tutaj):

  • Kunszt: 7 (Przyzwoity i fachowy.)
  • Lekkość Pióra: 7 (Czyta się łatwo i szybko.)
  • Akcja: 4 (Sporo błędów w stylu "a po co on to zrobił?", mało realizmu, dużo okrucieństwa.)
  • Bohaterowie: 5 (Przeciętni, tacy jacy wynikali z treści i niewiele ponadto.)
  • Zakończenie: 5 (Nic specjalnego, choć efekciarskie. Bardziej pasowałoby do filmu.)
  • Ocena Łączna: 28/50

poniedziałek, 18 stycznia 2016

Bezsenność w Tokio - Marcin Bruczkowski

"Bezsenność w Tokio" to książka napisana na podstawie własnych doświadczeń. Autor wyjechał do Tokio na rok, został tam na lat dziesięć i opisał to, co może w życiu codziennym stolicy Japonii zadziwić ludzi z naszej części świata. A to, że autor jest Polakiem, tylko dodaje smaczku, bo opisując swój punkt widzenia zwraca uwagę na to, na co szczególnie wyczuleni byliby obywatele naszego kraju.

Jeśli ktokolwiek chciałby dowiedzieć się czegoś na temat życia codziennego Tokio, mieszkania tam, podróżowania, pracowania itp. to powinien przeczytać tę książkę, bo o tym ona właśnie traktuje. Nie o tajemnicach orientu, nie o tym z czym zetknie się turysta, nie o zabytkach czy supernowoczesnych ciekawostkach, ale o mikroskopijnych mieszkankach, problemach z dostępem do łazienki, codziennych zakupach, borykaniu się z policją, kupnem samochodu, jeżdżeniu metrem czy autostopem. To o wiele ciekawsze i bardziej zaskakujące.

To, co mnie podobało się najbardziej, to lekka forma. Zero napuszonego, pełnego protekcjonalności i wywyższania się stylu. Cały tekst napisany jest w formie bardzo przystępnych, zabawnych (w większości) historyjek, okraszonych zdjęciami autora (i znajomych) w sytuacjach codziennych. Doskonały kontakt z czytelnikiem sprawia, że książka czyta się sama, a uśmiech pozostaje na twarzy od początku do końca (choć samo zakończenie mogłoby być bardziej złożone).

Jako, że w tym przypadku nie mogę wystawić oceny punktowej - trudno ocenić "Akcję" czy "Bohaterów" prawdziwej historii, postanowiłem skomentować poszczególne kwestie, bez wystawiania punktów. A zatem nietypowo:

  • Kunszt: Rzetelny, z odpowiednią dozą humoru, żywy.
  • Lekkość Pióra: Czytałem do rana, bez jednego ziewnięcia.
  • Akcja: Trudno ocenić, ale każda historyjka niesie ze sobą dużą dozę nowości.
  • Bohaterowie: Prawdziwi, ale jakżeby mogło być inaczej. Nie opisano jednak ich losów, bo nie tego dotyczyła ta publikacja.
  • Zakończenie: Jakby czegoś brakowało. Niby wszystko jasne, ale jakoś nagle się urywa.
  • Ocena Łączna: Warto!
  • wtorek, 12 stycznia 2016

    Do światła, W mrok, Za horyzont - Andriej Diakow



    Powieści z uniwersum Metro 2033 czytuję z przyjemnością, ale zauważam spore różnice jakościowe pomiędzy nimi. Trylogia Diakowa była naturalną w moim przypadku kontynuacją, po przeczytaniu "Pitera". Rzecz bowiem dzieje się w tej samej lokacji - Petersburskim Metrze. Przyznaję, że nie mogłem się doczekać tej lektury, a jednocześnie przystępowałem do niej z pewną niepewnością - czy nie zawiodę się tym razem.

    "Do światła" jest pierwszym tomem trylogii, a jednocześnie pierwszą powieścią autora, który wcześniej pisywał opowiadania fanowskie, związane z uniwersum. Ciekaw byłem jak wyglądał debiut i muszę przyznać, że pomimo nienadprzeciętnego stylu, olbrzymia zaletą książki jest wartka, spójna akcja. Co prawda przez to, ze czytelnik w jednej chwili poznaje kilku bohaterów powieści sprawia, że nie są oni indywidualni, ale stanowią "tłum" - jakby jedną postać. Z tego powodu ciężko jest ich polubić i w jakiś sposób związać z nimi. Ale z drugiej strony, jest się z kim utożsamiać i czyimi losami się przejmować, więc nie brakuje tego aż tak bardzo. Inną sprawą są średniej jakości opisy miejsc - często trudno wyobrazić sobie daną lokację, odległości pomiędzy odwiedzanymi miejscami czy szczegóły terenu czy otoczenia. Jest to zarazem ten sam zarzut jaki miałem do pierwszego tomu, od którego wszystko się zaczęło - do "Metra 2033". Problem zanikał w "Metrze 2034".

    "W mrok", jak sam autor przyznaje, jest dużo dojrzalsze. I rzeczywiście - nawet przedstawione wydarzenia z jednej strony wynikają z poprzedniego tomu, z drugiej stanowią bardzo spójną (chyba najbardziej z przeczytanych dotychczas tomów, dotyczących tego uniwersum) całość. Jest zagadka, niemal kryminalna, liczne zwroty akcji, rozdziały i połączenia oraz fascynujące sploty wydarzeń. Jeśli poprzedni tom był wprawką, to teraz autor rozwinął skrzydła. Wprowadzone postacie są już mniej czarno-białe i mają na sobie więcej "mięsa", opisy są wyrazistsze i bardziej bogate w szczegóły, a historia na prawdę dobra i wykorzystująca potencjał uniwersum.

    "Za horyzont" to trzeci tom trylogii. Mam wrażenie, że nie był planowany w trakcie powstawania dwóch pierwszych tomów, gdyż pomimo iż są w nim nawiązania do poprzedzających wydarzeń, to wcześniej nic nie wskazywało na dalszy ciąg. Jest to jednocześnie tom, który wymyka się konwencji cyklu, ale jednocześnie jest napisany z największym rozmachem. Tutaj też jesteśmy już zżyci z bohaterami trylogii i ich losy przeżywamy bardziej aniżeli w poprzednich tomach. Odnoszę wrażenie, że i dzieje się więcej (ale zmiana konwencji stworzyła wiele nowych możliwości). Minusem jest to, że istnieją wątki niewykorzystane i jakby niedomknięte, a to powoduje niedosyt.

    Ogólnie z czytania całości miałem dużo frajdy, a lektura nie dłużyła się, dlatego z przyjemnością polecam cały cykl, może bez ostatniego epilogu, który jest zbędny.

    Oceny (legenda tutaj):

    • Kunszt: 7 (Nic niezwykłego, ale solidna robota i sporo nawiązań do obecnej rzeczywistości.)
    • Lekkość Pióra: 8 (Pierwsze dwa tomy oceniam na słabą ósemkę, a ostatni to niemal dziewiątka.)
    • Akcja: 8 (Przemyślana akcja, szczególnie w drugim tomie oraz ciekawe wydarzenia w całej trylogii.)
    • Bohaterowie: 8 (Pierwszy tom to najwyżej siedem, ale mocna dziewiątka za tom trzeci)
    • Zakończenie: 9 (Niepotrzebny ostatni epilog, który autor umieścił chyba nieco na siłę, by formą przypominać poprzednie tomy, oraz średnio potrzebny motyw ostatniej osady.)
    • Ocena Łączna: 40/50